Popoście / Afterlent

Processed with VSCO with f2 preset

Od wczoraj pojawiają się przed oczami i w uszach słowa pocieszania, że zostało jeszcze kilka dni Wielkiego Postu, więc można go jeszcze uratować. Postanowienia wielkopostne to pikuś przez pierwsze cztery tygodnie, schody zaczynają się później, gdy koniec majaczy już na horyzoncie – takie doświadczenia mam ja. Jaki był mój Wielki Post? Myślę, że dobry, a dotarło to do mnie w jeden powszedni dzień zeszłego tygodnia, gdy zmywając naczynia nagle i na chwilę poczułam się z sobą tak od początku do końca dobrze – kochana przez Boga i taka, której niczego nie brakuje. Taka, która nic nie musi – przez błysk chwili było tylko tu i teraz, było JESTEM. Pomyślałam wtedy, że chyba udało się to, czego chciałam na początku tego Postu – zbliżyć się do Boga i wyciszyć się. Odkrywam od kilku miesięcy, że w religii katolickiej chodzi o RELACJĘ, nie o zbiór zasad moralnych do przestrzegania, za których przestrzeganie czeka nagroda. Życie w Bogu to dar, nie nagroda.

Wraz z nastaniem Triduum (tradycyjnie) cała harmonia bezwietrznej tafli jeziora jest brutalnie burzona nawałnicą emocji w ilości (liczbie?) do powymiotowania. W zeszłym roku podczas kilku godzin którejś z liturgii zły duch przypominał mi WSZYSTKIE, ale to WSZYSTKIE moje porażki i grzechy, nie pomijając okresu przedszkolnego. Przypominał mi rzeczy, o których już wieki nie pamiętałam – czułam się jakbym stała pod ścianą przed plutonem egzekucyjnym, który strzelał do mnie, ale nie mógł mnie zabić. Wiedziałam, że to minie, gdy skończy się liturgia i wiedziałam, że to wszystko, co o sobie wtedy myślałam nie jest prawdą. Nigdy nie czuję się tak daleko od Boga i tak sucha jak podczas Triduum. Czuję, że Bóg nie słucha moich modlitw i nie interesuje się mną wcale, bo ma aktualnie ważniejsze sprawy na głowie. Rozum stoi na straży mojej wiary, ale jako że na drugie imię mi emocja, wychodzi z tego starcia zawsze strasznie wyczerpany.

W Wielkim Poście nie zaczęłam nawet żadnej duchowej lektury (czekają urodzinowe Objawienia Bożej Miłości, do których może rzutem na taśmie zajrzę w pociągu oraz w drodze, który zapowiada się niezwykle interesująco), ani nie udało się uczestniczyć w żadnych rekolekcjach (jedyne które mnie zaciekawiły prowadził ojciec z Poznania, który był we Wrocławiu wtedy, kiedy ja w Poznaniu). Mimo tego albo może właśnie dzięki temu przekonałam się o wadze własnego zaangażowania w budowanie osobistej relacji z Bogiem. Katolicki internet atakował bez przerwy konferencjami, kazaniami, rekolekcjami, artykułami – aż do przesytu. Nic nie zastąpi codziennych kilku minut tylko dla Boga, bo – tutaj znowu przypomina mi się biskup Ryś – „Kiedy rozmawiamy z Jezusem, nasze myślenie się porządkuje”.

Dzisiaj po mszy obejrzymy z Tomkiem kolejny raz Pasję Mela Gibsona, mocno siedzi we mnie w tych godzinach rubikowe Ecce homo – coroczne rytuały. Te Święta nie są wesołe, one są głębokie, a w finale tryskają radością, której nigdy nic nie powstrzyma. Bo wiecie, „mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych” (Rz 8,11).


Since yesterday I’ve been seeing and hearing some comforting words on the Internet, that Lent is not over yet, you can still have something from it. To me, all Lenten resolutions are easy to keep through the first four weeks of Lent – the worst time begins with the fifth week when you can see the end already. I think my Lent was a good one. It came to me on some ordinary day last week while I was doing my dishes. I suddenly felt good with myself, loved by God and sort of full, like nothing would be missing. For a minute there was no time, there was only now and I AM. I thought afterwards that it is exactly what I wished for this Lent – I wanted to come closer to God. For some time now I’ve been discovering, that the Catholic faith isn’t about fulfilling some moral rules, for which you can get a prize, but it is all about the relationship with God. Life in God is a gift, not a prize.

With the beginning of the Triduum all the harmony I got from Above has been destroyed by some huge amount of various emotions (like every year). Last year during one of the liturgies two hours long the evil spirit reminded me of ALL, but literally my ALL failures and sins from the past, even those from my kindergarten. He recalled me some things that I managed to forget during all those years – I felt like I was standing in front of a firing squad that shoot at me, but wasn’t able to kill me. I knew it would all go away after the liturgy and it wasn’t true what those memories made me think about myself. I never feel so far away from God and this kind of dry than during Triduum. I feel like God doesn’t hear my prayers, because He has got some more important things to do right now. My reason defends my faith, but it is very exhausting for it, as my second name is “Emotion”.

During this Lent I haven’t manage to even start any spiritual book or attend any retreat. Maybe that is why I convinced myself that without your personal engagement you will never build any relationship with God. Nothing will ever replace those several minutes only for God – ‘While talking to God our thinking gets its order’ as bishop Ryś said.

Today after mass we will watch ‘The Passion of the Christ’ by Mel Gibson with Tomek and ‘Ecce homo’ by Piotr Rubik resonates strong with me these hours – these are my annual rituals. These holy days  aren’t happy, they are deep and they finally burst with the true joy. Because you know, ‘the Spirit of the one who raised Jesus from the dead dwells in you’ (Ro 8:11).


Zdjęcie zrobione u Kasi W.-P. Najpiękniejszy krucyfiks jaki w życiu widziałam.

/ I took this photo at my friend’s house – it’s the most beautiful crucifix I have ever seen.

Jeszcze o Poście / Lent to be continued

The word „Lent” comes from the Old English word „lencten”, which means „spring”. The season of Lent reminds us that we are all in need of renewal.

„The Catholic Catalogue”, M. Musick & A. Keating

W języku angielskim słowo „Lent”, oznaczające Wielki Post, pochodzi od staroangielskiego słowa „lencten”, co znaczy „wiosna”. Okres Wielkiego Postu przypomina nam wszystkim o potrzebie odnowy.

„The Catholic Catalogue”, M. Musick & A. Keating

Przeczytałam to kilka dni temu i porównanie Wielkiego Postu do wiosny zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Kiedy zima przechodzi w wiosnę jestem fizycznie senna, smutna, rozdrażniona i migrenowa. Nie mam wcale siły na odnowę, a przecież gdy robi się generalne porządki, to na początku jest jeszcze większy bałagan niż na początku i trzeba tej siły mieć dużo. Zamrożone jeszcze niedawno drzewa zaczynają już wypuszczać pączki (sama widziałam), spod śniegu wystają pierwsze kwiaty, co od dziecka wydaje mi się absurdem i dopóki nie zobaczyłam na własne oczy, nie uwierzyłam. Wieje już jednak pachnący wiatr, tej pączkowej siły nic nie zatrzyma. Wiosna jest zapowiedzią pełni, jakimi są lato i jesień. Wiosną jest zawsze coraz lepiej, coraz jaśniej, coraz cieplej, ale jeszcze nie w pełni. Wiosna jest świeżością. Taki Wielki Post chcę.

Dwie rzeczy, które chciałabym polecić:

  • wywiad z Tessą Capponi-Borawską o poszczeniu – linkowałam już na Twitterze, ale może nie wszyscy widzieli. Jak zwykle z pełnym wdzięku dystansem do siebie, zakorzeniona w wierze.
  • warsztaty z Beth Davis – dla pań anglojęzycznych o intymności z Jezusem. Kosztują 15 $, ale może da wysupłać się z wielkopostnego funduszu na rekolekcje? Ta pogadanka to oczywiście jedynie wstęp do pogłębiania swojej relacji z Jezusem, ale nadaje wspaniały kierunek.

I read this a few days ago and the comparison of Lent to spring made a huge impression on me. Here where I live when winter turns into spring I’m physically sleepy, sad, irritated and often with migraine. I have no strength for renewal, and when you do some general cleaning, at the beginning you have even bigger mess than and you have to have a lot of strength. Tress that were frozen not so long time ago are starting to let buds (I saw it!), the first flowers are sticking out from under the snow. The blowing wind smells fresh, this force won’t be stopped by anything. Spring is a prelude to fullness, which are summer and autumn. The spring is always getting better, getting brighter and warmer, but not fully yet. Spring is fresh. This is what I want for Lent.

Two things that I would like to recommend:

  • interview with Tessa Capponi-Borawska on fasting (unfortunately only in Polish, but maybe Google Translate will help you with it?) – as usual graceful and rooted in faith.
  • workshop with Beth Davis – for English speaking ladies of intimacy with Jesus. This is of course only an introduction to deepen your relationship with Jesus, but Beth gives great direction.

Post / Lent

Z natury mam tak, że gdy nie mam planu, czuję niepokój – chaos mnie paraliżuje. Cotygodniowe sprzątanie mieszkania planuję na początku tygodnia, sprzątam według wypracowanej kolejności (uprzedzając wszelkie pomysły tego typu – nie, rzeczy w szafie nie mam poukładanych kolorami). Gdy trzeba coś przedsięwziąć, w głowie uruchamia mi się mechanizm planowania. Mam na dysku z fabryki program do zarządzania każdym projektem (np. przed sekundą w tle uruchomiła się aplikacja, która ustali, o której godzinie muszę wstawić rosół, jeżeli chcę wyjść o 15 z domu). Cecha ta nie jest żadną moją zasługą, po prostu dostałam z Nieba w charakterze i już (zresztą jest przyczyną posiadania „nudnego życia” i umiarkowanej spontaniczności). Wraz z wiekiem cecha ta uległa transformacji i trochę odpuszczam, bo się ze wszystkim nie wyrabiam na zakrętach. Chciałam za dużo, wdarł się chaos i dobre duchowe rzeczy często przechodziły koło nosa. Tak było np. z Adwentem i Wielkim Postem.

Miniony Adwent był pierwszym od wielu lat, na który czekałam – to znaczy taki, którego świadomość miałam już w okolicach października i nie zaskoczył mnie znienacka w połowie grudnia, kiedy za późno już zazwyczaj było na zahaczenie o jakieś fajne rekolekcje (bo życie zaplanowane było już do Świąt i nie dało się wcisnąć). O nadchodzącym Wielkim Poście myślę już i przygotowuję się do niego od kilku tygodni i daje mi to poczucie jak przy spokojnej tafli jeziora w środku lata.

Słodycze (ani nic z jedzenia) nie są tym, czego brak odczuwałabym najbardziej podczas nadchodzących sześciu tygodni, więc od kilku lat daję sobie szlaban na zakupowe przyjemności. Co roku jestem tym tak samo przerażona i co roku nie wiem czy podołam (pewien ksiądz powiedział kiedyś na kazaniu, że post, który jesteśmy pewni od początku, że go dotrzymamy to niezbyt wymagający post). Żeby była jasność – poza tym okresem nie kupuję dużo, po prostu czasem znajduję przyjemność w kupieniu sobie sukienki lub nowego lakieru do paznokci. Bardziej chodzi o to, żeby ten czas i pieniądze przeznaczyć na inne cele. Ula kiedyś powiedziała, że w Wielkim Poście nie chodzi o niejedzenie słodyczy, ale o miłość i większe dawanie z siebie, czy to w znaczeniu materialnym czy duchowym. To jest oczywiście trudniejsze niż zatrzymywanie się na nierobieniu czegoś, bo wymaga aktywności i kreatywności – całe to przedsięwzięcie jest zatem bardziej skomplikowane niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Jest jeszcze modlitwa. Modlitwa niczego Bogu nie dodaje, zawsze dodaje człowiekowi. Słuchałam ostatnio kazania biskupa Rysia, który powiedział, że gdy rozmawiamy z Jezusem, porządkuje się nasze myślenie. Uczę się ostatnio takiej właśnie modlitwy i wychodzi mi czasem – kilka minut w ciągu dnia tylko na rozmowie z Jezusem. Jest to ciężkie, bo jestem kobietą i w głowie pędzą mi z prędkością światła myśli i wspomnienia, ale zauważyłam, że gdy nie forsuje się myśli, żeby odeszły, a stara się skupić po prostu na Jezusie, udaje się to. Straciłam gdzieś w minionych latach umiejętność dziecięcego mówienia Mu o wszystkim, wpadłam w dorosłe „przecież i tak o tym wie”/„po co o tym mówić, jakoś sobie poradzę”  – teraz uczę się tego na nowo. Czas spędzony na modlitwie nigdy nie jest stracony, a Bóg wie, że jesteśmy zajęci jak pszczółki, więc się streszcza i wlewa całego Siebie jak tylko się na niego otworzymy. I ZAWSZE się cieszy, gdy do niego przychodzimy – nawet, jeżeli to tylko kilka minut i nawet jeżeli jest się czarnym od grzechu.

Pójdę dziś zapytać Go, co by dla mnie i ode mnie na ten Wielki Post chciał. W końcu zna mnie najlepiej.

pexels-photo-29986


I am a person who feels anxious when I don’t have a plan – chaos paralyzes me. Weekly cleaning of the apartment is always planned at the beginning of the week, I clean it in a settled order. When I need to do something there is a scheduling mechanism in my head that starts to plan everything (like now when it’s high time to boil a chicken soup if I want to leave the house at 3 pm). This feature is not any of my merit, I just got out it from Heaven by nature (and it’s a reason for having  a „boring life” and moderate spontaneity). With age when there were more and more things to handle during the day and this feature of mine isn’t so strong anymore. I wanted too much and was frustrated, because I wasn’t able to manage this all. Some aspects of my life broke into chaos and I missed a lot of spiritual goods. This was the case of some Advents and Lents.

The last Advent was the first in many years, I’ve been waiting for – I had thought about it already in October and it didn’t surprise me suddenly in mid-December, when it was too late usually for some  cool retreat (because life was planned already till Christmas). I’ve been preparing for the upcoming Lent for several weeks and due to that I can feel as calm as a like being to the lake in the middle of summer.

 I miss no sweets (or anything from food) so it’s not something that would cause some kind of pain to me during the coming six weeks, so a few years ago I made up a great kind of fasting for me – shopping for pleasure.  Every year I am equally terrified, and every year I do not know whether I will manage it (one priest once said that fasting, when we are sure we will handle it from the beginning  is not demanding enough). Just to be clear – I don’t buy a lot, just sometimes I find pleasure in buying a new dress or a new nail polish. The point is to spend the time and money on other purposes. Ula (a friend of mine) once said that Lent is not about eating no sweets, but about giving yourself with love materially and spiritually to one another. It is obviously more difficult than stopping doing  something, because it requires activity and creativity – this whole project is therefore more complex than at first glance.

There is also prayer involved. Prayer does not add anything to God, always gives us a lot. I listened to the last sermon of Polish Bishop Ryś who said that when we talk with Jesus, our thinking gets organized. I’ve been trying to practice such a prayer and sometimes I succeed – a few minutes during the day just talking with Jesus. It is hard, because I’m a woman and there is a memories and thoughts highway in my head, but I noticed that when you do not push your thoughts that are wrong and should go and try instead to simply focus on Jesus, He organizes them and they go away. I lost somewhere during past years the children’s ability to talk to Him about everything. I fell in adult „He knows it anyway” / „there is nothing to talk about, I can handle it on my own” – now learn this again. Time spent on a prayer is never wasted and God knows that we are busy bees, so He comes immediately when we open for Him. He is ALWAYS happy when we come to Him – even if it’s only for a few minutes and even if you are black from the sin.

I’ll ask Him what He would like for me for this Lent. In the end He knows me best.

 

221. Żeby palma nie odbiła…

Jestem tak zakręcona, że wydaje mi się, że Środa Popielcowa była dopiero 5 dni temu. Czasu na korzystanie z dobrodziejstw Wielkiego Postu już coraz mniej, zatem poniżej kilka propozycji „Rekolekcji bez wychodzenia z domu” (to jest tylko oczywiście wybór):

1) Strona dominikanów warszawskich z rekolekcjami nie tylko postnymi

2) Poznańscy dominikanie i ich „Rekolekcje ostatniej szansy”, rozpoczynające się jutro, dostępne także online

3) „Muszę być w drodze” by (znowu) poznańscy dominikanie

4) Wybór nagrań dominikanów, tym razem, krakowskich

5) „Życie to nie teatr” by o. Wacław Oszajca SJ

6) Niekoniecznie wielkopostnie – ks. Pawlukiewicz

7) Biskup Edward Dajczak raz i dwa (też niekoniecznie wielkopostnie, ale bp Dajczak wymiata za każdym razem, więc polecam wszystko), o jeszcze znalazłam trzy

8) „Projekt życie”

… i pewnie jest jeszcze mnóstwo innych. Może ktoś wśród powyższych znajdzie coś dla siebie.

***

„Kiedy Piotr był na dole na dziedzińcu, przyszła jedna ze służących najwyższego kapłana. Zobaczywszy Piotra grzejącego się [przy ogniu], przypatrzyła mu się i rzekła: I. I tyś był z Nazarejczykiem Jezusem. E. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: I. Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz. E. I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca, widząc go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: I. To jest jeden z nich. E. A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: I. Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem. E. Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: I. Nie znam tego człowieka, o którym mówicie. E. I w tej chwili kogut powtórnie zapiał. Wspomniał Piotr na słowa, które mu powiedział Jezus: Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz. I wybuchnął płaczem.”

Mk 14,66-72