katolik RZYMSKI / ROMAN catholic

O Rzymie napisano już wszystko, Włosi są trochę aroganccy, a pizza tuczy. I CO Z TEGO!?

Styczeń, po wyjściu z samolotu atak wiosennego powietrza i śpiewu ptaków, pierwsze spacery z płaszczem na przedramieniu. Na Zatybrzu wieczorem sami Włosi, kolejki tylko do Pawła za Murami, bo papież i drugie nieszpory (ilu kleryków potrzeba do przeniesienia stołka? trzech – dwóch trzyma, jeden konsultuje)(ten diakon z pierwszego zdjęcia jechał z nami wtedy metrem!). Lecisz tyle kilometrów, żeby pod drzwiami bazyliki św. Piotra czekać na jej otwarcie obok swojego prywatnego poznańskiego arcybiskupa. Potem przyczajka na papieża z tarasu klasztoru franciszkanów, gdy wychodził od św. Marty (jak się człowiek zachowa w takiej sytuacji okazuje się dopiero, gdy papież wychodzi i okazało się, że reaguje się spontanicznym piszczeniem) (dobrze, że nie było żadnego snajpera nigdzie na okolicznym dachu). Snucie się 20 km dziennie po mieście, dużo piękności, ciepła i radości. Moje serce jest pełne (jak to mówią Amerykanie) – najbardziej rozbrajająca jest bezinteresowna przyjaźń i czekoladowy panettone (ojciec Rysiu umie w panettone i w gościnę ♥) (w grudniu będzie pieczone, bo ta z bakaliami to jest taka sobie, ale z czekoladą to JEST PO PROSTU AMBROZJA) (we dwie opędzlowałyśmy całą w dwa wieczory).

Są takie chwile, kiedy się bardzo wzruszam. Jest to miłe uczucie, zawsze się wtedy czuję bliżej Boga. W Rzymie wzruszyłam się przynajmniej cztery razy: gdy jadłam czekoladowego panettone, gdy jadłam tiramisu na Via Quattro Novembre, a tak bardziej na serio to poryczałam się przy grobie św. Katarzyny ze Sieny oraz przy stopie Apostoła Jakuba albo Filipa Mniejszego w bazylice Dwunastu Apostołów (relikwie obydwu panów tam się znajdują, ale nie dało się dowiedzieć czyja stopa – w każdym razie pomyślałam sobie, że tą stopą mógł być trącany Jezus, a ojciec Rysiu słusznie zauważył – i wtedy to już mi się serce rozpłynęło – że TĘ STOPĘ całował Jezus podczas ostatniej wieczerzy). Wiem, że chrześcijaństwo to nie jest religia miejsca i Msza Święta na Lateranie ma taką samą wartość jak Msza Święta w Pcimiu i że święci tak samo są wszędzie obecni, bo już są w innym wymiarze, ale jednak po ludzku ogromnie przeżyłam i nie mogłam się oderwać od grobu Sienenki i gabloty z tą stopą (M: „Idziemy?” Ja: „Nie, potrzebuję jeszcze trochę” M: „Dobrze”. – naprawdę dobrze trzeba wybierać towarzystwo na wakacje ♥).


Everything has already been written about Rome, the Italians are a bit arrogant, and the pizza is fattening. SO WHAT!?

January, an attack of spring air after leaving the plane and birds singing, first walks with a mantle on the forearm. In the Trastevere Italians in the evening, queues only to Paul Outside the Walls, because the Pope and the second vespers (how many clerks do you need to move one stool? – three: two hold the stool, one consults). You were flying so many kilometers only to meet your own archbishop at the door of the St. Peter’s Basilica. Later, you spot the pope from the terrace of the Franciscan monastery while leaving the St. Martha’s (how you would behave in such a situation turns out only when the Pope comes out and it turns out that you simply scream) (well, there was no sniper anywhere on the surrounding roof fortunately). Walking daily 20 km around the city, admiring the beauty, warmth, and joy. My heart is full – one of the most powerful things in the world are selfless friendship and chocolate panettone (father Rysiu knows how to panettone and knows the meaning of the word hospitality ♥) (in December it will be baked at home, because I don’t like the one with dried fruits and nuts so much, but the one with chocolate IS SIMPLY AMBROSIA).

There were moments when I was deeply touched. It is a nice feeling, I always feel closer to God than. In Rome I was moved at least four times: when I ate chocolate panettone, when I was eating tiramisu by Via Quattro Novembre, and more seriously, I cried at the grave of St. Catherine of Siena and at the foot of the Apostle James or Philip in the Church of the Twelve Holy Apostles (relics of both men are there, but it was impossible to know whose foot it was – anyways I thought that Jesus could have been kicked with this foot, and father Rysiu rightly noticed – and then my heart melted – that Jesus was kissing THIS foot during the Last Supper). I know that Christianity is not a religion of a place and the Holy Mass at Lateran has the same value as the Holy Mass in a small shabby church and that the saints are equally present everywhere because they are already in a different dimension, but I experienced it very very deep there.

 

1
pod niebem pełnym cudów / under the sky full of wonders

2

3
u św. Piotra / at St. Peter’s
4
u św. Piotra same mozaiki! nic malowanego! / only mosaics there, nothing is painted!

56

7
miedziane misy z piaskiem do trzymania świeczek – przepiękność! kościół św. Bartłomieja, sanktuarium męczenników XX i XXI wieku / copper bowls with sand to hold candles – beautiful! St. Bartholomew, the sanctuary of the martyrs of the 20th and 21st centuries
8
u św. Anastazji adoracja trwa całą dobę! jeden z piękniejszych kościołów, w jakim byłam – wnętrzem rządzi pastelowy błękit / there an Adoration round the clock at St. Anastasia’s

9

10
DZIEWCZYNA ZE SIENY! / THE GIRL OF SIENA!

111213

14
u św. Sabiny na Awentynie. teraz już przynajmniej wiem, że poznański kościół dominikanów zbudowano na jej wzót. i niech mi nikt nie mówi, że jest inaczej. wspaniałe miejsce.

15

16
u św. Praksedy stoi fragment słupa, przy którym był biczowany Jezus (jak zauważył ojciec Rysiu – jeden z wielu 😉 ). *O nie, Panie Jezu, ubiczowali Cię!* *Ale spokojnie, zmartwychwstałem!!!*. także tak. / The Basilica of Saint Praxedes where you can find a piece of the pole at which Jesus was beaten (as Father Rysiu noted – one of many;)). * Oh, Lord Jesus, they whipped You! * * Yes, but don’t worry, I rose from the dead!*. OK then.

 

17
stając się Sophią Loren / becoming Sophia Loren
19
w kościółku Domine Quo Vadis, czyli w miejscu, gdzie św. Piotr zapytał Jezusa dokąd idzie. Pan Jezus w darze zostawił odcisk Swoich stóp w kamieniu (dotykałam ♥!). / at the Church Domine Quo Vadis where Peter met Jesus and asked Him where was He going. Jesus left His footprints in the stone (I touched it! ♥)

202122

24
Lateran to zdecydowanie moja ulubiona rzymska bazylika. to tutaj to drzwi, które są Drzwiami Świętymi, kiedy jest okazja ku temu. / Lateran is definetely my favorite Roman Basilic. This here are the doors which are the Holy Doors when the Church needs them.

 

 

 

 

Reklamy

68.

{podkład muzyczny}

Trasa: Ferrara – Chianciano Terme – Rzym / Fiuggi – Tivoli – Frascati – Orvieto

Pod spodem moje subiektywne odczucia.

Do Włoch nigdy więcej o tej porze roku. W Watykanie zero transcendencji, połowa świata postanowiła zwiedzać go wtedy, kiedy ja :-|. Temperatura na granicy 40 stopni C (tak wiem, tu też tak było). Po mieście chodziłam schowana pod parasolką z falbankami, a oczy łzawiły mi od słońca, którego promienie odbijały się od wygładzonego bruku na Piazza Navona.

Miasto pełne antycznego gruzu (idzie człowiek, a tu kawałek kapitelu jakieś kolumny leży sobie z boku). Dzisiaj ludziom się wydaje, że są „tacy do przodu”, a zbudowane 2000 lat temu Koloseum jest antysejsmiczne.

Włosi to inna bajka, przepaść kulturowa. Włoch jest dobry na randkę, nie do życia, znaki drogowe to ozdoba na poboczu drogi. Jeżeli namalowane są dwa pasy na jezdni, znaczy to tyle, że cztery auta spokojnie się zmieszczą.

Najdroższe i najpyszniejsze spaghetti pod murami Watykanu.

Co widzicie, gdy myślicie „średniowieczna katedra”? Bo ja od soboty widzę to. I to zdecydowanie zrobiło na mnie najbardziej piorunujące wrażenie. I mają tam Korporał z prawdziwą Krwią Chrystusa.

Kiedy teraz tak siedzę i myślę, dochodzę do wniosku, że świat nie istniałby bez Włochów.

***
Gdyby ktoś potrzebował, dysponuję namiarami na fantastyczną rodzinę zastępczą dla psiaków. Mufka dostała świnki (czyli zapalenie węzłów chłonnych po prostu) i albo się na mnie focha za zeszły tydzień albo tęskni za swoją przybraną psią rodziną…
Postanowiłam ożywić bloga, mam kilka pomysłów, zbieram swoje życie do kupy 🙂

67.

„Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.”

Łk 10,38-42

***

Ten post jest dowodem na to, że wróciłam cała i zdrowa. Będzie relacja, jak tylko się trochę ogarnę.