Upici zapachem bzu / Made drunk by the lilac scent

20180501_105211_0001

Modliłam się ostatnio na Różańcu i kolejny raz moje myśli gdzies odleciały. Czasami jedną dziesiątkę odmawiam trzy razy, bo nie jestem usatysfakcjonowana jej jakością (trzecim razem też nie jestem usatysfakcjonowana zazwyczaj, ale kapituluję, bo nic innego bym nie robiła w ciągu dnia, tylko odmawiała Różaniec). Wtedy też nie było inaczej. Przypomniałam sobie o tym, że Różaniec to po prostu dawanie Maryi bukietu róż i pomyślałam sobie, że ten mój bukiet to jakiś taki naprawdę słaby. Duch Święty porwał moje myśli i w wyobraźni go zobaczyłam – róże takie jakieś przekwitłe, wysmagane gwałtowną letnią burzą; listki ponadgryzane przez robaczki – obraz nędzy i rozpaczy. Wiedziałam jednak, że innego nie mam i muszę dać taki. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy Maryja rozpromieniona wyciągnęła po niego rękę. Wstydziłam się bardzo, że on taki brzydki, ale nie zdążyłam nic powiedzieć, bo Maryja się odsunęła i pokazała mi wszystkie bukiety, jakie ode mnie dostała. WSZYSTKIE – stały po horyzont w wazonach na podłodze. Trzyma je WSZYSTKIE i one żyją. Wszystkie tak samo „brzydkie”. Jeżeli Twoja mama wyrzuciła kiedyś laurkę od Ciebie, to wiedz, że Maryja trzyma wszystkie bukiety.


Some time ago I was praying the Rosary and one more time my thoughts were running like crazy in some strange directions. Sometimes I pray one decade three times in a row because I am not satisfied with the ‘quality’ of it (the third time isn’t actually satisfying as well, but I surrender because I would only pray the Rosary the whole day long). It was also the case on that day. I remembered that the Rosary is actually a bunch of roses for Mary and it came to my mind that my bunch is really poor. The Holy Spirit inspired me and I imagined it – the roses were faded, destroyed by the summer storm, the leaves gnawed by some bugs. I knew I have only this one to give Her. I was very surprised when she reached out her hands for it beaming. I was very ashamed because it was so ugly in my opinion, but I didn’t manage to say a word since she moved and showed me all the bunches she had ever received from me standing in vases on the floor. There were ALL I have ever given her. She keeps them all and they live although they’re all as much ‘ugly’ I imagined the current one. If your mum has ever thrown away some DIY gift from you, you should now that Mary keeps all the bouquets.

Reklamy

Tajemnice Radosne

Myślami jestem już przy początku Adwentu (szykuję blogowy i tłiterowy kalendarz adwentowy!), na razie jednak skoro jesteśmy ciągle w październiku (co prawda przechodzącym już w czteromiesięczny listopad, ale zawsze) pomyślałam, że podzielę się tym, co Pan Bóg przede mną otworzył pewnego letniego poranka.

Zaciekawiło mnie jakiś czas temu to, jak Bóg działał w tych momentach życia Maryi i Jezusa, które Kościół zawarł w Tajemnicach Radosnych Różańca:

  • Zwiastowanie – wierzę, że Duch Święty jest w stanie wypełnić człowieka swoim Pokojem którego piekielne bramy niepokoju nie przemogą i tutaj chyba musiało tak być, bo Maryja doświadczyła czegoś niesamowitego i tajemniczego, czego skutki miały się okazać w najbliższych miesiącach. Trzeba było zaufać swojemu odczuciu i swoim zmysłom.
  • Odwiedziny u Elżbiety i Zachariasza – spełniło się niemożliwe, więc Anioł mówił prawdę (okazało się po kilku tygodniach i marszu w góry). Boża Dzidzia rzeczywiście rośnie pod sercem, Maryja musi tylko po powrocie powiedzieć Józefowi, że to przez Ducha Świętego – albo się tu zaufa albo niepokój zabije, nie ma innej drogi. Anioł stoi na straży i kiedy trzeba, wszystko Józefowi tłumaczy i nikt nikogo nie odsyła, ale znowu było jakby nad przepaścią.
  • Narodziny w Betlejem – Maryja i Józef mieszkali w Nazarecie, Pisma mówiły, że Mesjasz urodzi się w Betlejem. Trochę się nie zgadza, ale chyba trzeba czekać. Mesjasz ostatecznie rodzi się tam, gdzie Bóg powiedział przez proroków. W nocy, tak trochę przypadkiem jakby, na sianie. Król.
  • Ofiarowanie Jezusa w świątyni – zgodnie z żydowskim przepisem, w wariancie dla rodzin biedniejszych. Dwoje ludzi, którzy rozpoznają w Bobasie Zbawiciela, z czego jedna z nich wygłasza przerażające zdanie. Można umrzeć na zawał albo zaufać i uwierzyć.
  • Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni – zachować zimną krew, gdy się zgubi swoje dwunastoletnie dziecko na trzy dni jest naprawdę ciężko. Znowu niepokój i niepewność. W końcu jest.

Chodzi mi o to, że ta radość Boża jest inna od tej, jaką ja bym sobie wyobrażała. Bóg realizuje swój plan, ale po ludzku patrząc wcale nie prostą i oczywistą drogą. Działa jednocześnie z wielką mocą, która przekonuje człowieka od środka i ochraniając go, ale jednak jakby w ciemności. Tajemnice Radosne są dla mnie pełne niepokoju, niepewności i ufania w ciemno, jednocześnie ogromnym świadectwem tego, że Bóg JEST.

Jałówka

Nie miałam ostatnio ochoty się uzewnętrzniać, ale pomyślałam, że skoro fizycznie czuję się podobnie do tego, jak mi jest duchowo PO TYM, to może dobrze to wykorzystać, bo będę autentyczna (czucie fizyczne jest wynikiem dzikiej jazdy nad morze i z powrotem jednego dnia). Potem byłoby jak zwykle przed snem – genialne teksty rodzą się w głowie, a rano nawet nie pamiętam, że miałam jakiś genialny pomysł.

W związku z wieloma niepokojącymi rzeczami, po wielu dniach krążenia wokół tematu jak lew w klatce wokół zwiedzających (naleciałości z odwiedzin poznańskiego „Starego Zoo” w dzieciństwie) postanowiłam, że w Środę Popielcową zacznę nowennę pompejańską.

Pewnie już kiedyś opisywałam moją drogę do Różańca i z Różańcem. Przy moim nawróceniu moc i skuteczność tej modlitwy odegrały kluczową rolę. Teraz wiem, jak mało o niej wiedziałam (bo ciągle mało wiem i nie umiem jej odmawiać tak, jak bym chciała). Potem na dłuższy czas ją „odstawiłam”, z różnych powodów, głównie chyba lenistwa. Nie wiem, czasem po prostu coś wydaje się nie być na „teraz”. Podskórnie jednak czuję, że Różaniec jest na „zawsze”, a jego nieodmawianie wynika tylko i wyłącznie z lenistwa (mnie nie wyłączając). Na nowo zaczęłam odmawiać go kawałkami po pierwszej adopcji duchowej dziecka poczętego – dziesiątka to już zawsze coś. Potem obiecałam sobie, że od większego dzwonu odmówię jedną tajemnicę (nigdy się nie zdarzyło), aż w końcu kiedyś fatalnie zauroczona w facecie z problemami postanowiłam przez rok odmawiać jedną tajemnicę dziennie w jego intencji. Rok minął, a mi głupio było skończyć i tak już to ciągnę do dzisiaj (w różnistych intencjach). Prawda jest taka, że na Różaniec zawsze jest czas – to pół godziny w ciągu dnia. Moje życzenia do Boga nabrały w ostatnim czasie monstrualnych rozmiarów, więc wiedziałam, że trzeba wyciągnąć monstrualne działo, najlepiej takie, które mnie przerażało. Nie wiedziałam czy podołam, wybrałam odmawianie trzech tajemnic dziennie (można cztery) i byłam przerażona. Gdy zacznie się tę nowennę w Środę Popielcową, kończy się ona w Niedzielę Miłosierdzia i to wydało mi się niezwykle słodkie.

Czas na rzeczywistość (uwaga, będzie naturalistycznie i bardzo subiektywnie). Czułam się okropnie ze świadomością, gdy kończyłam jeden dzień modlitwy, bo wiedziałam, że jutro będzie trzeba od początku. Poznałam, co to mówienie Różańca do nieprzytomności ze zmęczenia (bo szkoda mi było 14 dni przed końcem przerwać). Nie podobała mi się moja modlitwa i jestem z niej bardzo niezadowolona. Czułam w środku jednak, żebym się mimo to modliła. Było ciężko praktycznie do ostatniego dnia. Gdy skończyłam, czułam się jakbym przeszła drogę krzyżową – odrapana, z kurzem w ranach, zachrypnięta, przeorana. Wyjałowiona ziemia, która oddała wszystkie soki, które miała. Nie zostało nic, po prostu nic, nawet żadnego chwasta. Taka skulona, na wpół zgięta, ze łzami w oczach i strupami na duchowej twarzy miałam ochotę powiedzieć Bogu, że nigdy więcej. Nie powiedziałam, bo wiem, że kiedyś znowu po to sięgnę (teraz myślę sobie, że najpierw będę musiała upaść na głowę, ale spokojnie – upadnę), jak będzie trzeba rozwalić mury Jerycha.

Niestety (?) nie wiem, kiedy i czy w ogóle będę w stanie dowiedzieć się, na ile moja modlitwa przyniesie (przyniosła) owoce. Nie modliłam się w swojej intencji, więc bezpośrednio skutki tej modlitwy nie dotyczą też mnie. Dojrzałam duchowo podczas tej nowenny, co uważam za jej skutek uboczny i niezamierzony. Superowy, miecz obosieczny. Cieszę się, że mi się udało dotrwać do końca, odczytuję to też jako Boży znak. Myślę, że mimo wszystko polecam.

żeby nie było tak smutno – EPILOG: Moja daleka znajoma i jej (wtedy jeszcze) narzeczony również postanowili odmówić tę nowennę – w ich życiu zaczęły dziać się niesamowicie fajne rzeczy (zbiegi okoliczności 😉 ). Praktycznie zaraz po skończeniu zaczęli kolejną, więc nie każdy ma taką traumę 😉