Jak Abraham / Like Abraham

Przełęcz ocalonych to amerykański film o amerykańskim bohaterze.  Dodatkowo chciałabym na początku zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę, że gdyby wszyscy byli obdżektorami (słowo, które poznałam  w wieku lat trzydziestu z procentem) (i nawet Word go nie podkreśla, a myślałam, że go zagnę), nie miałby kto nas bronić z bronią w ręku i tu nie chodzi o popieranie tej postawy czy jej ganienie. Gdy to już jest jasne, mogę przejść do dalszej części wywodu, czyli do meritum.

Prawdziwe historie są najlepsze, bo najlepsza jest prawda. Historia Desmonda Doss’a jest prawdziwa – to człowiek, który postanowił nigdy nie dotknąć broni, a potem zaciągnął się do wojska (ostatecznie broni dotknął, ale zrobił z niej nosze, więc jakby się nie liczy). Codziennie czytał Biblię, z powodu swoich przekonań często był szykanowany przez kolegów, którzy uważali się za męższych od niego. Desmond Doss brał udział jako personel medyczny m.in. w bitwie na Okinawie (na której to właśnie skupił się Gibson w swoim filmie) – wnętrzności na wierzchu pomieszane z błotem, po których w nocy chodziły szczury, śmigające kule i Biblia (zastanawiałam się, czy on już nie zna jej całej na pamieć, bo tyle jej czyta, jednak się zaraz zawstydziłam  i przypomniałam te wszystkie spowiedzi, na których kapłani mówili mi, ze lekarstwem na moje słabości i niewiedzę jest czytanie Pisma Świętego). Jego modlitwa na szczycie, już po bitwie, gdy ocalałe resztki ewakuowały się z pola bitwy i odjechały do obozu, przypomina modlitwę Abrahama – „Panie, pozwól mi uratować jeszcze jednego”. Uratował życie przynajmniej 75 rannym, którzy ostali się na polu bitwy bez szansy na jakąkolwiek pomoc, skazani na śmierć w męczarniach.  Niesamowity przykład, jak Pan Bóg powołuje konkretnych ludzi w konkretne miejsca i posługuje się ich wiarą, przełożoną na czyny.

Warto zobaczyć.

hacksaw-ridge-22


„Hacksaw Ridge” is an American film about an American hero. Additionally, I would like to add that I am aware that if all were objectors (a word that I got to know at the age of thirty something) (and –MS Word doesn’t highlight it and I thought it wouldn’t recognize it), there would be nobody to defend us and this is not about supporting this attitude or not. Once this is clear, I can go to the point.

True stories are the best, because truth is the best. Desmond Doss’ story is true – this is a man who decided never to touch a weapon and then enlisted in the Army (he eventually had to touch the weapon, but in order to build a stretcher, so  it doesn’t count). He read the Bible every day, because of his beliefs he was often harassed by his fellows who considered themselves braver than him. Desmond Doss participated as medical personnel, among others, at the Battle of Okinawa (on which Gibson concentrated his film) – guts on top mixed with mud, with rats walking among it at the night, zipping bullets and the Bible (I wondered if he knows it all by heart, because he reads Bible so often, but immediately I was ashamed and remembered all these confessions, when the priests told me the cure for my weakness and ignorance is reading the Scripture). His prayer at the summit after the battle, when the surviving alive remnants evacuated from the battlefield and pulled away to their camp, was like Abraham’s prayer – „Lord, let me save one more” . He saved the lives of at least 75 wounded, who were left on the battlefield with no chance of any help, sentenced to death in agony. An amazing example of how God calls specific people in specific places and uses their faith, translated into deeds.

Worth seeing.

Świadek / Witness

Długo zastanawiałam się, jak napisać o tym, co przeczytałam w „Ostatnich rozmowach” Benedykta XVI i Petera Seewalda, bo tu nie chodzi o recenzję książki, a o osobę. Osobę, która –  mimo że nigdy nie poznałam osobiście – jest dla mnie niesamowitym świadkiem wiary w Chrystusa i jej realizacji na ziemi.

Wszystkich zrażonych do czytania papieskich wypowiedzi Karola Wojtyły (ja również wysiadam, nad czym ubolewam, bo wiele wspaniałości w związku z moimi brakami mnie omija) chciałam zachęcić, że Joseph Ratzinger w inny sposób formułuje myśli i są one naprawdę przystępne. Warto po tę książkę sięgnąć, by natchnąć się przykładem życia papieża emeryta , które jest po prostu dosłowną realizacją Słowa Bożego i natchnień Ducha Świętego w jego życiu.

Jest to opowieść o aktywnym rozeznawaniu swojego powołania przez całe życie – o odkrywaniu swoich talentów i realizowaniu ich. Jest to opowieść o pokorze – traktowaniu z dystansem swoich wad, poznawaniu siebie, ciężkiej pracy z wykorzystaniem swoich zalet. Jest to opowieść o tym, że Bóg jest większy niż ja ZAWSZE, co jest źródłem nadziei i pomaga przetrwać najciemniejsze chwile (ale naprawdę ZAWSZE). Jest to opowieść o dostrzeganiu różnic, szanowaniu ich i wyciąganiu z nich tego co najlepsze . Jest to opowieść o wdzięczności i radości (jejku, ile on mówi o radości i pięknie, szukaniu pozytywnej motywacji!) oraz o afirmacji talentów drugiego człowieka. Jest to opowieść o świeżości i nowości Bożego Objawienia przy jednoczesnym wyciąganiu z przeszłości tego, co najlepsze. Jest to opowieść o tym, że nie zawsze sprawy idą po naszej myśli, a czasem idą, ale się smykają o włos. Jest to opowieść o tym jak przyjmować krytykę i o dystansie do swojego wykształcenia. Opowieść o człowieku ze świadomością misji  wobec świata. Jest to także idealne podsumowanie Kościoła Katolickiego w Niemczech (ale to już punkt dla fanasi – papież nazywa wszystkie moje odczucia, które urodziły się podczas mojego rocznego mieszkania w Bawarii) oraz o ekumenizmie. Pięknie mówi o przedsoborowej liturgii oraz o uczeniu się w wieku lat prawie dziewięćdziesięciu.


I was wondering how to write about what I read in ” Last Testament: In His Own Words” Benedict XVI and Peter Seewald, because it’s not about the book review, it’s about the person. A person who – even though I have never met in person – for me is an incredible witness of faith in Christ and its realisation here on the the earth.

All who are discouraged by Karol Wojtyla’s writings (I am one of those, which I regret, because I miss a lot of his wisdom) I would like to encourage that Joseph Ratzinger formulates his thoughts in far easier way. This book is worth reading – the example the pope emeritus’ life has been a literal realization of the Word of God and the promptings of the Holy Spirit is a huge inspiration.  

This is a story about active looking for your vocation throughout your life – discovering your talents and fulfilling them. This is a story about humility – looking at your flaws from a distance, getting to know you, working hard using  your advantages. This is a story that God is greater than I ALWAYS, which is a source of hope and help to survive the darkest moments (but really ALWAYS). This is a story about the perception of differences, respecting them and pulling the best aout of them. This is a story gratitude and joy (gosh, how much he talks about the joy and beauty, searching for positive motivation!) and the affirmation of the talents of others. This is a story about the freshness and novelty of the Divine revelation by pulling the best from the past. This is a story that not always the things seem to go the way you would like to, but at the end you succeed narrowly. This is a story about how to take criticism. The is a story about a man with an awareness of mission to the world. It is also a perfect summary of the Catholic Church in Germany (but that’s a point for people who identify somehow  – the Pope summarized all my feelings that were born during my year of living in Bavaria) and of ecumenism. He speaks beautiful about the pre-council liturgy and the sens of its continuation today. He is a living proof that you can be young at almost ninety – he has got a young mind willing to learn.

 

2016

Nie robiłam nigdy podsumowań żadnego mijającego roku, ponieważ styczeń to dla mnie po prostu nowy miesiąc tyle, że z nowym nazwiskiem. Tendencja jest jednak taka, by bardziej świadomie traktować swoje życie, pomyślałam, że tym razem chciałabym o dwóch rzeczach tutaj wspomnieć – to absolutne hity  2016 roku w moim osobistym wymiarze (z wielu postanowiłam wybrać dwa, ponieważ w innym przypadku pisałabym tego posta tydzień).

Duchowo:

Blessed is Shekobieca wspólnota katolicka z USA, działająca głównie online, chociaż dziewczyny spotykają się także co jakiś czas na wspólnych długich śniadaniach, kolacjach przy świecach, a na wiosnę planują dwa rekolekcyjne spotkania w realu (niestety za wielką wodą oczywiście). Codziennie można dostawać czytania z dnia z rozważaniami (po angielsku wszystko), wydają kalendarze i dzienniki na Adwent oraz Wielki Post, wszystko okraszają profesjonalną grafiką Erici. Skupiają katolickie blogerki z całego amerykańskiego kraju. Odkryłam je jakoś w okolicach października i dla mnie są niesamowitą motywacją do pogłębiania i uduchowiania mojego codziennego życia. Nic tak na mnie nie działa jak dobry przykład, a oglądając na Instagramie Instastories podczas przygotowań do Adwentu i samego już Adwentu mobilizowało mnie to modlenia się więcej (pół godziny adoracji w tygodniu to choćby jeden z owoców) i celebrowania każdej chwili życia. W związku z powyższym świątecznym prezentem dla mnie samej od siebie samej będzie wykupienie rocznego pełnego członkowstwa we wspólnocie – tanio nie jest, ale pomyślałam, że to inwestycja w mojego ducha, więc nie ma co oszczędzać.

Cieleśnie:

Siłownia – NIGDY, przenigdy nie myślałam, że będę ćwiczyć na siłowni. Nie uprawiałam nigdy żadnego sportu regularnie, jestem typem asportowym. Prowadzę bardzo siedzący tryb życia (zwłaszcza zimą, gdy moje szlachetne cztery litery do pracy wożę samochodem i od czasu, gdy nie nabijam licznika pieszych kilometrów z psem) i wiedziałam, że jeżeli tego nie zmienię, za kilka lat nie będę ruszać się bez bólu. Poza tym, motywuje mnie stan zdrowia ludzi w starszym wieku, którzy wiele lat uprawiali różne sporty. Początkowo ćwiczyłam w domu z Jilian Michaels – efekty wizualne były niesamowite już po miesiącu, jednak ciało się buntowało, bo to był zamordyzm. Po wielu miesiącach namawiania przez Tomasza, poszłam wreszcie na siłownię. Strasznie się wstydziłam – tego, jak wygląda moje ciało; tego, że nie mam żadnych fikuśnych siłowniowych strojów; tego, że nie wiem, do czego służą te wszystkie maszyny. Kilka razy tchórzyłam, ostatecznie 4. czerwca na około kwadrans przed planowanym wyjściem również. Tomasz wtedy jednak zadzwonił, postawił mnie na nogi i całe szczęście go posłuchałam i poszłam. Czułam się jak w przedsionku piekła, ale okazało się, że: można instruktora o wszystko zapytać (ciągle przychodzą nowi ludzie i oni tam od tego są), nie potrzeba żadnych fikuśnych strojów (jestem jedną z najmniej wystylizowanych tam osób, to fakt – włączając mężczyzn), a ciała to ludzie miewają naprawdę bardzo różne. Po sześciu miesiącach ćwiczeń wiem już, że poprawiło mi się trawienie, lepiej sypiam, a w bonusie dostaję nieśmiałe zaczątki kaloryfera na brzuchu (w życiu bym nigdy nie pomyślała, że ja takie rzeczy mogę!). Ćwiczę 2-3 razy w tygodniu po godzinie – ciągle pod wrażeniem jestem tego, jak działa ludzkie ciało i że mam jakieś mięśnie, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Naoglądałam się tam również różnych ciał i przekonałam się o ich różnorodności – wiem już, że nigdy nie będę jakoś tam wyglądać, bo mam po prostu inaczej kości poukładane. Całe życie się garbiłam i całe życie słuchałam od taty że mam trzymać plecy prosto – tak się nie da, wyćwiczone mięśnie same mi zaczęły sylwetkę trzymać (zaczynając, ćwiczyłam głównie mięśnie pleców). Codzienne poruszanie się przestało sprawiać  dyskomfort, a okazało się dopiero po kilku tygodniach ćwiczeń, że wcześniej mi sprawiało. To był cud, że dałam się przekonać, żeby tam pójść, Bóg (i Tomasz za Jego natchnieniem 😉 ) naprawdę umie rzeczy niemożliwe.


I have never done any summaries of the past year before, since January is for me always simply a new month with a new name behind. I am trying however, to treat my life more consciously and I thought that this time I would like to mention two things here – these are absolute hits of 2016 in my personal dimension (of many I decided to choose only two, because otherwise I would write this post a week long).

Spiritually:

Blessed is She – feminine Catholic community from the United States, operating mainly online, although girls also meet local from time to time on shared brunches, dinners by candlelight and are planning retreat in the spring (unfortunately over the big water of course). Every day you can get a reading with devotions (all in English), they publish year journals and one for Advent and Lent, all with wonderful design by Erica. They gather Catholic female bloggers from all over the American country. I discovered them somehow in October and for me they are a incredible motivation for deepening and spiritual development of my everyday life. Nothing works for me so strong as a good example and watching their Instagram Instastories before and during  the Advent already mobilized me to pray more (a half hour adoration of the week is at least one of the fruits) and celebrate every moment of my life. Therefore, the Christmas gift for myself will be a year membership in the community – is not cheap, but I thought it was an investment in my spirit, so there is nothing to save.

Bodily:

Gym – I NEVER, ever thought I will one day go to the gym. I have never done any sport regularly. I lead a very sedentary life (especially in winter, when I drive to work instead of walking and since I have no dog anymore) and I knew that if this does not change in a few years I won’t be able to move without pain. I initially practiced at home with Jilian – visual effects were amazing after a month, but the body suffered a lot (my skin), because it was really cruel. After many months of persuasion by Tomasz finally I went to the gym. I was terribly ashamed of my body,  that I do not have any fancy gym clothes, that I do not know what are all those machines for. Several times I flinched, but finally on June 4 I went to the gym for the first time in my life. I felt like in the vestibule of hell, but it turned out that: you can ask the instructor if you do not know something (there are still new people coming), you don’t need any fancy outfits (I am one of the least stylized people there – including men), and people have really rich variety of body types. After six months of practicing, I already know that my digestion has improved, I sleep better and a bonus I got – visible muscles on my stomach (in my life I have never dreamt that such a thing can happen to my body). I exercise 2-3 times a week for an hour – I’m still impressed of the human body and that I have some muscles, the existence of which I had no idea. I have also seen there various bodies and how diverse  they are – I already know that I will never look like somebody else, because I simply have my bones  arranged differently.  It was a miracle that I was convinced to go there, God (and Tomasz 😉 ) really knows how impossible things are to be done.

Adwent, dzień dwudziesty szósty / Advent, day twenty six

dsc01192-copy

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

J 1, 1-5


dsc01206-copy

In the beginning was the Word, and the Word was with God, and the Word was God. He was in the beginning with God. All things came into being through Him, and apart from Him nothing came into being that has come into being. In Him was life, and the life was the Light of men. The Light shines in the darkness, and the darkness did not comprehend it. 

J 1:1-5