Jeszcze o Poście / Lent to be continued

The word „Lent” comes from the Old English word „lencten”, which means „spring”. The season of Lent reminds us that we are all in need of renewal.

„The Catholic Catalogue”, M. Musick & A. Keating

W języku angielskim słowo „Lent”, oznaczające Wielki Post, pochodzi od staroangielskiego słowa „lencten”, co znaczy „wiosna”. Okres Wielkiego Postu przypomina nam wszystkim o potrzebie odnowy.

„The Catholic Catalogue”, M. Musick & A. Keating

Przeczytałam to kilka dni temu i porównanie Wielkiego Postu do wiosny zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Kiedy zima przechodzi w wiosnę jestem fizycznie senna, smutna, rozdrażniona i migrenowa. Nie mam wcale siły na odnowę, a przecież gdy robi się generalne porządki, to na początku jest jeszcze większy bałagan niż na początku i trzeba tej siły mieć dużo. Zamrożone jeszcze niedawno drzewa zaczynają już wypuszczać pączki (sama widziałam), spod śniegu wystają pierwsze kwiaty, co od dziecka wydaje mi się absurdem i dopóki nie zobaczyłam na własne oczy, nie uwierzyłam. Wieje już jednak pachnący wiatr, tej pączkowej siły nic nie zatrzyma. Wiosna jest zapowiedzią pełni, jakimi są lato i jesień. Wiosną jest zawsze coraz lepiej, coraz jaśniej, coraz cieplej, ale jeszcze nie w pełni. Wiosna jest świeżością. Taki Wielki Post chcę.

Dwie rzeczy, które chciałabym polecić:

  • wywiad z Tessą Capponi-Borawską o poszczeniu – linkowałam już na Twitterze, ale może nie wszyscy widzieli. Jak zwykle z pełnym wdzięku dystansem do siebie, zakorzeniona w wierze.
  • warsztaty z Beth Davis – dla pań anglojęzycznych o intymności z Jezusem. Kosztują 15 $, ale może da wysupłać się z wielkopostnego funduszu na rekolekcje? Ta pogadanka to oczywiście jedynie wstęp do pogłębiania swojej relacji z Jezusem, ale nadaje wspaniały kierunek.

I read this a few days ago and the comparison of Lent to spring made a huge impression on me. Here where I live when winter turns into spring I’m physically sleepy, sad, irritated and often with migraine. I have no strength for renewal, and when you do some general cleaning, at the beginning you have even bigger mess than and you have to have a lot of strength. Tress that were frozen not so long time ago are starting to let buds (I saw it!), the first flowers are sticking out from under the snow. The blowing wind smells fresh, this force won’t be stopped by anything. Spring is a prelude to fullness, which are summer and autumn. The spring is always getting better, getting brighter and warmer, but not fully yet. Spring is fresh. This is what I want for Lent.

Two things that I would like to recommend:

  • interview with Tessa Capponi-Borawska on fasting (unfortunately only in Polish, but maybe Google Translate will help you with it?) – as usual graceful and rooted in faith.
  • workshop with Beth Davis – for English speaking ladies of intimacy with Jesus. This is of course only an introduction to deepen your relationship with Jesus, but Beth gives great direction.
Reklamy

Post / Lent

Z natury mam tak, że gdy nie mam planu, czuję niepokój – chaos mnie paraliżuje. Cotygodniowe sprzątanie mieszkania planuję na początku tygodnia, sprzątam według wypracowanej kolejności (uprzedzając wszelkie pomysły tego typu – nie, rzeczy w szafie nie mam poukładanych kolorami). Gdy trzeba coś przedsięwziąć, w głowie uruchamia mi się mechanizm planowania. Mam na dysku z fabryki program do zarządzania każdym projektem (np. przed sekundą w tle uruchomiła się aplikacja, która ustali, o której godzinie muszę wstawić rosół, jeżeli chcę wyjść o 15 z domu). Cecha ta nie jest żadną moją zasługą, po prostu dostałam z Nieba w charakterze i już (zresztą jest przyczyną posiadania „nudnego życia” i umiarkowanej spontaniczności). Wraz z wiekiem cecha ta uległa transformacji i trochę odpuszczam, bo się ze wszystkim nie wyrabiam na zakrętach. Chciałam za dużo, wdarł się chaos i dobre duchowe rzeczy często przechodziły koło nosa. Tak było np. z Adwentem i Wielkim Postem.

Miniony Adwent był pierwszym od wielu lat, na który czekałam – to znaczy taki, którego świadomość miałam już w okolicach października i nie zaskoczył mnie znienacka w połowie grudnia, kiedy za późno już zazwyczaj było na zahaczenie o jakieś fajne rekolekcje (bo życie zaplanowane było już do Świąt i nie dało się wcisnąć). O nadchodzącym Wielkim Poście myślę już i przygotowuję się do niego od kilku tygodni i daje mi to poczucie jak przy spokojnej tafli jeziora w środku lata.

Słodycze (ani nic z jedzenia) nie są tym, czego brak odczuwałabym najbardziej podczas nadchodzących sześciu tygodni, więc od kilku lat daję sobie szlaban na zakupowe przyjemności. Co roku jestem tym tak samo przerażona i co roku nie wiem czy podołam (pewien ksiądz powiedział kiedyś na kazaniu, że post, który jesteśmy pewni od początku, że go dotrzymamy to niezbyt wymagający post). Żeby była jasność – poza tym okresem nie kupuję dużo, po prostu czasem znajduję przyjemność w kupieniu sobie sukienki lub nowego lakieru do paznokci. Bardziej chodzi o to, żeby ten czas i pieniądze przeznaczyć na inne cele. Ula kiedyś powiedziała, że w Wielkim Poście nie chodzi o niejedzenie słodyczy, ale o miłość i większe dawanie z siebie, czy to w znaczeniu materialnym czy duchowym. To jest oczywiście trudniejsze niż zatrzymywanie się na nierobieniu czegoś, bo wymaga aktywności i kreatywności – całe to przedsięwzięcie jest zatem bardziej skomplikowane niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Jest jeszcze modlitwa. Modlitwa niczego Bogu nie dodaje, zawsze dodaje człowiekowi. Słuchałam ostatnio kazania biskupa Rysia, który powiedział, że gdy rozmawiamy z Jezusem, porządkuje się nasze myślenie. Uczę się ostatnio takiej właśnie modlitwy i wychodzi mi czasem – kilka minut w ciągu dnia tylko na rozmowie z Jezusem. Jest to ciężkie, bo jestem kobietą i w głowie pędzą mi z prędkością światła myśli i wspomnienia, ale zauważyłam, że gdy nie forsuje się myśli, żeby odeszły, a stara się skupić po prostu na Jezusie, udaje się to. Straciłam gdzieś w minionych latach umiejętność dziecięcego mówienia Mu o wszystkim, wpadłam w dorosłe „przecież i tak o tym wie”/„po co o tym mówić, jakoś sobie poradzę”  – teraz uczę się tego na nowo. Czas spędzony na modlitwie nigdy nie jest stracony, a Bóg wie, że jesteśmy zajęci jak pszczółki, więc się streszcza i wlewa całego Siebie jak tylko się na niego otworzymy. I ZAWSZE się cieszy, gdy do niego przychodzimy – nawet, jeżeli to tylko kilka minut i nawet jeżeli jest się czarnym od grzechu.

Pójdę dziś zapytać Go, co by dla mnie i ode mnie na ten Wielki Post chciał. W końcu zna mnie najlepiej.

pexels-photo-29986


I am a person who feels anxious when I don’t have a plan – chaos paralyzes me. Weekly cleaning of the apartment is always planned at the beginning of the week, I clean it in a settled order. When I need to do something there is a scheduling mechanism in my head that starts to plan everything (like now when it’s high time to boil a chicken soup if I want to leave the house at 3 pm). This feature is not any of my merit, I just got out it from Heaven by nature (and it’s a reason for having  a „boring life” and moderate spontaneity). With age when there were more and more things to handle during the day and this feature of mine isn’t so strong anymore. I wanted too much and was frustrated, because I wasn’t able to manage this all. Some aspects of my life broke into chaos and I missed a lot of spiritual goods. This was the case of some Advents and Lents.

The last Advent was the first in many years, I’ve been waiting for – I had thought about it already in October and it didn’t surprise me suddenly in mid-December, when it was too late usually for some  cool retreat (because life was planned already till Christmas). I’ve been preparing for the upcoming Lent for several weeks and due to that I can feel as calm as a like being to the lake in the middle of summer.

 I miss no sweets (or anything from food) so it’s not something that would cause some kind of pain to me during the coming six weeks, so a few years ago I made up a great kind of fasting for me – shopping for pleasure.  Every year I am equally terrified, and every year I do not know whether I will manage it (one priest once said that fasting, when we are sure we will handle it from the beginning  is not demanding enough). Just to be clear – I don’t buy a lot, just sometimes I find pleasure in buying a new dress or a new nail polish. The point is to spend the time and money on other purposes. Ula (a friend of mine) once said that Lent is not about eating no sweets, but about giving yourself with love materially and spiritually to one another. It is obviously more difficult than stopping doing  something, because it requires activity and creativity – this whole project is therefore more complex than at first glance.

There is also prayer involved. Prayer does not add anything to God, always gives us a lot. I listened to the last sermon of Polish Bishop Ryś who said that when we talk with Jesus, our thinking gets organized. I’ve been trying to practice such a prayer and sometimes I succeed – a few minutes during the day just talking with Jesus. It is hard, because I’m a woman and there is a memories and thoughts highway in my head, but I noticed that when you do not push your thoughts that are wrong and should go and try instead to simply focus on Jesus, He organizes them and they go away. I lost somewhere during past years the children’s ability to talk to Him about everything. I fell in adult „He knows it anyway” / „there is nothing to talk about, I can handle it on my own” – now learn this again. Time spent on a prayer is never wasted and God knows that we are busy bees, so He comes immediately when we open for Him. He is ALWAYS happy when we come to Him – even if it’s only for a few minutes and even if you are black from the sin.

I’ll ask Him what He would like for me for this Lent. In the end He knows me best.

 

Jak Abraham / Like Abraham

Przełęcz ocalonych to amerykański film o amerykańskim bohaterze.  Dodatkowo chciałabym na początku zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę, że gdyby wszyscy byli obdżektorami (słowo, które poznałam  w wieku lat trzydziestu z procentem) (i nawet Word go nie podkreśla, a myślałam, że go zagnę), nie miałby kto nas bronić z bronią w ręku i tu nie chodzi o popieranie tej postawy czy jej ganienie. Gdy to już jest jasne, mogę przejść do dalszej części wywodu, czyli do meritum.

Prawdziwe historie są najlepsze, bo najlepsza jest prawda. Historia Desmonda Doss’a jest prawdziwa – to człowiek, który postanowił nigdy nie dotknąć broni, a potem zaciągnął się do wojska (ostatecznie broni dotknął, ale zrobił z niej nosze, więc jakby się nie liczy). Codziennie czytał Biblię, z powodu swoich przekonań często był szykanowany przez kolegów, którzy uważali się za męższych od niego. Desmond Doss brał udział jako personel medyczny m.in. w bitwie na Okinawie (na której to właśnie skupił się Gibson w swoim filmie) – wnętrzności na wierzchu pomieszane z błotem, po których w nocy chodziły szczury, śmigające kule i Biblia (zastanawiałam się, czy on już nie zna jej całej na pamieć, bo tyle jej czyta, jednak się zaraz zawstydziłam  i przypomniałam te wszystkie spowiedzi, na których kapłani mówili mi, ze lekarstwem na moje słabości i niewiedzę jest czytanie Pisma Świętego). Jego modlitwa na szczycie, już po bitwie, gdy ocalałe resztki ewakuowały się z pola bitwy i odjechały do obozu, przypomina modlitwę Abrahama – „Panie, pozwól mi uratować jeszcze jednego”. Uratował życie przynajmniej 75 rannym, którzy ostali się na polu bitwy bez szansy na jakąkolwiek pomoc, skazani na śmierć w męczarniach.  Niesamowity przykład, jak Pan Bóg powołuje konkretnych ludzi w konkretne miejsca i posługuje się ich wiarą, przełożoną na czyny.

Warto zobaczyć.

hacksaw-ridge-22


„Hacksaw Ridge” is an American film about an American hero. Additionally, I would like to add that I am aware that if all were objectors (a word that I got to know at the age of thirty something) (and –MS Word doesn’t highlight it and I thought it wouldn’t recognize it), there would be nobody to defend us and this is not about supporting this attitude or not. Once this is clear, I can go to the point.

True stories are the best, because truth is the best. Desmond Doss’ story is true – this is a man who decided never to touch a weapon and then enlisted in the Army (he eventually had to touch the weapon, but in order to build a stretcher, so  it doesn’t count). He read the Bible every day, because of his beliefs he was often harassed by his fellows who considered themselves braver than him. Desmond Doss participated as medical personnel, among others, at the Battle of Okinawa (on which Gibson concentrated his film) – guts on top mixed with mud, with rats walking among it at the night, zipping bullets and the Bible (I wondered if he knows it all by heart, because he reads Bible so often, but immediately I was ashamed and remembered all these confessions, when the priests told me the cure for my weakness and ignorance is reading the Scripture). His prayer at the summit after the battle, when the surviving alive remnants evacuated from the battlefield and pulled away to their camp, was like Abraham’s prayer – „Lord, let me save one more” . He saved the lives of at least 75 wounded, who were left on the battlefield with no chance of any help, sentenced to death in agony. An amazing example of how God calls specific people in specific places and uses their faith, translated into deeds.

Worth seeing.

Świadek / Witness

Długo zastanawiałam się, jak napisać o tym, co przeczytałam w „Ostatnich rozmowach” Benedykta XVI i Petera Seewalda, bo tu nie chodzi o recenzję książki, a o osobę. Osobę, która –  mimo że nigdy nie poznałam osobiście – jest dla mnie niesamowitym świadkiem wiary w Chrystusa i jej realizacji na ziemi.

Wszystkich zrażonych do czytania papieskich wypowiedzi Karola Wojtyły (ja również wysiadam, nad czym ubolewam, bo wiele wspaniałości w związku z moimi brakami mnie omija) chciałam zachęcić, że Joseph Ratzinger w inny sposób formułuje myśli i są one naprawdę przystępne. Warto po tę książkę sięgnąć, by natchnąć się przykładem życia papieża emeryta , które jest po prostu dosłowną realizacją Słowa Bożego i natchnień Ducha Świętego w jego życiu.

Jest to opowieść o aktywnym rozeznawaniu swojego powołania przez całe życie – o odkrywaniu swoich talentów i realizowaniu ich. Jest to opowieść o pokorze – traktowaniu z dystansem swoich wad, poznawaniu siebie, ciężkiej pracy z wykorzystaniem swoich zalet. Jest to opowieść o tym, że Bóg jest większy niż ja ZAWSZE, co jest źródłem nadziei i pomaga przetrwać najciemniejsze chwile (ale naprawdę ZAWSZE). Jest to opowieść o dostrzeganiu różnic, szanowaniu ich i wyciąganiu z nich tego co najlepsze . Jest to opowieść o wdzięczności i radości (jejku, ile on mówi o radości i pięknie, szukaniu pozytywnej motywacji!) oraz o afirmacji talentów drugiego człowieka. Jest to opowieść o świeżości i nowości Bożego Objawienia przy jednoczesnym wyciąganiu z przeszłości tego, co najlepsze. Jest to opowieść o tym, że nie zawsze sprawy idą po naszej myśli, a czasem idą, ale się smykają o włos. Jest to opowieść o tym jak przyjmować krytykę i o dystansie do swojego wykształcenia. Opowieść o człowieku ze świadomością misji  wobec świata. Jest to także idealne podsumowanie Kościoła Katolickiego w Niemczech (ale to już punkt dla fanasi – papież nazywa wszystkie moje odczucia, które urodziły się podczas mojego rocznego mieszkania w Bawarii) oraz o ekumenizmie. Pięknie mówi o przedsoborowej liturgii oraz o uczeniu się w wieku lat prawie dziewięćdziesięciu.


I was wondering how to write about what I read in ” Last Testament: In His Own Words” Benedict XVI and Peter Seewald, because it’s not about the book review, it’s about the person. A person who – even though I have never met in person – for me is an incredible witness of faith in Christ and its realisation here on the the earth.

All who are discouraged by Karol Wojtyla’s writings (I am one of those, which I regret, because I miss a lot of his wisdom) I would like to encourage that Joseph Ratzinger formulates his thoughts in far easier way. This book is worth reading – the example the pope emeritus’ life has been a literal realization of the Word of God and the promptings of the Holy Spirit is a huge inspiration.  

This is a story about active looking for your vocation throughout your life – discovering your talents and fulfilling them. This is a story about humility – looking at your flaws from a distance, getting to know you, working hard using  your advantages. This is a story that God is greater than I ALWAYS, which is a source of hope and help to survive the darkest moments (but really ALWAYS). This is a story about the perception of differences, respecting them and pulling the best aout of them. This is a story gratitude and joy (gosh, how much he talks about the joy and beauty, searching for positive motivation!) and the affirmation of the talents of others. This is a story about the freshness and novelty of the Divine revelation by pulling the best from the past. This is a story that not always the things seem to go the way you would like to, but at the end you succeed narrowly. This is a story about how to take criticism. The is a story about a man with an awareness of mission to the world. It is also a perfect summary of the Catholic Church in Germany (but that’s a point for people who identify somehow  – the Pope summarized all my feelings that were born during my year of living in Bavaria) and of ecumenism. He speaks beautiful about the pre-council liturgy and the sens of its continuation today. He is a living proof that you can be young at almost ninety – he has got a young mind willing to learn.

 

2016

Nie robiłam nigdy podsumowań żadnego mijającego roku, ponieważ styczeń to dla mnie po prostu nowy miesiąc tyle, że z nowym nazwiskiem. Tendencja jest jednak taka, by bardziej świadomie traktować swoje życie, pomyślałam, że tym razem chciałabym o dwóch rzeczach tutaj wspomnieć – to absolutne hity  2016 roku w moim osobistym wymiarze (z wielu postanowiłam wybrać dwa, ponieważ w innym przypadku pisałabym tego posta tydzień).

Duchowo:

Blessed is Shekobieca wspólnota katolicka z USA, działająca głównie online, chociaż dziewczyny spotykają się także co jakiś czas na wspólnych długich śniadaniach, kolacjach przy świecach, a na wiosnę planują dwa rekolekcyjne spotkania w realu (niestety za wielką wodą oczywiście). Codziennie można dostawać czytania z dnia z rozważaniami (po angielsku wszystko), wydają kalendarze i dzienniki na Adwent oraz Wielki Post, wszystko okraszają profesjonalną grafiką Erici. Skupiają katolickie blogerki z całego amerykańskiego kraju. Odkryłam je jakoś w okolicach października i dla mnie są niesamowitą motywacją do pogłębiania i uduchowiania mojego codziennego życia. Nic tak na mnie nie działa jak dobry przykład, a oglądając na Instagramie Instastories podczas przygotowań do Adwentu i samego już Adwentu mobilizowało mnie to modlenia się więcej (pół godziny adoracji w tygodniu to choćby jeden z owoców) i celebrowania każdej chwili życia. W związku z powyższym świątecznym prezentem dla mnie samej od siebie samej będzie wykupienie rocznego pełnego członkowstwa we wspólnocie – tanio nie jest, ale pomyślałam, że to inwestycja w mojego ducha, więc nie ma co oszczędzać.

Cieleśnie:

Siłownia – NIGDY, przenigdy nie myślałam, że będę ćwiczyć na siłowni. Nie uprawiałam nigdy żadnego sportu regularnie, jestem typem asportowym. Prowadzę bardzo siedzący tryb życia (zwłaszcza zimą, gdy moje szlachetne cztery litery do pracy wożę samochodem i od czasu, gdy nie nabijam licznika pieszych kilometrów z psem) i wiedziałam, że jeżeli tego nie zmienię, za kilka lat nie będę ruszać się bez bólu. Poza tym, motywuje mnie stan zdrowia ludzi w starszym wieku, którzy wiele lat uprawiali różne sporty. Początkowo ćwiczyłam w domu z Jilian Michaels – efekty wizualne były niesamowite już po miesiącu, jednak ciało się buntowało, bo to był zamordyzm. Po wielu miesiącach namawiania przez Tomasza, poszłam wreszcie na siłownię. Strasznie się wstydziłam – tego, jak wygląda moje ciało; tego, że nie mam żadnych fikuśnych siłowniowych strojów; tego, że nie wiem, do czego służą te wszystkie maszyny. Kilka razy tchórzyłam, ostatecznie 4. czerwca na około kwadrans przed planowanym wyjściem również. Tomasz wtedy jednak zadzwonił, postawił mnie na nogi i całe szczęście go posłuchałam i poszłam. Czułam się jak w przedsionku piekła, ale okazało się, że: można instruktora o wszystko zapytać (ciągle przychodzą nowi ludzie i oni tam od tego są), nie potrzeba żadnych fikuśnych strojów (jestem jedną z najmniej wystylizowanych tam osób, to fakt – włączając mężczyzn), a ciała to ludzie miewają naprawdę bardzo różne. Po sześciu miesiącach ćwiczeń wiem już, że poprawiło mi się trawienie, lepiej sypiam, a w bonusie dostaję nieśmiałe zaczątki kaloryfera na brzuchu (w życiu bym nigdy nie pomyślała, że ja takie rzeczy mogę!). Ćwiczę 2-3 razy w tygodniu po godzinie – ciągle pod wrażeniem jestem tego, jak działa ludzkie ciało i że mam jakieś mięśnie, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Naoglądałam się tam również różnych ciał i przekonałam się o ich różnorodności – wiem już, że nigdy nie będę jakoś tam wyglądać, bo mam po prostu inaczej kości poukładane. Całe życie się garbiłam i całe życie słuchałam od taty że mam trzymać plecy prosto – tak się nie da, wyćwiczone mięśnie same mi zaczęły sylwetkę trzymać (zaczynając, ćwiczyłam głównie mięśnie pleców). Codzienne poruszanie się przestało sprawiać  dyskomfort, a okazało się dopiero po kilku tygodniach ćwiczeń, że wcześniej mi sprawiało. To był cud, że dałam się przekonać, żeby tam pójść, Bóg (i Tomasz za Jego natchnieniem 😉 ) naprawdę umie rzeczy niemożliwe.


I have never done any summaries of the past year before, since January is for me always simply a new month with a new name behind. I am trying however, to treat my life more consciously and I thought that this time I would like to mention two things here – these are absolute hits of 2016 in my personal dimension (of many I decided to choose only two, because otherwise I would write this post a week long).

Spiritually:

Blessed is She – feminine Catholic community from the United States, operating mainly online, although girls also meet local from time to time on shared brunches, dinners by candlelight and are planning retreat in the spring (unfortunately over the big water of course). Every day you can get a reading with devotions (all in English), they publish year journals and one for Advent and Lent, all with wonderful design by Erica. They gather Catholic female bloggers from all over the American country. I discovered them somehow in October and for me they are a incredible motivation for deepening and spiritual development of my everyday life. Nothing works for me so strong as a good example and watching their Instagram Instastories before and during  the Advent already mobilized me to pray more (a half hour adoration of the week is at least one of the fruits) and celebrate every moment of my life. Therefore, the Christmas gift for myself will be a year membership in the community – is not cheap, but I thought it was an investment in my spirit, so there is nothing to save.

Bodily:

Gym – I NEVER, ever thought I will one day go to the gym. I have never done any sport regularly. I lead a very sedentary life (especially in winter, when I drive to work instead of walking and since I have no dog anymore) and I knew that if this does not change in a few years I won’t be able to move without pain. I initially practiced at home with Jilian – visual effects were amazing after a month, but the body suffered a lot (my skin), because it was really cruel. After many months of persuasion by Tomasz finally I went to the gym. I was terribly ashamed of my body,  that I do not have any fancy gym clothes, that I do not know what are all those machines for. Several times I flinched, but finally on June 4 I went to the gym for the first time in my life. I felt like in the vestibule of hell, but it turned out that: you can ask the instructor if you do not know something (there are still new people coming), you don’t need any fancy outfits (I am one of the least stylized people there – including men), and people have really rich variety of body types. After six months of practicing, I already know that my digestion has improved, I sleep better and a bonus I got – visible muscles on my stomach (in my life I have never dreamt that such a thing can happen to my body). I exercise 2-3 times a week for an hour – I’m still impressed of the human body and that I have some muscles, the existence of which I had no idea. I have also seen there various bodies and how diverse  they are – I already know that I will never look like somebody else, because I simply have my bones  arranged differently.  It was a miracle that I was convinced to go there, God (and Tomasz 😉 ) really knows how impossible things are to be done.

Do obejrzenia, posłuchania, przeżycia / To read, hear, experience

90675-1

Wiara rodzi się z tego, co się słyszy (Rz 10,17) Całe moje życie duchowe potwierdza to stwierdzenie św. Pawła. Rozszerzyłabym je o to, co się słyszy, widzi, czyta… Tekstem natchnionym jest „tylko” Słowo Boże, jednak wypełnia się ono w dziejach i w innych ludziach. Bóg działa przez ludzi, przez ich talenty i natchnienia Ducha Świętego. Objaśnia ludziom świat umysłem, oczami i ustami innych. Dzisiaj trzy propozycje na Adwent, które mnie wiele wyjaśniły – talentami innych ludzi moja świadomość Boga i Świętej Rodziny się wzmogła.

„Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” Joseph Ratzinger – Benedykt XVI

Niegruba książeczka ogromnego umysłu – ówczesny papież zbiera biblijne przekazy dotyczące poczęcia i narodzenia Jezusa, okrasza je nauką Tradycji Kościoła i interpretuje z sobie właściwym wdziękiem człowieka głębokiej modlitwy. Niektóre pytania pozostawia otwarte, nie narzuca się swoim autorytetem, otwiera przestrzeń do refleksji, błyskotliwie podsumowuje.

„Narodzenie” reż. Catherine Hardwicke

Pisałam o tym filmie dwa lata temu:

Nie widziałam chyba nigdy za dorosłości filmu o narodzinach Jezusa (i bym nie zobaczyła, gdyby mnie druga połowa oglądających nie postawiła do pionu, że nie chce oglądać w Święta umierających dziadków na Manhattanie). Filmy religijne bardzo często mają w sobie dużo kiczu, więc to zawsze ryzyko, gdy się w jakiś w ciemno klika. „Narodzenie” z 2006 roku kiczowate nie jest – nie jest to może szczyt kunsztu kinematografii, ma w sobie jednak dużo mocy. Ta moc polega na tym, że pokazuje Marię, jej rodzinę i Józefa na tle zwyczajności i codzienności. Krew mnie zalewa, gdy w pieśni słyszę, że panna psałterz czytała, gdy Gabriel jej zwiastował – w filmie zwiastowanie pokazano w ogrodzie, gdy Dziewczyna siadła na chwilę na kamieniu pod drzewem, robiąc sobie przerwę. Ma Ona w głowie więcej znaków zapytania niż pewności. Od Elżbiety wraca z widoczną ciążą, a Józef ma uwierzyć, że to z Ducha Świętego (czego oczywiście także nie kupują Jej rodzice). Obydwoje się boją, idą w nieznane. I jest to wszystkie takie normalnie, takie znajome, takie codzienne. Żyją według prawa i rozeznają czy to, co słyszą, pochodzi od Boga i tym się kierują. Nie ma w nich żadnej widzialnej niesamowitości. Większość dialogów w filmie prowadzonych jest po angielsku, co z jednej strony odbiera trochę autentyczności, jednak angielski ten jest bardzo naznaczony obcymi akcentami, co tylko podkreśla moim zdaniem nieporadność Marii i Józefa .

Nie wiem, na ile film ten prawdziwie odzwierciedla ówczesną sytuację w Palestynie, może i są tam jakieś merytoryczne błędy, wydaje mi się jednak, że genialnie oddaje atmosferę, w jakiej tkwili Maria i Józef. Mam ogromne zastrzeżenia do polskiego tłumaczenia – pada tam ciągle „Maryja”, co w zestawieniu z pokazaną tam Dziewczyną tworzy groteskowy oksymoron i w głowie skrzypią wtedy wszystkie koła zębate. Podobnie ma się rzecz z wprost wziętymi z Pisma Świętego cytatami – np. w scenie zwiastowania czy odwiedzin u Elżbiety – brzmi to wszystko przeintelektualizowanie i przekościelnie. Koszmar, jednak mimo to film naprawdę warto obejrzeć. Myślę nawet, że to pozycja obowiązkowa.

Film do obejrzenia np. tutaj.

„Maryja z Nazaretu” reż. Giacomo Campiotti

Film, a raczej serial, który Tomek chciał obejrzeć od miesięcy, a ja ciągle mówiłam „nie”, bo nie miałam ochoty na kolejną dawkę religijnego kiczu. W końcu uległam i jakież było moje zdziwienie – ten film jest idealny. Z racji tego, że to wpis Adwentowy, można skupić się na pierwszych dwóch odcinkach, jednak polecam obejrzeć całość – w Adwencie dużo jest Maryi, a ten film pięknie pokazuje, kim Ona jest.

Podobnie jak poprzedni,  film ten także podkreśla prostotę życia Maryi i jej bliskich. Mnóstwo znaków zapytania, a także pełno Ducha Świętego i wiary – nie takiej uczonej, takiej „nie-wiadomo-skąd”.  Maryja jest łagodna, pogodna, nie jest władcza ani groźna, nie jest dyktatorką czystości. Jest pokornie bezczelna – scena, gdy przynoszą wieść o zmartwychwstaniu jest PRZEPIĘKNA.

Kontrowersyjne jest tutaj dla mnie poprowadzenie wątku Marii Magdaleny oraz Heriodiady, ale zalety tego filmu przykrywają wszystkie niedoskonałości.

Pierwszy odcinek np. tutaj, odsyłacze do kolejnych na stronie.

knitting-1024x580website2


Faith comes from what is heard (Rom 10:17) All of my spiritual life confirms this St. Paul’s statement. I would extend this sentence with what is seen and read … The Scripture is one and only word of God, but  it is taken into action by people. God works through people, through their talents and inspiration of the Holy Spirit that they experience. He explains the world with minds, eyes and mouth of  others. Today three proposals for the Advent, which explained a lot to me – through other people’s talents God increased my awareness of Him and the Holy Family.

„Jesus of Nazareth. Childhood”  Joseph Ratzinger – Benedict XVI

Tiny book by huge mind – Pope emeritus collects biblical messages on the conception and birth of Jesus, he adds them to the teaching the Church’s Tradition and interpreted with a proper grace by a man of deep prayer. He left some questions open, he doesn’t overwhelms the story with authority, opens a space for reflection and concludes brilliantly.

„The Nativity Story” directed by Catherine Hardwicke

I wrote about this film two years ago:

I have never seen a film about Jesus’ birth as an adult (and I wouldn’t have seen if it’s not of my boyfriend who didn’t want to watch a film on Christmas about  elderly dying people in Manhattan). Religious movies are often very kitschy, so it’s always a risk.  „Christmas” from 2006 is far from being kitschy – it might win no movie prize, but it has a of Divine power. This power sticks in the fact that it shows Mary, her family and Joseph on their ordinary every day. During the Annunciation Mary is in the garden and she sat for a while on a stone under a tree, taking a break. She has in mind more question marks than certainty. From Elizabeth she returns with a visible pregnancy and Joseph has to believe that it is the Holy Spirit. Both are afraid, they go into the unknown. And it’s all so normal, so familiar, so daily. They live according to the law and are trying to recognize if  what they hear comes from God. Most of the dialogues in the film are conducted in English, what on the one hand, takes back a little authenticity, but this English is marked with foreign accents, what only emphasizes the Mary’s and Joseph’s awkwardness (very cute).

I do not know how this film truly reflects the contemporary situation in Palestine, perhaps there are any errors, it seems to me, however, that brilliantly captures the atmosphere of the age. The movie isreally worth seeing. I even think that is a must.

„Mary of Nazareth” directed by Giacomo Campiotti

Film, or rather series that Tomek has wanted to see for months and I always said “no”,  because I had no desire for another dose of religious kitsch. In the end I gave in and what was my surprise – this movie is perfect. Due to the fact that this is an Advent entry, you can focus on the first two episodes, however, I recommend you watch the whole series  – during Advent is all about Mary (and of course Baby Jesus, but INSIDE of Mary) and this series beautifully shows who she really is.

Like the previous one, this film also highlights the simplicity of Mary’s life. A lot of question marks, a lot of the Holy Spirit and faith – not the academic one , the some kind of „not-know-where-it’s-from” faith. Mary is gentle, cheerful, is not domineering or dangerous, but firmly pure. It is humbly impudent. And the scene when they bring the news of the Resurrection is beautiful. Again, it’s a must. For the whole family.

Controversial is here for me th way the director lead the story of Mary Magdalene and Heriodias, but the advantages of this movie cover all the imperfections.

You will find both movies online to watch.