Czytanki / Readings

W poprzednim wpisie napomknęłam o podzieleniu się kilkoma ciekawymi artykułami/historiami, więc oto z nimi jestem. Kolejność jest przypadkowa, niektóre są tylko po angielsku, ale naprawdę warto spróbować posilić się automatycznym translatorem – może coś akurat.

|o. Tomasz Grabowski OP|

Jestem absolutnie urzeczona sposobem, w jaki Bóg przemawia przez ojca Tomasza – czuję się po prostu w ratzingerowskim ziemskim niebie.

„Tylko prawda wyswobadza z lęku” – „Mistrzowie duchowi przekonują, że zanim powierzymy się Bogu, to najpierw musimy sie sami odkryć, spotkać ze swoimi ograniczeniami i brakami, wreszcie w pełni zaakceptować. Dopiero wtedy możliwy jest wolny dar z samego siebie”

Wolność jako odczytywanie woli Boga – „Wobec tego odczytywanie woli Boga zakłada odszukanie walorów stworzenia, jakim jestem , pragnień, jakie noszę, duchowych predyspozycji i – ostatnie, ale nie mniej ważne – miłość, którą rozwijam”

Tutaj jeszcze tematycznie na dzisiaj o Bożym Ciele.

Ojca Twitter, Facebook – warto śledzić.

|ks. Mariusz Rosik|

Wrocławski profesor teologii, biblista, znawca Starego Testamentu. Ma wspaniały dar opowiadania o Biblii jako fascynującej opowieści (a przecież Biblia właśnie taka fascynująca jest). Na stronie jest wiele ciekawych materiałów oraz rozkład jazdy na dany miesiąc – naprawdę warto gdzieś upolować jakieś spotkanie.

|o. Solanus Casey OFM Cap.|

Amerykański kandydat na ołtarze, nazywany „amerykańskim ojcem Pio”.

|Jezuici, którzy przeżyli wybuch w Hiroshimie|

Poznałam tę historię kilka lat temu i nie mogłam wtedy pojąć, że nikt tego specjalnie nie nagłaśnia. Jest jedno miejsce w mieście, które zostało nieznacznie nienaruszone podczas wybuchu bomby atomowej– to klasztor ojców Jezuitów, którzy w odpowiedzi na objawienia Matki Bożej, codziennie odmawiali Różaniec. Bóg może wszystko.

Trudno znaleźć sensownie napisany artykuł na ten temat – tutaj wersja polska, tutaj angielska.

|„What I wish we understoond when it’s not Mothers’s Day”|

Jak to jest być bezdzietną starą panną po trzydziestce i w ogóle jakąkolwiek z czegokolwiek  wykluczoną w dyskursie kobiet Kościoła Katolickiego. Po angielsku.

„All I’m saying is this: it’s hard. Being a mom is hard. Being childless is hard. Being in an abusive relationship is hard. Being trapped in a small town is hard. Being completely unrooted is hard. Having a job is hard. Being unemployed is hard. It’s just hard. All of it.”

Gdz słyszę, że nie wie, co to być zmęczonym ktoś, kto nie ma dzieci, odpowiadam, żeby zaserwowali sobie poziom TSH gdzieś w okolicach 65 (lub 120 – true story). Przytomnym się jest w najlepszym razie w porywach kilka godzin w ciągu dnia.

|Ks. Walter Ciszek SJ|

Urodzony w 1904 roku jako syn polskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych, misjonarz w Rosji, długoletni więzień przybytków NKWD oraz obozów pracy na Syberii. Artykuł ten linkował o. Tomasz jakiś czas temu – żal, że taka postać jest tak mało znana. Mocne świadectwo życia pełnią chrześcijaństwa.

|„Bóg w wielkim mieście”|

Mimo że książka ukazała się wiele miesięcy temu, dopiero niedawno trafiła w moje ręce. Nie oglądam telwizji, więc Kasia Olubińska jest dla mnie po prostu katolicką blogerką i zaczęła dla mnie istnieć po rozpoczęciu pisania bloga. Czytając pierwsze jej wpisy pomyślałam, że to jest dokładnie tak, jak ja odczuwam obecność Boga w wielkim mieście. W książce jest 15 wywiadów z ludźmi podobno znanymi, ale ja oprócz Krzystofa Antkowiaka i Krystiana Wieczorka nikogo tam za bardzo nie kojarzę. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo między kartkami tej książki unosi się Duch jak unosił się nad wodami podczas stwarzania świata i nie jest ważne, kto o nim mówi w taki wspaniały sposób. Piękno i delikatność Boga – Kasia uchwyciła to wszystko w swojej książce. Książka jest także opowieścią o jej drodze do Boga i z Bogiem – solidna dawka powiewu Ducha Świętego i inspiracji.

Kilka dni temu spotkałam Kasię na wieczorze autorskim i dawno już nie odstałam takiego kopa inspiracji do życia jak od niej. Łączy w sobie kobieca łagodność i siłę – piękny człowiek!

|Christina Doloway|

Zastanawiałam się, który artykuł Christiny jakoś wyróżnić, ale nie umiem wybrać. Duże wrażenie zrobił na mnie wpis o tym jak przygotowała oprawę swojej ślubnej mszy (ostatnio pojawił się także ten artykuł na „Spoken Bride” – ach!), jej wpisy o zmaganiu się z byciem solo czy wreszcie o tym, że tak naprawdę na nic nie zasługujemy. Na każdy kolejny czekam z niecierpliwością!

Tutaj wywiad z Christiną u Jenifer Fullwiler (od ok. 22 minuty).

A, ma na sobie zazwyczaj boską sukienkę jakąś. Piękny człowiek z każdej strony.


In the previous post I mentioned sharing some interesting articles/stories, so here there are. The order is random, some are only available in Polish, but it’s really worth trying to give the google translator a shot.

|Fr. Tomasz Grabowski OP|

I am absolutely fascinated by the way God speaks through Father Thomas – ratzingerish heavenly.

„Only the truth frees us from fear” – „Spiritual Masters say that before we entrust to God, we must first find ourselves, meet our limitations and shortcomings, and finally accept. Only then can can be a free gift of ourselves. „

Freedom as the reading of the God’s will – „Thus reading the God’s will implies finding the qualities of the creature that I am, the desires I have, the spiritual predispositions and, last but not least, the love I develop.”

Here some thoughts on Corpus Christi feast (which is today here in Poland).

Father’s Twitter, Facebook (he speaks English as well)

|Fr. Mariusz Rosik|

Professor of theology from Wroclaw, biblical scholar, expert of the Old Testament. He has a wonderful gift of explaining the Bible as a fascinating story (because Bible IS fascinating). On his site there are many interesting materials and a timetable for a given month – it is really worth going somewhere for a meeting (there are also some articles in English).

|Fr. Solanus Casey OFM Cap.|

An American candidate for altars, called „American father Pio”.

|Jesuits who survived the outbreak in Hiroshima|

I got to know this story a few years ago and I can’t understand that nobody was talking about it. There is one place in the city that was slightly intact during the outbreak of the atomic bomb – it is a monastery of Jesuit fathers, who in response to the apparitions of Our Lady of Fatima, prayed the Rosary daily. God can do anything.

It is difficult to find a meaningfully written article on this subject – here the Polish version, here the English one.

|”What I wish we understoond when it’s not Mothers’s Day”|

What is it like to be a childless spinster in her thirties and any other anything exclusions that you can find among some women in the Catholic Church. In English.

„All I’m saying is this: it’s hard. Being a mom is hard. Being childless is hard. Being in an abusive relationship is hard. Being trapped in a small town is hard. Being completely unrooted is hard. Having a job is hard. Being unemployed is hard. It’s just hard. All of it. „

When I hear somebody sayin’, that you do not understand what it means to be tired when you have no kids, I tell them to somehow cause that their THS level is 65 (or 120 – true story) and see how conscious during the day they can be.

|Fr. Walter Ciszek SJ|

Born in 1904 as a son of Polish emigrates in the United States, a missionary in Russia, a long-time prisoner of NKVD and labor camps in Siberia. This article was forwarded by father Tomasz some time ago – it’s a pity that such a character is so little known.

|”God and the City”|

Although the book appeared many months ago, I’ve just bought it recently. I do not watch TV, so Kasia Olubińska is just a Catholic blogger for me and she started to exist for me when she started blogging. Reading her first entries on the blog, I thought that this was exactly how I felt God’s presence in the big city. In her book there are 15 interviews with people reportedly known, but except for Krzystof Antkowiak and Krystian Wieczorek I do not associate anything with anyone. This is not so important, because between the pages of this book, the Holy Spirit rises as he floated over the waters while creating the world, and it is not important who speaks of him in such a wonderful way. The beauty and gentleness of God – Kasia captured all this in her book. The book is also a story of her journey to God and with God – a solid dose of the Holy Spirit’s breath and inspiration.

A few days ago I met Kasia at the author’s evening and for a long time I didn’t get such a kick of inspiration to life like from her. She combines feminine gentleness and strength – beautiful human being!

|Christina Doloway|

I was wondering which article should I distinguish here, but I am not able to choose. I was impressed by the post about how she prepared her wedding mass (and here), her entries about struggling with being single or finally about the fact that we really deserve nothing. For every post I wait impatiently!

Here’s an interview with Christina at Jenifer Fullwiler (from about the 22 minute).

Moreover she has got the best dresses. Another beautiful feminine human being.

Reklamy

Życie z intencją / Intentional living

Gdy się nawróciłam, Pan Bóg był wszędzie (ciągle jest, ale tu chodzi bardziej o moje postrzeganie). Nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie, ile się modlę, bo – trzymając się definicji modlitwy jako świadomego przebywania w obecności Boga – modliłam się się praktycznie non stop, nigdy nie czułam się sama. Codziennie byłam na mszy świętej, wiedziałam, co się w życiu Kościoła święci (w ten sposób poznałam Pismo święte, a codzienne kazania traktowałam jak nadrobienie zaległości w katechezie). Obiektywne okoliczności się z czasem zmieniły i życie wiarą zaczęło być czymś, o co muszę się codziennie starać. W przeciwnym razie czas przecieka przez palce wraz z różnymi skarbami Kościoła w poszczególnych okresach liturgicznych.

LG-PinkPeonies-04

Poniżej moje pomysły na codzienne życie, by liturgicznie podtrzymywać je płonące:

|ADORACJA|

Wyznaczyłam sobie dzień/godzinę, bo inaczej w nurcie tygodnia nie dało się inaczej. Czasem mimo to się nie udaje, ale zawsze to i tak więcej niż zero.

|KSIĄŻKI, ARTYKUŁY|

Z czasem zrobiło mi się tak, że fikcja literacka przestała mnie interesować (poza Jane Austen, ale to jest bogini i się nie liczy) (przesyt po studiach filologicznych, na których przeczytałam jakiś tysiąc lektur obowiązkowych, z której nie podobała mi się żadna), bo bardziej pociągająca jest P/prawda. Stało się tak, że czytałam tylko książki religijne w szerokim tego słowa znaczeniu. Dzięki temu poznałam „Dzienniczek” Faustyny, „Dzieje duszy” św. Tereski, niektóre pisma Dużej Teresy, encykliki Benedykta XVI itp, ale zupełnie zaczęło mi omijać to, co dzieje się w materialnym świecie. Postanowiłam w związku z tym przerzucić się na świeckie reportaże i biografie i przez lata nie czytałam książek religijnych (tak wyszło). Teraz próbuję to wypośrodkować (chociaż ciągle szkoda mi czasu na fikcję i tak już chyba zostanie). Z moich doświadczeń religijnych wynika, że warto sięgnąć i poznać evergreeny i klasykę, bo potem Duch Święty ma do czego nas odwoływać, gdy prosimy Go o odpowiedź (kiedyś przypadkiem wzięłam z półki „Dzienniczek”, wypadł mi z ręki i otworzył się na zdaniu modlitwy Faustyny, które było najakuratniejszą modlitwą dla mnie w tamtym momencie). Warto śledzić katolickie portale (w miarę możliwości z różnych części świata), facebooka i Twittera. Niestety wiele treści jest średniej jakości i świeżości, jednak można znaleźć perełki (wywiady czy historie o mało znanych świętych – w następnym wpisie postaram się zebrać i podlinkować rzeczy, które w ostatnim czasie mnie zainteresowały).

|DEKORACJE DOMU|

Nie lubię bibelotów, ścian zapadających się prawie pod ciężarem ciężkich obrazów, ołtarzyków ani w ogóle poczucia zagraconej przestrzeni, więc muszę się tego uczyć, by wypełniać ją z umiarem, ale jednak wypełniać. Po śmierci mojej babci wzięłam z jej mieszkania Maryję z małym Jezusem, dodatkowo wisi u mnie niewielkich rozmiarów Jezus Miłosierny i kafelek z Fatimy, pamiątka od mojej koleżanki. Marzy mi się duża figura Maryi albo duży antyczny (antyk, nie że z Antyku) krucyfiks, ale jak narazie nie widziałam żadnych na sprzedaż, które by mi się podbały (gdyby ktoś coś, będę wdzięczna). W polskiej sztuce sakralnej (jeżeli tak to można określić) jest bardzo dużo kiczu (trudno znaleźć krzyżyk na ścianę, gdzie Jezus nie ma twarzy zombie), stąd jeszcze to pewnie trochę potrwa (bo trudno by było zwinąć z zaprzyjaźnionego mieszkania pewnego proboszcza metrową śnieżnobiałą Maryję, która jest po prostu PRZEPIĘKNA).

Bywałam też w domach (♥), w których podczas siedzenia przy stole, zapala się świecę na znak obecności Chrystusa (ostatnio praktykuję też u siebie, niesamowitą moc ma ten znak), a przy figurce Maryi zawsze dbano o to, by Mama miała świeże kwiaty. Moja prababcia zawsze w sobotę szła na Rynek Wildecki na zakupy, a obowiązkowym punktem na liście zakupów była także świeża wiązanka na niedzielę.

|DZWONY|

Gdy mieszkałam w bawarskiej wiosce (nie, nie było aż tak sielsko jak sobie to pewnie teraz duża część z Was wyobraziła) dzwony w kościele biły (oprócz standardowych Aniołów Pańskich) kwadrans przed codzienną mszą świętą (kiedyś tylko dzięki nim znalazłam kościół w wiosce obok – kręte i pagórkowate uliczki pod różnymi dziwnymi kątami) oraz w niedzielę w momencie, gdy na ołtarzu miało miejsce przeistoczenie. Tylko tam spotkałam się z tym zwyczajem i uważam za KAPITALNY.

Dzwon wybija z rytmu i zwraca uwagę na Niebo, dodatkowo uwielbiam ten dźwięk sam w sobie.

|ŚWIĘCI, KOŚCIELNE WSPOMNIENIA|

To wspaniałe, że Kościół Katolicki pielęgnuje pamięć o niezwykłych ludziach, którzy wybitnie starali się swoim życiem uczyć o Bogu i człowieku (albo wychodziło im przypadkiem, bo po prostu byli tacy otwarci). Dzięki nim nie trzeba już pewnych rzeczy odkrywać, tylko podane są nam na tacy i czasem mogą być punktem wyjścia dla Boga i dla nas do odkrywania kolejnych. Lubię wiedzieć, kogo danego dnia Kościół wspomina, bo można sobie pewne fakty przypomnieć, przemyśleć jeszcze raz lub wręcz poznać kogoś nowego.

|MEDALIK, RÓŻANIEC|

Gdy mi źle lub się boję, lubię trzymać w dłoni mój szkaplerz lub Różaniec. Nie są to żadne amulety, ale przypomnienie, do Kogo należę i Kto mnie chroni.

Kiedyś zgubiłam już wszystkie moje Różańce i od niechcenia zapytałam zaprzyjaźnionego kapłana, gdy już wyjeżdżałam do domu, czy nie ma może jakiegoś na zbyciu. Sięgnął gdzieś do jakiegoś pojemniczka i wyciągnął taki jasnozielonkawy, plastikowy egzemplarz. Okazało się, że to taki *magic*, co świeci w ciemności. Uśmiechnęłam się w duchu i pomyślałam, że to naprawdę jest coś, co mrok rozjaśnia.

|POST W PIĄTEK|

Kiedyś częściej, dzisiaj jeszcze czasem też (ale już zdecydowanie rzadziej) ulicą niesie się zapach smażonej ryby w piątek. W ten dzień najbardziej zawsze chce mi się mięsa, a niewierzący znajomi i korpo lubią organizować różne spotkania integracyjne – jeszcze większa okazja, by uświadamiać sobie ciągle na nowo, dlaczego jednak nie, dziękuję, ale nie.

|ZNAK KRZYŻA|

Nie zawsze, gdy mijam kościół o nim pamiętam, ale jest to cudowny zwyczaj. Wiele lat temu spędzałam hipisowskie rekolekcje na Żywiecczyźnie i pamiętam pewnego lokalnego rzezimieszka w wieku poniżej 10, który przemykał rowerem główną ulicą wioski. Gdy mijał kościół, robił znak krzyża.

Macie jakieś takie u siebie?

LG-PinkPeonies-03


When I converted, God was everywhere (He is still everywhere, but I mean here my personal feeling). I wasn’t able to answer a question of how much I pray, because – by holding on to the definition of prayer as a conscious presence in the presence of God – I prayed practically in every minute, I never felt alone. I attended Mass every day, I knew what was going on in the life of the Church (in this way I got to know the Scripture and I treated daily sermons as catch up on catechesis). Objective circumstances have changed over time and faith life has begun to be something I have to make an effort to have one. Otherwise, time is leaking through the fingers together with the various treasures of the Church in particular liturgical periods. Below I listed my ideas for daily life, to liturgically keep it on track:

|ADORATION |

I set a day / hour in my plan, otherwise the week passes without noticing it. Sometimes I still fail, but it’s always more than zero.

 |BOOKS, ARTICLES|

With time I lost my interest in fiction (apart from Jane Austen, but she is a goddess and it does not count) (I read thousands of obligatory readings, which I did not like while I was studying German literature). I think the T/truth is much more interesting. So I read only religious books in the broad sense of the word. Thanks to that I met Faustina’s „Diary”, “The Story of a Soul” by the Little Flower, some of the writings by Teresa of Ávila, the Encyclicals by Benedict XVI, etc., but I completely started to steer clear of what is going on in the material world. So I decided to switch to secular reportages and biographies, and for years I did not read any religious books (so it did). Now I’m trying to find some balance between it. From my religious experience, it is worthwhile to reach out and get to know the evergreens and the classics, because then the Holy Spirit can appeal to us when we ask Him for a response (once I wanted to take the “Diary” from the shelf, it fell out of my hand and opened up on the sentence of prayer by Faustina, which was the most accurate prayer for me at that moment). It is worth to follow the Catholic portals (as far as possible from different parts of the world), facebook and twitter. Unfortunately, many of the content is of average quality and freshness, but you can find some gems out there (interviews or stories of little-known saints – in the next post I will try to collect and link things that have recently attracted me).

 |HOUSE DECORATIONS|

I do not like trinkets, walls collapsing under the weight of heavy paintings, home altars or even the sense of cluttered space, so I have to learn to fill it. After my the death of my grandmother I took a Mary painting with small Jesus from her apartment, I have also a small painting of “Jesus, I trust in You”  and a tile from Fatima, a souvenir from my friend. I dream of a large figure of Mary or a large antique crucifix, but I haven’t found anything for sale what would attract me. There is a lot of kitsch in Polish sacred art (it is difficult to find a cross on the wall where Jesus does not have a zombie face), so it will probably take some time to find one.

I also visited homes () where, while sitting at the table, a candle lights up for the sign of Christ’s presence (it helps me a lot recently), and where there were fresh flowers by the statue of Mary. My great-grandmother always went to Wildecki Market on Saturday and bought a fresh bundle for Sunday.

 |BELLS|

When I lived in a Bavarian village (no, it was not as pretty as probably a lot of you imagine right now) bells in the church rang (apart from the standard Angelus) a quarter before the Holy Mass (once I found a church like this in the neighbor village – winding and hilly streets at various strange angles) and on Sunday at the moment when there was Transubstantiation happening on the altar. It was the only place where they rang the bells than and I think it’s amazing.

When the bell rings it takes me to Heaven among my everyday tasks.

|SAINTS, CHURCH MEMORIES|

It is wonderful that the Catholic Church remembers extraordinary people who have been striving to show God through their lives. Thanks to them, we no longer need to discover certain things, they are simply given to us and can sometimes be the starting point for us to discover more. I like to know whose feast day it is, because you can think again about some events or even meet somebody new.

 |MEDALS, ROSARY|

When I feel bad or afraid, I like holding my scapular or rosary in my hand. These are not amulets, but thank to them I remem ber who I belong to.

|FRIDAY FASTING|

Catholics in Poland don’t eat meat on Fridays and aren’t also supposed to attend dancing parties on that day. It is unfortunately often a day when a lot is going on, but refusing to attend such events or eating something else for dinner than meat enables me to remember who gave His life for me on that day. 

|THE SIGN OF THE CROSS|

There is a custom in Poland (have no idea if it is only a Polish one) that you make a sign of the cross while going by a church. I don’t often remember to do this, but I think it is a great opportunity to worship God.

Do you have any other ideas?

Zacznijcie śpiewać i w bęben uderzcie!

Moi Rodzice nie są osobami religijnymi, więc przy wyborze mojego imienia nie kierowali się raczej żadną świętą. Stwierdzam to z przykrością – dla swoich potencjalnych dzieci mam już całe stado świętych uszykowanych. Dla mnie to danie kogoś za wzór, poświęcenie danej osoby konkretnemu świętemu w niebie – po prostu „plecy”. Trzeba było naprawić, co rodzice zaniedbali i wybrałam sobie św. Katarzynę ze Sieny. Kręciły mnie wtedy bardzo stygmaty, więc by stanąć w prawdzie – to był główny powód. A, jeszcze to, że rozstawiała papieży po kątach. Stygmaty,  a raczej ich wizja na moich członkach przestała mnie kręcić, gdy tylko dojrzałam trochę w ciele i wierze (niepraktyczne to bardzo i jeszcze gotowi do psychiatryka wsadzić), a Kaśkę (jak w moich najbliższych kręgach ją nazywamy) zaczęłam poznawać i coraz bardziej utwierdzać się w tym, że wybrałam dobrze. Troszkę o niej pisałam tutaj, nie widzę sensu przytaczać tutaj jej życiorysu (w końcu ja nie Google ani Umberto Eco). Ważne, że się nie dawała – wchodziła oknem, gdy ją wyrzucali drzwiami, osiągała cele i jak trzeba było coś zrobić, to szła i robiła. I jakimś dziwnym przypadkiem zauważam podobieństwo w rodzaju duchowości

Mówił Jezus do Kaśki:

Trzeba więc, aby korzeń tego drzewa (drzewa miłości – przyp. ja), to jest poryw duszy, tkwił i żywił się w kole (=jakby w cyklu – przyp. ja)prawdziwego poznania siebie. To poznanie siebie jest zjednoczone ze Mną, który nie ma początku ani końca, jak koło, które jest okrągłe i w którym będziesz próżno krążyć tam i z powrotem, a nie znajdziesz, gdzie ono się zaczyna i kończy, a jednak znajdziesz się w nim. To poznanie siebie, i Mnie w sobie jest i znajduje się na ziemi prawdziwej pokory, która jest tak wielka jak szerokość koła, to jest jak poznanie siebie, o ile, powtarzam, jest ono w łączności ze Mną. Bez tej łączności ze Mną to poznanie nie byłoby kołem bez początku i końca; miałoby początek, którym jest poznanie siebie, i koniec, którym jest zawstydzenie.

Drzewo miłości żywi się więc pokorą; drzewo to puszcza z boku latorośl prawdziwego rozeznania. Rdzeniem tego drzewa miłości jest cierpliwość, która jest pewnym znakiem mej obecności w duszy i zjednoczenia tej duszy ze mną.

Św. Katarzyna ze Sieny „Dialog o Bożej Opatrzności”

***

Wydaje mi się, że nie zrozumie się Kościoła Rzymskokatolickiego bez minimalnej chociażby znajomości Włochów i ich mentalności. Kościół WSZYSTKO świętuje, nawet najmniejszą rocznicę – tak jak Włosi. Lubię świętować, każdy powód jest dobry. Skoro mam imieniny, było już coś dla ducha, to teraz czas na słodkie.

Zawijane szwedzkie bułeczki Kanelbullar (z magazynu USTA 1/2014):

  • Ciasto: 500ml mleka, 50g świeżych drożdży (lub opakowanie suchych), 150g miękkiego masła, 90g cukru, szczypta soli, 2 łyżeczki kardamonu w proszku, 800 – 1000g mąki.
  • Masa: 175g miękkiego masła, 80g cukru, 2 łyżki cynamonu, 1/2 łyżeczki cukru waniliowego, 1 tabliczka gorzkiej czekolady (posiekać drobno)
  • Ciasto: rozpuścić drożdże w podgrzanym mleku, odstawić. W misce utrzeć masło z cukrem, solą i kardamonem (nie mikserem). Dodać mleko z drożdżami, wymieszać. Dodawać stopniowo przesianą mąkę, jednocześnie wyrabiając ciasto (dodawać tyle, by ciasto nie było lepkie). Gdy już będzie gładkie i elastyczne, odstawić na ok. godzinę pod ściereczką do wyrośnięcia.
  • Masa: wymieszać podane składniki (oprócz czekolady) w misce.
  • Ciasto podzielić na dwie części, rozwałkować każdą część na prostokąt. Posmarować masą oraz posypać posiekaną czekoladą. Ciasto leży dłuższym bokiem prostokąta przy rancie blatu, czyli naszym brzuchu (czyli równolegle do rantu blatu :P) – teraz wyobrazić sobie, że jest podzielone na 3 części – górną 1/3 zakładamy (jakby zaginamy) na środkową, a dolną 1/3 na tą górną, co leży na środkowej (w efekcie cała powierzchnia pokryta masą jest schowana w środku – jasne?). Wzdłuż dłuższego boku pokroić ciasto na paski szerokości 2 cm, potem wszystko jeszcze raz na pół. Każdy kawałek pozwijać w kłębek/supełek. Zostawić do wyrośnięcia na 30 minut, piekarnik rozgrzać w tym czasie do 250 stopni. Przed włożeniem do piekarnika można posmarować rozbełtanym jajkiem. Piec 10-15 minut.
  • Moje uwagi: nie miałam kardamonu, użyłam kremu cynamonowego zamiast cynamonu i zapomniałam posmarować jajkiem. Następnym razem chyba rozpuszczę czekoladę w kąpieli wodnej i pomieszam razem z masą do posmarowania; użyłam mąki orkiszowej.

bułeczki

(jakość telefonowa, wybaczcie)

P.S. Przypisy w cytacie z powodów takich, że trudno z tej książki wyciągnąć fragment, którego nie tłumaczyłby poprzedni fragment. Wcześniej Jezus tłumaczył Kasi pewne rzeczy łopatologicznie, a potem przechodził do odniesienia do duszy.

333. Kaśka

IMG_4573

Dziś św. Katarzyny ze Sieny. Wariatka, nawet obecnie budziłaby skrajne emocje i imponowała swoją odwagą i determinacją. Warto mieć patrona. Nic dwa razy się nie zdarza (Szymborska), żadne życie, żaden życiorys. I nie o to chodzi w patronie. W patronie chodzi o to, żeby ktoś był wzorem i się opiekował. Allora festa!

P.S. Jak książkę przeczytam, to coś o niej napiszę. Może to być (niestety) w okolicach grudnia.

332. Dżoana

Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.

J 13, 34-35

***

Gdyby nie było dziś niedzieli, Kościół wspominałby św. Joannę Beretta Mollę. Została kanonizowana przez Jana Pawła II w 2004 roku – matka czwórki dzieci. Można potraktować sprawę powierzchownie i mówić, że została ogłoszona świętą dlatego, że ofiarowała swoje życie, by urodzić córkę (wykryto u niej w macicy włókniaka i jedyną pewną drogą wyleczenia byłoby usunięcie macicy – z dzieckiem i włókniakiem). Umarła kilka dni po Wielkanocy w 1962 roku, urodziwszy zdrową Joannę Emmanuelę. Mnie się wydaje jednak, że byłoby to powierzchowne potraktowanie Joanny Beretta Molla. Cenna jest w oczach Pana śmierć Jego wyznawców, jednak ich życie jest dla Niego niemniej cenne. Myślę, że tak samo jak nauczyciele nie czerpią dzikiej przyjemności ze stawiania ocen niedostatecznych, Bogu nie zależy, żeby Jego owieczki szybko umierały, najlepiej w strasznych męczarniach – byłoby to wypaczenie chrześcijaństwa, a Bóg byłby okrucieństwem, a nie Miłością. Św. Joanna, urodzona latach 20-tych w okolicach Mediolanu, była 10. dzieckiem rodziców bardzo zaangażowanych religijnie. Wspólnie wszyscy się modlili, dzielili z biedniejszymi, tym, co mieli. Była kobietą piękną, z charakterem (bardzo łagodnym 😉 ), która korzystała z pełni życia, a jednocześnie żadnego dnia (podobno) nie opuściła mszy świętej. Zdolna i wykształcona – lekarz chirurg. Po męża pojechała do Maryi (najlepszy adres, zdecydowanie). Żyła ona po prostu prawdziwie Bogiem – niemożliwym jest, by ktoś, kto tak żył, nie był świętym! Jedna z jej ostatnich życiowych decyzji na pewno nie była łatwa, ale była wynikiem właśnie takiego życia – życia w Bogu.

Pani Joanna Emmanuella nie ma pretensji do Pana Boga, że zabrał jej mamę – tutaj relacja z jej wizyty w Kaliszu przed trzema laty.

P.S. Sposób przemawiania p. Joanny to ideał dla tłumacza konsekutywnego – brawo (naprawdę niewiele osób tak potrafi)!