131.

„Pan rzekł do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. – Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.”

1 Sm 16,1b.6-7.10-13a

***

4.03.2011, 17:35 – przygotowania do Wielkiej Imprezy

5.03.2011, 20:56 – Wielka Impreza

6.03.2011, 10:15 – sprzątanie po Wielkiej Imprezie

17.03.2011, 20:20 – ekstaza w „Pod blaszanym kurem” – romanse rosyjskie i Anton Michaiłow

24.03.2011, 12:30 – jeszcze kilka minut pracy

24.03.2011, 17:03 – Niebo bezchmurne nade mną, prawo moralne we mnie, tory pode mną, Kraków przede mną…

24.03.2011, 18:00 – prawdziwe bażanty biegające po prawdziwym polu

24.03.2011, 23:00 – Królewna w Krakowie, Królewną szczęśliwą

26.03.2011, 17:35 – w tamtej części kraju zasolenie deszczu zdecydowanie odbiega od dopuszczalnej normy

26.03.2011, 18:10 – Teatr Stary w Krakowie, pierwszy rząd – gdy ktoś mówi do mnie wierszem, musi liczyć się z długim czasem reakcji

26.03.2011, 21:45 – Wedel w Krakowie i trzy fajne laski

27.03.2011, 9:00 – mało spania

27.03.2011, 15:06 – Poznań przede mną

To był miesiąc…

Reklamy

93. Warszawska jesień

Mojej Tour de Pologne ciąg dalszy. W zeszły weekend zagnało nas z Siłkiem do stolicy. Za wszelką cenę chciałam, żeby było to coś innego niż zwykle w Warszawie, którą jako turystka już przeszłam wzdłuż i wszerz podczas wielokrotnych pobytów tam. Siłek, zafascynowana Fabryką Schindlera w Krakowie (do której ja, mimo jednej próby kiedyś, nie dotarłam, bo dzięki brakom jakichkolwiek tabliczek, tylko wtajemniczeni wiedzą, że coś takiego w ogóle istnieje), koniecznie chciała odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego. Ja byłam nieco sceptycznie nastawiona, ponieważ okres fascynacji tym etapem historii europejskiej mam już chyba za sobą. Na germanistyce temat wojny jest tematem pojawiającym się w sumie na każdym etapie studiów, więc człowiek zaczyna mieć dosyć, bo albo się znieczuli w końcu albo zwariuje. Pamiętam czas zaraz po napadzie, gdy akurat musieliśmy czytać lektury z tego okresu tematyzujące wojnę, a na zajęciach z pewnym panem przez 3 tygodnie oglądaliśmy ponad dziewięciogodzinny film pt. „Shoah”. Wtedy to, a nie kiedy zaczęłam mieć koszmary, że jadę w wagonie do obozu, powiedziałam „Dosyć”. Wizyta w tym miejscu wymagała ode mnie zatem tygodniowego przygotowania psychicznego ;). Nie było jednak tak źle. W kolejce do kasy czekałam godzinę, muzeum bardzo nowoczesne, z pomysłem i głośne, co akurat uważam za jego zaletę. Tętni życiem, a przy atmosferze śmierci de facto tam panującej, to bardzo ważna zaleta. Można dotknąć, otworzyć szufladkę, obejrzeć filmy, posłuchać wywiadów.

Bardzo fajny pomysł – na karteczkach z każdego dnia powstania jest opisany dokładny jego przebieg tego dnia, można wziąć ze sobą do domu.

Efekt zadumy psuje fakt czekania w kolejce dosłownie godzinę, by obejrzeć film „Miasto ruin” w 3D (można także w 2D, nie było tam kolejek) – ludzie z nudów jedzą i wykonują zaległe telefony. Szczerze, wcale mnie to nie bulwersowało, a film moim zdaniem nie był wart tyle czekania.

***

Po obiedzie pojechałyśmy na Żoliborz, bo nigdy tam jeszcze nie byłyśmy. Posnułyśmy się troszkę, posiedziałyśmy w parku i pojechałyśmy do naszego warszawskiego domu, gdzie jest jak nad morzem, ale nie ma morza 😉

P.S. Rooda ma najcudowniejszego kota pod słońcem!!! I tutaj właśnie, względem moich innych koleżanek z kotami, przypomina mi się scena z „Dziennika Bridget Jones” z promocji „Motocykla Kafki”  😉

92.

„Zalecam przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.”

1 Tm 2,1-3

***

Łazienki jesienną porą. Może będzie więcej zdjęć, jak mi Siłek dostarczy.

Było bardzo słonecznie, miło i baaaardzo Roodo :*

81. Czy krawat czy koloratka najlepsza czekoladka, czyli mój „Personal Breslau”*

Uff… W ten weekend pogoda już zdecydowanie smooth jazzowa, a poprzedni był jeszcze letni. Spędzony we Wrocławiu, bardzo bogaty i napakowany. W czasie sjesty niektórych – dwie części „Vabanku” (którego jestem piszczącą fanką – ehh, jaką ten komisarz Przygoda ma dykcję), wieczorami dwie części filmu o o. Pio. Nocowanie w klasztorach ma tę zaletę, że można w piżamie iść w nocy do Szefa (którego też jestem piszczącą fanką)  i dać buzi na dobranoc.

Działałyśmy na dwa aparaty – Madziulek i ja. Myślałam, że będzie to bez sensu, bo strzelałyśmy foty prawie w tym samym czasie. Jak się jednak okazało, co człowiek, to inne zdjęcia. Ja prawie nie robię ludzi, Madziulek głównie ludzi, więc idealnie się uzupełniamy.

Trasa (mniej więcej) – Pl. Staszica, Karmelici, Dom Edyty Stein (!!! – dotykałam tego kredensu, co ona!), Ogród Botaniczny i Ostrów Tumski (za dnia i nocą), Hala Stulecia (okoliczny park i pokaz fontannowy), Park Zachodni, Cmentarz Żydowski, Synagoga „Pod Białym Bocianem”, najlepsze lody na świecie na Pl. Solnym, bardzo dużo krasnali po drodze.

Podróżowanie grupowe, gdzie przynajmniej 3 z 5 sztuk to silne indywidualności może być trudne, jednak jak się okazuje, nie musi. Może i Pan Bóg nie dał mi jeszcze pracy, za to najlepszych ludzi na świecie obok mnie.

Fotki, na których jestem ja i to, gdzie się kościół Jezuitów odbija w biurowcu 😉 – robione przez Madziulka. Przepraszam, że umieszczam je w takiej mało wygodnej formie, ale jest ich ponad 30 i nie mam siły już wklejać ich wszystkich pojedynczo 😉

* Z pozdrowieniami dla Sary 🙂

P.S. Lokówka sprawuje się wyśmienicie!

75. Another day of summer…

Kiedy „blogger meet up” zamienia się w spotkanie z przyjaciółmi? Gdzieś jest taka granica, trudno ją określić, ale gdy ją się przekroczy człowiek jest zdumiony, że znalazł przez ten wynalazek końca XX wieku bratnią duszę 300 km od domu. Codziennie wieczorem padałam z nóg gdzieś między pudle po powrocie z wycieczek. To, jacy jesteśmy w sieci jest tylko naszym niepełnym obrazem; prawdziwym, ale tylko częściowym.  Nie umiem pisać tak pięknie jak Kasia (zdecydowanie więcej opowiadam niż opisuję 😉 ), więc poprzestanę na tym, że było prawdziwie, cudownie, kolorowo i duchowo.

Szemud i tamtejszy wspaniały erem, gdzie Bóg jest tak blisko, że człowiek po prostu płacze ze wzruszenia.

W Gdańsku straszne tłumy, trudno uchwycić jakiś kadr bez tych tłumów ani bez reklam.

Wyżywamy się na Jarmarku Dominikańskim 😉

Tak jak nie lubię morza, tak tym razem marzyłam o tym, żeby zanurzyć stopy w piasku i w wodzie. Brodziłam brzegiem z nadzieją, że nadejdzie fala oblewając mnie caluśką…

Zdjęcie z uśmiechem, by nie było, że jestem taką wredną „kosą”, jak to może wynikać z bloga 😉

Słowo „dziękuję” jest naprawdę czymś za małym, by wyrazić wdzięczność. Zostaje mi tylko sięgnąć po mądrzejszych i powiedzieć „Chowała i rozważała to w swoim sercu”. Okolice Trójmiasta są piękne, ale jeszcze piękniejsze stają się, kiedy pokazują je tacy wspaniali ludzie jak Kasia z Mężem i Gabrysiem wraz z pudlami.

P.S. Franka kocham oczywiście ciągle do szaleństwa!!!

68.

{podkład muzyczny}

Trasa: Ferrara – Chianciano Terme – Rzym / Fiuggi – Tivoli – Frascati – Orvieto

Pod spodem moje subiektywne odczucia.

Do Włoch nigdy więcej o tej porze roku. W Watykanie zero transcendencji, połowa świata postanowiła zwiedzać go wtedy, kiedy ja :-|. Temperatura na granicy 40 stopni C (tak wiem, tu też tak było). Po mieście chodziłam schowana pod parasolką z falbankami, a oczy łzawiły mi od słońca, którego promienie odbijały się od wygładzonego bruku na Piazza Navona.

Miasto pełne antycznego gruzu (idzie człowiek, a tu kawałek kapitelu jakieś kolumny leży sobie z boku). Dzisiaj ludziom się wydaje, że są „tacy do przodu”, a zbudowane 2000 lat temu Koloseum jest antysejsmiczne.

Włosi to inna bajka, przepaść kulturowa. Włoch jest dobry na randkę, nie do życia, znaki drogowe to ozdoba na poboczu drogi. Jeżeli namalowane są dwa pasy na jezdni, znaczy to tyle, że cztery auta spokojnie się zmieszczą.

Najdroższe i najpyszniejsze spaghetti pod murami Watykanu.

Co widzicie, gdy myślicie „średniowieczna katedra”? Bo ja od soboty widzę to. I to zdecydowanie zrobiło na mnie najbardziej piorunujące wrażenie. I mają tam Korporał z prawdziwą Krwią Chrystusa.

Kiedy teraz tak siedzę i myślę, dochodzę do wniosku, że świat nie istniałby bez Włochów.

***
Gdyby ktoś potrzebował, dysponuję namiarami na fantastyczną rodzinę zastępczą dla psiaków. Mufka dostała świnki (czyli zapalenie węzłów chłonnych po prostu) i albo się na mnie focha za zeszły tydzień albo tęskni za swoją przybraną psią rodziną…
Postanowiłam ożywić bloga, mam kilka pomysłów, zbieram swoje życie do kupy 🙂

67.

„Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.”

Łk 10,38-42

***

Ten post jest dowodem na to, że wróciłam cała i zdrowa. Będzie relacja, jak tylko się trochę ogarnę.