„Jezus i kobiety” Enzo Bianchi

Wokół tematu „Kobiety w Kościele Katolickim” narosło wiele stereotypów – ja sama wzdychałam wcześniej z politowaniem, gdy widziałam, że ktoś się za niego zabiera. Takie uproszczenia nie biorą się z powietrza, a świecki ruch feministyczny kojarzony jest z histerią, abstrakcyjnymi postulatami i zdaje się często, że feministki chciałyby po prostu usunąć mężczyzn nie tylko z planety Ziemia, ale i całego kosmosu. Przykładając to stereotypowe myślenie do zagadnień związanych z organizacją życia religijnego w KK, pierwszym wnioskiem, który może się nasuwać, jest *uciemiężenie kobiet* przez hierarchię z powodu niedopuszczania ich do święceń kapłańskich.

Moje osobiste doświadczenie podpowiada, że nigdzie indziej w świecie kobieta nie jest (na poziomie teoretycznym, z praktyką różnie bywa – wiem) tak sprawiedliwie traktowana jak w Kościele Katolickim. Bóg stworzył człowieka jako kobietę i mężczyznę, Jego wola realizuje się przez nich obydwoje, różnice pomagają tylko poszerzyć pole rażenia. Z jakiegoś (mi nieznanego) powodu (pewnie po prostu przez grzech), w kulturze rozpanoszył się patriarchat, który stworzył i przez wieki pogłębiał podział między płciami na niekorzyść kobiecej części ludzkości. Gdy Bóg przyszedł na świat we Własnej Osobie, chciał pokazać, że to nie jest słuszna koncepcja – o tym właśnie jest książka Enzo Bianchi’ego „Jezus i kobiety”, którą wydało niedawno wydawnictwo „w drodze”.

IMG_20180630_225442

Autor przeanalizował relacje Jezusa z kobietami i podkreśla ich rewolucyjność. Po krótkim wstępie, gdzie Bianchi kreśli tło historyczno-kulturowe Starego Testamentu, bierze pod lupę najpierw ewangelie synoptyczne i oddzielnie ewangelię według świętego Jana. Większość z nas bardzo dobrze zna postacie i historie przez niego opisywane – wystarczy otworzyć Pismo Święte w odpowiednim miejscu. Zwraca on jednak uwagę na szczegóły, których przeciętny czytelnik (cóż, każdy bez uniwersyteckiego przygotowania teologicznego) prawdopodobnie przeocza podczas lektury – robi to w sposób odważny i prowokujący. Sensacja ma tutaj wymiar otwierania drzwi do tajemniczego ogrodu – to, co się za nimi objawia napawa pięknem i pierwotną delikatnością. Jezus dostrzega kobietę jako taką, bierze na serio jej uczucia, pragnienia i smutek. Dyskutuje z nią, traktując ją jako równego sobie interlokutora. Jest czuły, ale nie przekracza granicy czystości.

Kobieta, która cierpiała na krwotok (czyli prawdopodobnie na niekończącą się menstruację) była nieczysta, a mimo to odważyła się przekroczyć prawo i dotknąć mężczyzny, przekazując mu niejako swoją nieczystość, a On nazywa ją córką! Podczas wizyty w domu swoich przyjaciół, Maria zasłuchuje się w Jego naukę, a Jezus powiedział, że obrała dobrą część. W Torze znajdujemy zapis, że lepiej spalić słowa Tory, aniżeli nauczać jej kobiety (s. 57) – w świetle tych słów, zachowanie Jezusa jest naprawdę rewolucyjne.

„Czynności domowe powinny być wykonywane skrzętnie, zachowując jednak wewnętrzną integralność. Troska, uwaga, służba innym są ważne, ale każde działanie powinno dokonywać się w sposób inteligentny, bez niszczenia własnej osobowości, w spokoju i wewnętrznym pokoju. Istnieje prymat słuchania Słowa nad aktywnością codzienną, nawet tą służebną, ale nie przeciwstawienie, w którym jedno wykluczałoby drugie; nie ma żadnego totalitaryzmu w służbie Panu, jedynie pierwszeństwo bycia w Jego obecności i słuchaniu Słowa.” (s. 59)

Jezus nie traktuje kobiet inaczej niż mężczyzn – jest tym samym Jezusem w kontaktach z każdym. Uważnie patrzy na konkretnego człowieka, bez uprzedzeń. Nie przeciwstawia kobiecości męskości, nie wartościuje. Świadectwo kobiety nic nie znaczyło, a to właśnie kobiety przekazały w świat wiadomość o zmartwychwstaniu. Nie bał się, że nikt nie uwierzy. Duch Boży okazał się większy od uprzedzeń ówczesnego patriarchatu (tak naprawdę, Syn Boży przyszedł na świat dlatego, że Jahwe zapytał jedną Dziewczynę, czy się zgodzi – mogła się nie zgodzić).

Niestety, Bianchi zauważa, że już w Dziejach Apostolskich rola kobiet w ewangelizacji i życiu pierwszych chrześcijan jest marginalizowana – po wniebowstąpieniu utarte schematy zachowań okazały się silniejsze niż przykład Jezusa. Od kilkunastu tygodni jestem w żałobie po moich wyobrażeniach o świętych Piotrze i Pawle, bo to w dużej mierze ich wina. Zawiedli mnie srogo – wybaczę im, czas leczy rany, a Jezus nauczył mnie prosić Ojca o wybaczenie, tak jak ja wybaczam, więc jakby nie mam wyjścia.

„Byłoby również szczególnie ważne, aby Kościół powrócił bez lęku do słów i postawy Jezusa wobec kobiet i dał Mu się inspirować, przyjmując Jego myśli, uczucia, ludzkie zachowanie, które są decydujące, także jeżeli chodzi o kształt wspólnoty chrześcijańskiej i relacji w niej panujących pomiędzy mężczyznami i kobietami, bo przecież wszyscy są jednym w Chrystusie Jezusie.” (s. 143)

Książka jest fantastycznym punktem wyjścia i zachętą do medytacji nad tym tematem. Są w niej  fragmenty nieco kontrowersyjne, zastanawiające, ale nie czytałam wcześniej niczego tak delikatnego, a równocześnie zdecydowanego. Książkę tę napisał mężczyzna, co sprawia, że jest jeszcze bardziej intrygująca. Ważna, zarówno dla mężczyzn i kobiet. Warto jako prezent dla kapłana.


Short summary in English:

I am afraid that there is no English translation of the Enzo Bianchi’s book „Jesus and women” (there should be, so if somebody who has the power to get this translated and published reads this, please give it a try!).

Bianchi shares his observations about how Jesus treated women and who actually women were/are in God’s eyes. At the beginning of his book, the author draws a historic-cultural picture of ancient Israel and the situation of women. Then he examines every encounter of Jesus and a woman that you can find in the New Testament – he divided his work into two larger parts: Synoptic Gospels and Gospel of John.

Bianchi shows how Jesus overcame the prejudices against women – he allows to be touched by a bleeding woman (aka unclean) and teaches Mary, Lazarus’ sister (women were not supposed to be taught by a rabbi). He has discussions with women and treats their fears, thoughts, and feelings seriously – it is really a very revolutionary behavior than. He emphasizes that Jesus was affectionate towards them.

What happened afterward that the Catholic Church is being accused of marginalizing women? Well, Bianchi points out that after the Ressurection and the Ascension the Apostles and other disciples came back to the patriarchal customs and women were put aside from all functions. Apart from the fact that it was women who proclaimed the resurrection to the world, there is hardly any reference to their role during the creation of the Church in the Acts of the Apostles. I must confess I am very disappointed with Peter and Paul after this book because they were able to change this and they didn’t. It seems like they were not sensitive enough for all Jesus did. I will forgive them, because I have to (but they could try harder) – I know they did amazing job anyway.

We all know the characters of those stories from Bianchi’s book – we can just open the Bible and read the them (one more time). However, without theological studies we overlook many details that are actually revolutionary. This book was written by a man what makes it more interesting – to me it was sensational in a way you open a door to a secret garden: what you see is natural, beautiful and tender.

God didn’t mind that the testimony of a woman doesn’t mean a lot then – the first human being on the whole planet who sees the risen Lord is a woman. Jesus came to this world because one Girl said „Yes”. He trusted women.

„It would also be particularly important for the Church to return without fear to the Jesus’ words and attitude to women and to allow Him to give her an inspiration, accepting His thoughts, feelings, human behavior, which are decisive, also in terms of the shape of the Christian community and the relationship between men and women, because all are one in Jesus Christ.” (p. 143)

Reklamy

Czytanki / Readings

W poprzednim wpisie napomknęłam o podzieleniu się kilkoma ciekawymi artykułami/historiami, więc oto z nimi jestem. Kolejność jest przypadkowa, niektóre są tylko po angielsku, ale naprawdę warto spróbować posilić się automatycznym translatorem – może coś akurat.

|o. Tomasz Grabowski OP|

Jestem absolutnie urzeczona sposobem, w jaki Bóg przemawia przez ojca Tomasza – czuję się po prostu w ratzingerowskim ziemskim niebie.

„Tylko prawda wyswobadza z lęku” – „Mistrzowie duchowi przekonują, że zanim powierzymy się Bogu, to najpierw musimy sie sami odkryć, spotkać ze swoimi ograniczeniami i brakami, wreszcie w pełni zaakceptować. Dopiero wtedy możliwy jest wolny dar z samego siebie”

Wolność jako odczytywanie woli Boga – „Wobec tego odczytywanie woli Boga zakłada odszukanie walorów stworzenia, jakim jestem , pragnień, jakie noszę, duchowych predyspozycji i – ostatnie, ale nie mniej ważne – miłość, którą rozwijam”

Tutaj jeszcze tematycznie na dzisiaj o Bożym Ciele.

Ojca Twitter, Facebook – warto śledzić.

|ks. Mariusz Rosik|

Wrocławski profesor teologii, biblista, znawca Starego Testamentu. Ma wspaniały dar opowiadania o Biblii jako fascynującej opowieści (a przecież Biblia właśnie taka fascynująca jest). Na stronie jest wiele ciekawych materiałów oraz rozkład jazdy na dany miesiąc – naprawdę warto gdzieś upolować jakieś spotkanie.

|o. Solanus Casey OFM Cap.|

Amerykański kandydat na ołtarze, nazywany „amerykańskim ojcem Pio”.

|Jezuici, którzy przeżyli wybuch w Hiroshimie|

Poznałam tę historię kilka lat temu i nie mogłam wtedy pojąć, że nikt tego specjalnie nie nagłaśnia. Jest jedno miejsce w mieście, które zostało nieznacznie nienaruszone podczas wybuchu bomby atomowej– to klasztor ojców Jezuitów, którzy w odpowiedzi na objawienia Matki Bożej, codziennie odmawiali Różaniec. Bóg może wszystko.

Trudno znaleźć sensownie napisany artykuł na ten temat – tutaj wersja polska, tutaj angielska.

|„What I wish we understoond when it’s not Mothers’s Day”|

Jak to jest być bezdzietną starą panną po trzydziestce i w ogóle jakąkolwiek z czegokolwiek  wykluczoną w dyskursie kobiet Kościoła Katolickiego. Po angielsku.

„All I’m saying is this: it’s hard. Being a mom is hard. Being childless is hard. Being in an abusive relationship is hard. Being trapped in a small town is hard. Being completely unrooted is hard. Having a job is hard. Being unemployed is hard. It’s just hard. All of it.”

Gdz słyszę, że nie wie, co to być zmęczonym ktoś, kto nie ma dzieci, odpowiadam, żeby zaserwowali sobie poziom TSH gdzieś w okolicach 65 (lub 120 – true story). Przytomnym się jest w najlepszym razie w porywach kilka godzin w ciągu dnia.

|Ks. Walter Ciszek SJ|

Urodzony w 1904 roku jako syn polskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych, misjonarz w Rosji, długoletni więzień przybytków NKWD oraz obozów pracy na Syberii. Artykuł ten linkował o. Tomasz jakiś czas temu – żal, że taka postać jest tak mało znana. Mocne świadectwo życia pełnią chrześcijaństwa.

|„Bóg w wielkim mieście”|

Mimo że książka ukazała się wiele miesięcy temu, dopiero niedawno trafiła w moje ręce. Nie oglądam telwizji, więc Kasia Olubińska jest dla mnie po prostu katolicką blogerką i zaczęła dla mnie istnieć po rozpoczęciu pisania bloga. Czytając pierwsze jej wpisy pomyślałam, że to jest dokładnie tak, jak ja odczuwam obecność Boga w wielkim mieście. W książce jest 15 wywiadów z ludźmi podobno znanymi, ale ja oprócz Krzystofa Antkowiaka i Krystiana Wieczorka nikogo tam za bardzo nie kojarzę. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo między kartkami tej książki unosi się Duch jak unosił się nad wodami podczas stwarzania świata i nie jest ważne, kto o nim mówi w taki wspaniały sposób. Piękno i delikatność Boga – Kasia uchwyciła to wszystko w swojej książce. Książka jest także opowieścią o jej drodze do Boga i z Bogiem – solidna dawka powiewu Ducha Świętego i inspiracji.

Kilka dni temu spotkałam Kasię na wieczorze autorskim i dawno już nie odstałam takiego kopa inspiracji do życia jak od niej. Łączy w sobie kobieca łagodność i siłę – piękny człowiek!

|Christina Doloway|

Zastanawiałam się, który artykuł Christiny jakoś wyróżnić, ale nie umiem wybrać. Duże wrażenie zrobił na mnie wpis o tym jak przygotowała oprawę swojej ślubnej mszy (ostatnio pojawił się także ten artykuł na „Spoken Bride” – ach!), jej wpisy o zmaganiu się z byciem solo czy wreszcie o tym, że tak naprawdę na nic nie zasługujemy. Na każdy kolejny czekam z niecierpliwością!

Tutaj wywiad z Christiną u Jenifer Fullwiler (od ok. 22 minuty).

A, ma na sobie zazwyczaj boską sukienkę jakąś. Piękny człowiek z każdej strony.


In the previous post I mentioned sharing some interesting articles/stories, so here there are. The order is random, some are only available in Polish, but it’s really worth trying to give the google translator a shot.

|Fr. Tomasz Grabowski OP|

I am absolutely fascinated by the way God speaks through Father Thomas – ratzingerish heavenly.

„Only the truth frees us from fear” – „Spiritual Masters say that before we entrust to God, we must first find ourselves, meet our limitations and shortcomings, and finally accept. Only then can can be a free gift of ourselves. „

Freedom as the reading of the God’s will – „Thus reading the God’s will implies finding the qualities of the creature that I am, the desires I have, the spiritual predispositions and, last but not least, the love I develop.”

Here some thoughts on Corpus Christi feast (which is today here in Poland).

Father’s Twitter, Facebook (he speaks English as well)

|Fr. Mariusz Rosik|

Professor of theology from Wroclaw, biblical scholar, expert of the Old Testament. He has a wonderful gift of explaining the Bible as a fascinating story (because Bible IS fascinating). On his site there are many interesting materials and a timetable for a given month – it is really worth going somewhere for a meeting (there are also some articles in English).

|Fr. Solanus Casey OFM Cap.|

An American candidate for altars, called „American father Pio”.

|Jesuits who survived the outbreak in Hiroshima|

I got to know this story a few years ago and I can’t understand that nobody was talking about it. There is one place in the city that was slightly intact during the outbreak of the atomic bomb – it is a monastery of Jesuit fathers, who in response to the apparitions of Our Lady of Fatima, prayed the Rosary daily. God can do anything.

It is difficult to find a meaningfully written article on this subject – here the Polish version, here the English one.

|”What I wish we understoond when it’s not Mothers’s Day”|

What is it like to be a childless spinster in her thirties and any other anything exclusions that you can find among some women in the Catholic Church. In English.

„All I’m saying is this: it’s hard. Being a mom is hard. Being childless is hard. Being in an abusive relationship is hard. Being trapped in a small town is hard. Being completely unrooted is hard. Having a job is hard. Being unemployed is hard. It’s just hard. All of it. „

When I hear somebody sayin’, that you do not understand what it means to be tired when you have no kids, I tell them to somehow cause that their THS level is 65 (or 120 – true story) and see how conscious during the day they can be.

|Fr. Walter Ciszek SJ|

Born in 1904 as a son of Polish emigrates in the United States, a missionary in Russia, a long-time prisoner of NKVD and labor camps in Siberia. This article was forwarded by father Tomasz some time ago – it’s a pity that such a character is so little known.

|”God and the City”|

Although the book appeared many months ago, I’ve just bought it recently. I do not watch TV, so Kasia Olubińska is just a Catholic blogger for me and she started to exist for me when she started blogging. Reading her first entries on the blog, I thought that this was exactly how I felt God’s presence in the big city. In her book there are 15 interviews with people reportedly known, but except for Krzystof Antkowiak and Krystian Wieczorek I do not associate anything with anyone. This is not so important, because between the pages of this book, the Holy Spirit rises as he floated over the waters while creating the world, and it is not important who speaks of him in such a wonderful way. The beauty and gentleness of God – Kasia captured all this in her book. The book is also a story of her journey to God and with God – a solid dose of the Holy Spirit’s breath and inspiration.

A few days ago I met Kasia at the author’s evening and for a long time I didn’t get such a kick of inspiration to life like from her. She combines feminine gentleness and strength – beautiful human being!

|Christina Doloway|

I was wondering which article should I distinguish here, but I am not able to choose. I was impressed by the post about how she prepared her wedding mass (and here), her entries about struggling with being single or finally about the fact that we really deserve nothing. For every post I wait impatiently!

Here’s an interview with Christina at Jenifer Fullwiler (from about the 22 minute).

Moreover she has got the best dresses. Another beautiful feminine human being.

Życie z intencją / Intentional living

Gdy się nawróciłam, Pan Bóg był wszędzie (ciągle jest, ale tu chodzi bardziej o moje postrzeganie). Nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie, ile się modlę, bo – trzymając się definicji modlitwy jako świadomego przebywania w obecności Boga – modliłam się się praktycznie non stop, nigdy nie czułam się sama. Codziennie byłam na mszy świętej, wiedziałam, co się w życiu Kościoła święci (w ten sposób poznałam Pismo święte, a codzienne kazania traktowałam jak nadrobienie zaległości w katechezie). Obiektywne okoliczności się z czasem zmieniły i życie wiarą zaczęło być czymś, o co muszę się codziennie starać. W przeciwnym razie czas przecieka przez palce wraz z różnymi skarbami Kościoła w poszczególnych okresach liturgicznych.

LG-PinkPeonies-04

Poniżej moje pomysły na codzienne życie, by liturgicznie podtrzymywać je płonące:

|ADORACJA|

Wyznaczyłam sobie dzień/godzinę, bo inaczej w nurcie tygodnia nie dało się inaczej. Czasem mimo to się nie udaje, ale zawsze to i tak więcej niż zero.

|KSIĄŻKI, ARTYKUŁY|

Z czasem zrobiło mi się tak, że fikcja literacka przestała mnie interesować (poza Jane Austen, ale to jest bogini i się nie liczy) (przesyt po studiach filologicznych, na których przeczytałam jakiś tysiąc lektur obowiązkowych, z której nie podobała mi się żadna), bo bardziej pociągająca jest P/prawda. Stało się tak, że czytałam tylko książki religijne w szerokim tego słowa znaczeniu. Dzięki temu poznałam „Dzienniczek” Faustyny, „Dzieje duszy” św. Tereski, niektóre pisma Dużej Teresy, encykliki Benedykta XVI itp, ale zupełnie zaczęło mi omijać to, co dzieje się w materialnym świecie. Postanowiłam w związku z tym przerzucić się na świeckie reportaże i biografie i przez lata nie czytałam książek religijnych (tak wyszło). Teraz próbuję to wypośrodkować (chociaż ciągle szkoda mi czasu na fikcję i tak już chyba zostanie). Z moich doświadczeń religijnych wynika, że warto sięgnąć i poznać evergreeny i klasykę, bo potem Duch Święty ma do czego nas odwoływać, gdy prosimy Go o odpowiedź (kiedyś przypadkiem wzięłam z półki „Dzienniczek”, wypadł mi z ręki i otworzył się na zdaniu modlitwy Faustyny, które było najakuratniejszą modlitwą dla mnie w tamtym momencie). Warto śledzić katolickie portale (w miarę możliwości z różnych części świata), facebooka i Twittera. Niestety wiele treści jest średniej jakości i świeżości, jednak można znaleźć perełki (wywiady czy historie o mało znanych świętych – w następnym wpisie postaram się zebrać i podlinkować rzeczy, które w ostatnim czasie mnie zainteresowały).

|DEKORACJE DOMU|

Nie lubię bibelotów, ścian zapadających się prawie pod ciężarem ciężkich obrazów, ołtarzyków ani w ogóle poczucia zagraconej przestrzeni, więc muszę się tego uczyć, by wypełniać ją z umiarem, ale jednak wypełniać. Po śmierci mojej babci wzięłam z jej mieszkania Maryję z małym Jezusem, dodatkowo wisi u mnie niewielkich rozmiarów Jezus Miłosierny i kafelek z Fatimy, pamiątka od mojej koleżanki. Marzy mi się duża figura Maryi albo duży antyczny (antyk, nie że z Antyku) krucyfiks, ale jak narazie nie widziałam żadnych na sprzedaż, które by mi się podbały (gdyby ktoś coś, będę wdzięczna). W polskiej sztuce sakralnej (jeżeli tak to można określić) jest bardzo dużo kiczu (trudno znaleźć krzyżyk na ścianę, gdzie Jezus nie ma twarzy zombie), stąd jeszcze to pewnie trochę potrwa (bo trudno by było zwinąć z zaprzyjaźnionego mieszkania pewnego proboszcza metrową śnieżnobiałą Maryję, która jest po prostu PRZEPIĘKNA).

Bywałam też w domach (♥), w których podczas siedzenia przy stole, zapala się świecę na znak obecności Chrystusa (ostatnio praktykuję też u siebie, niesamowitą moc ma ten znak), a przy figurce Maryi zawsze dbano o to, by Mama miała świeże kwiaty. Moja prababcia zawsze w sobotę szła na Rynek Wildecki na zakupy, a obowiązkowym punktem na liście zakupów była także świeża wiązanka na niedzielę.

|DZWONY|

Gdy mieszkałam w bawarskiej wiosce (nie, nie było aż tak sielsko jak sobie to pewnie teraz duża część z Was wyobraziła) dzwony w kościele biły (oprócz standardowych Aniołów Pańskich) kwadrans przed codzienną mszą świętą (kiedyś tylko dzięki nim znalazłam kościół w wiosce obok – kręte i pagórkowate uliczki pod różnymi dziwnymi kątami) oraz w niedzielę w momencie, gdy na ołtarzu miało miejsce przeistoczenie. Tylko tam spotkałam się z tym zwyczajem i uważam za KAPITALNY.

Dzwon wybija z rytmu i zwraca uwagę na Niebo, dodatkowo uwielbiam ten dźwięk sam w sobie.

|ŚWIĘCI, KOŚCIELNE WSPOMNIENIA|

To wspaniałe, że Kościół Katolicki pielęgnuje pamięć o niezwykłych ludziach, którzy wybitnie starali się swoim życiem uczyć o Bogu i człowieku (albo wychodziło im przypadkiem, bo po prostu byli tacy otwarci). Dzięki nim nie trzeba już pewnych rzeczy odkrywać, tylko podane są nam na tacy i czasem mogą być punktem wyjścia dla Boga i dla nas do odkrywania kolejnych. Lubię wiedzieć, kogo danego dnia Kościół wspomina, bo można sobie pewne fakty przypomnieć, przemyśleć jeszcze raz lub wręcz poznać kogoś nowego.

|MEDALIK, RÓŻANIEC|

Gdy mi źle lub się boję, lubię trzymać w dłoni mój szkaplerz lub Różaniec. Nie są to żadne amulety, ale przypomnienie, do Kogo należę i Kto mnie chroni.

Kiedyś zgubiłam już wszystkie moje Różańce i od niechcenia zapytałam zaprzyjaźnionego kapłana, gdy już wyjeżdżałam do domu, czy nie ma może jakiegoś na zbyciu. Sięgnął gdzieś do jakiegoś pojemniczka i wyciągnął taki jasnozielonkawy, plastikowy egzemplarz. Okazało się, że to taki *magic*, co świeci w ciemności. Uśmiechnęłam się w duchu i pomyślałam, że to naprawdę jest coś, co mrok rozjaśnia.

|POST W PIĄTEK|

Kiedyś częściej, dzisiaj jeszcze czasem też (ale już zdecydowanie rzadziej) ulicą niesie się zapach smażonej ryby w piątek. W ten dzień najbardziej zawsze chce mi się mięsa, a niewierzący znajomi i korpo lubią organizować różne spotkania integracyjne – jeszcze większa okazja, by uświadamiać sobie ciągle na nowo, dlaczego jednak nie, dziękuję, ale nie.

|ZNAK KRZYŻA|

Nie zawsze, gdy mijam kościół o nim pamiętam, ale jest to cudowny zwyczaj. Wiele lat temu spędzałam hipisowskie rekolekcje na Żywiecczyźnie i pamiętam pewnego lokalnego rzezimieszka w wieku poniżej 10, który przemykał rowerem główną ulicą wioski. Gdy mijał kościół, robił znak krzyża.

Macie jakieś takie u siebie?

LG-PinkPeonies-03


When I converted, God was everywhere (He is still everywhere, but I mean here my personal feeling). I wasn’t able to answer a question of how much I pray, because – by holding on to the definition of prayer as a conscious presence in the presence of God – I prayed practically in every minute, I never felt alone. I attended Mass every day, I knew what was going on in the life of the Church (in this way I got to know the Scripture and I treated daily sermons as catch up on catechesis). Objective circumstances have changed over time and faith life has begun to be something I have to make an effort to have one. Otherwise, time is leaking through the fingers together with the various treasures of the Church in particular liturgical periods. Below I listed my ideas for daily life, to liturgically keep it on track:

|ADORATION |

I set a day / hour in my plan, otherwise the week passes without noticing it. Sometimes I still fail, but it’s always more than zero.

 |BOOKS, ARTICLES|

With time I lost my interest in fiction (apart from Jane Austen, but she is a goddess and it does not count) (I read thousands of obligatory readings, which I did not like while I was studying German literature). I think the T/truth is much more interesting. So I read only religious books in the broad sense of the word. Thanks to that I met Faustina’s „Diary”, “The Story of a Soul” by the Little Flower, some of the writings by Teresa of Ávila, the Encyclicals by Benedict XVI, etc., but I completely started to steer clear of what is going on in the material world. So I decided to switch to secular reportages and biographies, and for years I did not read any religious books (so it did). Now I’m trying to find some balance between it. From my religious experience, it is worthwhile to reach out and get to know the evergreens and the classics, because then the Holy Spirit can appeal to us when we ask Him for a response (once I wanted to take the “Diary” from the shelf, it fell out of my hand and opened up on the sentence of prayer by Faustina, which was the most accurate prayer for me at that moment). It is worth to follow the Catholic portals (as far as possible from different parts of the world), facebook and twitter. Unfortunately, many of the content is of average quality and freshness, but you can find some gems out there (interviews or stories of little-known saints – in the next post I will try to collect and link things that have recently attracted me).

 |HOUSE DECORATIONS|

I do not like trinkets, walls collapsing under the weight of heavy paintings, home altars or even the sense of cluttered space, so I have to learn to fill it. After my the death of my grandmother I took a Mary painting with small Jesus from her apartment, I have also a small painting of “Jesus, I trust in You”  and a tile from Fatima, a souvenir from my friend. I dream of a large figure of Mary or a large antique crucifix, but I haven’t found anything for sale what would attract me. There is a lot of kitsch in Polish sacred art (it is difficult to find a cross on the wall where Jesus does not have a zombie face), so it will probably take some time to find one.

I also visited homes () where, while sitting at the table, a candle lights up for the sign of Christ’s presence (it helps me a lot recently), and where there were fresh flowers by the statue of Mary. My great-grandmother always went to Wildecki Market on Saturday and bought a fresh bundle for Sunday.

 |BELLS|

When I lived in a Bavarian village (no, it was not as pretty as probably a lot of you imagine right now) bells in the church rang (apart from the standard Angelus) a quarter before the Holy Mass (once I found a church like this in the neighbor village – winding and hilly streets at various strange angles) and on Sunday at the moment when there was Transubstantiation happening on the altar. It was the only place where they rang the bells than and I think it’s amazing.

When the bell rings it takes me to Heaven among my everyday tasks.

|SAINTS, CHURCH MEMORIES|

It is wonderful that the Catholic Church remembers extraordinary people who have been striving to show God through their lives. Thanks to them, we no longer need to discover certain things, they are simply given to us and can sometimes be the starting point for us to discover more. I like to know whose feast day it is, because you can think again about some events or even meet somebody new.

 |MEDALS, ROSARY|

When I feel bad or afraid, I like holding my scapular or rosary in my hand. These are not amulets, but thank to them I remem ber who I belong to.

|FRIDAY FASTING|

Catholics in Poland don’t eat meat on Fridays and aren’t also supposed to attend dancing parties on that day. It is unfortunately often a day when a lot is going on, but refusing to attend such events or eating something else for dinner than meat enables me to remember who gave His life for me on that day. 

|THE SIGN OF THE CROSS|

There is a custom in Poland (have no idea if it is only a Polish one) that you make a sign of the cross while going by a church. I don’t often remember to do this, but I think it is a great opportunity to worship God.

Do you have any other ideas?

Świadek / Witness

Długo zastanawiałam się, jak napisać o tym, co przeczytałam w „Ostatnich rozmowach” Benedykta XVI i Petera Seewalda, bo tu nie chodzi o recenzję książki, a o osobę. Osobę, która –  mimo że nigdy nie poznałam osobiście – jest dla mnie niesamowitym świadkiem wiary w Chrystusa i jej realizacji na ziemi.

Wszystkich zrażonych do czytania papieskich wypowiedzi Karola Wojtyły (ja również wysiadam, nad czym ubolewam, bo wiele wspaniałości w związku z moimi brakami mnie omija) chciałam zachęcić, że Joseph Ratzinger w inny sposób formułuje myśli i są one naprawdę przystępne. Warto po tę książkę sięgnąć, by natchnąć się przykładem życia papieża emeryta , które jest po prostu dosłowną realizacją Słowa Bożego i natchnień Ducha Świętego w jego życiu.

Jest to opowieść o aktywnym rozeznawaniu swojego powołania przez całe życie – o odkrywaniu swoich talentów i realizowaniu ich. Jest to opowieść o pokorze – traktowaniu z dystansem swoich wad, poznawaniu siebie, ciężkiej pracy z wykorzystaniem swoich zalet. Jest to opowieść o tym, że Bóg jest większy niż ja ZAWSZE, co jest źródłem nadziei i pomaga przetrwać najciemniejsze chwile (ale naprawdę ZAWSZE). Jest to opowieść o dostrzeganiu różnic, szanowaniu ich i wyciąganiu z nich tego co najlepsze . Jest to opowieść o wdzięczności i radości (jejku, ile on mówi o radości i pięknie, szukaniu pozytywnej motywacji!) oraz o afirmacji talentów drugiego człowieka. Jest to opowieść o świeżości i nowości Bożego Objawienia przy jednoczesnym wyciąganiu z przeszłości tego, co najlepsze. Jest to opowieść o tym, że nie zawsze sprawy idą po naszej myśli, a czasem idą, ale się smykają o włos. Jest to opowieść o tym jak przyjmować krytykę i o dystansie do swojego wykształcenia. Opowieść o człowieku ze świadomością misji  wobec świata. Jest to także idealne podsumowanie Kościoła Katolickiego w Niemczech (ale to już punkt dla fanasi – papież nazywa wszystkie moje odczucia, które urodziły się podczas mojego rocznego mieszkania w Bawarii) oraz o ekumenizmie. Pięknie mówi o przedsoborowej liturgii oraz o uczeniu się w wieku lat prawie dziewięćdziesięciu.


I was wondering how to write about what I read in ” Last Testament: In His Own Words” Benedict XVI and Peter Seewald, because it’s not about the book review, it’s about the person. A person who – even though I have never met in person – for me is an incredible witness of faith in Christ and its realisation here on the the earth.

All who are discouraged by Karol Wojtyla’s writings (I am one of those, which I regret, because I miss a lot of his wisdom) I would like to encourage that Joseph Ratzinger formulates his thoughts in far easier way. This book is worth reading – the example the pope emeritus’ life has been a literal realization of the Word of God and the promptings of the Holy Spirit is a huge inspiration.  

This is a story about active looking for your vocation throughout your life – discovering your talents and fulfilling them. This is a story about humility – looking at your flaws from a distance, getting to know you, working hard using  your advantages. This is a story that God is greater than I ALWAYS, which is a source of hope and help to survive the darkest moments (but really ALWAYS). This is a story about the perception of differences, respecting them and pulling the best aout of them. This is a story gratitude and joy (gosh, how much he talks about the joy and beauty, searching for positive motivation!) and the affirmation of the talents of others. This is a story about the freshness and novelty of the Divine revelation by pulling the best from the past. This is a story that not always the things seem to go the way you would like to, but at the end you succeed narrowly. This is a story about how to take criticism. The is a story about a man with an awareness of mission to the world. It is also a perfect summary of the Catholic Church in Germany (but that’s a point for people who identify somehow  – the Pope summarized all my feelings that were born during my year of living in Bavaria) and of ecumenism. He speaks beautiful about the pre-council liturgy and the sens of its continuation today. He is a living proof that you can be young at almost ninety – he has got a young mind willing to learn.

 

Do obejrzenia, posłuchania, przeżycia / To read, hear, experience

90675-1

Wiara rodzi się z tego, co się słyszy (Rz 10,17) Całe moje życie duchowe potwierdza to stwierdzenie św. Pawła. Rozszerzyłabym je o to, co się słyszy, widzi, czyta… Tekstem natchnionym jest „tylko” Słowo Boże, jednak wypełnia się ono w dziejach i w innych ludziach. Bóg działa przez ludzi, przez ich talenty i natchnienia Ducha Świętego. Objaśnia ludziom świat umysłem, oczami i ustami innych. Dzisiaj trzy propozycje na Adwent, które mnie wiele wyjaśniły – talentami innych ludzi moja świadomość Boga i Świętej Rodziny się wzmogła.

„Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” Joseph Ratzinger – Benedykt XVI

Niegruba książeczka ogromnego umysłu – ówczesny papież zbiera biblijne przekazy dotyczące poczęcia i narodzenia Jezusa, okrasza je nauką Tradycji Kościoła i interpretuje z sobie właściwym wdziękiem człowieka głębokiej modlitwy. Niektóre pytania pozostawia otwarte, nie narzuca się swoim autorytetem, otwiera przestrzeń do refleksji, błyskotliwie podsumowuje.

„Narodzenie” reż. Catherine Hardwicke

Pisałam o tym filmie dwa lata temu:

Nie widziałam chyba nigdy za dorosłości filmu o narodzinach Jezusa (i bym nie zobaczyła, gdyby mnie druga połowa oglądających nie postawiła do pionu, że nie chce oglądać w Święta umierających dziadków na Manhattanie). Filmy religijne bardzo często mają w sobie dużo kiczu, więc to zawsze ryzyko, gdy się w jakiś w ciemno klika. „Narodzenie” z 2006 roku kiczowate nie jest – nie jest to może szczyt kunsztu kinematografii, ma w sobie jednak dużo mocy. Ta moc polega na tym, że pokazuje Marię, jej rodzinę i Józefa na tle zwyczajności i codzienności. Krew mnie zalewa, gdy w pieśni słyszę, że panna psałterz czytała, gdy Gabriel jej zwiastował – w filmie zwiastowanie pokazano w ogrodzie, gdy Dziewczyna siadła na chwilę na kamieniu pod drzewem, robiąc sobie przerwę. Ma Ona w głowie więcej znaków zapytania niż pewności. Od Elżbiety wraca z widoczną ciążą, a Józef ma uwierzyć, że to z Ducha Świętego (czego oczywiście także nie kupują Jej rodzice). Obydwoje się boją, idą w nieznane. I jest to wszystkie takie normalnie, takie znajome, takie codzienne. Żyją według prawa i rozeznają czy to, co słyszą, pochodzi od Boga i tym się kierują. Nie ma w nich żadnej widzialnej niesamowitości. Większość dialogów w filmie prowadzonych jest po angielsku, co z jednej strony odbiera trochę autentyczności, jednak angielski ten jest bardzo naznaczony obcymi akcentami, co tylko podkreśla moim zdaniem nieporadność Marii i Józefa .

Nie wiem, na ile film ten prawdziwie odzwierciedla ówczesną sytuację w Palestynie, może i są tam jakieś merytoryczne błędy, wydaje mi się jednak, że genialnie oddaje atmosferę, w jakiej tkwili Maria i Józef. Mam ogromne zastrzeżenia do polskiego tłumaczenia – pada tam ciągle „Maryja”, co w zestawieniu z pokazaną tam Dziewczyną tworzy groteskowy oksymoron i w głowie skrzypią wtedy wszystkie koła zębate. Podobnie ma się rzecz z wprost wziętymi z Pisma Świętego cytatami – np. w scenie zwiastowania czy odwiedzin u Elżbiety – brzmi to wszystko przeintelektualizowanie i przekościelnie. Koszmar, jednak mimo to film naprawdę warto obejrzeć. Myślę nawet, że to pozycja obowiązkowa.

Film do obejrzenia np. tutaj.

„Maryja z Nazaretu” reż. Giacomo Campiotti

Film, a raczej serial, który Tomek chciał obejrzeć od miesięcy, a ja ciągle mówiłam „nie”, bo nie miałam ochoty na kolejną dawkę religijnego kiczu. W końcu uległam i jakież było moje zdziwienie – ten film jest idealny. Z racji tego, że to wpis Adwentowy, można skupić się na pierwszych dwóch odcinkach, jednak polecam obejrzeć całość – w Adwencie dużo jest Maryi, a ten film pięknie pokazuje, kim Ona jest.

Podobnie jak poprzedni,  film ten także podkreśla prostotę życia Maryi i jej bliskich. Mnóstwo znaków zapytania, a także pełno Ducha Świętego i wiary – nie takiej uczonej, takiej „nie-wiadomo-skąd”.  Maryja jest łagodna, pogodna, nie jest władcza ani groźna, nie jest dyktatorką czystości. Jest pokornie bezczelna – scena, gdy przynoszą wieść o zmartwychwstaniu jest PRZEPIĘKNA.

Kontrowersyjne jest tutaj dla mnie poprowadzenie wątku Marii Magdaleny oraz Heriodiady, ale zalety tego filmu przykrywają wszystkie niedoskonałości.

Pierwszy odcinek np. tutaj, odsyłacze do kolejnych na stronie.

knitting-1024x580website2


Faith comes from what is heard (Rom 10:17) All of my spiritual life confirms this St. Paul’s statement. I would extend this sentence with what is seen and read … The Scripture is one and only word of God, but  it is taken into action by people. God works through people, through their talents and inspiration of the Holy Spirit that they experience. He explains the world with minds, eyes and mouth of  others. Today three proposals for the Advent, which explained a lot to me – through other people’s talents God increased my awareness of Him and the Holy Family.

„Jesus of Nazareth. Childhood”  Joseph Ratzinger – Benedict XVI

Tiny book by huge mind – Pope emeritus collects biblical messages on the conception and birth of Jesus, he adds them to the teaching the Church’s Tradition and interpreted with a proper grace by a man of deep prayer. He left some questions open, he doesn’t overwhelms the story with authority, opens a space for reflection and concludes brilliantly.

„The Nativity Story” directed by Catherine Hardwicke

I wrote about this film two years ago:

I have never seen a film about Jesus’ birth as an adult (and I wouldn’t have seen if it’s not of my boyfriend who didn’t want to watch a film on Christmas about  elderly dying people in Manhattan). Religious movies are often very kitschy, so it’s always a risk.  „Christmas” from 2006 is far from being kitschy – it might win no movie prize, but it has a of Divine power. This power sticks in the fact that it shows Mary, her family and Joseph on their ordinary every day. During the Annunciation Mary is in the garden and she sat for a while on a stone under a tree, taking a break. She has in mind more question marks than certainty. From Elizabeth she returns with a visible pregnancy and Joseph has to believe that it is the Holy Spirit. Both are afraid, they go into the unknown. And it’s all so normal, so familiar, so daily. They live according to the law and are trying to recognize if  what they hear comes from God. Most of the dialogues in the film are conducted in English, what on the one hand, takes back a little authenticity, but this English is marked with foreign accents, what only emphasizes the Mary’s and Joseph’s awkwardness (very cute).

I do not know how this film truly reflects the contemporary situation in Palestine, perhaps there are any errors, it seems to me, however, that brilliantly captures the atmosphere of the age. The movie isreally worth seeing. I even think that is a must.

„Mary of Nazareth” directed by Giacomo Campiotti

Film, or rather series that Tomek has wanted to see for months and I always said “no”,  because I had no desire for another dose of religious kitsch. In the end I gave in and what was my surprise – this movie is perfect. Due to the fact that this is an Advent entry, you can focus on the first two episodes, however, I recommend you watch the whole series  – during Advent is all about Mary (and of course Baby Jesus, but INSIDE of Mary) and this series beautifully shows who she really is.

Like the previous one, this film also highlights the simplicity of Mary’s life. A lot of question marks, a lot of the Holy Spirit and faith – not the academic one , the some kind of „not-know-where-it’s-from” faith. Mary is gentle, cheerful, is not domineering or dangerous, but firmly pure. It is humbly impudent. And the scene when they bring the news of the Resurrection is beautiful. Again, it’s a must. For the whole family.

Controversial is here for me th way the director lead the story of Mary Magdalene and Heriodias, but the advantages of this movie cover all the imperfections.

You will find both movies online to watch.

„Madame Tussaud” Michelle Moran

656

Nigdy nie kręciły mnie figury woskowe współczesnych i nie bardzo rozumiem ideę ich tworzenia (co innego te wykonane pod koniec wieku XVIII przez samą Madame Tussaud – te zobaczyłabym bardzo chętnie), więc tytuł powieści nie zwróciłby w ogóle mojej uwagi. Zwróciła tę moją uwagę na nią Kasia, bo historia Marie jest tylko punktem wyjścia do nakreślenia przebiegu wypadków podczas Rewolucji Francuskiej. Jest to powieść, autorka nie jest historykiem, ale można dowiedzieć się z niej więcej niż ja nauczyłam się z moich podręczników do historii. Nigdy chyba nie zrozumiem, dlaczego nowoczesne państwo Europy Zachodniej szczyci się tą Rewolucją jako swym aktem założycielskim. Apoteoza histerycznego mordu tysięcy niewinnych ludzi, który w swoim okrucieństwie nie różnił się niczym od Rewolucji Październikowej, którą to powszechnie się potępia. Francuzi maszerują wesoło 14 lipca każdego roku, a ja zastanawiam się, dlaczego się nie wstydzą. Szkoda, że tak niewiele się mówi o francuskim terrorze terroru, sprowadzając całość do histerycznej Marii Antoniny i wreszcie wyzwolonego oraz nowoczesnego francuskiego społeczeństwa.

Warto, raczej dla kobiet 😉

***

Kilka lat temu przeczytałam – niestety nieprzetłumaczoną na polski – powieść Gerturd von le Fort „Die letzte am Schafott”. Opowiada ona prawdziwą historię szesnastu karmelitanek z klasztoru w Compiègne, które zostały stracone 17 lipca 1794 roku, nie szczędząc czytelnikowi szczegółowych iście naturalistycznych opisów rewolucyjnych pochodów w błocie krwi i wnętrzności zlinczowanych właśnie przez tłum nieszczęśników.

Może ktoś wreszcie przetłumaczy. To w końcu pisarka bardzo ceniona przez Josepha Ratzingera.

Ars vivendi

francuzki-nie-tyja

„Francuzki nie tyją” Mireille Guiliano jest jednym z licznych dowodów na to, że Polacy wcale nie przestali czytać (chociaż tutaj to pewnie Polki) – pierwsze wydanie książki rozeszło się jak ciepłe kajzerki, a używane egzemplarze na Allegro osiągały cenę 90 złotych polskich. W związku z powyższym zaprzestałam ówcześnie poszukiwań swojego egzemplarza, gdy nagle i niespodziewanie napadł na mnie pewnego letniego dnia w „Empiku”. Ostały się dwie sztuki z zabrudzoną i nadgiętą okładką każdy, ale pomyślałam, że trudno i zakupiłam.

Nie znoszę poradników i autorów, którzy stawiają się w pozycji mistrza, bo jeżeli mistrzem ktoś jest, to o tym wiadomo i nikt się stawiać nie musi. Autorka trochę niestety wpada w takowy ton. Najmocniejszą częścią całej książki są jej własne doświadczenia zrzucania wagi po francusku, najsłabszą – ogólne i suche „ponadczasowe” przemyślenia na temat medytacji, seksu i psychologii. Miesza je jednak wszystkie tak, że książkę czyta się naprawdę gładko i nie irytuje. Książka pisana była z myślą o Amerykankach, więc niektóre zestawienia nie są dla polskiego oka aż tak jaskrawe jak to zamierzała autorka.

Przechodząc do meritum, okazuje się, że cały sekret Francuzek polega na zachowaniu zdrowego rozsądku i dobrej zabawie. Wyuczone nawyki, uwielbienie jakości i piękna oraz umiar, kiedy trzeba – nie trzeba być studentką historii sztuki paryskiej Sorbony, żeby francuskie triki wprowadzić na własnym podwórku.Autorka podkreśla, że małe codzienne szczegóły jak 2 piętra więcej po schodach, a nie windą i 2 skibki chleba zamiast 3 naprawdę robią różnicę w ogólnym rozrachunku. Ta książka to moim zdaniem najlepszy przepis na to, by schudnąć (a jestem w trakcie od kwietnia – już połowa balastu za mną) na stałe.

Książka jest ciekawą pozycją dla kogoś, kogo interesują kulturoznawcze smaczki, a w tym wypadku zastosowanie ich może naprawdę podwyższyć poziom codziennego życia i zdrowia. Nie sięgnęłabym już po żadną traktującą o tym temacie, bo moim zdaniem ta go wyczerpuje. Myślę, że warto.

P.S. A tutaj od Marii jeszcze dużo francuskiego szyku. Jak już to po całości!

„minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym.” Anny Mularczyk-Meyer

Krótko po premieminimalizm_nowy_format-01rze tej książki jej recenzje pojawiały się na różnych blogach jak grzyby po deszczu, więc bałam się, że Ajka wyskoczy mi z lodówki, gdy rano będę w niej szperać w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia do pracy. Już w zeszłym roku przeczytałam w jednym z jej wpisów, że pracuje nad książką i  w pewnym sensie na nią czekałam. Po drodze przeczytałam „Sztukę minimalizmu w codziennym życiu” D. Loreau, która nie zrobiła na mnie praktycznie żadnego pozytywnego wrażenia (o czym byłam łaskawa napisać TUTAJ), odwiedzam także regularnie „minimalistyczne” blogi w internecie i zastanawiałam się, co nowego i ciekawego można jeszcze w tym temacie napisać. Książkę otrzymałam niejako w prezencie (dziękuję, Kami!), odczekała swoje w kolejce aż skończyłam czytać poprzednie coś i wreszcie moja ciekawość została zaspokojona.

Książka Ajki to moim zdaniem kompendium minimalizmu – Autorka snuje opowieść o swojej drodze do prostszego i „mniejszego” życia, nie pomijając jednak konkretów i narzędzi, które pomogły jej ograniczyć stan posiadania materialnego i niematerialnego oraz błędów, które popełniała w życiu „przed”. Jest to opowieść osobista, podana w bardzo zgrabny sposób – dotyka praktycznie wszystkich aspektów życia: poczynając od rodziny, przyjaciół, znajomych, przez pracę i czas wolny. Czerpie z polskiego podwórka mentalności i historii – niezwykle cieszy to, że porusza także temat wiary chrześcijańskiej w kontekście minimalizmu. Autorka zauważa, że umiarkowanie w jedzeniu i piciu (że tak się metaforycznie wyrażę) jest ściśle związane z chrześcijaństwem i w poszukiwaniu duchowych podstaw minimalistycznej postawy życiowej nie trzeba sięgać do – jakże egzotycznej – filozofii Dalekiego Wschodu.

Sposób, w jaki Ajka rozumie minimalizm i prostotę jest mi bardzo bliski – jest w tym wszystkim miejsce na przyjemności, ładne przedmioty, kolor i pełną radość z życia. W kilku miejscach zwraca uwagę na to, że minimalizm to dla niej droga do pełniejszego życia i cieszenia się chwilą. Ze mną było podobnie – przestałam chociażby na wyjazdach trzaskać tysiące zdjęć, których potem i tak nie oglądałam. Wolę posiedzieć kwadrans dłużej na kamieniu, patrząc na góry, by zapamiętać ten widok lub usiąść na kocyku na plażowym piasku, oglądać jak Ziemia się kręci i chowa Słońce, by go użyczyć trochę Amerykom, gdy my tu będziemy spać. Nie zabiorę tego wszystkiego za sobą, zdjęcia nie oddają uroku tych chwil – co przeżyję, to moje. Tego uczy Ajka w swojej książce.

Książka jest napisana błyskotliwym i przystępnym językiem, wielokrotnie miałam wrażenie, jakby Autorka siedziała obok i po prostu opowiadała. Nie jest obszerna, więc nie potrzeba wiele czasu, by ją przeczytać. To moim zdaniem naprawdę wspaniały pomysł na prezent, zwłaszcza dla kogoś zagubionego w pędzie zachodniej cywilizacji XXI wieku.

Materialistycznie

Blisko rok temu umieściłam na blogu moje przemyślenia w temacie zakupów, wcześniej w temacie minimalizmu, a między nimi w temacie Julity Bator i w tym poście chciałabym wszystko razem zaktualizować, ponieważ tak naprawdę łączy się to dla mnie w jedną całość.
Kupowanie tylko polskich produktów jest wyższą szkołą jazdy i po tych wszystkich miesiącach naprawdę wątpię, że się da zrobić tak, by kupowane w 100% produkowane było w Polsce przez polskie firmy (dygresja od czapy: w trakcie któregoś śledztwa okazało się np. że „Allegro” nie jest już polską firmą, a zostało wykupione przez jakąś z RPA – poprawcie, jeżeli mam błędne informacje). Żywność (oprócz tej mniej lub bardziej egzotycznej) kupuję w formie jak najmniej przetworzonej, więc udaje kupować się krajową, czasem nawet wprost od producentów (jeżeli ktoś bardzo lubi zielone ogórki i nie lubi potem tego uczucia rozsadzania od środka i refleksji o nieuchronnej śmierci, polecam znaleźć sobie właśnie jakiegoś bezpośredniego małego producenta – ja już się bałam, że będę musiała zrezygnować z ukochanej mizerii). Przez zdrowsze jedzenie (selen i siemię lniane!) pozbyłam się w jakichś 90% problemu z trądzikiem. Z innymi dziedzinami życia jest już gorzej, zwłaszcza z odzieżą (poza butami – tutaj polskie niepodzielnie rządzą), chemią i przedmiotami do domu. Niezmienne pozostało to, że staram się wybierać polskie sklepy, ale bez fanatyzmu i plucia np. na Rossmanna czy IKEĘ, do kin chodzę tylko małych, lokalnych. Nie kupuję już na siłę polskich kosmetyków, bo niektóre mi potrafiły krzywdę zrobić lub nie potrafiły nic (tutaj nad krajowym pochodzeniem postawiłam skład). Nie kupuję też np. gotowych masek do twarzy, ponieważ żadna nie potrafi zrobić na twarzy tego, co spirulina połączona z jogurtem naturalnym (spirulinę w proszku można kupić np. w sklepach zielarskich), więc nie daję się już na nic w tej dziedzinie nabrać w drogeriach. Z fajnych odkryć kosmetycznych, które polecam – „czarne mydło” (w linku jest przykładowy egzemplarz; można kupić online, ale widziałam też w „Hebe”, gdzie były również różne czyste glinki w proszku, którymi moim zdaniem warto się zainteresować) i kryształ ałunu (naturalny dezodorant).
Pozbywanie się zbędnych przedmiotów z mojego otoczenia wydaje się być nigdy niekończącą się historią i dowodzi tylko tego, ile nagromadziłam i ciągle gromadzę (mimo czujności!). W ostatnim czasie pozbyłam się dosyć wysokiej komody, co zakładało ulokowanie schowanych tam skarbów w innych miejscach lub ich wyrzucenie. W efekcie wszystko to, co było w 5 szufladach mieści mi się na 1 półce w szafie. Długi był to proces i bardzo żmudny (trwał z miesiąc), ponieważ najpierw trzeba było w tej szafie znaleźć miejsce – znów 1/3 jej zawartości znalazła nową właścicielkę, a skrzętnie chowane „skarby” o naprawdę nikłej wartości trafiły do śmietnika (dwa wielkie wory śmieci i makulatury) – i przede wszystkim przejrzeć każdy list sprzed 15 lat czy na pewno trzeba go zachować (ileż wspomnień się obudziło!). Przeglądnęłam również regał z książkami i coś niecoś nadało się do puszczenia dalej w obieg (udało się nawet wszystko, co zamierzyłam, sprzedać, więc było na waciki). Odkąd mam czytnik, kupuję głównie ebooki – właśnie ze względu na to, żeby nie powiększać fizycznego księgozbioru. Rzadko kupuję magazyny czy czasopisma – jeżeli już się zdarzy, po przeczytaniu puszczam przekazuję dalej, bo wiem, że z niektórymi przyjaciółmi czy znajomymi mamy podobne zainteresowania (niestety czasopisma w wersji elektronicznej to pomyłka moim zdaniem – nie potrafiłam w ogóle ich czytać 😉 ).
Staram się unikać słowa „minimalizm”, bo za przedstawicielkę tego nurtu ciągle się nie uważam (i nie mam takich aspiracji) – staram się moje życie organizować w jak najprostszy sposób tak, by połączyć moją wizję życia z warunkami, jakie mam do dyspozycji (co – jeżeli ktoś nie zauważył – zakłada dynamikę i dążenie do corazlepszości 😉 ). Zamiast słowa „minimalizm” wolę zatem „rozsądek” i „prostotę”. No i żeby było możliwie ładnie. Zasady te rozciągam też na organizację dnia (tak, mam tygodniowy harmonogram sprzątania, ale nie, nie mam rzeczy poukładanych w szafie kolorami 😉 ) – jak już kiedyś wspomniałam, gdzieś we mnie tkwi destrukcyjna tendencja do nadaktywności, którą jednak już chyba skutecznie spacyfikowałam i pamiętam o tym, że życie ma polegać na życiu i podziwianiu widoków (kiedy oczywiście okoliczności temu sprzyjają), a nie na przebiegnięciu przez nie. Przygotowywanie jedzenia praktycznie w całości w domu (nie znaczy to, że obrabiam dopiero co zabitego świniaka – chodzi tu o przygotowanie np. mięsa na zimno do chleba) wymusza dobrą organizację, ponieważ trzeba temu poświęcić trochę czasu (przygotowanie np. schabu to łącznie kwadrans, jednak piecze się godzinę, podczas której np. nie można wyjść z domu). Mi te przygotowania nie ciążą, to dla mnie ważny aspekt codziennego życia i świadomie poświęcam ten czas właśnie na to.

Kończąc, chciałam polecić trzy „miejsca”, które łączą się z tymi tematami:

„Zamień chemię na jedzenie: nowe przepisy” Julity Bator – książka ukazała się kilka tygodni temu, stanowi swoistą ściągę dla tych, którym nie chce się przekopywać przez Internet w poszukiwaniu inspiracji czy przepisów (dla osób biegłych w tych sprawach nie będzie odkrywcza). Nie trzeba kombinować z zamienianiem jakichś składników, bo o to zadbała już Autorka. Wszystkie przepisy zostały możliwie uproszczone, by nie trzeba było godzinami siedzieć w kuchni. (P.S. książki kulinarne – podobnie jak czasopisma – tylko w wersji papierowej, ebooki się nie sprawdzają)

„Minimalizm po polsku” Anny Mularczyk-Mayer – od razy przyznaję się, że JESZCZE nie czytałam, jednak śledzę bloga Ajki i to naprawdę musi być dobre coś, ta książka. Autorka ma rozsądne podejście do uwalniania przestrzeni od zbędnych przedmiotów, nie jest neofitką i zna realia.

Cykl „Szafa minimalistki” na blogu Simplicite – uważam, że Autorka robi świetną robotę, pokazując jak w tydzień wynosić „tylko” 5-6 sztuk odzieży i wyglądać super.

„Mariam święta Palestynka. Życie siostry Marii od Jezusa Ukrzyżowanego” o. Pierre Estrate

Mariam

Z niejednego objawienia dowiadujemy się, że w obecnych czasach Sędzia Sprawiedliwy trzyma grom nad światem i tylko Jemu wiadome ludzkie czyny Go powstrzymują. Siostra Mariam mówi o tym również. Mówi o ogromie ludzkiego grzechu, podkreślając grzechy duchowieństwa wszelkiej maści. Ma wizje Nieba, piekła i czyśćca, przyłażą do niej świeci z Nieba na potęgę (chyba się kolejki robiły), a Maryja przez miesiąc opiekowała się nią w sposób fizyczny, po tym jak pewien muzułmanin poderżnął jej gardło. Nie mogła się pomodlić, bo zaraz wpadała w ekstazę, z czasem przełożone posłuszeństwem musiały ją ściągać z drzewa, bo tak lewitowała. Bóg dopuścił czterdziestodniowe opętanie, a gdy wszedł w nią sam Lucyfer, wokół czuć było (według relacji sióstr) swąd palonego ciała. Nie wyrzekła się Jezusa nigdy, nawet w najgorszych momentach bólu chwaliła Boga. Bóg przebił jej serce w sposób fizyczny (podobnie jak jej duchowej matce, św. Teresie z Avila), a jej ciało naznaczył stygmatami swojej męki. Wszystko to bardzo niepraktyczne ze świeckiego, XXI-wiecznego punktu widzenia. Do tego w Niebie (oprócz rodziców błogosławionej, według jej relacji) same dziewice, księża i siostry zakonne (ale nie żeby całe duchowieństwo szło do Nieba, oj niestety nie). Całe szczęście na końcu książki umieszczono listy dyktowane przez Mariam osobiście, bo inaczej człowiekowi odechciałoby się myśleć nawet o naśladowaniu jej. W swoich listach (w sposób bliski mi chaotycznie) opisuje różne codzienne zdarzenia, co myślała i co chciała w danym momencie zrobić, a nie zrobiła, bo ją posłuszeństwo/Bóg/wiara powstrzymały. Uff, czyli jednak była człowiekiem. Nie wszystko, o co prosiła się spełniło – sfochała się na św. Annę. W jej objawieniach Bóg się do niej UŚMIECHAŁ, czyli to nie jest tylko czasem moje wrażenie, że się uśmiechnął do mnie. Bóg się uśmiecha. Kocha i odpoczywa w duszach pokornych i prawych. Pokazał jej wzgórze, na którym odpoczywała Jego Mama, gdy była z Nim w ciąży (tam wybudowano Karmel w Betlejem). Mariam uczy, żeby każde, nawet najmniejsze cierpienie ofiarować w jakieś intencji, zwłaszcza w intencji dusz czyśćcowych. Całe jej życie modlitewne i jej relacja z Jezusem są dowodami na dynamizm działania Bożego – pokazuje, jak rozmawiać z Bogiem i jak On odpowiada na te modlitwy, jak zostawia człowiekowi wolną wolę. Nawet jeżeli coś objawi, a człowiek nie będzie działał w pokorze i w majestacie Boskiego prawa, to nie będzie tak, jakby Bóg chciał, czyli człowiek nie będzie maksymalnie szczęśliwy. Nawoływała do nabożeństwa do Ducha Świętego. Zakonnica, która nawet po śmierci była posłuszna, bo nie można było jej w trumnie ułożyć, gdyż ręce miała rozłożone jakby na krzyżu – dopiero gdy przełożona nakazała jej posłuszeństwem, ręce zostały przy ciele.

Nauczyłam się od niej tego, by uczyć się pokory i nie martwić się zbytnio o koniec świata. Kochać, oddawać się, modlić się, pracować dla innych w pokorze, czyli w prawdzie. Żyję w innym stanie, innym czasie i w innej szerokości geograficznej, więc muszę rozkminić, jak najlepiej mam to robić. Ona jest w Niebie, podskakuje i klaszcze w dłonie, gdy coś się uda. Nie potrzebuję objawień, a wiary, pokory, miłości i mądrości tu, gdzie jestem i z tymi, z którymi jestem. Żadne rewolucje, ale „chrześcijańskie banały” są najtrudniejsze do wprowadzenia w życie. Jezus kocha człowieka, nie chce jego nieszczęścia, bo to jest też Jego nieszczęście.

Buziaki, Jezu!