Lato pandemiczne / Pandemic Summer

Blubry, Foto, Potęga codzienności / Power of everyday life

Dużo małych rzeczy, to wielka rzecz. / A lot of small things is a big deal.

Kiedy przyszłam tam kolejnego dnia, hangaru już nie było. Uwielbiam wieloryby.

When I came there a day after I took this, the shed had been already taken away. I love whales. (not sure about the grammar here…)

Zachody słońca są długie i kolorowe.

Sunsets are long and colorful.

Pierwsza wystawa po kwarantannie. Widziałam ostatnio jakiś stary wywiad z Keirą Knightley w uroczym żakieciku. Miała zagrać na zębach (nie pytajcie) jakąś melodię i miała problemy z podniesieniem rą, tak żeby dosięgnąć tych zębów. Po co nosić ubrania, w których nie można się ruszać? To tutaj na zdjęciu to strój sportowy z końca XIX wieku. Cudownie wyprofilowany rękaw z idealnie wyprofilowanym zakończeniem przy nadgarstku (ścięty pod skosem).

The first exhibition after the quarantine. I recently Saw an interview with Keira Knightley in a cute little jacket. She was going to play a tune on her teeth (don’t ask) and she had trouble lifting her arms to reach those teeth. Why do one wear clothes that don’t enable you to move? Here a sport suit from the end of the 19th century. A wonderfully contoured sleeve with a perfectly contoured wrist.

Warszawska Praga ma Maryjny znak jakości.

Praga of Warsaw is a Mother Mary approved district.

Dużo darów siostry natury!

A lot of gifts from sister nature!

Dużo samoprzylepnych serduszek potrzeba, by nauczyć się grać na akordeonie.

You need a lot of self-adhesive little hearts to learn play the accordion.

Potęga małej codzienności / The power of a small everyday life

Potęga codzienności / Power of everyday life

Czuję się mocno zmęczona większością treści, które mają wzięcie w mediach społecznościowych. Zabrałam się w ostatnich tygodniach za wykopaliska archeologiczne blogów (amerykańskich), które czytałam 10-15 lat temu. Część z nich nie jest już dostępna, a jeżeli już jakiś się ostał, to nie jest od kilku lat aktualizowany. Odpryski troszku do znalezienia na Instagramie. Te dziewczyny pomogły mi ukształtować i znaleźć własną estetykę. Inspirowały do szukania książek autorek, o których nigdy nikt mi w Polsce nie powiedział (Elizabeth Bowen, Flannery O’Connor). Wpisy, które publikowane były, żeby się podzielić i co najwyżej dla komentarzy, bo wtedy się jeszcze na blogach nie zarabiało. Brakuje mi czytania o interesującej codzienności innych ludzi.

Ich teksty otwierały okna mojej wyobraźni i motywowały, żeby czynnić sobie codzienność potężną. Tym był dla mnie od początku internet. Popatrzcie sobie na wpisy Emily, która jest autorką i ilustratorką książek dla dzieci (i tutaj dział retro ciuchowy). Z polskich blogów (tutaj coś akurat z naszej ery) uwielbiałam Dzienniki Stołowe, a teraz Agata przeniosła się na Dzienny nocny, Kasia na ladnebebe (Kasi teksty pociągające dla mnie, mimo że temat rodzicielstwa mnie osobiście nie dotyczy, jednak jej autorstwa czytałabym nawet instrukcje prania).

Pomyślałam sobie, że przecież to chodzi o to, żeby być zmianą, której się pożąda i będę się dzielić więcej i trochę jak kiedyś.

Poznałam Olę gdzieś w okolicach 2006 roku na forum internetowym o rękodziele. Ola nie za bardzo kumała się wtedy z Jezusem, a tydzień temu ryczałam jak wół, gdy widziałam jak Ola przyjmuje Komunię Świętą podczas swojego ślubu. To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Bo Jezus jest po prostu super.

I met Ola somewhere around 2006 on a craft online forum. Ola didn’t get along with Jesus at that time, and a week ago, as her son’s godmother, I cried like crazy seeing her receiving the Holy Communion during her wedding. One of the best days of my life, because Jesus is simply great.

Religia to także fizyczna dziedzina życia. Pięknie o fizyczności liturgii mówił ojciec Cassian Folsom OSB podczas Mysterium Fascinans w 2017 roku. Kiedyś jednego dnia dotarło do mnie, w sam środek serca i mózgu, że jednak mojemu człowieczeństwu robi różnicę czy mogę modlić się w pięknym kościele czy w brzydkim. Wiadomo, wszędzie modlitwa jest tak samo ważna i może być tak samo święta. Ale jednak zawsze to milej…

Religion is a very physical life area. Father Cassian Folsom OSB spoke beautifully about the physical side of the liturgy during Mysterium Fascinans in 2017. Once I felt very clear;y that it does make a difference to my humanity whether I could pray in a beautiful church or in an ugly one. We know, everywhere prayer is valid and can be Holy regardless the circumstances. But it’s always kind of nicer…

Chciałam dzisiaj napisać jeszcze więcej, ale migrena naparza i już tracę siły. Niedługo można spodziewać się kolejnego wpisu (bo zdjęć jeszcze sporo z ostatnich kilku tygodni), ale wspomnę jeszcze teraz o lipcowym numerze miesięcznika „W drodze”. Wiadomo jak z periodykami: jedne numery są dobre, niektóre lepsze. Ten jest moim zdaniem wybitny. Także kupujcie – szukajcie u swoich dominikanów lub na stronie wydawnictwa (można wersję elektroniczną, można papierową).

Nie umiem się powstrzymać – troszkę się wstydziłam, ale zapytałam Mariannę czy pojechałaby ze mną zrobić mi kilka(set) zdjęć na polu lawendowym. Spędziłyśmy szalone cztery godziny. To dla mnie lepsze niż SPA. Zwłaszcza w towarzystwie inspirującego człowieka – obu nam się oczy zaświeciły, gdy zobaczyłyśmy te drzwi od stodoły.


I can’t help myself – I was a bit ashamed, but I asked Marianna if she would go with me to take a few (hundreds) photos of me in a lavender field. We spent crazy four hours there. It’s better for me than SPA. Especially in the company of an inspiring human being – we both gasped in amazement when we saw that barn door.

I feel very tired of most of the content that is being published now on social media. In recent weeks I tried to find the blogs I loved 10-15 years ago. Some of them are no longer available, if they are available, they haven’t been edited for couple of years now. Some of the authors you can find on Instagram. Those girls helped me shape and find my own aesthetics. They inspired me to look for books by authors that no one in Poland has ever told me about (Elizabeth Bowen, Flannery O’Connor). They shared their own lives without looking for a sponsored content. I miss reading about the interesting everyday life of other people.

Their posts opened the windows of my imagination and motivated me to make everyday life powerful. That was the meaning of the Internet for me from the beginning. Look at Emily, who is the author and illustrator of children’s books (and here the retro clothing section).

I thought that after it is all to be the change you want in the world. So I think I will be sparing more, like I used to 10 years ago.

Nikodem / Nicodemus

Uncategorized

Sceną w The Chosen, która zmieniła moje życie był moment spotkania Nikodema z Jezusem (dobra – wątek Nikodema w całym The Chosen od początku szczególnie jakoś mnie dotykał). Czułam jakby się niebo otworzyło i objawiał mi się Bóg w najczystszej postaci. O co poszło? Na co takie doświadczenia, jeżeli nie miałyby one prowadzić do jakieś zmiany, zacieśnienia więzi z Bogiem? Zrozumiałam. Zachwyciło mnie, że Nikodem czytał Pisma, uczciwie słuchał, przyglądał się Jezusowi, ufał swojemu rozumowi, połączył kropki i wyszło mu, że Jezus jest Mesjaszem. Nie, że może być. Wyszło mu, że JEST. Czyż nie jest wzruszający moment, kiedy spełnia się komuś coś, na co czeka dziesiątki lat?

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego to jest dla mnie takie niesamowite. Dotarło do mnie, że dla Nikodema Pismo było źródłem wiary, a dla mnie nie jest. Z tego ciekawego wniosku wyniknęło oczywiste pytanie – co w takim razie dla mnie jest źródłem wiary i czemu nie Biblia (jakkolwiek kontrowersyjnie to tutaj wybrzmiewa, ale nie ma co lukrować)?

Okazało się, że źródłem wiary jest dla mnie Eucharystia – fizyczny Jezus. To jest moje źródło i mój początek, moje najważniejsze. Nieźle w sumie, ale co w takim razie z Pismem Świętym?

Wielu amerykańskich konwertytów z protestantyzmu na katolicyzm, opowiadając świadectwa swojego nawrócenia, często wspomina, że jednym z głównych stereotypów, które krążą o katolikach wśród tych wspólnot jest ten, że katolicy nie czytają Pisma Świętego. Po moim nawróceniu Pismo Święte poznawałam głównie dzięki codziennym mszom świętym. Miałam szczęście do dobrych kaznodziejów w mojej parafii, więc oni Pisma wyjaśniali i jakoś tak szło. Trochę poznałam też dzięki śpiewanym kanonom z Taize i pieśniom z liturgii u dominikanów. Trochę dzięki temu, że przez jakiś czas odmawiałam liturgię godzin. Ani w domu ani w żadnej ze wspólnot, w których byłam, nie znalazłam żadnego powodu, by zająć się Pismem Świętym jakoś bardziej w prywatnym wymiarze. Znałam wiele przypowieści, miałam jakieś tam fragmenty, które były (są) dla mnie ważne i jakoś tak nie było źle. Nikodem w The Chosen uświadomił mi, że ja bym nigdy w taki sposób jak on nie wywnioskowała o Jezusie (jak pokazała historia, nie był to także jakiś powszechny trend wśród faryzeuszów). Dotarło do mnie, że przyjęłam postawę, że Kościół podaje mi Pismo Święte na tacy. Z jakichś powodów robi to tak a nie inaczej, a ja mu ufam. Dodatkowo mi je tłumaczy (raz lepiej, raz gorzej). Zachciało mi się czytać Pismo Święte, żeby ono też stało się moim źródłem wiary. Czytać, żeby w Piśmie znajdować Boga, nie (w pierwszej kolejności) odpowiedzi na nękające mnie aktualnie trudności. Żeby zobaczyć jaki On jest, jak się przedstawia. I wtedy, w odpowiednim momencie, będę potrafiła prosić o wsparcie w aktualnie nękających mnie trudnościach.

Ta konkluzja stawia niestety automatycznie kolejne pytanie – jak? Można od deski do deski, można lectio divina, można po fragmentach rozdział w miesiącu, można codzienne czytania, można uczyć się na pamięć konkretnych fragmentów. Warto cokolwiek.

Posłowie

Po spotkaniu z księdzem Mariuszem Rosikiem podeszła do niego kobieta w średnim wieku. Bardzo poruszona opowiadała, że to co przed chwilą powiedział, stawia na głowę wszystko, czego uczono ją, gdy była nastolatką – że nie wolno czytać samemu Pisma Świętego. I ona przez całe swoje życie bała się czytać Pismo Święte. Byłam świadkiem tej sceny i najpierw potężnie się zdziwiłam, a zaraz potem zrobiło mi się jej okropnie żal (na końcu byłam wściekła na tych księży, co jej to do głowy nakładli). Może nie znam jakoś super Pisma Świętego, ale jedno wiem na pewno – nie ma się co bać. W ogóle, Bóg jest miłością, a w miłości nie ma lęku. Mówi Pismo – 1 list św. Jana, rozdział 4.


The scene from „The Chosen” that changed my life was the moment when Nicodemus met Jesus (okay – the thread of Nicodemus in the entire „The Chosen” particularly touched me from the beginning). I felt as if the sky had opened and God appeared to me in its purest form. What would such experience be for if they would not lead to any change, strengthen the relationship with God? I got it. I was amazed that Nicodemus read the Scriptures, listened honestly, watched Jesus carefully, trusted his reason, connected the dots and it turned out that Jesus was the Messiah. Not that he can be one but that he IS. Is it not a touching moment when something is being fulfilled for someone who has been waiting for decades?

I began to wonder why it is so amazing to me. I realized that for Nicodemus the Scripture was a source of faith, and for me it is not. From this interesting conclusion the obvious question arose – what is the source of faith for me then and why not the Bible (how controversial it may sound here, but there is no point in faking things)?

It turned out that the source of faith for me is the Eucharist – the physical Jesus. This is my source and my beginning, my most important. Not Bad for a Catholic, but what about the Bible?

Many American converts from Protestantism to Catholicism telling testimonies of their conversion, often mention that one of the main stereotypes that circulates about Catholics among these communities is that Catholics do not read the Bible. After my conversion, I learned the Holy Bible mainly through the everyday Mass. I was lucky to have good preachers at my parish, so they explained the Scriptures and somehow I moped on. I also got to know a little thanks to the sung canons from Taize and songs from liturgy at the Dominicans. A bit thanks to the fact that I have been saying the liturgy for hours for some (short) period. Neither at home nor in any of the communities I have been to, I have fund a reason to deal with the Holy Scriptures somehow more privately. I knew many parables, I had some passages there that were (are) important to me, and somehow that wasn’t so bad. Nicodemus in The Chosen made me realize that I would never infer in the way he did about Jesus (as history has shown, this was also not a common trend among the the Pharisees). I realized that I had the attitude that the Church was giving me the Holy Bible on a tray. For some reason she does it this way and I trust her. In addition, she explains it to me (sometimes better, sometimes worse). I decided to read the Holy Bible so that it would also become my source of faith. Read to find God in the Scripture, not (in the first place) the answer to my current difficulties. To see how He is, how He presents himself. And then, at the right time, I will be able to ask for support in the current difficulties deeper because I will know him better.

This conclusion, unfortunately, automatically raises another question – how? You can from board to board, you can lectio divina, you can by chapter chapter by month, you can read daily, you can learn specific passages by heart. Every way is worth trying.

Afterword

After a conference from Father Mariusz Rosik, a middle-aged woman approached him. Very touches, she said that what he had just said revolutionizes everything she was taught when she was a teenager  – that you must not read the Bible alone. And she was afraid of reading the Holy Bible all her life long. I was a witness to this scene and at first I was very surprised, and then I felt terribly sorry for her (in the end I was furious at those priest that told her that). Maybe I do not know the Holy Bible so good as I should, but I know one thing for sure – there is nothing to be afraid of. In general, God is love and there is no fear in love. Scripture says – 1st letter from Saint John, chapter 4.

Maj 2020 / May 2020

Foto

Maj był boski. Królowało „Jak miło Cię dotknąć!”, a w kuchni wiecznie rozsypana mąka. / May has been divine. We said mainly „Nice to touch you!” and I have flour spilled all over my kitchen.

Szukam posadzki do mojej nowej kuchni. Na moje nieszczęście spodobały mi się modernistyczne z dwudziestolecia wojennego. Ta tutaj to oryginał z lat 50-tych, też by styknęła. / I am looking for the flooring for my future kitchen and unfortunately I like the modernist ones from the 20’s and 30s. This one comes from the 50s, but would be perfect as well.
Podczas pierwszych pandemicznych spacerów znalazłam w Poznaniu paryską karuzelę. / I found a parisian carousel in Poznań on my first pandemic walks.
Piekę jak dzika. Pierwsze croissanty za płoty, ale znalazłam już trzydniowy przepis i będzie doskonalone. / I bake like a crazy one. First croissants here on the pic, but I have already found a better recipe, so stay tuned.
Wilda!
Ta posadzka też spoko. Oryginał z dwudziestolecia na poznańskim Dębcu. / This one is pretty as well. Originally from 20s/30s.
Tańczyłyśmy pizzicę i wysłałyśmy Teofilowi, a Teofil skleił w filmik.
We took part in a #pizzicachallenge with Marysia. Teofil created a video (it’s international!)
Pandemiczna kawa na betonowym parapecie palmiarni. / Pandemic coffee to go on a palmhouse window sill.

Palmiarnia. / Palmhouse.
W pandemii potrzebowałam historii z happy endem. Biskup Barron akurat w jednym filmie przypomniał mi o Mertonie. To zdecydowanie jedna z najważniejszych książek w moim życiu. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego musiałam dowiedzieć się o niej od Amerykanów. / During the pandemic I needed a story with a happy end. Bishop Barron happened to talk about „The Seven Storey Mountain” again and it is now one of the most important books of my life.
Wróciłam na lekcje w realu. W maju minął rok, od kiedy gram na akordeonie – troszkę tu podsumowałam tutaj (na końcu wątku jest filmik jak gram tango!)
Fot. Marianna Łakomy (https://www.mariannalakomy.com/#1 – idźcie tam, jeżeli chcecie mieć fajne zdjęcia)

Wojtyła! Co by to było, gdyby Cię nie było! / Wojtyla! What would we do if it wasn’t for you?

Uncategorized

Zasnęłam po kilkunastu stronach „Pamięci i tożsamości”, nie jestem w stanie przebrnąć przez prawie żaden jego tekst. Mam niestety poczucie, że nie tylko ja, bo w telewizyjno-kanzodziejskiej rzeczywistości w Polsce wspomina się w większości fragmenty tylko dwóch kazań Jana Pawła II – tego, otwierającego pontyfikat i tego z placu Zwycięstwa w Warszawie o Duchu Świętym. O teologii ciała Jana Pawła II, o liście do kobiet, o liście do artystów dowiedziałam się od Amerykanek. Może za mało szukałam, może za mało się interesowałam, a może przytłacza mnie trudność jego pisania i obraz kremówkowego dziadka wyprodukowany przez polską opinię publiczną i szukać mi się po prostu nie chciało.

Skoro nie jego pisma, to w takim razie co? Lubię ten film o Wojtyle; ociera się troszku o kicz, ale daje szeroką perspektywę i pewne wyobrażenie. Zaczęłam szukać czym mi imponował. Tym, że nie dawał się stereotypom, że szklankę miał do połowy pełną. Miał nadzieję wbrew wszystkiemu, przez niego tryskała dla innych. Był przez cały czas sobą; szedł pod prąd, ale zawsze ortodoksyjny. Grał jak przeciwnik pozwalał, ale zawsze z Chrystusem za rękę, z dystansem do siebie i miłością do piękna. Chciało mu się, uwierzył Bogu. Człowiek, który kochał – Boga, siebie i innych. Człowiek, który zachował świeżość i wrażliwość i udowodnił, że młodość to stan ducha.

Jedyny fragment wiersza, który rozumiem (i uwielbiam):

Miłość mi wszystko wyjaśniła, /Miłość wszystko rozwiązała – /dlatego uwielbiam tę Miłość, /gdziekolwiek by przebywała.

2_1_

(nie znam autora zdjęcia)

Nie ma urodzin bez tortu. Nie ma bardziej watykańskiego tortu niż bezowy z lemon curdem.

Processed with VSCO with a5 preset

IMG-1826

Na zdrowie, Wujku (taki wujku, co to wszyscy mają nadzieję, że będzie u babci na imieninach i czekają na to cały rok).


I fell asleep after several pages of „Memory and Identity”, I cannot get through almost any of his writing. Unfortunately, I have a feeling that it’s not just me because in Poland the two most quoted pieces of John Pauls II sermons are the one opening the pontificate and the one about the Holy Spirit in Victory Square in Warsaw from 1979. I learned about the theology of the body of John Paul II, about a letter to women, about a letter to artists from Americans. Maybe I wasn’t looking enough, maybe I wasn’t interested enough, or maybe I was overwhelmed by the difficulty of his writings and the picture of a grandfather’s cream cake produced by Polish public opinion and I just didn’t want to look for anything anymore.

If not his writings, then what? I like this movie about Wojtyla; it’s a little bit near the kitsch border but gives a broad perspective and some idea. I started looking for what impressed me the most in him. That he didn’t give in to stereotypes, that his glass was half full. He hoped against all odds, he was a source of hope for others. He was truly himself, the first Catholic hipster of all the time. He played like an opponent allowed him, but he played always with Christ by his the hand. He was distanced towards himself and loved beauty. He wanted to make a change, he believed God and he was fresh and young till his final days. A man who loved – God, himself, and others.

The only fragment of his poems that I understand (and love):

Love explained everything to me, /Love solved everything – / that’s why I love this Love /wherever she would be.

There is no birthday without cake. There is no more Vaticanish cake like a meringue cake with lemon curd.

Happy birthday, Uncle.

Kwiecień 2020 / April 2020

Uncategorized

 

Kwiecień pachniał kwitnącymi drzewami. Rozświetlało go słońce, które malowało cienie na ścianach. Ptaki wypełniły go śpiewem, a Jezus zmartwychwstaniem.

April smelled of blooming trees. Was lighted by the sun which painted shadows on the walls. Was filled with birds’ singing and Jesus’ Resurrection.

1F2518B7-DCAD-4106-B4A2-F5EE44D8A151

Home Office 1.0

IMG_1350

IMG_1364

Mrożone truskawki to hit kwarantanny. / Frozen strawberries are the hit of the isolation.

IMG_1564

IMG_1544

Pierwsze spacery! / First allowed walks!

77D953F1-8DCF-4CE2-B6E5-0004F1AC74F0

Alleluja!

Processed with VSCO with a6 preset

Home Office 2.0 (Dietmar, mam biurko!) 

 

„The Chosen”, serial o Ewangelii / The Chosen, series about the Gospel

Uncategorized

Bibliści podkreślają, że Biblia to nie kronika. Historie, które w niej zapisano, zapisano w jakimś konkretnym celu z konkretnego powodu. Każda z Ewangelii ma swój charakterystyczny rys i na co innego kładzie nacisk. Ostateczna forma, uznana za natchnioną, została nam przekazana przez Ducha Świętego i Kościół do wierzenia i poznawania Boga. Tylko… Pan Jezus działał publicznie przez trzy lata. Między kolejnymi cudami, nauczaniem, odpuszczaniem grzechów i wyrzucaniem złych duchów coś w Jego życiu się zwyczajnie działo. Spał nie tylko podczas burzy, miał prawdziwą relację z Maryją, rozmawiał ze swoimi uczniami o wielu tematach, o których nigdy się nie dowiemy – po prostu żył. To próbuje pokazać serial The Chosen.

Wszystko zaczyna się zakreśleniem kontekstu – bohaterowie, w których z czasem rozpoznajemy tych, których kojarzymy ze stron Pisma Świętego, każdy uwikłany w swoją codzienność. Niektórzy opętani (Maria Magdalena), niektórzy kombinują i się regularnie biją (Piotr), neurotyczna postać z nerwicą natręctw okazuje się być celnikiem Mateuszem. Obdartusy, mieszkające w Kafarnaum, ale także ceniony przez Sanhedryn rabin Nikodem z Jerozolimy. W to wszystko niespodziewanie, jakby przez boczne drzwi reżyser wprowadza Jezusa. Jezusa, który patroszy rybę, buduje obóz, wznieca ogień i rzeźbi zabawkę. Jezusa, który przyszedł świat ocalić, a nie potępić. Nie ma żadnej pewności JAK to będzie. Piotr mówi, że nie wie jak to jest chodzić z Mesjaszem, bo nigdy wcześniej nie chodził. Próbują – wszystko jest nowe i niepewne, a Jezus bardzo cierpliwy. I z poczuciem humoru.

IMG-1567

Jestem córką Boga, ale córką z XX wieku. Nie wiem, jak moja wiara wyglądałaby bez „Pasji” Mela Gibsona – jestem córką kultury obrazu. Żaden film ani serial nigdy nie będzie ważniejszy niż msza święta ani treść Pisma Świętego. Twórcy „The Chosen” musieli się bardzo dużo modlić za ludzi, którzy będą oglądać ich serial – ja czułam spływającą na mnie łaskę poznania i poczucia bliskości Boga. Jest to oczywiście jakaś tam interpretacja (nie bez wad), ale na pewno rozszerzyła moją duszę (uwielbiam Nikodema – scena jego spotkania w tajemnicy z Jezusem spowodowała u mnie stan przedspoczynkowy). Nie mogę doczekać się kolejnych sezonów.

Serial można obejrzeć za darmo w aplikacji dostępnej na Androida i iOS (można oglądać na talefonie lub smart telewizorze) (trzeba w swoim sklepie z aplikacjami wpisać „The Chosen”). Tutaj dostępny odcinek pilotażowy. Oryginał posługuje się (łamanym) angielskim, dostępne są polskie napisy.

Bardzo polecam, to nie jest sakro kicz.


Biblical scholars emphasize that the Bible is not a chronicle. The stories there were written for a specific purpose and for a specific reason. Each of the Gospels has its own characteristics and features and emphasizes something else. The final form, inspired by the Holy Spirit, was given to us by the Holy Spirit and the Church to believe and get to know God. Only… Lord Jesus acted in public for three years. Something happened in his life between miracles, teaching, forgiving sins, and casting out evil spirits. He slept not only during the storm, had a real relationship with Mary, talked with his disciples about many topics that we would never know – he just lived. The series „The Chosen” is trying to show all this.

It all starts with showing the context – the characters in which we recognize those whom we associate with the pages of Scripture, each entangled in their everyday life. Some are possessed (Maria Magdalena), some are still up to something and fight regularly (Simon-Peter), the neurotic character with obsessive-compulsive disorder turns out to be Mathew, the tax collector. Ragamuffins, living in Capernaum, but also rabbi Nicodemus from Jerusalem, valued by the Sanhedrin. And among of this unexpectedly, as if through a side door the director introduces Jesus. Jesus, who guts a fish, builds a camp, kindles fire, and carves a toy. Jesus who came to save the world and not condemn it. There is no certainty HOW it will be. Peter says he doesn’t know what it’s like to walk with the Messiah because he has never walked before. They try – everything is new and uncertain, and Jesus is very patient. And with a sense of humor.

I am a daughter of God, but a daughter from the 20th century. I don’t know what my faith would look like without Mel Gibson’s „Passion of Christ” – I’m the daughter of image culture. No movie or series will ever be more important than the mass or the Scripture. The creators of „The Chosen” had to pray a lot for people who would watch their series – I felt the grace of knowing and feeling God’s closeness. Of course, it is an interpretation (not without flaws), but it certainly expanded my soul (I love Nicodemus – the scene of his meeting in secret with Jesus burst my soul). I can’t wait for the next season.

The series can be viewed for free in the application available on Android and iOS (can be viewed on a smartphone or TV) (you need to enter „The Chosen” in your application store). Pilot episode available here. The original uses (broken) English, Polish subtitles are available.

I highly recommend it, it is no sacred kitsch.

Jeźli mię też chcesz doświadczyć,/ i toć wolno Tobie,/ Doświadczajże póki raczysz, a probuj mię sobie.* / Jesus I trust in you (maybe not the direct translation, sorry)

Uncategorized

IMG-1489

„Chodzi o to by umrzeć młodo najpóźniej jak się da” / [różowe] „Niech lipiec będzie lipcem, niech sierpień będzie sierpniem. Pozwól sobie po prostu być wśród niepewności. Nie musisz niczego naprawić. Nie musisz wszystkiego rozwiązać. Ciągle możesz znaleźć pokój i wzrastać w tej dziczy zmieniających się rzeczy.” – znalezione na Pinterest

Ogrom bodźców. Przytłaczający ogrom bodźców. Jest to jednak trochę zabawne, biorąc pod uwagę, że za chwilę minie 6 tygodni (jeszcze niedawno liczyłam w dniach, już teraz w tygodniach, za chwilę będą miesiące), gdy siedzę w swojej dobrowolnej izolacji. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale te rzeczy, których się najbardziej bałam, okazały się nie tak straszne. To te nowe, zaskakujące, mnie zdezorientowały. Z racji nagromadzenia różnych obowiązków służbowych czułam się przez kilka tygodni ciągle spóźnioną. Te wszystkie opcje online, na które nie miałam czasu, to także wiele wartościowych treści katolickich. W tym wszystkim starałam się mimo wszystko wykrzesać z siebie nieco namiętności i szukałam treści, które byłyby DLA MNIE wsparciem w czasie pandemii, Wielkiego Postu i nagromadzenia zadań w pracy. Każdy kryzys jest okazją do wzrostu – ta myśl mi przyświeca i jej się kurczowo trzymam. Co duchowo się we mnie wydarzyło do tej pory w czasie pandemii?

Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. Rz 8, 26-27

  • Ten fragment wydawał mi się zawsze strasznie podchwytliwy i zagmatwany. W ogóle wszystkie te zdania o tym, czego byśmy nie mogli, gdyby nie Duch Święty. Skąd mam wiedzieć, skoro NIE MOGĘ już NIE MIEĆ Ducha Świętego? To jest chyba większy problem katolików niż się zdaje. Uczę się z Nim współpracować bardziej niż kiedykolwiek, bo teraz pozbawiona zostałam tych wszystkich namacalnych atrybutów związanych z wiarą. Duch Święty podpowiada jak się modlić, co wydaje mi się od zawsze bardzo zabawne, ale jednak działa. Niesamowicie komiczne wydaje mi się, że można poprosić Ducha Świętego o wsparcie w modlitwie. Moje życie modlitewne nie zmieniło się jeszcze tak jak bym chciała (ergo tak jak wydaje mi się, że byłoby dobrze, ale wcale nie musi tak być, bo mogę mieć jakieś biedermeierowskie wyobrażenia o ideale). Próbowałam już jednego nowego modelu, ale niestety nie sprawdził się i był źródłem frustracji, a tych przecież nie muszę sobie dodatkowo produkować sama. Internetowa katolicka nadprodukcja w Wielkim Poście, zwłaszcza w Wielkim Tygodniu również mi nie służyła. Odrzuciłam to wszystko i postanowiłam zacząć od nowa. Okazuje się, że moimi modlitewnymi sukcesami nie są ani nowy rozkład dnia ani żadne nowe zestawy modlitw, a po prostu fakt, że nie zapominam o Różańcu (zawsze w wolne dni miałam z tym problem, bo w mojej codziennej rutynie mówiłam Różaniec głównie będąc w drodze, w samochodzie czy też po nogach). Mało? Może i tak, ale kolejny raz okazało się, że potrzeba mniej niż mi się ambitnie wydawało.
  • Biskup Barron w swoim filmie zachęca, by pytać dzisiaj Boga jak kochać i tę miłość okazywać, kiedy wielu sposobów zostaliśmy pozbawieni, a konieczne są nowe. Od wielu lat zmagałam się z dawaniem jałmużny. Byłam jak Fanny Dashwood z „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen. Kiedy wymyśliłam jakąś kwotę, którą mogłabym ofiarować, zawsze znajdywałam „racjonalne” powody, żeby ją jednak obciąć. Zawsze inspirowali mnie ludzie, którzy hojnie się dzielą pieniędzmi. Pytając Jezusa, jak mogę okazać moją miłość, przypomniało mi się, że jałmużna to świetny ku temu sposób i w obecnej sytuacji naprawdę mam co rozdać. Nie pokonuję do pracy tych wszystkich kilometrów samochodem, wszystko, co trafiłoby do kasy koncernu paliwowego, może trafić do tych, którzy tego teraz najbardziej potrzebują. Nie należę do ludzi, w których naturze leży spontaniczne dzielenie się (tę pulę genów po babci odziedziczyła w całości moja siostra), ale się uczę.
  • Od samego początku kwarantanny najbardziej stresują mnie inni ludzie, wcale nie choroba. Chodzenie do sklepu to aktualnie największy stres życia codziennego – duża część nie zachowuje odpowiedniego dystansu. Jak niesamowicie inaczej przebywa się w towarzystwie osób, które dbają o siebie i ciebie, zachowując odległość bez niepotrzebnych awantur. Pewnego dnia dotarło do mnie, co oznacza to, że Jezus oddał się w ręce ludzi w Eucharystii. Dobrowolnie, świadomy konsekwencji. Jest we mnie dużo buntu wobec tego, że moje bezpieczeństwo zależy od innych ludzi. Wiele wskazuje, że nie można im ufać. A Jezus tak od 2000 lat.
  • Wiele spraw, które wydarzyły się w ostatnich miesiącach przed epidemią, nabrało sensu. Na początku kwarantanny dotarło do mnie, że moim słowem na 2020 jest przecież DOM. Wiedziałam od początku, że jest gdzieś haczyk, że samo znalezienie mieszkania to nie będzie to, o co chodzi (bo idealne mieszkanie znalazłam pod koniec stycznia, a to przecież dopiero początek roku!). Odkryłam, że moim domem jest moje ciało, przypomniałam sobie, że moim domem jest Niebo. Od blisko dwóch miesięcy jestem w domu. Nie umiem jeszcze wyciągać wniosków, bo  jeszcze za wcześnie i nie da się spojrzeć z dystansem (dlatego tak bardzo drażnią mnie wszystkie prognozy życia po).
  • Pan Bóg jest ten sam, co pół roku temu. Uczę się koncentrować na tym, co jest dzisiaj. Kochać to i tych, którzy są teraz. Wyostrzają mi się moje słabości, moje potrzeby, moje upodobania i moje mocne strony. To może być czas pięknego wzrostu, niezależnie od sytuacji (a naprawdę wiem, że są różne). Tylko w ten sposób chcę o tym myśleć.

IMG-1488

„Bóg daje łaskę wystarczającą na jeden dzień, nie na całą kwarantannę.” Znalezione tu.

  • Katolik żyje paradoksem. Jak inaczej nazwać wezwanie Jezusa do radowania się? Mnie to zawsze uderza w Wielkim Poście, bo przecież wszyscy wiemy, że zmartwychwstał. Jak rozkoszować się darem życia, gdy wokół obok wielu przebłysków ludzkiego światła i dobroci, szerzy się zaraza? To możliwe w Bogu. Chesterton napisał:

Stale zapewniamy się, zwłaszcza w naszych skłonnościach ku Tołstojowi, że lew, kiedy zamieszka z barankiem stanie się podobny do baranka. Wówczas byłby to jednak przejaw brutalnego imperializmu baranka i jego chęci dominacji. Baranek pożera lwa zamiast być przez niego pożartym. Prawdziwa kwestia brzmi natomiast: czy lew może zamieszkać z barankiem, zachowując swoją królewską dzikość i gwałtowność? Na to właśnie pytanie próbował znaleźć odpowiedź Kościół; ten właśnie cud udało mu się osiągnąć. (…) Każdy mógłby powiedzieć, że nie powinniśmy się czuć ani po prostu nędznie, ani po prostu wspaniale. Lecz odkrycie sposobu na to, jak można czuć się zupełnie nędznie, nie tracąc przy tym możliwości bycia całkiem szczęśliwym – oto prawdziwe odkrycie psychologii. (…) powiedzieć „Tu możesz drzeć szaty, a tam skakać z radości” – oto prawdziwe wyzwolenie. Oto największa zasługa, jaką można przypisać etyce chrześcijańskiej: odkrycie nowej równowagi.

G.K. Chesteron, Ortodoksja

Moje źródła mocy na czas kwarantanny:

Od Wielkanocy nie mogę przestać słuchać tej pieśni. *Tytuł jest jej fragmentem.

Tomasz Grabowski OP napisał świetną książkę o wierze nie tylko w czasach zarazt. Ebook (w kilku formatach, jest też zwykły PDF!) do pobrania za darmo tutaj. Bardzo warto (krótka, a gęsta).

Pierwszy wywiad z kardynałem Pellem po opuszczeniu przez niego więzienia. Himalaje chrześcijaństwa.


Enorm number of stimuli. I feel overwhelmed. However, it is a bit funny, considering that in a moment there will be 6 weeks (until recently I counted days, now weeks, soon there will be months) when I sit in my voluntary isolation. I knew it wasn’t going to be easy, but the things I was afraid of were not so terrible. Some new and surprising things confused me. Due to the accumulation of various duties, I felt I was constantly late, and there were all the fantastic things on the Internet that I didn’t have time for because my brain was boiling through because of my basic life program. All those online options are also full of valuable Catholic content. Among all my various emotions, I tried to find content, that would suit ME and support ME in those specific circumstances. Every crisis is an opportunity for growth – this thought guides me, and I cling to it. How does the pandemic affect me spiritually?

In the same way, the Spirit helps us in our weakness. We do not know what we ought to pray for, but the Spirit himself intercedes for us through wordless groans. And he who searches our hearts knows the mind of the Spirit because the Spirit intercedes for God’s people in accordance with the will of God. Rom. 8:26-27

  • This passage always seemed terribly tricky and confusing to me. It is hard to imagine what things I wouldn’t be able to do, think, and feel if there wasn’t for the Holy Spirit because it is impossible not to have him as a Catholic. This is probably a bigger problem for Catholics to understand that than it seems. I am learning to cooperate with Him more than ever because now I have been deprived of all these tangible attributes related to faith. It is hilarious to think that you can ask the Holy Spirit for support in prayer. My prayer life has not changed as much as I would like (ergo, as I think it would be good, but it does not have to be that way, because I may have some Biedermeier ideas of the ideal). I have already tried one new model, but unfortunately, it did not work and was a source of frustration. Internet Catholic overproduction in Lent, especially during Holy Week, also did not serve me. I rejected it all and decided to start again. It turns out that my prayer successes are neither a new schedule of the day nor any new sets of prayers, but simply the fact that I do not forget about the Rosary (I always had a problem with it on my free days, because in my daily routine I pray(ed) the Rosary mainly while being on my way, in the car or on foot). Little? Maybe, but once again it turned out that I needed less than I thought.
  • Bishop Barron, in his film, encourages us to ask God today what opportunities to love do we have now. I have been struggling with giving alms for many years. I was like Fanny Dashwood from „Sense and Sensibility” by Jane Austen. When I came up with an amount I could give, I always found „rational” reasons to cut it. I have always been inspired by people who are generously sharing their money. Asking Jesus how I can show my love today, I remembered that almsgiving is a great way to do it and in the current situation I really have something to give. I do not belong to people whose nature is spontaneous sharing (my sister inherited those genes from our grandmother pool), but I am learning.
  • From the very beginning of quarantine, other people stress me in the first place, not the disease. Going to the store is currently the biggest stress of everyday life – a large number of them do not keep the right distance. It is a great feeling when you have to do something with other people and they keep the distance and care for you and themselves. One day it came to me in this context, what does it mean that Jesus gave himself over to people in the Eucharist. Voluntarily, aware of the consequences. There is a lot of rebellion in me that I cannot make people behave in a safe way. And Jesus has been doing this for over 2000 years.
  • Many things that had happened in the last months before the epidemic make sense now. At the beginning of quarantine, I realized that my word for 2020 is HOME. I knew from the beginning that there was a catch, that finding a flat would not be what it was all about (because I found the perfect flat at the end of January, and this was only the beginning of the year!). I discovered that my home is my body, I remembered that my home is Heaven. Now I spend my whole time at home. There is a lot going on in my head and I am not able to name all of them yet.
  • God is the same as six months ago. I am learning to focus on today. To love today and those who are here (in any sense of the word) now. My weaknesses, my needs, likes, and my strengths are sharpening. It can be a time of beautiful growth, regardless of the situation (and I really know they are different). That is the only way I want to think about what is going on right now.
  • Catholic life is a paradox. How could you otherwise understand Jesus’ call to rejoice? It always strikes me particularly during Lent, because we all know that he has risen. How to enjoy the gift of life when the plague spreads next to us? Chesterton (and also Bishop Barron) wrote about this in his Orthodoxy, but I have no English copy to provide you the quote here. But read this book.
  • Have you seen the interview with cardinal Pell? You definitely should.

Nadzieja zawieść nie może

Duchowe

Wszyscy o jednym.

Ekstrawertyk zamknięty w domu. Gdy o tym myślałam (a myślałam od kilkunastu dni, bo wiedziałam, że to przyjdzie), czułam jakby mi wielki kloc spadał na głowę. Klaustrofobia to takie dziwne uczucie, jakby się miało zaraz udusić, mimo że to tylko się dzieje w głowie, a nie w płucach. Minęło 5 dni, nie udusiłam się. Kryzys narastał do piątku, bo dopiero w piątek wpadłam na to, żeby Panu Bogu oznajmić (gdyby przypadkiem nie wiedział), że bardzo konkretnie potrzebuję pocieszenia. Zesłał mi je, częściowo tylko przez drugiego człowieka, bardziej Samym Sobą (nie umiem tego opisać – nie że coś obiecał; nie, że powiedział, że będzie dobrze – po prostu przez Swoją większą obecność, wyparł ze mnie smutek). Bardziej od choroby przeraża mnie samotność i tęsknota. Pod „przeraża” mam na myśli, że wywracają się flaki i boli fizycznie.

IMG-1181

Postanowiłam zacząć od systemowego podejścia (this is Prussia) – wiedziałam, że nowa codzienna rutyna pomoże mi to wszystko oswoić. Wiedziałam też, że nie będę miała wszystkich odpowiedzi od razu – dopiero po kilku dniach widzę, co się sprawdza, a co nie. Wymyśliłam sobie modlitewny zestaw na okoliczność wysłania wirusa gdzie pieprz rośnie. Taki, który wiem, że pociągnę codziennie. Miałam dwie litanie do wyboru, w końcu zapytałam Ducha Świętego, która to ma być (mam w sobie silne wewnętrzne przekonanie, że litania musi być tak „irytująca” dla Boga na dłuższą metę jak to biblijne walenie w drzwi po chleb w środku nocy – Łk 11, 5-8). Dotarło do mnie, że muszę mieć rozplanowany dzień jak w klasztorze, bo inaczej nie ujadę z niczym – ani z pracą, ani z modlitwą, ani z rozrywką.

Kiedy umarł Jan Paweł II, ludzie skrzykiwali się smsowo w różne miejsca o różnych godzinach, by się razem modlić. Bardzo szybko okazało się, że tych inicjatyw jest bardzo dużo, za dużo i spełniają głównie funkcję dawania poczucia ludziom, że są wspólnotą (nic w tym złego zasadniczo). To samo uczucie wzbudziły we mnie ostanie inicjatywy na gorąco. Dla wszystkich sytuacja jest nowa, wiele osób i instytucji przedstawia swoją ofertę kulturalną, by umilić czas wymuszonego odosobnienia. Ja wysiadam, nie dam rady. Podobnie mam z, nazwijmy to, ofertą religijną. Mnóstwo zachęt do wspólnej modlitwy, chaos w informacjach dotyczących streamingów nabożeństw i Mszy świętych. Uderzyłam sobie duchową pięścią w duchowy stół i postanowiłam trzymać się informacji o jednej konkretnej mszy i pozostałe info ignorować. Postanowiłam także nie wpędzać się w poczucie winy, że nie wezmę udziału w tej czy tamtej wspólnej wirtualnej inicjatywie. Przytłacza natłok tych informacji. W mojej duszy panuje wystrój skandynawski i paraliżuje mnie, kiedy ktoś wjeżdża z barokiem.

Wczoraj zakiełkowała we mnie myśl, że aktualnie jestem kompletnie nieprzydatna społeczeństwu. Oglądanie i czytanie o osobach, które są na pierwszej linii frontu powoduje, że czuję się jak ten czerwony owad w kropki, co latem się gnieździ pod kamieniami. Kiedy modliłam się tym wczoraj, żeby Pan Bóg pomógł być mi użyteczną, natchnęło mnie na siostry klauzurowe. Czy ich posługa na co dzień jest użyteczna i potrzebna? Jest. Obnażyło to tylko moje zwątpienie w moc i znaczenie modlitwy. Jeżeli wolą Boga jest aktualnie moja mini klauzurowość w mojej mini kwarantannie, to znaczy, że to najlepsze, co mogę światu od siebie dać.

Dobry Bóg nam zawsze pomoże. W tym czasie ludzie muszą stawiać czoło wielu trudnym sytuacjom w codziennym wymiarze (pomijam tutaj celowo oczywiste wyzwania osób chorych, wszystkich pracowników służby zdrowia, farmaceutów) – utrata źródła utrzymania, praca z domu wśród dzieci, zamknięcie w przemocowym domu, poród nieoczekiwanie bez partnera, przełożenie planowanych od miesięcy wydarzeń. Niektórym nasila się depresja i niepokój. To nie są małe rzeczy, to jest wszystko obiektywnie trudne. Kiedyś bardzo się bałam takich sytuacji, z jaką obecnie się mierzymy. Czułam się bardzo samotna w moim lęku. Nie miałam z kim porozmawiać, bo płynęła informacja zwrotna, że przesadzam. Jeżeli czyta to ktoś, kto potrzebuje porozmawiać lub popisać, by podnieść na duchu, to tutaj jest email do kontaktu.

Wzruszają mnie kapłani, którzy przez zęby godzą się na posłuszeństwo władzom kościelnym i świeckim, ale robią WSZYSTKO, żeby nie odciąć ludzi od Mszy. Wzrusza widok kapłanów w prezbiterium wielkiego pustego kościoła. Widok kapłanów z zagranicy, którzy latają samolotami nad krajami objętymi zarazą z Najświętszym Sakramentem w monstrancji i tych przemierzających ulice swoich parafii z Nim. Z tego wszystkiego będzie jeszcze bardzo dużo dobra. Tylko od nas zależy, ile.

Luty 2020 / February 2020

Foto, Książki

Wychodzi na to, że w lutym było zasadniczo ciemno. Minął jak jeden dzień.

February was basically dark. Flew by like a day. 

IMG-0969

Jak to pisał Filip Springer, najlepsze w widoku z wrocławskiego Sky Tower jest to, że nie widać Sky Tower. Buja tam u góry! / View from the Sky Tower in Wrocław.

Processed with VSCO with kk1 preset

Jacek i Alicja Hałasowie spełniają karnawałowe marzenia ludności poznańskiej. / Jacek and Alicja Hałas play for dance at the end of the carnival. They’re a dream!

IMG-1040

Życie w Hyćce.

Utrzymuję niezbyt ambitną, ale dla mnie realną, liczbę książek przeczytanych na miesiąc. W lutym Ortodoksja G.K. Chestertona. Nie jest tym, czego się bałam (teoretycznymi rozważaniami filozoficznymi ze zdaniami długości mannowskiej), żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej.

Stale zapewniamy się, zwłaszcza w naszych skołonnościach ku Tołstojowi, że lew, kiedy zamieszka z barankiem, stanie się podobny do baranka. Wówczas byłby to jednak przejaw brutalnego imperializmu baranka i jego chęć dominacji. Baranek pożera lwa zamiast być przez niego pożartym. Prawdziwa kwestia brzmi natomiast: czy lew może zamieszkać z barankiem, zachowując swoją dzikość i gwałtowność? Na to właśnie pytanie próbował znaleźć odpowiedź Kościół; ten właśnie cud udało mu się osiągnąć.

s. 172, w moim wydaniu