Pułapki samotności / Traps of loneliness

Wokół osób małżeńsko niezrzeszonych krąży trochę stereotypów. Pewnie istnieją opracowania psychologów, dlaczego pewne procesy w głowach ludzi żyjących solo zachodzą. Mieszkając samemu, nie ma się lustra w postaci innych domowników. Nastrój, zmęczenie czy też choroba innych nie ma na starą pannę wpływu. Jeżeli zostawi się w kuchni posprzątane przed wyjściem do pracy, to jak się wraca dalej posprzątane jest. Jeżeli się zostawi bałagan, to bałagan dalej oczywiście będzie. Nikt ci niczego nie podbiera, nie wchodzi w obłoconych butach na wymytą podłogę.

Processed with VSCO with a5 preset

Patrząc na różne panie, które żyją solo (i oczywiście na siebie samą), zauważyłam kilka pułapek, w które łatwo wpaść:

|ŻYCIE ZAWODOWE|

Przesunięcie pracy zawodowej w centrum swojego życia i poświęcanie jej 120% swojego czasu (to oczywiście dotyczyć może każdej kobiety, także żony i mamy). W związku z brakiem poczucia spełnienia w życiu prywatnym, szuka się bodźców, gdzie to spełnienie i czucie się potrzebną znaleźć można. Praca zawodowa świetnie się do tego nadaje.

Pewnie są zawody, gdzie tak trzeba. Pewnie są bardzo konkretne osoby, które tylko dzięki temu, że żyją solo, są w stanie być aniołem dla świata. I to jest super. Mniej super jest, gdy wynika to z chęci zagłuszenia w sobie bólu i tęsknoty.

Przeczytałam kiedyś artykuł na jednym z katolickich portali, że pracodawcy nowoczesnych firm bardzo cenią „ustabilizowaną” (mąż/żona + dzieci) sytuację życiową swoich pracowników. Po pierwsze, fakt posiadania lub nieposiadania dzieci i stan cywilny nie mogą (zgodnie z polskim prawem) (i logiką) mieć wpływu na ocenę pracy pracownika (przecież co ma piernik do wiatraka?). Po drugie, gdy nie założyło się rodziny, nie oznacza to, że sytuację ma się nie ustabilizowaną.

Osoby nie posiadające męża/dzieci mają prawo do spędzania swojego czasu wolnego poza pracą. Obarczanie właśnie ich nadgodzinami, ponieważ „przecież nie muszą zajmować się domem i dziećmi” jest dyskryminacją.

|WIĄZANIE SIĘ Z KIMŚ, BYLE NIE BYĆ SAMĄ|

Fakt zakończenia pewnego związku w przeszłości nie napawał mnie szczególnym smutkiem. Smutek poczułam dopiero w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że będę (znowu) sama. Solo byłam (i jestem) szczęśliwsza niż tkwiąc w tamtej relacji. Bycie solo niesie ze sobą inne problemy niż bycie w parze. Wiązanie się nie jest lekarstwem na całe zło. Naprawdę lepiej jest być samą niż związaną z nieodpowiednim człowiekiem. To nie daje szczęścia, zamyka w więzieniu jeszcze bardziej. [temat rozwinę w następnym wpisie, więc tutaj tylko chciałam to zaznaczyć – proszę się nie irytować z powodu pozornych komunałów i banałów!]

|CZEKANIE „AŻ SIĘ ŻYCIE ZACZNIE”|

Życie trwa. Pan Bóg nie uzależnia powodzenia niczyjego życia od wyjścia za mąż. Istniejemy na świecie, bo Bóg nie chciał Go bez nas. Zadaniem człowieka jest pełnić wolę Bożą i czynić sobie ziemię poddaną. Nie znaczy to, że nasze pragnienia nie mają znaczenia – mają. Instynkt macierzyński, potrzeba poczucia spełnienia i bezpieczeństwa są przecież naturalne (co nie znaczy, że każda z pań odczuwa je tak samo). Uświadomiłam sobie kilka miesięcy temu, że za chwilę (no dobra, dłuższą chwilę) skończę 40 lat. W mojej głowie wyznacza to umowną połowę życia. Połowa życia spędzona na smutku i czekaniu aż się życie zacznie? Nie, dziękuję – chyba jednak nie o to Bogu chodziło.

|SZUKANIE PRZYCZYN|

Bardzo wyczerpująco mówi o tym ojciec Adam Szustak tutaj. Po długim (wieloletnim) namyśle ufam jego osądowi, bo sensowniejszego nie znalazłam. Nie szukam, po prostu żyję i patrzę w przyszłość.

|WMAWIANIE SOBIE POWOŁANIA DO ZAKONU|

Nie potrafię wytłumaczyć na czym polega rozeznawanie powołania. Nie wiem, jakie modlitwy są skuteczne i skąd się wie. Szczera relacja z Bogiem jest niezbędna. Rozeznać można tylko na modlitwie. W jakimś sensie ciśnie mi się na usta, że się to „czuje”. Na pewno argumentem nie jest bycie solo. Powołanie do zakonu lub do życia małżeńskiego daje Pan Bóg jako najlepszą drogę dla konkretnej osoby. Takie decyzje nigdy nie powinny wynikać z „braku laku”.

|POGRĄŻANIE SIĘ W ROZPACZY|

Rozpacz jest szatańską pokusą i należy się modlić o rozeznanie, kiedy nadchodzi i krąży jak lew ryczący. Tylko Bóg sam jeden wie (bo ja nie pamiętam), ile dni i nocy przepłakałam, ile miesięcy ciurkiem pogrążona byłam w beznadziei. Nie warto. Robią się wory pod oczami i traci bardzo dużo cennego czasu. [temat rozwinę w następnym wpisie, proszę się wstrzymać z oskarżeniami, że łatwo mi mówić – NIE JEST ŁATWO]

|NIENAWIŚĆ DO MĘŻCZYZN I DEMONIZOWANIE MACIERZYŃSTWA|

Kiedy już polubi się swoje staropanieństwo i nauczy się doceniać jego blaski może się zdarzyć, że wyobrażenie o zmianie tego status quo napawa strachem i sprzeciwem. Czasem składa się, że przyjaciółki i znajome opowiadają o różnych małżeńskich i macierzyńskich trudnościach i się odechciewa od samego słuchania i wyciągania wniosków. Warto jednak pamiętać, że te opowieści to jedna strona medalu i mieć świadomość, że ta ścieżka jest również trudna, ale ma w sobie piękno, którego nie widać czasem na pierwszy rzut oka.

Ktoś ma jeszcze jakieś na podorędziu?


There are some stereotypes around unmarried people. Probably there are studies of some American scientists, explaining why certain processes are taking place in the heads of people living solo. When you live alone there is nobody in the house who can show you your shortcomings. The mood, fatigue or illness of others have no effect on you. If you leave the kitchen cleaned before going to work, it is clean when you come home. If you leave a mess, there is still the same mess in the afternoon.

Looking at different ladies who live solo (and of course at myself), I’ve noticed several pitfalls that are easy to fall into:

|PROFESSIONAL LIFE\

Shifting your work at the center of your life and dedicate it 120% of your time (this, of course, can happen to every woman, including wife and mother). In connection with the lack of a sense of fulfillment in private life, we look for stimuli, where this fulfillment can be found. Professional work seems to be perfect for filling this void.

Sure there are professions where you have to act so. Sure, there are very specific people who, thanks to the fact that they live solo, are able to be angels to the world. And that is great. It is less cool when it’s a result of the desire to drown out pain and longing.

I once read an article on one of the Catholic portals that the management of modern companies appreciate the „stabilized” life situation (husband/wife + children) of their employees’. First of all, the fact of having or not having children and your marital status cannot (according to the Polish law) (and logic) affect the assessment of the employee’s work. Secondly, when you didn’t start your own family, it doesn’t mean that your situation is unstable.

People who don’t have husband/children have the right to spend their free time outside of work as well. Charging them with overtime because they „do not have to deal with home and children” is discrimination.

|BEING IN A RELATIONSHIP ONLY NOT TO BE ALONE|

The fact of ending a certain relationship in the past didn’t fill me with particular sadness. I felt sad only at the moment when I realized that I would be (again) alone. I was happier solo than stuck in that relationship. Being solo carries different problems than being in a relationship – it isn’t a cure for all the evil in your life. It’s really better to be alone than related to the wrong person. It doesn’t give you happiness, it locks you in prison even more. [I will develop the topic in the next entry, so here I just wanted to point it out – please do not be annoyed because of apparent clichés!]

\WAITING „UNTIL THE LIFE BEGINS”|

Life is underway. You don’t have to be married to be successful in God’s eyes. We came to this world because God didn’t want Him without us. The only job a man has to do on earth is doing God’s will. It doesn’t mean that our desires don’t matter – they do! Maternal instinct, the need for a sense of fulfillment and security are after all natural (which doesn’t mean that all women feel this in the same way). I realized a few months ago that in a moment (well, a good while) I will be 40 years old. Mentally this sets the conventional half of my life. Half of your life spent on sadness and waiting for life to start? No, thank you – I do not think God meant it.

|SEARCHING FOR „CAUSES”|

Father Adam Szustak op talks about this in one of the films I linked in my previous blog post. To make a long story short – don’t do that and blame yourself. There are only two vocations – religious life and married life. There is no such vocation as a single life. You can find the note in the Scripture that there are people you were made unable to get married. Either by nature or by other people. The thing is you should live your life to fullest without looking for the cause.

|FEELING FORCED TO GO TO THE CONVENT|

I cannot explain how to recognize your vocation. I don’t know what prayers are effective and how they work. A sincere relationship with God is essential. You can discern only in prayer. I would say you can „feel” it, but „feel” seems not enough word. For sure being solo after 30 is not a reason to think God wants a religious life for me. Such decisions should never result from because of a lack of something.

|GETTING INTO DESPAIR|

Despair is a devil temptation and you should pray for the ability to identify when it comes and circulates like a roaring lion. Only God alone knows (because I don’t remember) how many days and nights I cried, how many months I was plunged into hopelessness. It was not worth my time.

|HATING MEN AND MOTHERHOOD|

When you begin to like your singleness it can happen that friends and acquaintances talk about various marital and maternal difficulties. Don’t judge the marriage and motherhood according to this. It’s good to have a perspective that it’s not always bright and shiny, but it’s not the whole truth.

Reklamy

5 myśli w temacie “Pułapki samotności / Traps of loneliness

  1. Wiesz co? To jest o człowieku w ogóle. Nie tylko o singielce/ singlu. W małżeństwie też przecież można być skrajnie samotnym. Potrzebny ten tekst, czekam na obiecany następny.

  2. Dodałabym jeszcze zazdrość, z której wynika brak radości ze szczęścia innych. Ileż to razy przeglądając fb i widząc wieści o ślubach koleżanek zamiast się cieszyć, uśmiechnąć i napisać gratulacje, serce rozpalała mi zupełnie niezdrowa zazdrość. Dłuższą chwilę zajęło mi, by opanować w sobie to uczucie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s