Cierpienie / Suffering

O cierpieniu powiedziano i napisano już wiele i robili to o wiele mądrzejsi ode mnie (żeby wymienić już chociażby Jezusa jako pierwszego). Ja miałam jakieś tam teoretyczne przemyślenia, połączone z jakąś tam praktyką i tak, z zaciśniętą żuchwą, parłam do przodu. W zeszłym roku jednak okazało się, że przestrzeliłam z tymi moimi wnioskami z wcześniejszych doświadczeń, a wiedza teoretyczna, przekazana mi przez wcześniejsze pokolenia, okazała się bardzo niepełna i nieprawdziwa.

Processed with VSCO with a5 preset

 

Zauważyłam, że żeby przeżyć cierpienie, trzeba je do siebie dopuścić. Przyznać się, że przez coś się cierpi i nie wmawiać sobie, że to obiektywnie za mało, żeby przez to tak się czuć -> tak jest bardzo ŹLE, tak nie robimy. Nie pozwolić sobie wmówić innym, którzy trywializują rzecz, która sprawia nam cierpienie. Każdy ma swoje trudno, każdy ma inną wrażliwość i inne potrzeby. Jest oczywiście granica, za którą się histeryzowanie i przesadzanie zaczyna, jednak trzeba bardzo uważnie rozeznawać, bo można sobie lub komuś, kto potrzebuje naszego wsparcia, bardzo dużą krzywdę zrobić, bagatelizując. Ja długo trywializując swoje, zadawałam sobie jeszcze większe, bo zamiast je przerobić i być szczerą wobec siebie, udawałam, że pewne rzeczy mnie nie dotykają i jestem ponad nie.

Już kiedyś o tym pisałam, ale napiszę jeszcze raz. Kiedyś myślałam, że gdy się ofiaruje cierpienie za kogoś lub powie się sobie, że chce się je przeżywać z Jezusem, to ono przestanie boleć – że zniknie, bo „wchłonie” je Jezus. W następstwie udawałam, że już tego cierpienia w ogóle nie ma, że zniknęło (nie znikało, tylko je kneblowałam). Kilkanaście lat temu zostałam napadnięta na ulicy. Gdy po kilku tygodniach wreszcie uległam pokusie zapytania „Gdzie byłeś wtedy, Jezusie, Synu Jahwe?”, uświadomił mi On, że razem ze mną był ciągnięty po ziemi tamtego wieczoru. Wydarzenia ostatniego roku uświadomiły mi, że Chrystus nie patrzy na mnie z politowaniem, że sobie tak słabo radzę z trudnymi sytuacjami. On nie chce, żeby mi było trudno – stworzył mnie z miłości i do miłości. Nie muszę przed nim udawać, że nic mnie nie rusza. Jaką mnie Boże stworzyłeś, taką mnie masz – posiadanie większego wiaderka na wrażliwość z jakiegoś powodu będzie dla mnie zyskiem w różnych sytuacjach życiowych, skoro mnie tak Jahwe wymyślił. Nie zrobiłby mi psikusa, żeby się zabawić, oglądając. Może ktoś stwierdzić, że to niewiele zmienia w samym przeżywaniu cierpienia – mi jednak zmieniło. Nie ma we mnie tygodniami pielęgnowanego pod przykrywką buntu – pretensje zgłaszam od razu do Nieba. Nie było nigdy sytuacji takiej, żeby było to zostawione bez echa. Zawsze przynajmniej ulży mi emocjonalnie, nie mówiąc o tym, że czasem przypadkiem wpadam na kogoś życzliwego za rogiem lub ktoś zadzwoni.

Cierpienie uszlachetniło mnie w tym sensie, że wymieniłam sobie wiaderko z napisem „empatia” na większe. Postanowiłam sobie, że nie dam sobie wyhodować grubej skóry – już wolę wytrenować sobie pośladki, żeby mieć twarde cztery litery. Cierpienie dla samego cierpienia jest okrucieństwem. Negowanie czyjegoś cierpienia jest okrucieństwem.

Nie jestem ekspertem od cierpienia. Apoteoza cierpienia jest głupotą. Wierzę, że Bóg go nie chciał i nie chce, ale wie, jak to jest cierpieć. Zmartwychwstały Jezus ma na swoim ciele ślady męki, ale jaśnieje. Uratował człowieka, jest Bogiem, ale zostały Mu blizny. Bądź jak Jezus, niech z Twoich ran bije oślepiające światło miłości, które oświetla drogę. Drogę do Domu.


A lot has been already said and written about suffering and people much smarter than I did that (to mention e.g. Jesus as the first one). I had had some theoretical thoughts on it, combined with some practice and so, with my jaw clenched, I moved forward. Last year, however, it turned out that my conclusions from my previous experiences and the theoretical knowledge passed down to me by previous generations turned out to be very incomplete and untrue.

I noticed that in order to survive suffering, one must admit it. That means not telling yourself that this thing shouldn’t make you feel pain – it’s so WRONG, that’s not how we do it. If something causes pain it’s useless to pretend it’s not. Don’t allow yourself to be told by others who trivialize the thing that causes us suffering. People are different and different things make them suffer – everyone has a different sensitivity and other needs. There is, of course, a boundary behind which the hysterics begins, but one must carefully discern because you can do a lot of harm, belittle oneself or someone who needs our support. For a long time trivializing my own sufferings, I was hurting myself even more, because instead of working them out and being honest with myself, I pretended that certain things don’t affect me and I’m above them.

I wrote about it before, but I will write again. Once I thought that when one sacrifices suffering for somebody or one wants to share this pain with Jesus, it won’t hurt anymore – that it will disappear because „Jesus” will absorb it. In the aftermath, I pretended that there was no more suffering, that it disappeared (it didn’t disappear, I just gagged it). Some time ago I was attacked on the street. When, after a few weeks, I finally succumbed to the temptation to ask, „Where were you then, Jesus, Son of Yahweh?” he made me realize that he was dragged along with me on the ground that evening. The events of the last year have made me realize that Christ doesn’t look at me with pity, that I am so poor in dealing with difficult situations. He doesn’t want my life to be hard – he created me out of love and for love. I don’t have to pretend to him that nothing affects me. He knew what he was doing while creating me – having a bigger bucket for sensitivity for some reason will be a profit for me in various life situations. He wouldn’t do a trick to have fun watching me. Someone may say that it doesn’t change much in experiencing suffering – but it has changed me. I am not protesting weeks long in silence – I immediately complain to Heaven. There has never been a situation when it was unnoticed. I always at least relieve emotionally, not to mention that sometimes I accidentally run into someone around the corner or someone calls me.

Suffering ennobled me in the sense that I exchanged my bucket with the inscription „empathy” for a bigger one. I decided that I wouldn’t let myself to be thinks-skinned. Suffering for suffering itself is cruelty. Negating someone’s suffering is cruelty.

I am not an expert on suffering. The apotheosis of suffering is stupid. I believe God didn’t and doesn’t want its presence in the world and he knows what it’s like to suffer. The resurrected Jesus has traces of torment on his body, but his body shines. He saved a mankind, he is God, but he has got scars. Be like Jesus, let your wounds be the blinding light of love that illuminates the way. The way home.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s