„…i serce me w ukryciu cicho szepnęło: to jest on!”*

IMG_20180113_111121Jakiś czas temu w ciemne styczniowe popołudnie po pracy z przystanku G. uciekł mi tramwaj. Widząc na tablicy, że zaraz przyjedzie inny, zaczęłam się zastanawiać, czy jechać nim i się przesiąść czy poczekać po prostu na swój. Wybrałam opcję z przesiadką. Na przystanku T. wysiadłam z tramwaju X i przeszłam na przystanek w stronę domu. Nadjechał tramwaj Y, w którego beznamiętnie wsiadłam, zajmując miejsce na składanym krzesełku. W tłumie umościłam głowę na obwiązanym wokół szyi szalu, układając na kolanach torbę i siatę z zakupami, po czym oddałam się bezrefleksji, starając się nie stracić równowagi i motywacji do życia. Patrząc bezmyślnie na sufit (ja zawsze na sufit lub podłogę, by uniknąć spojrzeń), zauważyłam, że stoi w tym tłumie mężczyzna, który musi schylać głowę, bo się nie mieści. Miał ze dwa metry wzrostu. Przesuwałam wzrok po nim ku podłodze i nie dało się nie zauważyć idealnej długości granatowego płaszcza, następnie fikuśnych jasno-szarych, nieco przykrótkich spodni. W drugiej turze (po wewnętrznym okrzyku „PANIE BOŻE, JAK TY ŁADNIE UMIESZ W CZŁOWIEKA!!!” ) rzucił się w oczy perfekcyjnie zamotany wokół szyi wiśniowy szal, który okazał się być dopasowany kolorystycznie do skarpetek. Czarne buty coś między eleganckimi a na co dzień. Włosy ciemne, kręcone, ale bardzo krótko przycięte (na dole mniej, u góry więcej, ale nic mu nie sterczało, raczej przylegało). Prawdopodobnie ciemne oczy. Pięknie wyrzeźbione dłonie – męskie, ale delikatne. Takie miał obejście łagodnie pogodne – żywiołowy, ale nie za bardzo. Nie narzucający swojej obecności, ale wyraźny. Idealna równowaga między elegancją a nonszalancją i elegancka, delikatna, ale zdecydowana męskość. To najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu spotkałam.

Jechaliśmy razem może jakieś 7 minut, ani razu nie spojrzał w moją stronę (ja nie mogłam przestać się w niego wpatrywać). Prawie nie ogarnęłam manewru wysiadania na moim przystanku, gdy słyszałam z ich strony (jechał z kolegą), że się żegnają. Niestety razem ze mną wysiadł kolega, a mój ideał pojechał. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś podobnego – zachwyt od początku do końca w drugiej sekundzie patrzenia. Znalazł się jakiś puzzel, który wskoczył w miejsce dla niego przeznaczone, zupełnie bez świadomości, że ono istnieje gdzieś puste. A mogłam nie wsiąść do tego tramwaju…

Oczywiście może być prywatnie i osobiście wstrętnym chamem (ale na pewno nie jest).

*TYTUŁ TO FRAGMENT  „REBEKI” ANDRZEJA WŁASTA.

Some time ago in the dark January afternoon after work, I missed my tram. Seeing on the board that another one will arrive soon, I began to wonder whether to get on it and change for another tram. I chose the option for a change. At the T. stop, I got off the X tram and went to the stop towards home. The Y tram came, in which I Got In dispassionately, taking up a seat. In the crowd, I had my head put on my shawl wrapped around my the neck, and my bags on my lap, then I was staring into the void, not thinking too much, trying not to lose balance and motivation for life. Looking thoughtlessly at the ceiling, I noticed that there is a man in the crowd who must bend his head because he can not fit. He was about two meters tall. I moved my eyes to the floor and it was impossible not to notice the perfect length of his navy blue coat, then the flirting light-gray, slightly short trousers. In the second round (after the inner exclamation „GOD, YOU DID IT SO WELL!!!”), a cherry scarf perfectly wrapped around his neck, turned out to be color-matched to the socks. Black shoes something between elegant and every day. Dark, curly hair, but very short cropped (lower on the bottom, more on the top). Probably dark eyes. Beautifully carved hands – masculine, but delicate. He had such a gentle cheerful manner – lively, but not too much. Not imposing his presence, but vivid. The perfect balance between elegance and nonchalance – elegant, delicate but determined masculinity. He is the most beautiful man I have ever met.

We were together maybe 7 minutes on the tram, he never looked at me (I could not stop staring at him). I almost didn’t manage to get off the tram on my stop when I heard from them (he was with a friend) that they were saying goodbye. Unfortunately, a friend got off with me and my ideal Man went. I have never experienced such a thing before – a delight from the second secondo of looping at him. There was a puzzle that jumped into the space intended for him, completely without me being aware that this emptiness exists somewhere there.

Of course, he can be personally a disgusting boor (but he is certainly not).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s