Post / Lent

Z natury mam tak, że gdy nie mam planu, czuję niepokój – chaos mnie paraliżuje. Cotygodniowe sprzątanie mieszkania planuję na początku tygodnia, sprzątam według wypracowanej kolejności (uprzedzając wszelkie pomysły tego typu – nie, rzeczy w szafie nie mam poukładanych kolorami). Gdy trzeba coś przedsięwziąć, w głowie uruchamia mi się mechanizm planowania. Mam na dysku z fabryki program do zarządzania każdym projektem (np. przed sekundą w tle uruchomiła się aplikacja, która ustali, o której godzinie muszę wstawić rosół, jeżeli chcę wyjść o 15 z domu). Cecha ta nie jest żadną moją zasługą, po prostu dostałam z Nieba w charakterze i już (zresztą jest przyczyną posiadania „nudnego życia” i umiarkowanej spontaniczności). Wraz z wiekiem cecha ta uległa transformacji i trochę odpuszczam, bo się ze wszystkim nie wyrabiam na zakrętach. Chciałam za dużo, wdarł się chaos i dobre duchowe rzeczy często przechodziły koło nosa. Tak było np. z Adwentem i Wielkim Postem.

Miniony Adwent był pierwszym od wielu lat, na który czekałam – to znaczy taki, którego świadomość miałam już w okolicach października i nie zaskoczył mnie znienacka w połowie grudnia, kiedy za późno już zazwyczaj było na zahaczenie o jakieś fajne rekolekcje (bo życie zaplanowane było już do Świąt i nie dało się wcisnąć). O nadchodzącym Wielkim Poście myślę już i przygotowuję się do niego od kilku tygodni i daje mi to poczucie jak przy spokojnej tafli jeziora w środku lata.

Słodycze (ani nic z jedzenia) nie są tym, czego brak odczuwałabym najbardziej podczas nadchodzących sześciu tygodni, więc od kilku lat daję sobie szlaban na zakupowe przyjemności. Co roku jestem tym tak samo przerażona i co roku nie wiem czy podołam (pewien ksiądz powiedział kiedyś na kazaniu, że post, który jesteśmy pewni od początku, że go dotrzymamy to niezbyt wymagający post). Żeby była jasność – poza tym okresem nie kupuję dużo, po prostu czasem znajduję przyjemność w kupieniu sobie sukienki lub nowego lakieru do paznokci. Bardziej chodzi o to, żeby ten czas i pieniądze przeznaczyć na inne cele. Ula kiedyś powiedziała, że w Wielkim Poście nie chodzi o niejedzenie słodyczy, ale o miłość i większe dawanie z siebie, czy to w znaczeniu materialnym czy duchowym. To jest oczywiście trudniejsze niż zatrzymywanie się na nierobieniu czegoś, bo wymaga aktywności i kreatywności – całe to przedsięwzięcie jest zatem bardziej skomplikowane niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Jest jeszcze modlitwa. Modlitwa niczego Bogu nie dodaje, zawsze dodaje człowiekowi. Słuchałam ostatnio kazania biskupa Rysia, który powiedział, że gdy rozmawiamy z Jezusem, porządkuje się nasze myślenie. Uczę się ostatnio takiej właśnie modlitwy i wychodzi mi czasem – kilka minut w ciągu dnia tylko na rozmowie z Jezusem. Jest to ciężkie, bo jestem kobietą i w głowie pędzą mi z prędkością światła myśli i wspomnienia, ale zauważyłam, że gdy nie forsuje się myśli, żeby odeszły, a stara się skupić po prostu na Jezusie, udaje się to. Straciłam gdzieś w minionych latach umiejętność dziecięcego mówienia Mu o wszystkim, wpadłam w dorosłe „przecież i tak o tym wie”/„po co o tym mówić, jakoś sobie poradzę”  – teraz uczę się tego na nowo. Czas spędzony na modlitwie nigdy nie jest stracony, a Bóg wie, że jesteśmy zajęci jak pszczółki, więc się streszcza i wlewa całego Siebie jak tylko się na niego otworzymy. I ZAWSZE się cieszy, gdy do niego przychodzimy – nawet, jeżeli to tylko kilka minut i nawet jeżeli jest się czarnym od grzechu.

Pójdę dziś zapytać Go, co by dla mnie i ode mnie na ten Wielki Post chciał. W końcu zna mnie najlepiej.

pexels-photo-29986


I am a person who feels anxious when I don’t have a plan – chaos paralyzes me. Weekly cleaning of the apartment is always planned at the beginning of the week, I clean it in a settled order. When I need to do something there is a scheduling mechanism in my head that starts to plan everything (like now when it’s high time to boil a chicken soup if I want to leave the house at 3 pm). This feature is not any of my merit, I just got out it from Heaven by nature (and it’s a reason for having  a „boring life” and moderate spontaneity). With age when there were more and more things to handle during the day and this feature of mine isn’t so strong anymore. I wanted too much and was frustrated, because I wasn’t able to manage this all. Some aspects of my life broke into chaos and I missed a lot of spiritual goods. This was the case of some Advents and Lents.

The last Advent was the first in many years, I’ve been waiting for – I had thought about it already in October and it didn’t surprise me suddenly in mid-December, when it was too late usually for some  cool retreat (because life was planned already till Christmas). I’ve been preparing for the upcoming Lent for several weeks and due to that I can feel as calm as a like being to the lake in the middle of summer.

 I miss no sweets (or anything from food) so it’s not something that would cause some kind of pain to me during the coming six weeks, so a few years ago I made up a great kind of fasting for me – shopping for pleasure.  Every year I am equally terrified, and every year I do not know whether I will manage it (one priest once said that fasting, when we are sure we will handle it from the beginning  is not demanding enough). Just to be clear – I don’t buy a lot, just sometimes I find pleasure in buying a new dress or a new nail polish. The point is to spend the time and money on other purposes. Ula (a friend of mine) once said that Lent is not about eating no sweets, but about giving yourself with love materially and spiritually to one another. It is obviously more difficult than stopping doing  something, because it requires activity and creativity – this whole project is therefore more complex than at first glance.

There is also prayer involved. Prayer does not add anything to God, always gives us a lot. I listened to the last sermon of Polish Bishop Ryś who said that when we talk with Jesus, our thinking gets organized. I’ve been trying to practice such a prayer and sometimes I succeed – a few minutes during the day just talking with Jesus. It is hard, because I’m a woman and there is a memories and thoughts highway in my head, but I noticed that when you do not push your thoughts that are wrong and should go and try instead to simply focus on Jesus, He organizes them and they go away. I lost somewhere during past years the children’s ability to talk to Him about everything. I fell in adult „He knows it anyway” / „there is nothing to talk about, I can handle it on my own” – now learn this again. Time spent on a prayer is never wasted and God knows that we are busy bees, so He comes immediately when we open for Him. He is ALWAYS happy when we come to Him – even if it’s only for a few minutes and even if you are black from the sin.

I’ll ask Him what He would like for me for this Lent. In the end He knows me best.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s