American Dream

Nie byłam nigdy w Stanach, Amerykanów znam z protestanckich misjonarzy oraz mediów (ech, jakże mało światowo i słabo to brzmi…). Chrześcijański internet amerykański zdominowany był dla mnie (ja po prostu tylko w takie jego zakątki trafiałam) do tej pory przez kościoły protestanckie, więc zawsze traktowałam wpisy i nauki z dużym dystansem. Ostatnio jednak, po niteczce do kłębka, dotarłam do amerykańskich blogów katolickich i jestem urzeczona (np. Emily albo Dominka, która jest Słowaczką z pochodzenia). Naturalnością, radością, a przede wszystkim spokojnym mówieniem o wierze, miłości i trudnościach (czyli nadziei). Oczywiście nie generalizuję, bo pewnie dziewczyny są po prostu wyjątkowe, ale nie znalazłam niczego podobnego w polskiej blogosferze katolickiej (może mało widziałam – jeżeli tak, dajcie znać). Piszą o Bogu bez spinania się, ich codzienność zdaje się być przeplatana Jego obecnością. I tutaj dochodzimy do sedna dzisiejszego wpisu – planowania, czyli jak one nadążają za tym, jakiego świętego jest dzisiaj wspomnienie.

Zdaje mi się, że Amerykanki mają fioła na punkcie journals and morning/evening routines – planują, zapisują w notesikach i na blogach. Doszłam do wniosku, że to wcale nie jest takie głupie w kontekście życia duchowego i wplanowania w swój dzień codzienny konkretnych godzin na modlitwę i nawet medytację, ponieważ spontanicznie NIGDY się na to czasu nie znajdzie. Doszłam do wniosku, że ja przecież też swoją mam – odmawiam Różaniec w drodze do pracy, koronkę w drodze z pracy, rozdział z Pisma Świętego czytam przed spaniem. Gdy którykolwiek z tych elementów odpada (ech, te weekendy) z moją modlitwą jest trochę jak ze spadającymi filiżankami z trzęsącego się kredensu. Kiedy byłam na studiach i codziennie mogłam być na mszy wiedziałam co się dzieje w Kościele i kościele, poczynając od aktualnych czytań, przez codzienną naukę w kazaniach do tego, którego świętego aktualnie wspominamy. Załapywałam się czasem jeszcze na adorację. Pan Bóg był fizycznie obecny w moim życiu albo raczej ja w Jego. Tęsknię za tym teraz, ale po skończeniu studiów bardzo szybko okazało się, że w moim przypadku codzienna msza nie wchodzi logistycznie w grę, na adoracji byłam w ostatnim roku zaledwie kilka razy. Tracę na tym przede wszystkim ja i czuję to. Myślę zatem, że warto zastanowić się nad wprowadzeniem w codzienność KATOLICKIEGO PLANERA na 2017 – do ściągnięcia za darmo, niestety po angielsku. Można prowadzić dziennik swojej duszy, zapisywać odkrycia duchowe i śledzić na bieżąco czytania oraz Świętych.

Wiele rzeczy, na które wydaje się, że nie ma czasu, jest kwestią zaplanowania i trzymania się planu. Nie trzeba medytować pół godziny rano, potem odmówić Różaniec i litanie. Modlitwa to przejaw realnej relacji z Bogiem, jest dynamiczna i czasem tej rozmowy jest więcej czasem mniej. Myślę, że warto założyć sobie jakieś realne minimum prawdziwego zaangażowania się w rozmowę i wpuszczenia Go do codzienności. Taki czas tylko dla Boga, o określonej godzinie, by nie było trzeba łapać tych spadających filiżanek z poczuciem winy i zawiedzenia samego siebie, bo wtedy blokuje się działanie Boga, który cieszy się, że przyszliśmy i na tym się skupia.

Modlimy się tak, jak żyjemy, ponieważ tak żyjemy, jak się modlimy. (KKK 2725)

Reklamy

2 thoughts on “American Dream

  1. Smutnie zgodzę się: ach, te weekendy…

    Co do codziennej Eucharystii. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale nie masz możliwości w „przebieraniu” w godzinach Mszy Św.? Ja mam, ale często jest to wybór: Bóg, rodzina, nadgodziny… I różnie się układa.

    Wszystkiego dobrego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s