Luty

Jest mądrość Boża w tym, że luty trwa najkrócej ze wszystkich miesięcy. W tej szerokości geograficznej trwa listopad od czterech miesięcy, a lutowe znacząco dłuższe dni są realną obietnicą tego, że to tylko wydaje się, że listopad nigdy się nie kończy. W związku ze zmianami klimatycznymi może być tak, że w dzień po kwietniowej śnieżycy nadejdzie lipcowy upał w maju, ale nikogo to tak naprawdę nie martwi, bo każdy ma już dosyć.

W lutym moje ciało czuje się brzydkie i zmęczone. Szarość zewnętrzna wdarła się do środka, mimo że powłoka skórna dzielnie opierała się jej przez poprzednie miesiące listopada. Przytomność umysłu ogranicza się do kilku godzin w ciągu dnia i zaczyna się długo po 6:30, kiedy trzeba zacząć być obecnym, zwartym i gotowy na nadchodzący dzień. Za długim przesuszonym włosom nie pomaga już nawet jedwabiste serum na bazie oleju lnianego, trzeba iść do fryzjera, co otwiera rozdział pod tytułem „We Wrocławiu nie ma fajnego fryzjera, fajnym fryzjerem jest Klaudia w Poznaniu”. Buzia zamieniła mi się w jedno wielkie czerwone pobojowisko, więc trudno mi się emanuje łagodnością oraz wdziękiem, fiaskiem kończą się próby emanowania Miłością Jezusa. Wczoraj doszłam do wniosku, że sukienki jednak lepiej wyglądają BEZ rajstop (których swoją drogą jakość pogarsza się z roku na rok),  a każde buty uciskają stopy.

Dostaję smsy od Urszuli z tekstami pewnej natchnionej Alicji, która już nie żyje. W jednym z nich było napisane, by być czułym dla Jezusa. I pomyślałam, że nie umiem z siebie wykrzesać i że nie wiem jak to się robi. Chyba czułość wysiada wraz ze spadkiem formy. Nie to, żebym była dla Niego nieczuła, ale jakoś tak zawsze czuję się przez niego bujana na rękach, więc nie umiem sobie wyobrazić mnie bujającej Jego. Muszę rozkminić, na czym polega bycie czułym dla Boga.

Są takie chwile, kiedy przychodzę do pustego i ciemnego mieszkania i mówię, że nie wytrzymam. Wtedy przychodzi Pan Bóg z cukierkiem i nie mówi „Łe tam, wytrzymasz, już nie takie rzeczy…”. Przychodzi i mówi, że może spróbujmy nie wytrzymać razem. I potem jak zjem cukierka, to idę włączyć pranie albo coś. I się wytrzymuje.

Marcu, przybywaj. Jesteśmy gotowi.

P.S. Powietrze pachnie „Gorzkimi żalami”!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s