Miriam

Nie ukrywam, że ostatnio jedyne myśli, które nachodzą mnie w związku z blogiem to takie, żeby w końcu jasno napisać, że jego czas już się chyba skończył. Nigdy nie zabiegałam o zainteresowanie, pisałam to, co mi siedziało na sercu; wierzę, że z natchnienia Ducha Świętego. Na przestrzeni ostatnich miesięcy powstało w sieci wiele miejsc o tematyce chrześcijańskiej, mam czasem po prostu poczucie, że wszystko już było i że jest tego wszystkiego za dużo. No, aż w końcu mam pomysł na 3 kolejne wpisy, więc chyba go jeszcze nie zamknę.

Nigdy nie uczestniczyłam w roratach, mimo że był kilkuletni okres w moim życiu, kiedy na mszy świętej byłam codziennie. Na początku mojej duchowej drogi do Jezusa przyszłam przez Maryję i patrzyłam na Niego zawsze przez Jej pryzmat. Łatwiej było mi schować się w jej płaszczu gdzieś jako zawstydzona Nim mała dziewczynka, bo nie wiedziałam, co się z Tym Jezusem robi, bo to jest facet, co na pewnym etapie, także dorosłym, było Jego główną wadą. Potem zafascynowałam się Nim  i Maryja jakby poszła gdzieś do kuchni, zabezpieczając tyły, mimo że od wielu lat codziennie modlę się Różańcem.

Mam alergię na doktoryzowanie Maryji, która „natenczas psałterz czytała” i której głównym przymiotem wydaje się być jej d(„D”))ziewictwo (takie przynajmniej można odnieść wrażenie słuchając niektórych kapłanów). Trudno kogoś takiego przyjąć za Mamę. Film „Narodzenie” pokazuje chyba najbliższe mi wyobrażenie Maryi, mam jednak swoje jedno bardzo mocne i świadome doświadczenie Jej.

Wiele lat temu zostałam napadnięta na ulicy. Nie wiem, czy opisywałam to tu kiedyś obszernie, chyba nie, bo uważam, że nie ma to większego sensu – ważniejsze dla mnie jest to, co działo się potem, przez lata, bo skutki tego wydarzenia odczuwam do dzisiaj. Przez kilka tygodni byłam na lekach uspokajających, bez tego nie przespałabym żadnej nocy. Po dwóch miesiącach pomyślałam jednak, że czas z tym kończyć, żeby się nie uzależnić. Niestety moje ciało reagowało po swojemu i to, czy o czymś myślałam czy nie, nie miało dla niego większego znaczenia. Tata zabierał mnie na weekendy do nich do domu, żebym mogła zdystansować się trochę do okolicy, w której to wszystko się stało. Pamiętam jedną noc u nich, kiedy spałam na materacu i obudziłam się po dwóch godzinach snu, kiedy wszyscy już spali. Zaczęłam się fizycznie trząść, jakby ze strachu jednak ani o nim nie myślałam ani go nie odczuwałam. Przez 3 godziny mówiłam Rożaniec, starając się nie spaść z materaca. Przez całe te trzy godziny, w każdej minucie, odczuwałam fizyczną wręcz obecność Maryi i mojego Anioła Stróża. Nie widziałam Ich, nie czułam Jej dotyku. Ale Matka Boża klęczała za materacem i trzymała mi na swoich kolanach głowę, po mojej lewej stronie klęczał mój Anioł Stróż. Do 4 rano, kiedy udało mi się w końcu zasnąć.

Reklamy

2 myśli w temacie “Miriam

  1. Nawet jeśli byś się powtarzała, to masz lekką rękę do pisania moim zdaniem. Nie uciekaj nam! 🙂

    PS: Dziękuję za podzielenie się kolejnym swoim prywatnym doświadczeniem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s