Piątek

Kiedyś szło się piątkowymi popołudniami ulicą a z otwartych okien pachniało smażoną rybą, klatki schodowe wypełniała woń racuchów i naleśników. Dzisiaj w kantynach robotniczych czasem nawet nie uświadczy się w piątek czegoś bez mięsa. Sytuację ratują jedynie modni wegetarianie i weganie.

Dziadek opowiadał, że gdy był w komunistycznej polskiej armii, w piątki specjalnie rzucali kiełbasę, coby naród odpowiednio wychować i wyrugować reakcyjne zwyczaje. Nie sądzę, żeby obecny stan rzeczy był pozytywnym zdaniem przez społeczeństwo komunistycznego egzaminu. Piątek się wyprał.

W zeszłą niedzielę weszliśmy z Tomaszem do dominikanów, gdy trwała jeszcze końcówka poprzedniej mszy. Ojciec OP grzmiał z ambony na ogłoszeniach, że w „pierwszym piątku” miesiąca nie chodzi o pójście do spowiedzi, ale o przyjęcie Pana Jezusa w Komunii. Złapałam się na tym, że nigdy o tym tak nie pomyślałam, ergo nikt mi na to wcześniej nie zwrócił uwagi. Pierwsze piątki kojarzyły mi się zawsze ze stresem oddawania przy Komunii do odpowiedniego koszyczka przy balaskach karteczek na dowód, że się było. Pamiętam, że tylko raz udało mi się tatę bujnąć (sic!) i dotrzeć do kościoła w ten dzień (a fakt, że go pamiętam jako trzydziestoletnia kobieta mówi sam za siebie).

Zmieniłam myślenie o piątku i Kościele po moim nawróceniu. Każdy tydzień jest cyklem, takim mini rokiem, który kręci się wokół życia Jezusa. Niedziela jest dniem wolnym i świątecznym, bo Jezus zmartwychwstał. Każdy piątek-sobota-niedziela to mini Triduum Paschalne. Kościół zwraca uwagę na fakt deptania świętości niedzieli, ale w moim odczuci w ogóle nie tłumaczy, na czym polega ZAKAZ jedzenia mięsa w piątek i ZAKAZ hucznego bawienia się, bo do ZAKAZU sprowadza się te zalecenia Kościoła.

Mnie piątek przypomina o pokucie, jednak nie jako siedzenie w popiele i jęczenie. Pokuta to dla mnie świadomość własnych grzechów i zmiana (albo przynajmniej chęć) swojego nastawienia i zachowania, by tych grzechów nie było (zawsze znajdą się jakieś inne albo tamte trudno wyrugować, więc mam co robić do końca życia i pewnie jeszcze długo po nim). Kościół mówi, żeby pewnych rzeczy w piątki nie robić po to, żeby móc sobie jeszcze bardziej przypominać o tym, co Jezus dla człowieka zrobił i co to tak naprawdę praktycznie oznacza. W żadne inne dni nie mam takiej chcicy na mięso jak w piątki i za każdym razem sobie w takim momencie przypominam, dlaczego nie. Jezus to zawsze był/jest człowiek praktyczny, wystarczy sobie Ewangelię poczytać pod kątem ludzkich zwyczajów i tradycji tamtego czasu. Nie lubił pustych gestów i faryzejskich frazesów, stąd sprowadzanie takiego ważnego dnia w tygodniu jak piątek do ZAKAZÓW jest profanacją. Kwintesencją tego, o co chodzi w upamiętnianiu śmierci Jezusa jest dla mnie ten fragment Jego rozmowy z siostrą Faustyną:

O trzeciej godzinie błagaj Mojego Miłosierdzia, przede wszystkim dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, w Moim opuszczeniu i w chwili konania. Jest to wielka godzina dla świata całego./Dz. 1320/

Bóg nie chce być samotny w chwili cierpienia rozrywającego Mu ciało. Chce obecności i wsparcia. I chce zmienić świat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s