Rocznice

Życie płynie wrocławsko, czyi po nowemu. Mam już bałagan na półce z przyprawami, wiem, gdzie mielą mięso na życzenie, a gdy wchodzę do domu nie pachnie już obcymi. Nie wiem ciągle, gdzie kupić dalie i groszki od babć spod miasta i nie dowiozłam jeszcze z Poznania artykułów papierniczych, co wbrew pozorom chwilami utrudnia mi realizowanie siebie.

Trzy tygodnie temu pojechaliśmy do Częstochowy, a msza, na którą trafiliśmy, okazała się być jubileuszową pewnej aktorskiej pary małżeńskiej, która świętowała trzydziestolecie istnienia. Kazanie aż kipiało od trudnych aspektów małżeństwa, czyniąc z bohaterów krwawiących męczenników, skazanych na tortury umierania przez jakieś 50 lat. Pomyślałam wtedy, że tego już za wiele – nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy jakiś ksiądz mówił coś pozytywnego o małżeństwie. Gdybym nie znała sama szczęśliwych par, to bym chyba nigdy nie chciała wychodzić za mąż, po kilku takich wysłuchanych przemowach.

W jednym z odcinków „Ballad i romansów” o. Adam rzuca hasło, że małżeństwo nie jest po to, żeby uszczęśliwiać. Zdębiałam, bo ja żyję po to, żeby być szczęśliwa już sama, a z kimś to już w ogóle zamierzam. Potem okazało się, że chodzi o to, że jeżeli nie jest się szczęśliwym samym ze sobą, to nikt inny nas nie uszczęśliwi za nas samych. I tutaj zgoda, ale wygłoszona teza i tak jest dla mnie kontrowersyjna.

Zastanawiam się, co mają na celu kaznodzieje opowiadający w taki sposób o małżeństwie i doszłam do wniosku, że chyba chodzi im o pobudzenie świadomości narzeczonych i nie tylko, że z małżeństwem to trzeba umieć się obchodzić. Moja osobista teza jest taka, że do małżeństwa człowiek przygotowuje się całe życie, od maleńkości: obserwując rodziców, będąc przez nich wychowywanym, zawierając przyjaźnie i się zakochując, a także przede wszystkim, budując relację z Panem Bogiem i sobą samym. W człowieku jest naturalne pragnienie piękna i szczęścia, więc nie gotowałby Bóg człowiekowi piekła na ziemi z definicji. To człowiek sobie sam czasem to piekło organizuje, ale to już całkiem inna historia. Przez brak równowagi, z kościelnych ambon płynie cierpiętnictwo, zamiast chrześcijańskiej radości.

Życie w samotności wcale łatwe nie jest, podobnież w stanie kapłańskim i zakonnym, więc wychodzi z tej łamigłówki na to, że życie w ogóle nie jest łatwe. Jeżeli życie solo nie jest łatwe, to co dopiero w duecie, kiedy ktoś przez 50 lat (daj Boże i więcej) chodzi ci po chacie i jest drugim kosmosem zalet i niedoskonałości. Ktoś, kto uważa inaczej jest naprawdę naiwny. Statystyki przytoczone przez o. Adama są zatrważające i zastanowiło mnie, z czego wynika to ogromne nieszczęście ludzi. Pewnie ile ludzi, tyle odpowiedzi i chyba nie ma żadnego przepisu na sukces. A, przepraszam, jest – Jezus. I ciągła praca nad sobą w myśl przykazania miłości i 10 przykazań. Tylko 10, no łącznie 11.

A może to jest tak, jak często powtarza przyszły Pan i Władca, że trzeba najpierw zdefiniować pojęcia, o których się dyskutuje? Bo czym jest to szczęście właściwie?

P.S. Nie mam męża, więc można uważać, że nie mam prawa głosu. Można.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s