Nie taki katolik straszny…

Czytałam kiedyś artykuł o dyskryminacji przy zatrudnieniu – pan pracodawca postanowił zatrudniać jedynie świadków Jehowy. Tłumaczył się tym, że gwarancją, jaką otrzymuje wraz z takim pracownikiem jest to, że będzie on pracował uczciwie i solidnie. W sumie niegłupio to wykombinował, a świadczy też o tym, na jaką opinię sobie świadkowie Jehowy swoją postawą zapracowali. Czytam strzępy artykułów docierających do mnie z portali nieprzychylnych niedawno wybranemu prezydentowi Dudzie, w których to autorzy obawiają się instalacji państwa wyznaniowego oraz punktują wszelkie momenty przyznawania się przez niego do bycia katolikiem. Niezmiernie zadziwia mnie strach, który budzą ludzie wierzący w społeczeństwie, bo świadczy to moim zdaniem o tym, że społeczeństwo to nie spotkało nigdy osobnika będącego świadomym katolikiem, co już tylko kiepsko świadczy o większości ludzi identyfikujących się w tym kraju z Kościołem Katolickim.

Rok 2015 jest w moim życiu rokiem szalonym, za chwilę drugi raz w ciągu kilku miesięcy zmienię pracę. Niedawno dowiedziałam się, że kiedy w styczniu schodziłam na najniższe piętro korpopiekła (o czym oczywiście wtedy jeszcze nie wiedziałam) w nowym dziale powiadomiono M., że ja to jestem wierząca i przy mnie nie będzie mogła przeklinać. Podczas niedawnej rozmowy o pracę, bardzo sympatycznej skądinąd (a firma ma moim zdaniem najfajniejszą politykę przeprowadzania selekcji kandydatów, jakiej kiedykolwiek byłam częścią, a często byłam ostatnio częścią jakiejś) zapytano mnie o moje pocztówki. Siedzą sobie one w ostatniej sekcji „Hobby” mojego CV, ponieważ jest to coś, z czego jestem bardzo dumna i co daje mi ogromną radość (z racji z przebywania przez ostatnie miesiące na najniższym piętrze korpopiekła wszelka działalność hobbystyczna została zawieszona ze względu na przerzucenie całej energii na próbę trzymania się w kupie – w tym roku nie przeczytałam jeszcze ŻADNEJ książki). Państwo, które mnie przepytywało (liczebność: 4) podkreśliło, że obejrzeli wszystkie dokładnie (♥) i zapytali, skąd pomysł. Opowiedziałam, po czym zostałam uraczona monologiem na temat niedyskryminacji w pracy nikogo ze względu na religię, że to jest dla nich ważne, żeby być tolerancyjnym – to są wartości, których bronią w organizacji. Minę miałam mniej więcej taką: o_O. Zdecydowanie odpowiedziałam, że to wartości również ważne dla mnie i potrafię normalnie funkcjonować w pracy oraz społeczeństwie.

Wnioski płyną takie, że pożądany człowiek to człowiek bez właściwości i bez poglądów, negujący wartości wypływające z tradycji. Społeczeństwo zapomina o tym (i częściowo katolicy też), że pierwszym przykazaniem jest przykazanie miłości. Miłość stała się zagrożeniem dla innych. Co tu się porobiło, ja się pytam?! Chrześcijanin ma być kimś, kto nie złamie trzciny nadłamanej, kto dla miłości i z miłości jest w stanie przekraczać swoje wady i ograniczenia, dla którego człowiek jest w centrum, ale patrzy na niego przez Boga. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, więc chrześcijanin nikomu jej nie odbierze. Wyłania się z tego rzeczywiście przerażający obraz prezydenta czy pracownika…

Reklamy

4 thoughts on “Nie taki katolik straszny…

  1. Moim zdaniem obecnie dominuje miłość… Ale miłość do samego siebie.
    A pokazanie innym ludziom, że można kochać innych, często za nic, często wbrew rozumowi… Przeraża te osoby zakochane same w sobie, często powoduje pewne pęknięcia w ich pojmowaniu świata. Oni nie chcą mieć styczności z rzeczywistością i kreują przedziwny świat, gdzie miłość = spełniania moich zachcianek.

  2. A może bano się przy Tobie przeklinać, czuć swobodnie, nie dlatego, żeś Katoliczką a dlatego żeś nieszczególnie lubianą… była? Twój przykład pokazuje ogrom udawania; Twój obraz realny, rozjeżdża się z wykreowanym przez Ciebie obrazem wirtualnym. Mniej krytyki, więcej samokrytyki życzę. Przykazanie miłości: puste, katolickie frazesy.

    1. Chciałabym się jakoś odnieść, ale naprawdę nie wiem jak.
      Wskaż ogrom udawania, wskaż jaki jest obraz realny a jaki mój wirtualny. Pracowałyśmy razem? Bo w sumie tylko wtedy byłabyś w stanie rzetelnie mi odpowiedzieć.
      Dziękuję za rady. Ja życzę więcej merytoryczności w życiu a mniej histerycznego rzucania się.

  3. Jak dla mnie samo zastanawianie się, czy przy kimś można przeklinać (zwłaszcza przy kobiecie) sam w sobie o czymś świadczy. Po prostu jest to nieeleganckie i tyle. Nie pali się przy niepalących, nie przeklina przy osobach, których nie znamy na tyle, żeby wiedzieć, czy się nie będą czuły urażone. Pewnie, że czasem się przeklnie, ale to każdy zrozumie, jestem pewien, że Autorka też.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s