za mało miłości

Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.

1 Kor 13, 2

 Po tak długiej nieobecności prosi się chyba, żeby wrócić z jakimś hitem, więc kilka razy miałam myśl, żeby coś tam napisać, ale potem odpuszczałam, stwierdzając, że to wcale nie jest aż takie fajne. Nie uważam, żeby to, co dzisiaj się tu pojawia miało być jakieś rewelacyjne, ale zatęskniłam za pisaniem. Życie służbowe stało się koszmarnym wampirem energetycznym, doprowadzającym mnie do kresu mojej wiary i chrześcijańskiego humanitaryzmu. Dojście do takiej ściany oznacza jedynie, ze trzeba iść narąbać drewna, zrobić klepki i sklecić wyższą drabinę, co jest już samo w sobie bardzo męczące, nie mówiąc o rozczarowaniu własną sobą, że jednak nie jestem taką wspaniałą chrześcijanką, jaką mi się wydawało, że jestem. Budowanie drabiny idzie mi jak po grudzie. Przypomina mi się pobyt w karkonoskich Borowicach wiele lat temu, jeszcze w PRLu, kiedy szłam z rodzicami i siostrą do pobliskiego Karpacza przez las, drąc się w niebogłosy, że ja już nie mogę i nie chcę. Tak mniej więcej idę sobie teraz, tylko wrzeszczę bardziej duchowo, a za rękę prowadzi mnie Pan Jezus z miną przepełnionego miłością politowania.

Podczas ostatniej spowiedzi ksiądz mówił, żeby złączyć swoje cierpienia z krzyżem Chrystusa. Myślę obrazami, więc żeby sobie unaocznić, przywołałam w głowie obraz drogi krzyżowej i zaczęłam analizować, jaki Jezus na drodze krzyżowej był. Był brudny, zakurzony, zakrwawiony, z posklejanymi włosami i pewnie brzydko pachniał. Do tego plątały Mu się nogi i wszyscy się z niego śmiali, kilka razy (bo podobno te 3 to tylko uproszczenie) się przewracał i nie mógł sam wstać. Głodny i pewnie nie miał kiedy załatwić innych potrzeb fizjologicznych, tych o których potocznie chyba nie wypada wspominać BO TO BÓG (ale człowiek, więc sikać musiał też). Niewyspany. Wtedy sobie uświadomiłam, że skoro ja idę po drodze krzyżowej, to nie mogę być wtedy ładna, z gracją wstająca z upadków, zgrabna i pachnąca, bo to nie byłaby żadna droga krzyżowa, tylko wybieg dla modelek. I to, że mi ciężko i nieumiejętnie idzie pchanie taczki obłędu nie znaczy wcale, że zawiodłam Pana Boga. Zawiodłam i zawodzę siebie, ale od tego się nie umiera. Chyba dobrze tak się przejechać na sobie od czasu do czasu, bo to wtedy restartuje cały system i człowiek wie, że musi wrócić do źródeł, bo wcale nie jest z niego taki chrześcijański cud.

Słaba jest moja wiara i wspomagam się często losowaniem Słowa. Ostatnio dostałam to, co wkleiłam na początku tego wpisu. Gdy się wylosowało, pomyślałam, że już mógłby się Pan Jezus trochę bardziej postarać i nie rzucać mi tu „Hymnem o miłości”, bo to już tak strasznie wyświechtany tekst, że aż wstyd. Pomyślałam, jednak, że się wczytam, bo może akurat. I akurat, bo przez ten cały czas staram z siebie wydobyć więcej wiary, a nie miłości. To jest chyba klucz.

Reklamy

One thought on “za mało miłości

  1. Gdy upadamy, i upadamy musimy pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi. A po upadku, zawsze następuje stanięcie na nogi – nieraz nie po godzinie, dniu, ale miesiącu… Ale wstaniemy, bo Bóg nas kocha, takimi jakimi jesteśmy, i pragnie dla nas lepszego życia – które możemy zmienić, jeśli tylko tego naprawdę pragniemy.

    W 1 Kor 13, najbardziej lubię „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s