Ten z kroplą, czyli cud

Odwiedzałam wczoraj kapłana na wielkopolskiej wsi z okazji jego wielkiej imprezy imieninowej. Pogoda była wybitnie pożerająca płyn do spryskiwacza, którego już od kilku dni i tak nie miałam w odpowiednim zbiorniku. Stan mojej przedniej szyby wołał o pomstę do nieba, a ja ciągle zapominałam zbiornik uzupełnić. Od zawsze mam z tym problem, więc osiągnęłam mistrzostwo w wykorzystywaniu sprzyjających warunków, by względnie oczyścić szybę bez niego (jak np. wystarczająco dużo inne samochody nachlapią, to można wtedy tym „zmyć”, tylko musi tam być więcej wody niż brudu w tej mieszaninie). Szyba nie nadawała się do niczego już 20 km za Poznaniem, a ja miałam jeszcze 2 razy tyle drogi przed sobą. Wiedziałam, że na rondzie będzie stacja benzynowa, jednak nie wiedziałam dokładnie, za ile to kilometrów, a widoczność jakieś 20% miałam. Martwiłam się i marudziłam w myślach, aż tu naraz spadła duża kropla wody na szybę, mniej więcej na wysokości mojego wzroku. Nie wiem skąd, bo świeciło słońce, drzew żadnych nad drogą nie było – zresztą to nie lato, żeby ich liście tworzyły romantyczny klimat. Jak tylko ją zobaczyłam, pomyślałam od razu „Panie Boże, Ty to jednak jesteś…” i poczęłam machać wycieraczkami, mając nadzieję na wymycie chociaż małego kółeczka na wysokości mojej twarzy. Ta jedna kropla umyła do czystości jednak CAŁĄ moją przednią szybę. Ta jedna. Kropla. Wody. Nie wiem. Jak.

P.S. Od kilku dni chodzi mi po głowie Rubik, a konkretnie jego „Ten, który nie poznał” (kilk). Lubię te oratoria, mają moc.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s