Pamięć

Pamięć ludzka to narzędzie bardzo zwodnicze i niedoskonałe – subiektywne i dziurawe. Humanistycznymi ekspertami od niej są germaniści-literaturoznawcy na UAMie (gdyby ktoś potrzebował namiarów) i ja osobiście wymiotuję do tej pory teoretycznymi opracowaniami na jej temat. Nie jestem typem nadmiernie sentymentalnym, długo jako dorosła mentalnie uciekałam przed swoim dzieciństwem i okresem dojrzewania, bo wydawały mi się tak strasznie obciachowe (dobra, okres dojrzewania ciągle taki mi się wydaje) aż w końcu przyszedł czas, że moja pamięć (natchniona na pewno przez Ducha) wyławia i pokazuje mi te wszystkie fajne wspomnienia, które powodują, że ciepło mi się robi w okolicach serca i myślę sobie „To Ci wyszło, Panie Boże”. Nie chcę nigdy absolutnie do nich wracać, po prostu cieszę się, że sobie były i że dzięki nim tak naprawdę jestem tym, kim jestem. Pan Bóg uzdrowił mi więc pamięć i zaprowadza mnie od czasu do czasu w różne jej miejsca.

Dzięki moim Rodzicom nie ma w tym kraju krainy, której bym nie odwiedziła. W Zduńskiej Woli byłyśmy z siostrą całe umorusane jagodami, bo zasnęłyśmy w 30 stopniowym upale na tylnym siedzeniu malucha, a one wysypały się ze słoika, który stał między nią a mną, w Pińczowie tata gotował nam na obiad sos „Uncle Ben’s” (#gimbynieznajo), po tym jak wymienił w maluchu rozrusznik. W Solinie oglądaliśmy robaczki świętojańskie i spaliśmy w namiocie na folii malarskiej, bo Rodzice zapomnieli spakować podłogę namiotową. W Kazimierzu Dolnym zawsze szliśmy kąpać się w Wiśle (czy teraz można w Kazimierzu kąpać się jeszcze w Wiśle?), a na jej plaży pełno było rzecznych ślimaków z fajnie poskręcanymi muszlami. Gdzieś pod Puszczą Białowieską na polu namiotowym latały muchy mutanty, a na Mazurach trafiliśmy pod namiot w miejsce, gdzie dopływał tylko stateczek i jechało się tam 7 km przez las. Piasek w okolicach Jastrzębiej Góry jest o wiele bardziej milusi niż na zachodniopomorskich „ziemiach odzyskanych”. Tych miejscowości i wspomnień jest o wiele więcej, o różnej sile natężenia funkcjonują w mojej pamięci. Szczególne miejsce zajmuje w nich jednak Jura. Jura, o której niektórzy ludzie w ogóle nie wiedzą, że istnieje. Sama nie wiem, czemu na mnie takie wrażenie zrobiła, gdy miałam 9 lat i Tata zabrał nas tam po raz pierwszy. To mój Tata zaprowadził nas pierwszy do Matki Bożej w Częstochowie. Spaliśmy wtedy w Olsztynie (pod Częstochową). Pamiętam, że padał strasznie deszcz, gdy tam dotarliśmy. Tata znalazł jakieś skupisko domków z dykty, gdzie nocleg na osobę kosztował równowartość 5 zł (czyli wtedy jakieś 50 000 to musiało być) – nie było google, posiłkował się przewodnikami i tym, co zastał na miejscu. Ja byłam przerażona, bo miałam wrażenie, że deszcz zmyje zaraz nasz domek i głodna, więc tata kupił nam bochenek chleba większy od mojej głowy. Na drugi dzień poszliśmy zwiedzać zamek, a kolejnego pojechaliśmy dalej dokładnie zwiedzać Jurę. Dobry Bóg tak wykombinował, że dziś na Jurze mieszkają bliscy mi ludzie i czasem uda mi się do nich wyskoczyć na chwilę. Myślę sobie wtedy, że bez sensu taki kawał drogi jechać na weekend, ale w takich momentach wydaje mi się, że jestem bardziej romantyczna niż rozważna i wsiadam w das Auto i ruszam na południe. Kiedy wyjeżdżam z Częstochowy, kierując się drogą nr 46 na Szczekociny, żeby w Lelowie odbić na południe, czekam tylko aż na horyzoncie ukażą się ruiny tego cholernego wapiennego olsztyńskiego zamku. To jest silna podświadoma radocha, lepsza niż przy oglądaniu zdjęć czy oglądaniu video z wakacji (ale video nie kręciliśmy). Robi się w tedy tak milusio, wraca to dzieciowe poczucie bezpieczeństwa. Za kilkanaście dni minę go znowu. W moim życiu zadziwia mnie wiele rzeczy, niektóre przestają z czasem, niektóre nie. Niezmiennie fascynuje mnie to, że będę tam kolejny raz ja, 20 lat starsza, a jednak ta sama, bo tymi samymi oczami będę na niego patrzeć. Różne czynniki potrafią wyjąć coś z pamięci i wracają wtedy emocje. Z zapachem pierwszego wiosennego wiatru wraca w oka mgnieniu na sekundę często wspomnienie napadu; czasem coś innego przypomni coś, czego się np. bardzo wstydzę – wszystkie te rzeczy oddaję wtedy od razu Bogu, bo sama w pamięci grzebać nie będę, to Jego robota. Są też jednak takie czynniki ( i takich sytuacji jest o wiele więcej), które przywołują coś tak wspaniałego, że aż się człowiek dziwi, że to takie fajne – taką moc ma np. zapach mieszkania jednej z moich Babć. I cieszę się na ten około kwadrans patrzenia na te ruiny pod Częstochową, bo to zawsze czas, kiedy mój umysł dziękuje Bogu za całe moje dzieciństwo i za to, że doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem dziś. I że fajnie mi to życie wymyślił, mimo wszystkich jego bólów.

P.S. I cieszę się, Kasiu, oczywiście też na to, że zjemy ten obiad w Nikiszowcu 😉

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Pamięć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s