Dlaczego jestem katoliczką

Przeglądając „tajmlajny” na różnych portalach społecznościowych natrafiłam na link do artykułu w „New York Times” pt. „Why am I a Catholic” i z zaciekawieniem zaczęłam czytać. Niestety felieton nie okazał się być czymś na kształt osobistego wyznania, a skupiał się głównie na nauce KK na temat nierozerwalności małżeństwa i odpryskach niedawno zakończonego synodu. Pomyślałam jednak, że się zainspiruję, bo kto mi zabroni.

W wieku 15 lat postanowiłam „rzucić” Kościół (na szczęście w tamtych czasach nie wpadło mi do głowy urzędowe załatwienie tego w obecności iluś tam świadków), potem po 3 latach wróciłam do niego z hukiem – o tym, jak to się działo pisałam TUTAJ. Traktuję więc swój katolicyzm jako świadomy wybór dorosłego człowieka, nie jako coś, co wlecze się za mną niewygodnie od urodzenia. Fakt bycia wychowaną w rodzinie zasadniczo katolickiej i kręgu kulturowym zasadniczo katolickim nie są oczywiście bez znaczenia.

Gdy rodziła mi się w głowie myśl o nawróceniu, sądziłam, że wyląduję u luteran – tak sobie racjonalnie wymyśliłam, podobało mi się takie racjonalne chrześcijaństwo, jak wtedy na to patrzyłam. Rzeczywistość okazała się jednak inna i wylądowałam u katolików „bez gadania”, bo po prostu trzeba było się ratować, a ratowała mnie Maryja z Różańcem. Kościołowi zawdzięczam (nie wdając się w szczegóły, które można przeczytać TU) uwolnienie mojego ciała i duszy od Złego. Kościołowi Katolickiemu zawdzięczam też to, że poznaję siebie ciągle coraz bardziej, będąc „zmuszona” regularnie prać się w konfesjonale. Konsekwencją tego jest też ciągłe ściąganie aktualizacji Bożego dobra i próba instalowania go na twardym dysku, ponieważ „trzeba” zadośćuczynić i mocno postanowić poprawę. Rozszerza to moje „serce” – jakby to powiedzieć po kościelnemu, powodując, że „muszę” następnym razem zareagować inaczej w danej sytuacji, która doprowadza mnie do np. szału lub rozpaczy. Bóg nauczył mnie w Kościele przebaczać i dawać drugiemu człowiekowi kolejną szansę. I wiem, że to brzmi strasznie banalnie, ale dla mnie to jest milowe odkrycie – zawsze, gdy odpuszczam i przebaczam lub zaczynam mieć chęć przebaczyć (CHOCIAŻ WIEM, ŻE PRZECIEŻ MAM RACJĘ i KTOŚ MNIE SKRZYWDZIŁ), czuję jakbym wchodziła po schodach wyżej; jakby otwierały się drzwi do komnaty, gdzie już jest bliżej Boga; jakby z hukiem pękały kajdany, którymi mam skute ręce przez poczucie krzywdy i nienawiść. Przez Kościół dowiedziałam się, że jestem kochana i chciana i wymyślona celowo. W tym Kościele poznaję Boga, oglądam Boga i jem Boga, dzięki czemu moje ciało fizycznie łączy się z Jego Ciałem. Kościół Katolicki to dla mnie solidny fundament wmurowany w ziemię. To grupa ludzi połączona duchowo, związana Duchem Świętym – Kościół to te relacje między jego wszystkimi członkami. W Kościele poznałam wspaniałych ludzi, z którymi niektórymi się zaprzyjaźniłam, którzy powodują, że nie idę przez życie sama.

Jest to oczywiście instytucja, która mieści także wiele ludzkich błędów i słabości, często takich, dla których nie ma usprawiedliwienia. Jezus powiedział Piotrowi, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, do którego ten dostał klucze. Nie powiedział, że się diabły nie będą dobijać – skoro Nauczyciela skatowano, uczniów będą tym bardziej. Zło dobrem zwyciężać jest bardzo trudno, bo często wydaje się, że przynosi to marne skutki, ale powiedział: NIE PRZEMOGĄ! Myślę, że w Kościele tym jest tak wiele dobra, że nie można pozwolić, by to obecne w nim zło je przysłoniło.

Nie lubię nikogo zmuszać do wypowiedzi, więc proszę tego tak nie traktować, ale jakby ktoś chciał zaspokoić moją ciekawość – a Ty dlaczego jesteś katolikiem?

Reklamy

One thought on “Dlaczego jestem katoliczką

  1. Bog tak, kosciol nie. Dla mnie te dwie sprawy nie ida w parze. Jestem przede wszystkim czlowiekiem ktory chcialby przejsc przez zycie z empatia do wszystkich ludzi i stworzen. Bo wspolodczuwac to trwac. Miec w sobie cechy nie katolika a dobrego czlowieka ktory nie robi nikomu krzywdy. To tak ogolnie. Mysle ze gdyby bylo wiecej swobody myslenia, a nie slepiej wiary i fanatyzmu w kazdej ‚religii’ to byloby nam wszystkim latwiej tu na ziemi. Czasem zapominamy ze jestesmy wszyscy tacy sami, kazdy z nas jest czlowiekiem, a nasza religijnosc to cos drugorzednego.

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s