Cieszy, gdy jest

Mam wujka, który jest pod wieloma względami jedną z niewielu obecnych jeszcze wśród żywych postacią z tego Poznania, którego już nie ma. Wybijszyba z Chwaliszewa, który pamięta, że było ono cyklicznie zalewane przez Wartę i pływało się po ulicy łódką (nie na darmo więc ulica boczna od niej nosi miano Wenecjańskiej). Opowiadając, używa gwarowej konstrukcji ACI, relacjonując „widziałem go siedzieć w samochodzie”, zna wszystkich Józków, Zdziśków i Mietków z Wildy i Starego Miasta. Zajmował się liternictwem i robił szyldy, konserwował dzieła sztuki, imprezował z połową miasta. Prababcia dosłownie goniła go z lolą po Starym Mieście za to, że wagarował, a kiedyś nawet siedziała w szkolnej ławce, czekając na niego, gdy postanowił w końcu zaszczycić placówkę, przynajmniej na jakąś część dnia, swoją obecnością. Dusza towarzystwa, doskonały gawędziarz. W gruncie rzeczy prosty chłop w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Rozbawiał towarzystwo nawet na wyciągu na Kopę, siedząc na krzesełku kilka metrów nad ziemią (teraz też by pewnie rozbawiał, ale już nie bywa w tamtych rejonach). Kiedyś się ożenił, ma syna. Około 30 lat temu jego żona, moja ciocia, zaczęła chorować, od ponad 20 lat jest kompletnie niesprawna, ma stwardnienie rozsiane. Wujek musiał nauczyć się życia od nowa – zaczął prowadzić dom, organizował rehabilitację, pracował zawodowo i ustawiał swojego dopiero co dorosłego syna w blokach startowych do prawdziwego życia. Na początku nie umiał w ogóle gotować, a teraz wyprawia Święta. Stał się najlepszym pielęgniarzem, a gdy nie starczało już go, prosił o pomoc profesjonalistów. Gdy ciocia już wymagała pełnej opieki, tak wszystko organizował, że udało mu się nawet kilka razy wypłynąć w rejsy po morzach i oceanach, a ona miała zapewnioną najlepszą opiekę. Nigdy się nie skarżył, nigdy nie był niezadowolony, nie stracił nic ze swojej pogody ducha, której nie można mylić z wesołkowatością. Nie zrezygnował z życia towarzyskiego, wszystko dało się jakoś poukładać. Po wypadku dziadka opiekował się także nim (a między nimi w życiu naprawdę było bardzo niefajnie różnie) i moją babcią (dla której zawsze był i jest podporą).

Kilkanaście dni temu babcia powiedziała mi, że przyjechał do niej zdruzgotany, bo ciocię zabrali do szpitala i powiedzieli mu, że raczej już z niego nie wyjdzie. Mąż, który blisko 30 lat poświęcił na codzienną dwudziestoczterogodzinną opiekę nad żoną, z którą praktycznie nie ma kontaktu, nie wyobraża sobie życia bez niej. Jeździ po znajomych i rodzinie, by nie siedzieć samemu w domu. Ciocię zabierają (lub już zabrali) do hospicjum.

Nie lubię ckliwych tekstów na blogach, wyciskaczy łez. Nie chciałam, żeby ten tekst był częścią tej konwencji. Wiele mówi się o rodzinie, wiele też się o rodzinie nie mówi. Zdewaluowało się ją straszliwie, Święta niektórzy wolą spędzać ze znajomymi i przyjaciółmi niż z ludźmi, których łączą więzy krwi. Dla mnie rodzina jest kopalnią, dziedzictwem, a przede wszystkim fundamentem. Wiem, skąd się wzięłam, fascynuje mnie to, jak niektórzy jesteśmy do siebie fizycznie podobni. Wdzięczna jestem mojej rodzinie za to, że pokazała mi jak wybaczać i jak kochać w praktyce i za to, że potrafimy być dla siebie oparciem. Każdy z nas ma swoje wady, bolesną prawdą bywa też to, co powiedziała Marjorie Pay Hickney – „Dom jest tam, gdzie najmocniej cię kochają i gdzie zachowujesz się najgorzej”. Moja rodzina nauczyła mnie tego, że warto walczyć o lepsze jutro i że trzeba ciągle się starać. Nie jest idealna, znamy się od najgorszych stron. Nikt jednak nie odpuszcza, tylko wstaje, otrzepuje portki, przeprasza i wraca budować dalej nasz wspólny świat. Przypomniało mi się to wszystko bardzo mocno przed dwoma tygodniami, kiedy babcia ze łzami w oczach powiedziała, że W. jest przerażony tym, że już nigdy nie wróci z L. do domu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s