Stowarzyszenie umarłych tetryków

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.

Mt 13,44-52

***

Pewna siostra zakonna powiedziała kiedyś, że czyściec to jest coś takiego jak np. ktoś przychodzi brudny z roboty i chciałby się rzucić na szyję komuś bliskiemu w domu, ale idzie najpierw pod prysznic przecież.

Nieliczni mają to szczęście, że żyją od początku w kochającej się i zdrowej rodzinie, która dodatkowo żyje z Bogiem, nie obok Niego, w każdym wymiarze. Widzę czasem takie rodziny w kościele, czytam o nich w internecie, opowiadają znajomi – ludzie, którzy przyciągają swoją normalnością i swoim pięknem, którzy nigdy nie marudzą „że się nie da” i prowadzą otwarte domy. Trudności i kłopoty spotykają ich tak samo jak innych (dzieci umierają, plądrują złodzieje całe mieszkanie, jedno z rodziców choruje na ciężką chorobę), jednak oni mają przyklejone plecy do Jezusa i się nie dają – mogą cię spotkać straszne rzeczy w życiu, ale wiele zależy od tego, co z nimi zrobisz. Ludzie, których mam na myśli (a mam na myśli bardzo konkretnych, niektórych bardziej znanych szeroko, innych raczej lokalnych) powodują, że gdy się na nich patrzy, chce się po prostu być i mieć jak oni. Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. (Rz 8,28) – odpowiedzią jest tutaj po prostu to, że poznali Boga i pozwolili Mu robić zamieszanie w swoim życiu. Znaleźli swój Skarb, podporządkowali Mu wszystko (=sprzedali swoje) i zaczęli inwestować kosztowności, które w Skarbie znaleźli. To skrzynka bez dna, pieniądz robi pieniądz. Dlatego po latach pracy widać u nich to, co widać. Latach ciężkiej pracy wybierania ciągle na nowo.

To nie jest tak, że Bóg automatycznie wskakuje komuś na pierwsze miejsce. Dzieciaki z takich rodzin mają dobre fundamenty, jednak każde  z nich musi w pewnym momencie wybrać. Mają może łatwiejszy trochę start w ten wybór, bo nie muszą przedzierać się przez zasieki prześladowania we własnym domu. Św. Tereska mówiła, że gdyby ludzie zdawali sobie sprawę, czym jest Komunia, w kościołach byłyby non stop dzikie tłumy. Ludzie więc, którzy spotkali Jezusa realnie w jakimś wydarzeniu czy w jakimś człowieku, się po prostu zakochują (Jezus podobno był przystojny – nie wiem, nie widziałam jeszcze). Ludzi, tak samo Boga, spotyka się zazwyczaj tam, gdzie mogą przebywać (trudno, żebym np. w Monachium mogła wpaść na ulicy na Ulę). Bóg jest wszędzie – zgoda, jednak w niektórych miejscach bardzo skrzętnie chowany. Żeby jednak zobaczyć, Kim ten Bóg właściwie jest, trzeba się zakręcić trochę w kościelnych kręgach, Pismo Święte poczytać, do spowiedzi i do Komunii pochodzić, można świętych poczytać. W całym chrześcijaństwie chodzi o to, żeby gdy się zobaczy Jezusa, chcieć mu się po prostu rzucić na szyję. W chrześcijaństwie nie chodzi o robienie propagandy i dobrego wrażenia. Duża Teresa mówiła, że do Nieba nigdy nie idzie się samemu, z kolei Kaśka ze Sieny, że jeżeli będzie się tym, kim Bóg chciał żeby się było, podpali się świat. Chcesz zmieniać świat, bądź pobożnym chrześcijaninem – więcej osiąga się po dobroci (przetestowane na rodzinie) niż agresywną rewolucją.

Stare panny, teraz coś na Was – nikt nie chce żyć jak my (zmęczone matki małych dzieci się nie liczą, działają i gadają takie bzdury w afekcie). Niczego to nie zmienia – ma się też siłę wyrazu, zwłaszcza w kupie. Nie ma się co zniechęcać, tylko nie można stetryczeć 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s