To nie jest wiek dla samych kobiet.

Do tego tekstu przymierzałam się kilka lat, temat siedział w mojej głowie cały ten czas, jednak czułam, że to jeszcze nie jest ten moment. Czytałam czy słyszałam gdzieś ostatnio, że działanie Ducha Świętego w człowieku objawia się w jego (człowieka) zdolności do ciągłej zmiany (na lepsze).  Bardzo mi się to spodobało, chciałabym przestać się zmieniać na lepsze minutę po śmierci, więc nie twierdzę, że to, co jest poniżej to koniec tematu. Mam jednak wrażenie, że pierwszy raz w życiu w tej kwestii jestem WOLNA, a to już dobry pierwszy owoc, który wiosnę czyni.

Nie jest to tekst przeciwko niczemu ani nikomu. To jest tekst pro – pro szczęście. Naprawdę uwielbiam ideę faceta jako takiego oraz w praktyce niektóre egzemplarze szczególnie (żeby nie było, że jakaś wojująca jestem).

Trudno znaleźć mi początek. Gdy się nawróciłam, bałam się, że muszę iść do zakonu. Miałam wtedy 18 lat, potem zdawałam maturę, czas dużych decyzji. Nie chciałam (bo siostry noszą welon i nie mogą golić nóg*) i się z tym mocowałam bardzo mocno i tragicznie. Istniały wtedy tylko dwie alternatywy – małżeństwo albo zakon. Ks. Piątkowski z niezwykłym urokiem zapytał mnie kiedyś, czy jestem gotowa na każde powołanie. Małżeństwo? Tak. Zakon? Tak (wtedy już przegryzłam temat). I nagle padło: a starą panną? Ja oczywiście, że tak, ale czułam się wtedy jakby ktoś mi właśnie oznajmił i pokazał zdjęcia z kosmosu, że ziemia jest  jednak okrągła.

Mieszkam całe życie w dużym mieście, w rodzinie o hipisowsko-ateistycznych poglądach mnie chowano, więc wyposażono mnie w  życie pod tytułem: „rób, jak uważasz, byle byś była szczęśliwa” (ja skręciłam w ostro konserwatywny nurt, co mój ojciec kiedyś wprost nazwał swoją porażką wychowawczą 😉 ). Moja mama nie jest typem kury domowej, a raczej torpedy biznesłumen – mój najbliższy fizycznie wzorzec kobiecości. Wszystko sama, wiertara i remonty jej nie straszne, co tam rozklekotany maluch i przeróbka sieci elektrycznej. Babcia powtarza, że jakby wiedziała, jak to jest, to w życiu by za mąż nie wyszła (ale sama święta nie jest, wszyscy mówią, że dziadek w kapciach do nieba pójdzie 😉 ). Zawsze podskórnie wiedziałam, że ściemniają obydwie, dzisiaj jestem tego pewna. Nikt mnie nigdy do niczego nie zmuszał, nie wtłaczał żadnego konkretnego wzorca czy sposobu życia jako tego właściwego i jedynego.

Lata mijały, ja – poza krótkim epizodem na początku studiów – ciągle byłam sama. Przebojowa głosiłam naokoło, że Jezus nas kocha. Potem wyjechałam na rok, wróciłam na studia i zaczął się bardzo fajny etap w moim życiu. Byłam ciągle sama, jednak nie wadziło mi to po powrocie, ponieważ w związku ze zmianą studiów musiałam zrobić 1,5 roku w rok – miałam co robić. Nowi ludzie, nowe DA i de facto pierwsza miłość (studząc emocje od razu nadmienię, że nieodwzajemniona). Kiedy po kilku miesiącach dowiedziałam się już na pewno, że nic z tego nie będzie, żyłam sobie dalej, coraz bardziej tęskniąc za tym, żeby się z kimś związać. Nałaziłam się z wózkiem podczas mojej rocznej przerwy (byłam au pair w Bawarii) i zajmowałam się łącznie 3 dziećmi w różnym wieku, więc nie miałam histerycznego parcia na wózki, śpioszki i pieluszki, odarto mnie skutecznie z wszelkich romantycznych wizji dotyczących macierzyństwa (zmywanie efektów biegunki dziecku z pleców zaliczone, podobnie jak gotowanie obiadu i wieszanie prania z dzieckiem na rękach). Efekt jednak był taki, że robiłam się coraz starsza i zaczynałam już lekko świrować. Z jednej strony było mi dobrze z sobą samą, a jednocześnie zaczęło coraz bardziej napierać na moją głowę, że to jest patologiczne, będę starą panną i nie będę pasować do reszty. Że nikt mnie nie kocha i pewnie coś jest ze mną nie tak. Trwało to wiele lat z różnym stopniem natężenia. Frustrowało mnie to, że muszę wszystko sama w domu – pęknięta rura, zepsuta lodówka, awaria samochodu. Przerastało mnie to i byłam już zmęczona dogadywaniem się z fachowcami (ale szło mi bardzo dobrze). W międzyczasie się zakochałam ponownie, długa i skomplikowana historia, w efekcie i tak nic z tego nie wyszło (ale o obydwu panach myślę bardzo serdecznie i ciepło i uważam, że dobrze się ostatecznie stało, jak się stało 🙂 ), a potem się w końcu związałam. Związana byłam 1,5 roku, szczegóły zachowam dla siebie i dla tych, którzy je już i tak znają. Związek ten trwał do początku stycznia tego roku. Okazało się prawdą to, co wiedziałam wcześniej teoretycznie – albo być w dobrym związku albo nie być w żadnym. W styczniu stanęłam na nogi, uwierzyłam na nowo w siebie, podjęłam drastyczną decyzję i skręciłam nagle i niespodziewanie w boczną ulicę z autostrady. Od wielu miesięcy nie czułam się tak kochana i doceniana jak teraz, mimo że jestem sama. O wartości człowieka nie decydują żadne zewnętrzne czynniki, mimo że niektórzy uzurpują sobie prawo jej oceny. Na fali malskiej wiosny Bóg znowu dmuchnął w moją duszę i dał mi pokój. Nic nie muszę, niczego mi nie brakuje, jestem piękna i wartościowa. Nauczył mnie wdzięczności. Nie są to żadne zabiegi odwracające uwagę od faktycznego „problemu” (BO PRZECIEŻ JESTEM SAMA) – „odwracanie uwagi” w tych kwestiach jest działaniem wybitnie krótkofalowym i tylko zamiataniem kurzu pod łóżko. Jest wiele niedocenianych i przerażająco nieszczęśliwych kobiet, bardzo skrzywdzonych zarówno przez mężczyzn, jak i przez inne kobiety.

Nie muszę wychodzić za mąż, nie muszę mieć dzieci – pierwszy raz w życiu powiedziałam to sobie kilka tygodni temu ze szczerym i radosnym sercem. Chciałabym, ale jeżeli tak się nie stanie to i tak mam zamiar być szczęśliwa jak nie wiem co. Nie zazdroszczę moim koleżankom, które wychodzą za mąż, które rodzą dzieci – cieszę się razem z nimi uważam, że to super. Kibicuję im i mam nadzieję, że one też są i będą szczęśliwe jak nie wiem co. Uwielbiam patrzeć na dzieci przyjaciół, jak się rozwijają, czego się uczą. Nie myślę wtedy o tym, że ja nie mam (i być może nigdy mieć nie będę). Nie wiem, co będzie ze mną na starość – ufam, że skoro Bóg nie zostawia mnie teraz, wtedy też mnie nie zostawi. Żałuję, że moje babcie nie mają prawnuków i tego, że moje potencjalne dzieci nie będą ich znały. Jednak to nie jest potrzebne do zbawienia –  ani babciom ani potencjalnym dzieciom. Gosia powiedziała mi kiedyś niesamowicie mądrą rzecz – odpowiedni czas na dzieci jest wtedy, gdy jest mama i odpowiedni tata. Biologii nie oszukam, mogę się nie załapać. Jednak pozwalam Bogu na to, żebym się nie załapała i to mi daje niesamowity luz.

Samotność to ciężki krzyż, naprawdę. Czasem chciałabym coś porobić, z kimś wyjść, a nikt akurat nie ma czasu, na wakacje też ciężko z kimś się umówić i razem wyjechać. W kobiecej głowie ciągle powracają pytania dotyczące własnej wartości i potrzeba potwierdzenia jej przez coś lub przez kogoś. Sytuacja finansowa nie jest do pozazdroszczenia – jeżeli rzucę pracę, nie będzie kasy, na mieszkanie własne nie będzie mnie stać prawdopodobnie nigdy (Bóg nie lubi słowa nigdy, ale wolę myśleć w ten sposób, bo wolę być pozytywnie zaskakiwana 😉 ). Wracam do domu, a tam czeka na mnie tylko pies. Czasem wydaje się, że wszystkie zabiegi, praca, obowiązki na marne, bo nikomu to nie służy. Pomyślałam jednak kiedyś, że skoro Bóg wymyślił mnie przed założeniem świata, chciał mnie akurat tu i teraz, to moje życie nie może być bez sensu. Bóg mnie chce i to znaczy, że jestem chciana. Moja druga babcia nie gotuje dla siebie obiadu, jeżeli nikt nie ma przyjść „bo po co dla siebie”. A ja mówię nie – robię wymyślne obiady, piekę ciasta dla siebie samej. Nie obchodzi mnie, że mojego nagiego ciała nikt nie ogląda – ja oglądam i chcę, żeby mi się podobało.

Robię swoje, akceptuję siebie, kocham siebie. Mam wspaniałych przyjaciół i zwariowaną rodzinę. Względne zdrowie mimo choroby, dwie ręce i nogi. I to jest wszystko bardzo banalne, ale to jest dla mnie najważniejszy tekst-świadectwo na tym blogu. To nie jest tak, że szczęście człowieka jest tylko i wyłącznie w jego głowie. Człowiek potrzebuje do szczęścia przynajmniej minimum poczucia bezpieczeństwa – pracy, dachu nad głową. Dużo jednak zależy od tego, co w głowie. Są gorsze dni, większe awarie czy chociażby przeziębienia, gdzie sama i tak muszę iść do sklepu i na spacer z psem. Biorę wtedy na przeczekanie i wracam do robienia tego, co absolutnie konieczne. Dom się nie posprząta sam, pranie nie upierze.

Samotność to nie jest życie drugiej kategorii, a mąż/dziecko to nie jest lek na całe zło, to nie jest lek na żadne zło.

*okazało się, że zakonnice mogą golić nogi, więc kamień spadł mi z serca.

Advertisements

10 thoughts on “To nie jest wiek dla samych kobiet.

  1. Hm… Myślę, że to może być krzyż, ale nie musi – kwestia podejścia. Przyznaję, jestem urodzonym samotnikiem, nie potrzebuję towarzystwa do szczęścia (przeglądanie się w oczach mężczyzny to inna sprawa, ale zawsze jakoś tam do rozwiązania) i w gruncie rzeczy bardziej ciążą mi sytuacje odwrotne, tj. takie, w których muszę z mojej „samości” zrezygnować. Nigdy natomiast nie oglądam się na nikogo, jeśli chodzi o wyjścia, wyjazdy etc. I tak – trzeba robić rzeczy dla siebie i własnej przyjemności. W końcu jest tylko jedna osoba, która jest z nami od początku do końca – ta w lustrze 🙂

    1. Oczywiście wiele zależy od charakteru 🙂 Tekst pisany był z perspektywy mnie, czyli kogoś towarzyskiego do granic przyzwoitości i kogoś, kto ludzi potrzebuje. Lubię pobyć sama, co jakiś czas bardzo tego chcę, ale za dużo było sytuacji, w których bym sobie po prostu sama nie poradziła. I pewnie w przyszłości będzie ich coraz więcej 😉

  2. To zdecydowanie będzie mój ulubiony wpis na blogu! Pełno w nim mądrości, takiej prostej, życiowej, dystansu, spokoju. Jesteś wyjątkową kobietą!

  3. Kasiu,dziękuję za ten wpis.Jesteś bardzo prawdziwa,taka z kościami.Nie urządzasz maskarady.Pomagasz mi żyć!Pozdrawiam:)Lawenda

  4. Chłop i dzieciaki nie są lekiem na żadne zło – mam i takoż samo uważam. To tak jak twierdzić, że Bieszczady są koniecznie piękniejsze od Kaukazu lub na odwrót. I prawda i nie prawda. Każdy człowiek ze swoim powołaniem, życiem i całym ,,inwentarzem” jest piękny. Dzięki za tego posta! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s