Nocnie.

Raz tylko poszłam do pracy w Wielki Piątek i to był Wielki Wielki Piątek, a po ludzku beznadziejny Wielki Piątek. Dlatego w Wielki Czwartek żegnam się z korpo na kilka dni i całe dnie podporządkowuję lataniu co chwila do kościoła. Tam toczy się życie, ministranci siedzą tam całe dnie. Trzymają wartę przy Jezusie w chlebie, księża przemykają z zakrystii do konfesjonału. Atmosfera jest podniosła, uroczysta, każdy ma już wypisane na twarzy, że zaraz ZMARTWYCHWSTANIE. Mogę się założyć, że gdyby św. Piotr wiedział, że Jezus mówił prawdę o swoim zmartwychwstaniu, nie czekałby po cichutku w strachu. Wiem to, bo ja nie umiem, a jesteśmy ze św. Piotrem do siebie podobni. Co mnie w sumie nie cieszy, bo chciałabym być św. Janem. Biorąc jednak pod uwagę, że Piotr został papieżem, myślę sobie (wbrew wszelkim nadziejom i przesłankom), że może ze mnie coś jednak jeszcze będzie.

To w Wielki Czwartek Jezusa rozrywa i poci w Ogrodzie Oliwnym, a większość ludzi po mszy ucieka zaraz do domu, a czuwania organizowane są dopiero przy grobie. Co roku obiecuję sobie, że tym razem wysiedzę do zamknięcia kościoła, rzeczywistość jednak okazuje się o wiele bardziej senna.

Dylematy, który kościół na Triduum wybrać – tam, gdzie będzie dobre kazanie czy tam, gdzie piękna liturgia? Wybrałam to drugie. W żadnym innym znanym mi kościele (=parafii) Wielki Piątek nie jest tak wymowny jak w moim parafialnym – ciemność w kościele, oświetlony jest tylko wielki 3 metrowy krzyż, który stoi na ołtarzu w momencie adoracji. Nigdzie indziej ministranci tak wspaniale nie kołatkują, jak u nas. W te dni przychodzą „starzy” ministranci i jest jak kiedyś. W procesjach idą też ministranci, którym komże w najmniejszym rozmiarze kończą się w okolicach połowy łydki. Śpiewa chór, w kościele widać znajomych bardziej i mniej.

Gdybym nie wiedziała o Bogu tego, co wiem, po kazaniu w Wigilię Paschalną poszłabym się zabić. Można tak mówić o zmartwychwstaniu, że człowiekowi nie chce się nawet wstać z ławki. Kazanie wypieram jednak z pamięci i pamiętam Alleluja Haendla, dzwonki na Glorię i Tedeum po procesji. Najlepszy Organista Świata budujący napięcie przygrywkami, że prawie witraże wypadają.

W Wielki Piątek przyszła paczka z sycylijskimi frykasami, wydobytymi z czeluści szafy mojej nadmorskiej kuzynki (konfitura z opuncji – rozkosz, polecam). Odbieranie rodziny z lotniska, święcenie mięska i masełka i spacery boso na full wypas. Koniec poszczenia, które było bardzo trudne. Jak to mówi mój wikariusz – jeżeli jesteś pewien, że podołasz, to znaczy, że to dla ciebie za lekki post. Okazało się ono jednak niezwykle owocne, co oczywiste stało się na finiszu, czyli w Wielką Sobotę, a co ma dużo wspólnego z moim wyglądem zewnętrznym. Tak, Bóg myśli też o ciuchach. Potem to uczucie, kiedy o 20 wkładasz spaniela do kąpieli, bo myślisz, że Wigilia Paschalna jest na 22, a przychodzi siora z pytaniem „A Ty co robisz?!”, bo za 15 minut miałyśmy wyjść (żeby płaszczyć tyłki, a nie stać 2,5 godziny z nogami czutymi w szyi). Potem dzień jedzenia rodzinnego, a potem przyjacielskiego. Magnolie w Kórniku już się kończą powoli, o czym razem z nami przekonała się połowa mieszkańców Poznania, która była tam akurat wtedy, kiedy my. Pogoda była taka, jaką zawsze się marzy, żeby była w Wielkanoc.

Jako szanujący się szewc (i ku mojej ogromnej rozpaczy) nie wysłałam kartek z życzeniami. W przyszłym roku.

Było B(b)osko. Najsmutniejsze było tylko to, że następna ta Noc dopiero za rok.

Reklamy

2 thoughts on “Nocnie.

  1. Kasiu,Ty pisz książki,a ja będę je kupować i czytać…
    Takie o codzienności,bo opisujesz ją pięknie.Dziękuję

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s