Siemię.

Dzisiaj będzie raczej dla kobiet, ale może jakiś pan chciałby służyć dobrą radą jakieś pani i jej zaimponować, więc niech czyta, kto chce.

W ciągu ostatniego roku jakość mojego życia poszybowała ostro w górę. Wiele lat temu pewien lekarz powiedział mi, że boli mnie, bo jestem kobietą (w dosłownym sensie że mnie boli, nie że mam jakiś Weltschmerz w związku z moją płcią). Znosiłam wszelkie trudny, teraz wiem, że bardzo dzielnie. Dwutygodniowy PMSowy koszmar był na porządku dziennym, więc w sumie można powiedzieć, że połowę mojego życia spędziłam na snuciu wizji samobójstwa. W ostatnim czasie okropne problemy gazowo-jelitowe, cerowe i wszystko razem sprawiało, że dobrze czułam się jakiś tydzień w miesiącu. Myślałam, że tak musi być. Dziś wiem, że nie musi.

Prawie rok temu zostałam zdiagnozowana (sama się zdiagnozowałam, bo to nie było trudne, do lekarza poszłam po receptę i wyrok czy pod nóż czy nie – nie trzeba było, się okazało) i dostałam leki, które najpierw opornie, potem bardzo skutecznie udowodniły mi, że ten świat nie jest taki zły, niech no tylko poziom TSH będzie spoko. Ten post jednak jest o czymś innym (jak zostało mi oznajmione na moim niedawnym przyjęciu urodzinowym, ja nie potrafię opowiedzieć o czymś w mniej niż 10 zdaniach, więc…) – jest o siemieniu lnianym.

Zakumplowałyśmy się z Moniką (@kotywbutach) kilka dobrych miesięcy temu i od tego czasu stale na łączach przekazujemy sobie super sposoby na różne straszne dolegliwości oraz piszczymy na samo wspomnienie Lisy Eldridge (o której pisałam już tu).  Monika pewnego zimowego dnia napisała mi informację-hit o tym, że siemię lniane eliminuje ból miesiączkowy. Że sama sprawdziła, bo jej to koleżanka powiedziała i u tamtej działa, więc ona wypróbowała i u niej też działa, a cierpiała strasznie całe życie. Pomyślałam, że ok., skoro dwie mówią, że tak jest, nic nie szkodzi mi spróbować (ale nastawiona byłam sceptycznie). Na początku miewałam problemy z konsekwencją i regularnością. Dwie łyżeczki siemienia wsypywałam do połowy jogurtu greckiego i mieszałam z łyżeczką miodu – w słoiczek i do pracy na 15. śniadanie. Monia mówiła, że miesiąc jadła (czyli cały cykl) i o godzinie zero nie brała już tabletek! Cudowna perspektywa, biorąc pod uwagę moje obliczenia, ile już przeciwbólowych na tę okazję zżarłam byłam. Siemię lniane w moim domu stosował tata – gotował gluty i na żołądek, ostatnio dostawał Leon przy biegunce. Szukając właściwości siemienia, wyskakują oczywiście wyniki dotyczące właśnie układu pokarmowego i różne inne, ale kiedyś sama podobne teksty pisałam, więc wiem, że trzeba z dystansem traktować wypociny na temat cudownych właściwości ziół i innych – o zbawiennym wpływie na ból miesięczny nigdzie ani słowa. Przechodząc do konkretów – po dwumiesięcznym spożywaniu nasionek – zero gazów, o wiele ładniejsza cera i paznokcie i… ból miesiączkowy zredukowany o jakieś 80-90%! Miałam swoją godzinę zero niedawno i TO NAPRAWDĘ DZIAŁA. Jestem trzecią kobietą, o której wiem, że TO DZIAŁA – nie wiem, czy na wszystkie. Pomyślałam jednak, że się tym podzielę, bo warto spróbować, tym bardziej że nie ma to żadnych skutków ubocznych – Liga radzi i nie zdradzi.

Z tego, co gdzieś czytałam wynika, że po zmieleniu ziarnka siemienia szybko się utleniają (ergo tracą wiele swoich właściwości), więc najlepiej mielić je samemu krótko przed zjedzeniem. Ja dwa miesiące jadłam jednak kupne mielone siemię lniane (dwie płaskie łyżeczki + pół jogurtu greckiego + łyżeczka miodu) i zadziałało. Teraz kupiłam ziarenka, bo babcia oddała mi swój stary młynek do kawy i mielę na bieżąco. I nie wiem czy to jest jasne, ale wolę to zaznaczyć – nie ma co oczekiwać efektów po tygodniu brania, to nie aspiryna ani środek przeciwbólowy. Ważna jest konsekwencja i regularność.  Spróbować zawsze można 🙂 Podajcie dalej!

Reklamy

3 thoughts on “Siemię.

  1. Z tego co czytałam, jest wiele ziół, przypraw i innych wynalazków na bolesne miesiączki. Ja próbowałam z imbirem i cynamonem i na mnie działa wyśmienicie! Jestem w trakcie sadzenia ziół, również tych pomagających przetrwać ten bolesny okres….
    Bardzo lubię zaglądać o tu http://ziolowyzakatek.com.pl/ Zapewne sama znajdziesz na tym blogu coś dla siebie ciekawego.
    Pozdrawiam,
    E.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s