Bóg jest wielki, a ja malutka.

BYpnYgxCQAAWsF9

Poczucie bezpieczeństwa jest stanem zerowym, normalnym. To w momencie zagrożenia skacze poziom adrenaliny, która działa jak sok z gumijagód. Na krótką metę, bo na dłuższą niszczy człowieka od środka, co pokolenie zasilające szeregi bardziej lub mniej okrutnych korporacji doskonale wie.

Poczucie bezpieczeństwa rozumiane jako comfort zone XXI wieku dają pewnie stała praca, mąż/żona, dzieci, mieszkanie, samochód, świadomość dobrze wykorzystywania danego czasu i mienia wystarczających środków finansowych, a przede wszystkim zdrowie. Przewidywalność,  stabilność i poczucie kontroli. I skoro Bozia daje to wszystko, to znaczy, że mnie kocha i błogosławi. Pewnie to i to znaczy.

Jakże dziwne jest bezpieczeństwo, które daje Bóg. Mówi, że życie nie należy już do mnie a do Niego. Mówi, żeby nie bać się tego, który niszczy ciało a tego, który może zniszczyć duszę. Mówi, że mam życie wieczne i że domu Ojca jest mieszkań wiele. Mówi, że sam wystarczy. To nie są gwarancje tego, że mojego domu nie zrówna z ziemią czołg ani że nie przyjdą mnie w nocy wywieźć gdzieś daleko. To nie są gwarancje tego, że przeżyję w zdrowiu do starości. Tego, że nie będę do końca życia na obrzeżach w hierarchii społecznej jako stara panna, ani tego, że nie popełnię w życiu żadnego błędu i nikogo nie skrzywdzę. Nie oznacza, że trafię na dobrych lekarzy w moich chorobach, którzy nie popełnią błędu, będą przychodzić na umówione wizyty i stawiać prawdziwe diagnozy. I niby to wszystko wiem, ale gdy przychodzi realne zagrożenie, to czasem czuję trzęsienie ziemi i wołam, że burza i w ogóle. Mam wtedy wrażenie, że świat jest taki mały, że tak niewiele wystarczy, by go niszczyć, a  moje ciało tak strasznie niedoskonałe i histeryzuję. Kiedy jednak Pan Bóg przewierci się z powrotem do mojego mózgu, widzę rzeczy takimi, jakimi powinnam. Jestem małą królewną, której Tata rządzi światem. Ogromnym światem, który wymyślił, który zna od podszewki, który ma plan. I który ma władzę; jako Jedyny tak naprawdę ją ma. Który mnie wymyślił i tak zaprogramował moja naturę, że można by usiąść i patrzeć, jak to wszystko w środku działa, a moje dwie nogi unoszą cały mój ciężar.

Jestem świątynią Boga, a – jak mówi Pismo – kto zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Postawił obok mnie anioła, który co wieczór przykrywa mnie swoimi skrzydłami* jak kołdrą i już jego w tym głowa, żeby mnie oddać potem św. Piotrowi na wycieraczce przed drzwiami w odpowiednim stanie. Ale wszystko w swoim czasie.

*Nanuzza Evola mówiła, że Aniołowie Stróżowie mają wygląd ok. 10-letnich dzieci, o skrzydłach nie wspominała, ale skrzydła są bardziej romantyczne do wyobrażeń, więc pozostanę przy skrzydłach (bo sorry, jak inaczej by latały? 😉 ).
 
Nie znam autora ilustracji, ściągnęłam ją kiedyś z facebooka. Nie jest mojego autorstwa – jeżeli ktoś zna namiary, będę wdzięczna za ich podanie. Źródło ilustracji (dziękuję, Michał!)
Reklamy

3 thoughts on “Bóg jest wielki, a ja malutka.

  1. “Który mnie wymyślił i tak zaprogramował moja naturę, że można by usiąść i patrzeć, jak to wszystko w środku działa, a moje dwie nogi unoszą cały mój ciężar.” – MADE MY DAY!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s