Moje polskie kupowanie – część 4 (ostatnia!)

Czas na lądowanie.

Mieszkam w dużym mieście, gdzie dostęp do wielkich centrów handlowych mam łatwy, a międzynarodowe sieci supermarketów prawie pchają mi się do domu. Pełne kolorowe szafy kosmetyków światowych koncernów obiecują, że będę gładka i powabna, wszystko otwarte do 19-22, więc po pracy mogę zajechać. Kupię wszystko a jednym zamachem, towar (prawie) zawsze jest na półce. Mega promocje kuszą.Prywatne sklepy różnej maści czynne są w najlepszym razie do 18.oo i zdarza się, że coś się akurat skończyło, a dostawa będzie za 5 dni albo nie wiadomo kiedy.

Jednak pani może mi coś sprowadzić specjalnie dla mnie i pobiegnie za mną na ulicy, gdy wydała mi 50 zł za mało (rezultaty łażenia do sklepów ze spanielem). Właśnie, jeszcze jeden plus – do większości sklepów niespożywczych mogę wejść z kundlem, czyli załatwić kilka rzeczy na jednym ruszcie! Czasem jest drożej, mogę jednak wejść i zapytać „Jest coś dla mnie?” bez zbędnego tłumaczenia.

Mówi się, że w Polsce nie ma myśli innowacyjnej, ciężko rozwinąć jakikolwiek interes. Ciężko, jeżeli klienci nie będą zwracać uwagi na to, jakiego pochodzenia rzecz kupują. Warto poszukać polskich wyrobów i produktów, które naprawdę niczym nie odstają od tych „zachodnich” i nie iść na łatwiznę. Jest zima, spójrzmy ludziom w świecące okna – ile lamp nie z „Ikei” naliczymy? Śmiano się z meblościanki Kowalskiego, teraz przybrała ona formę mebli ze szwedzkiego sklepu (nie wyłączając mojego królestwa 😉 ). Buty można naprawić, spodnie zacerować. Polscy rzemieślnicy są naprawdę spoko i niejedną parę butów czy niejedną podszewkę wełnianego płaszcza naprawić potrafią. Mój szewc to pan ok. 30-tki. Co go tknęło, żeby zostać szewcem w dzisiejszym świecie – nie mam pojęcia, ale cieszę się, bo przedłuża życie moim ulubionym butom. Można, trzeba tylko chcieć. Tradycja to dobra rzecz, Polska nie ma się czego wstydzić. Byle by tylko jej nie puścić z torbami.

Reklamy

4 thoughts on “Moje polskie kupowanie – część 4 (ostatnia!)

  1. Ja obecnie zastanawiam się nad tym, czy robić duuuże zakupy raz w tygodniu, jak dotychczas. Czy codziennie zaopatrywać się w to, co potrzebne ? Mam wrażenie, że wkładamy do koszyka mnóstwo niepotrzebnych rzeczy i później je wyrzucamy :/

    1. Ja kupuję zasadniczo raz w tygodniu, a potem w miarę potrzeb, jeżeli czegoś zapomnę. Dlatego planuję obiady na kolejne dni, żeby wiedzieć, co kupić 🙂 Kupuję z listą w ręce.

  2. Nieee, w moim przypadku planowanie obiadów nie wchodzi w rachubę. Nie lubię zasadniczo gotować i jeśli mogę, unikam tego 🙂 Liczę na męża albo teściową 🙂 Planowanie posiłków z kilkudniowym wyprzedzeniem to katorga !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s