Moje polskie kupowanie – część 1

Postanowiłam podzielić się moimi doświadczeniami – wyszedł z tego cykl, ponieważ tekst ma dwie strony A4, czego nie zniósł by na raz żaden czytelnik 😉 Dzisiaj wstęp.

***

Do dzisiaj brzmią mi w uszach słowa babci „Tego nie bierzemy, to jest z importu” (pewnie ze względu na to, że bardzo mi się podoba jak wymawia pierwszą sylabę importu), jeżeli chodzi o owoce i warzywa (wczesną) wiosną.

Dobrych kilka miesięcy temu postanowiłam kupować po polsku, co przy różnych innych obostrzeniach (niekupowanie w sklepach z gorszącymi kampaniami reklamowymi, niekupowanie w niedzielę, kupowanie kosmetyków naturalnych czy też staranie się kupować  szeroko rozumianą zdrową żywność oraz szukanie oszczędności) czyni moje kupowanie czasem jazdą figurową na lodzie. Jednak wszystko jest kwestią planu i organizacji.

Zaczęłam od koncentrowania się na kupowaniu w polskich sklepach (=małe lokalne sklepy  w mojej okolicy) czy też w polskich sieciach handlowych. Staram się nie kupować na zapas (chyba że chodzi o płatki owsiane), więc w miarę jak „mi się coś kończyło” a akurat nie był to produkt polski, szukałam właśnie czegoś polskiego. Zrobiłam najpierw rekonesans, co fabryki dają i kupowałam w ciemno. Niektóre rzeczy się sprawdziły, niektóre wręcz przeciwnie (przetestowałam np. 3 marki polskich szamponów i żaden nie spełnił moich potrzeb 😦 ). Staram się podchodzić do zagadnienia rozsądnie, więc kupuję też produkty marek niepolskich, jeżeli rzeczywiście jest to ten jeden jedyny produkt (np. Jedyny Słuszny Żel do Włosów marki niemieckiej) – wybieram wtedy najczęściej polski sklep, gdzie produkty nie zawsze są droższe, np. wspomniany już Jedyny Słuszny Żel do Włosów w polskiej/poznańskiej sieci delikatesów 3 złote tańszy niż w niemieckiej sieci drogeryjnej czy też kultowe słoiki z metalową klamrą tańsze o 5 złotych na sztuce w poznańskiej sieci blaszaków z 90-letnią tradycją niż w szwedzkim kultowym markecie (tu Poznań, więc ziarnko do ziarnka i zbierze się na bilet do kina, a potrzebowałam tych słoików więcej niż jeden).

Oczywiście najmniejszy problem jest z żywnością – tutaj brylują u mnie produkty wyłącznie produkcji polskiej (no chyba że kokos, migdały czy ryż i im podobne, ale to przecież jasne).

***

ciąg dalszy nastąpi…

Reklamy

3 thoughts on “Moje polskie kupowanie – część 1

  1. O tyle, o ile kupienie polskiego kosmetyku naturalnego nie jest trudne (potęga internetu), tak z żywnością w moim małym mieście mam problem :/ Nie wiem czy kupowanie żywności zdrowej, ekologicznej wiąże się z oszczędzaniem, Kasia ??? Sam chleb na zakwasie jest średnio 2 zł droższy od zwykłego, pszennego. Mąka orkiszowa to ponad 200 % ceny mąki pszennej…

    1. Zdrow(sz)a żywność jest zasadniczo droższa. Wychodzę z założenia, że warto jednak przyoszczędzić na czymś innym (słodycze,ciuchy,kosmetyki, suplementy czy nawet książki).
      Co do mąki – poszukaj jakiegoś młyna w okolicy, popytaj ludzi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s