Wieśniactwo

Temat „Wieś kontra miasto” jest tematem wałkowanym do powymiotowania na zajęciach z języka niemieckiego (sama też go używałam, stojąc już po drugiej stronie barykady #tęskność), ku mojemu ogromnemu zdziwieniu w minioną sobotę jednak, jest tematem bardzo aktualnym.

Urodziłam się i wychowałam w mieście, moi dziadkowie z obydwu stron mieszkają w tej samej dzielnicy, co ja. „Na wieś do rodziny” jechaliśmy kilak razy – do ludzi, którzy są dla mnie w sumie już 8 wodą po gruszkach. Rozbijaliśmy wtedy namiot na słomie pod ich domem, rano wstawałam z gospodarzami, żeby wypędzić krowy na pastwisko, piłam mleko prosto z krowiego cycka (ku przerażeniu mojej miejskiej mamy) – ale nie że ssałam, tylko doili dla mnie – a wieczorem goniła mnie jałówka o imieniu Krzywy Róg. Zbierałam rzęsę w przydrożnym rowie, zamykałam koty w starych nieczynnych samochodach i piszczałam na widok słodkich żółtych kaczuszek. Uderzyłam kiedyś ręką w drut pod napięciem na pastwisku i przez kilka kolejnych dni myślałam, że na pewno zaraz umrę (potem po prostu powiedziałam o tym tacie, który mnie uspokoił, że bym umarła od razu). Bardzo rzadko tam bywaliśmy, ale wspomnienia żywe, jakby to było wczoraj. Potem zaczęłam dojrzewać i mi padło na mózg (jak wielu dojrzewającym ludziom), poddawałam się z rozkoszą działalności miejskiej edukacji zorganizowanej i nie tylko. Lubiłam być z miasta, na wsi widziałam tylko same braki. Poprawność polityczna oczywiście nigdy nie pozwoliłaby mi się do tego przyznać. Uważałam, że ludzie mieszkający na wsi „tyle” tracą.

Miałam w liceum koleżankę, która dojeżdżała codziennie godzinę w jedną stronę autobusem z prawdziwej wsi. Pojechałyśmy do niej kiedyś z inną koleżanką na weekend i to była WYPRAWA. To było pierwsze światełko – trójka dzieci, rodzice i dziadkowie, a w niedzielę ciasto na stole. Będąc na studiach poznałam trochę wspaniałych ludzi, głównie nie z Poznania i dziwiłam się, że „w takich dziurach” też są fajni ludzie (oczywiście piszę to z ogromnym wstydem). Ciągle jednak uważałam, że udało im się i mieszkają w mieście. Potem poszłam do pracy, gdzie 80% ludzi pochodzi albo z wsi albo z małej miejscowości jakieś i uważam, że większe wieśniactwo bywa w mieście niż tam. Tam są mężczyźni, którzy potrafią naprawić:

– auto, gdy „straci” biegi

– dach, gdy kapie

– zawołać szwagra i położyć kostkę brukową na podwórku

– i wiele innych, już nie pamiętam.

Dbają o swoje żony i dzieci – widać to po tym, jak mówią o nich, gdy ich nie ma obok. Przepuszczają kobiety w drzwiach i nie pozwalają im dźwigać ciężarów – nie ze złośliwości albo „że kobiety nie umieją”. Kobiety są słabsze fizycznie i nie dźwigają, koniec pieśni. Kiedy poprosi się o jakieś ciuszki dla dzieci, co im już niepotrzebnie, spędzają z żoną całe popołudnie na segregacji odłożonych na strych zapasów (kolega przywiózł mi bagażnik ciuchów dla potrzebującej rodziny). Ludzie na wsi mają łatwiejsze dojście do zdrowej żywności – jajka od podwórkowych kur, miód z pasieki teścia czy mąka prosto z młyna (20zł za 5kg orkiszowej!) – wszystko z dostawą do biura. Potrzebujesz stolarza, co wyczyści drewniane szafki po zniżkowej cenie? Nie ma problemu, zaraz jest telefon do szwagra.

Kiedy poszłam do rzeczonej pracy i lato skurczyło się do 14 dni urlopu, miasto zaczęło bardzo męczyć i ograniczać, zwłaszcza w upał. Trafiłam na bloga Amy Merrick i zobaczyłam Elmwood i pierwszy raz w życiu zapragnęłam mieć domek na wsi. Zaczęłam hejtować miasto i znowu marudzić (tutaj musiałabym zahaczyć o tematu pogodzenia z własnym sobą, czyli zrobiłby się z tego elaborat)… Nie ma sensu gonić za czymś, co jest fikcją i tylko wyobrażeniem – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Dowiedziałam się, że w pewnym poznańskim liceum w dosyć prominentnej dzielnicy osoby „ze wsi” są szykanowane. Dosłownie – SZYKANOWANE. Skąd to się bierze? Dlaczego wstydem jest w tym kraju pochodzić z małej miejscowości? Nie ogarniam.

Advertisements

One thought on “Wieśniactwo

  1. Bo to stworzyliśmy my- ludzie, stworzyliśmy odzewki typu „ale to wieśniackie” itp., więc wszystko co kojarzyło się z wsią było kiczem, tandetne… Teraz wiele mieszczuchów(czy to też obraźliwe?) wynosi się na wieś, bo znowu taka moda, bo myślą, że na wsi spokój. Tam to się rozgrywa (prawdziwe)życie… Moje ukochane osoby, jeszcze z technikum, pochodzą ze wsi, gdzie ciężko zawsze pracowało się na polu przy sianokosach, czy koło domu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s