Wziąć trochę czasu…

IMG_20131003_164735

Czytałam ostatnio w „Kinfolku” online artykuł, który porusza bardzo istotną kwestię dotykającą proletariacką klasę średnią w wielkim mieście bardzo intensywnie i nad którą kilka tygodni temu intensywnie wewnętrznie debatowałam. Chodzi o życie od weekendu do weekendu, tak jakby pomiędzy niczego nie było.

Gdy zaczęłam pracować w korporacji, czyli zajmować się przez większość dnia tym, czego nie lubię, moje popołudnia i weekendy były tak intensywne, że chodziłam wiecznie wykończona. Miewałam ciągle jakieś dodatkowe prace po godzinach, które chociaż chwilę pozwalały zajmować mi się tym, co lubię. Spotykałam się na gwałt z przyjaciółmi i znajomymi, na nic tak naprawdę nie było czasu. Taki styl życia powodował skrajne wyczerpanie fizyczne i psychiczne. Stopniowo dochodziłam po rozum do głowy , by dzisiaj móc powiedzieć, że mam spokój. Nie podejmuję żadnych długoterminowych zobowiązań służbowych w ramach pracy zdalnej po etacie (co innego incydentalne rzeczy dla przyjaciół i znajomych), zrezygnowałam z wszystkich cotygodniowych zajęć dodatkowych. Przestałam śledzić konferencje i spotkania, na których nie będę mogła być i nowości wydawnicze, których nie będę mogła przeczytać. Przychodzę z pracy i często po prostu jestem w domu i robię to, co akurat jest konieczne – pranie, ugotowanie obiadu, zaplanowanie czegoś i to, na co mam ochotę. Ktoś zadzwoni, ja zadzwonię, spotkanie, wyjście. Posiedzę, poczytam gazetę godzinę, zrobię sobie domowe SPA. Spontaniczność kontrolowana. Nie tracę już czasu na kilkugodzinne spacery po blogosferze – efekt kilkudniowego na początku embarga na włączanie komputera po przyjściu z pracy. Nie jestem przeciwniczką Internetu, wręcz przeciwnie – nie potrafiłam jednak zapanować na biegnącym wtedy czasem, który de facto był czasem straconym. Dzisiaj czasem nawet nie „dochodzę” do tego, by po południu włączyć komputer (fakt – dzięki Internetowi w telefonie nie jestem tak naprawdę odcięta, ale sprawdzam na bieżąco to, co jest mi akurat potrzebne).

Zdaję sobie sprawę, że nie mam dzieci ani kredytu na mieszkanie, więc milion problemów i walka o każdy grosz mnie nie dotyczą. Myślę jednak, że w każdej sytuacji życiowej, w jakiej się aktualnie jest, trzeba znaleźć sposób na „co dzień”, żeby po prostu nie zwariować. Pomysły w „Kinfolku” brzmią dosyć egzotycznie – żeby poczytać książkę przed pracą, musiałabym wstawać o 4 rano i nikt z moich przyjaciół nie spotkałby się ze mną na kawę o tej godzinie. Chodzi w tym chyba raczej o to, zrobić po prostu coś, czego nie ma w żadnym planie, nie jest obowiązkiem ani schematem. Coś, czego nie trzeba, a można. Żeby było na to miejsce, trzeba uporządkować swoją przestrzeń i czas.

IMG_20130826_170048

W czasie studiów codziennie byłam na mszy świętej. Miałam opanowane wszystkie kościoły w centrum, w które okienko dokąd mogę iść. Próbowałam pogodzić pracę, codzienne świeckie życie z codzienną mszą i mi się nie udało. Na początku frustrowało mnie to przerażająco, na mszy marzyłam już tylko o tym, że wreszcie pójść do domu i więcej nic nie musieć. Pewien dominikanin na spowiedzi powiedział mi kiedyś, że moim powołaniem nie jest codzienne chodzenie na mszę. Dało mi to do myślenia, ale oczywiście nie od razu wzięłam sobie do serca jego słowa. W końcu zaczęłam sobie wyobrażać, jak takie dni mogą wyglądać. Dzisiaj jestem w kościele przede wszystkim w niedzielę – nabrała ona szczególnego znaczenia, bo to jest dzień Boga. W tygodniu mam czasem jakąś specjalną intencję lub jest jakaś specjalna uroczystość i wtedy idę. Najgorszy jest sakro-terror – każdy ma swoje powołanie i najmilsza Bogu jest modlitwa zgodna z danym powołaniem. Jeżeli coś jest Bożą wolą, to będzie na to czas – trzeba rozeznawać.

IMG_20130928_091015

Advertisements

4 thoughts on “Wziąć trochę czasu…

  1. I totally agree…it’s so important to find time to just enjoy every single day…to do something we haven’t planned and something that will help us relax. Btw. your flowers are stunning! Kisses, dear. Happy Friday. xoxo

  2. Ostatnio bardzo częstym tematem moich rozmów z koleżankami jest fakt, że nic nas nie cieszy w życiu codziennym. Pracujemy, później gotujemy obiad, odbieramy dzieci ze szkoły, w domu mnóstwo obowiązków, a gdzie czas dla siebie ? Ciężko go znaleźć, zrobić sobie przyjemność bez wyrzeczeń. Przerażające … Teraz staram się uszczknąć coś dla siebie z każdego dnia. Czy to będzie spokojny poranek z kawą, czy mały zakupowy drobiażdżek, cokolwiek. Coś, co przypomni mi, że w tym wszystkim ja też jestem ważna.

    1. Pewnie, że jesteś!
      Ja gdzieś podskórnie czuję, że to chodzi o to, żeby właśnie polubić tę codzienność, nie przed nią uciekać. Tak ją zorganizować, by nas nie niszczyła. By była domem, bo w domu jest bezpiecznie. Fajnie czasem wyjechać, ale fajnie też wrócić 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s