„Sztuka minimalizmu w codziennym życiu” Dominique Loreau

W styczniu pisałam o wielkiej zmianIMG_20130912_111826ie organizacyjnej, jaka zaszła w moim życiu. Nie lubię czytać poradników, bo uważam, że w większości przypadków są infantylne. Jeżeli chodzi o blogi „minimalistyczne” zaglądam ciągle na minimalplan.com oraz czasem na prostyblog.com. Nie wiem już, która autorka wspominała o książce Sztuka minimalizmu w codziennym życiu Dominique Loreau, ale zachciało mi się ją przeczytać. Trochę trwało zanim się zebrałam, cel osiągnięty.

Autorka mieszka od wielu lat w Japonii, wnioskuję, że tam narodziła się w niej potrzeba posiadania mało. Mało jest tutaj jednak nieodpowiednim określeniem – powiedziałabym raczej wystarczająco. Autorka podkreśla, że w zachodniej cywilizacji wszechobecny jest nadmiar. Towary i przedmioty, których tak naprawdę „nie przejadamy”, stają się barierą w kontaktach ze światem, w tym także z ludźmi, powodują troski i niepotrzebne nerwy. Jak już wspomniałam w styczniowym poście – idea ta jest bardzo bliska chrześcijaństwu. Autorka podkreśla jednak wpływy filozofii zen i buddyzmy na takie podejście do sprawy. Jest to oczywiście coś, co mnie w tej książce raziło. Radzi ona wyzbyć się swoich przekonań i wierzeń, swojego „ja”. Nie uważam, żeby to było dobre, poza tym nie zamierzam wyrzekać się Boga, by być wolna – to nie On mnie ogranicza. Człowiek nie jest „energią”, jak określa go pani Loreau. Naiwnie również „wyjaśnia” ludzki lęk przed śmiercią – według niej człowiek boi się jej, ponieważ nie jest na nią gotowy oraz odbiera ją jako ostateczną porażkę. Mi się zawsze wydawało, że człowiek boi się śmierci, bo po prostu chce żyć i nie chce przestać być, ponieważ nikt mu nie daje „pewności”, że to jednak nie koniec – autorka mnie nie przekonała, trzymam się ciągle swojej wersji (oczywiście chrześcijaństwo uczy, że śmierć to dopiero początek). Odrzucam zatem praktycznie w całości filozoficzne pobudki, skłaniające ludzi – według autorki – do ograniczenia przedmiotów wokół nich – te fragmenty książki są dla mnie bezużyteczne i wręcz zbyteczne. Pozycja ta ma też jednak swój wymiar praktyczny i tu już jest ciekawiej (zwłaszcza, jeżeli ktoś ma problem z pozbywaniem się rzeczy). Opisuje przypadki ludzi chorych na zbieractwo (które może prowadzić nawet do śmierci pod stertą starych gazet) oraz podaje konkretne przykłady, jak pozbyć się nadmiaru ze swojego życia i co więcej – jak je zorganizować, by naprawdę używać mniej.

Czytałam tę książkę już po relegowaniu z domu 3/4 zalegających moje półki i szafy książek i ubrań, więc treść nie jest dla mnie rewolucyjna. Autorka zachęca do poznania siebie, swoich potrzeb i upodobań – to podstawy selekcji. Jeżeli ktoś zaczyna przygodę z wyrzucaniem i zmianą myślenia, mógłby przeczytać – to dobry punkt wyjścia. Mniej znaczy więcej – to naprawdę prawda.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s