Melodie domowe, noce z zakonnikiem i Amisze

W latach 60-tych do domu na rogu wprowadzili się pracownicy firmy E. W zależności od zajmowanego stanowiska, przydzielano im mieszkania od dołu płotkom, po najwyższe piętro szychom. Rodziny z dziećmi, prawie sami chłopacy. Wychowywali się w większości wspólnie na ogrodzonym podwórku. Dziś mieszkają tam już przeważnie dzieci lub już nawet wnuki pierwszych właścicieli ze swoimi rodzinami (tylko dwa mieszkania zajmują pierwotne właścicielki). W mieszkaniu na piętrze nr 1 mieszka pan M., z którym czasem pomieszkuje pan G., gdy jest w PL (pan M. nie założył rodziny).  Czasem spotyka się ze swoimi znajomymi z ryb i imprezują, zakrapiając alkoholem. Jakiś czas temu pomyliły mu się drzwi z oknem – zamiast do łazienki, wylądował na podwórku, gdzie 50 lat temu bawiły się dzieci. Pani T. poprosiła tego samego dnia wcześniej pana J., żeby przeniósł jej ławkę za dom do cienia, bo tu nie wysiedzi w tym słońcu. W to samo miejsce kilka godzin później spadł pan M., więc pani T. zawdzięcza tylko dwa złamane żebra i nierozbitą głowę. Kiedy już spadł, po sekundzie z góry zbiegał pierwszy sąsiad – p. B. Po 10 minutach stała już tam cała wspólnota mieszkaniowa a w drodze był już radiowóz i karetka. Pozbierali pana M. do szpitala. Pan M. jest tamtejszym dozorcą, wiec na czas jego nieczynności panowie M. i B. zajęli się dozorowaniem – przycinaniem krzaków, sprzątaniem ulicy i takimi tam (mają oczywiście swoje prace i życia, oczywiście niczego nie chcąc w zamian). Córka pana J. wyczyściła klatkę schodową z góry na dół. W noc upadku pan G., który akurat był w PL, wrócił do mieszkania ok. północy i gdy tylko się dowiedział, co się stało, pojechał do szpitala. Po odpowiednim czasie zorganizowano powrót pana M. do domu. To jest, proszę Państwa, sąsiedztwo. Uwielbiam atmosferę tego domu/bloku.

***

Badenim do poduszki. Sięgając po balsam do nacierania, który stoi na jednej z półek regału książkowego, mój wzrok padł na jedyną książkę o. Joachima, którą posiadam – Śmierć? Każdemu polecam!.  Miewam różne stany ostatnio (które się już prawdopodobnie uspokoją) i różnie mi, wzięłam i zaczęłam przeglądać. Są różne rodzaje staruszków, staruszkowie w typie o. Joachima są moimi ulubionymi – długie lata nauczyły ich dystansu, wierność i modlitwa nauczyły ich Boga, życie dało im doświadczenie. Wszystko to ze sobą łączy o. Joachim… Takich ludzi trzeba młodym, bo się boją; potrzeba im dowodu na sens tego wszystkiego – tacy ludzie to najlepsze dowody na Pana Boga.

Gdy byłam mała nie znosiłam żadnych przedmiotów do łóżka – musiałam mieć przestrzeń życiowo-senną. Dzisiaj czasem kładę sobie Pismo Święte obok poduszki. Tamtej nocy wzięłam o. Badeniego. Nie wierzę w żadne przenikanie w śnie ani nic takiego. To po prostu świadomość, że nie idę sama, jakby zdjęcia ważnych osób, które nosi się w portfelu.

***

Nie wiem, czy wszystkie kobiety tak mają, ale ja mam tak, że żeby się swobodnie i dobrze czuć, musi mi się podobać to, co mam na sobie. Albo mi się coś podoba na 100% albo mi się nie podoba, żadnych półśrodków. Niestety zazwyczaj niewiele mi się podoba, ale to już dramat na inną okazję. Ludzie jednak zazwyczaj reagują tak, gdy mi się coś podoba:

Sytuacja nr 1

Tygodnie przed studniówką spędziłam na szukaniu stroju. U nas w szkole szło się w białej górze i czarnym/granatowym dole. Nienawidzę koszul ani gorsetów, więc szukałam bluzki o hipisowskim kroju. Znalazłam – lekka jak mgiełka, dwuwarstwowa, kopertowy dekolt, długi rękaw, bawełna – cudo! Na studniówkę szłam z A. (którą mu strasznie zepsułam potem, ale młodość górna i durna – teraz ciągle się lubimy, jak się spotkamy i w ogóle), który przyjaźnił się z K. i mieszkał koło sklepu. Zadzwoniłam z przymierzalni do K., żeby przyszedł i ocenił. Przyszedł i jak zobaczył powiedział: Wyglądasz jak w worku na ziemniaki. Jeeeest!  – pomyślałam i oczywiście kupiłam. Nosiłam do zdarcia.

Sytuacja nr 2

Sobota, godz. 13.oo. Moja siostra wstaje po ciężkim piątku i pyta – Dlaczego ciągle chodzisz w piżamie? (+100 punktów dla spodni)

Sytuacja nr 3

Licytuję sukienkę. Chłop patrzy i pyta – Kiedy wyjeżdżasz do Stanów? Ja – E??? Chłop – No tam przecież mieszkają Amisze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s