310. Joseph R., czyli I ♥ B16

Robiąc ostatnio porządki biblioteczne zauważyłam, że jednym z czołowych pisarzy na moich półkach jest Joseph Ratzinger (wyprzedza go jedynie Magdalena Samozwaniec). Od zaprzyjaźnionego księdza dostałam w prezencie bożonarodzeniowym jego ostatnią książkę. Osobą jestem dosyć ekstrawertyczną i przeżywającą to, co ogląda i to, co czyta, bardzo mocno i w sumie dobrze, że czytałam ją w samotności, bo były momenty, kiedy wręcz wykrzykiwałam: „Taaak! No właśnie! Panie Boże, ale on jest super!”. Słowa Benedykta XVI są dla mnie zawsze świadectwem głębokiej wiary i wynikiem osobistego doświadczenia Chrystusa. To, co bije od tego człowieka, to ogromny spokój. I modlitwa. Ten człowiek na pewno dużo się w życiu modlił i modli. Leży sobie jakby na takiej wielkiej puchowej pierzynie, zatopiony w Bogu. Zdaje się być człowiekiem, który wie, że wszystkiego nie zrozumie. Biorąc pod uwagę jego profesorstwo (=naukowiec) jest dowodem na to, że mało wiedzy oddala od Boga, a dużo wiedzy przyprowadza do Niego z powrotem (nie wiem, kto to powiedział kiedyś, może Ludwik Pasteur?). Teologowie wpadają czasem w pułapkę swojej naukowości i nie stają się coraz bardziej ludźmi wierzącymi, a racjonalizującymi.

W tej książce papież stara się spojrzeć na omawiany problem z wielu stron. Pozostawia niektóre kwestie niedokończone; mówi, że coś zostanie tajemnicą, nie ma pewności, etc… I to jest właśnie piękne. Kiedyś tak się zastanowiłam, czy da się opowiedzieć, kim jest Bóg. I doszłam do wniosku, że dla mnie z Nim jest trochę tak, jak z tkaniną, tylko tkaną w różnych kierunkach. Jak się spojrzy pod światło, to gdzieniegdzie widać jakieś przestrzenie, malutkie dziurki, ale tak naprawdę nici tworzą całość, nierozerwalną, mimo że każda biegnie z innej strony, w innym kierunku. Bóg jest taki, ale jest też taki. Jest z kolei taki i taki. Trzeba w swoim życiu duchowym wziąć pod uwagę to i tamto też. Przyszłam stąd i stamtąd wzięłam to… I coś takiego znajduję w pisaniu Josepha Ratzingera. I chyba to strasznie postmodernistyczne jest (bycia postmodernistyczną chciałabym uniknąć, jak się jednak okazuje, całkiem się nie da). Polecam!

Trochę papieża wieczorową porą:

[Bóg] pojawia się w wydarzeniu, nie stając się doktryną. s. 46 – już kiedyś o tym pisałam – Bóg, który wyprowadził z domu niewoli

(…)wewnętrzne mocowanie się ze słowem. s. 50 – czyli chrześcijanin to nie fujara, która ślepo wierzy temu, co napisane

>>Jak człowiek znajdzie się w człowieku, jeśli Bóg nie znajdzie się w człowieku?<< s. 54 – papież cytuje św. Ireneusza

Anioł odchodzi, misja pozostaje, a wraz z nią wewnętrzna bliskość Boga, wewnętrzne widzenie i dotykanie Jego bliskości. s. 55 – to o Zwiastowaniu; coś trochę jak zejście z Góry Tabor – uniesienie trwa chwilę, a potem trzeba wracać do żywych

o św. Józefie:

(…) jego wrażliwość na rzeczy Boże i zdolność rozróżniania. s. 59 – czyli po raz kolejny – chrześcijanin to nie fujara

Zostaje jednak przy tym zachowane pierwszeństwo odpuszczenia grzechów jako podstawa wszelkiego rzeczywistego uzdrowienia człowieka. (…) Jezus chce najpierw wskazać człowiekowi na sam rdzeń jego nieszczęścia i dać mu do zrozumienia, że jeśli to w tobie nie zostanie uzdrowione, wtedy mimo wszystkich znalezionych dobrych rzeczy nie będziesz prawdziwie uzdrowiony. s. 63

Wspaniale oddaje słuszność Ewangelistom, wypełniając przestrzeń domysłów stwierdzeniem:

W każdym razie był jeszcze bliżej źródeł i wydarzeń, niż my – mimo całej historycznej erudycji – możemy sobie do tego rościć pretensje. s. 89

Miłość nie jest romantycznym uczuciem błogości. Zbawienie nie jest wellness, zanurzenie się w samozadowoleniu, lecz jest wyzwoleniem  zasklepienia we własnym >>ja<<. Ceną za to wyzwolenie jest cierpienie Krzyża. s. 116

To, co z perspektywy wiary jest gwiazdą nadziei, z perspektywy codziennego życia jest najpierw jedynie przyczyną niepokoju, powodem zatroskania i strachu. Rzeczywiście: Bóg zakłóca naszą wygodną codzienność. Królestwo Jezusa idzie w parze z Jego Męką. s. 138

Słowa Jezusa są za każdym razem większe od naszego rozumu. Za każdym razem przewyższają naszą inteligencję. Zrozumiała jest pokusa ich pomniejszania i naginania do naszej miary. Jednym z elementów poprawnej egzegezy jest właśnie pokorne uszanowanie tej, często nas przewyższającej, wielkości i nieumniejszanie słów Jezusa przez pytanie, na ile możemy im >>dowierzać<<. On uważa nas zdolnych do wielkich rzeczy. Wierzyć znaczy poddać się tej wielkości i powoli do niej dorastać. s. 167

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Joseph Ratzinger – Benedykt XVI Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo. Kraków 2012.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s