278.

„Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się!”

Iz 35, 4

***

Był czas, kiedy usilnie szukałam jakieś świętej, która byłaby taka, jak ja (lub poprawnie politycznie mówiąc, ja byłabym jak ona). Nie pod względem świętości, ale pod względem charakteru i sytuacji życiowej. Chciałam się przykleić do czyjegoś życiorysu, żeby dostać gwarancję, że jakoś to będzie. Nie chcę (i chyba nigdy nie chciałam) znać swojej przyszłości, ani daty śmierci (bo czy to coś by zmieniło?). Patrząc jednak na ludzi dookoła, najczęściej starszych ode mnie, widziałam, jak ich życie jakoś się poukładało – mężowie, żony, dzieci, jakaś kariera, kapłaństwo, mieszkanie (niekoniecznie własne), samochód (niekoniecznie jakiś wypasiony). Pierwsze, czego się nauczyłam w moim dorastaniu to to, że nie ma drugiego takiego życiorysu jak mój. Nie ma i nigdy nie będzie. Nie mogę żyć według życia innej osoby, bo to by było przede wszystkim ze stratą dla mnie. Jedyną gwarancją, jaką mam (i jest to zarazem największa z możliwych) jest ta, że Bóg mnie kocha. A kto zniszczy świątynię Ducha Św., tego zniszczy Bóg, mówi Pismo, więc się Jego Królewnie nic nie stanie. Bóg działa w ludziach, z którymi mam styczność, działa w ich życiu. W związku z różnymi splotami okoliczności, wiele im się w tych życiach udaje. Są to czasami trudne do uwierzenia historie, że gdyby nie ktoś, nie wtedy i nie tam, nic by się nie wydarzyło. A tak to zaraz się dzidzia urodzi albo maluje się ściany w jakimś „swoim” mieszkaniu. Czasem patrzę na życie i myślę, że to jakby jechać wzdłuż przepaści w jakimś śródziemnomorskim kraju (bo tam nie miewają barierek). Się jedzie i się jednak nie spada, się jedzie i się jednak dojeżdża. Jakoś to jest. Po studiach poczułam się pusta, wydawało mi się wcześniej, że tyle mam i tyle potrafię. Okazało się, że nic nie przychodzi łatwo i samo. Nauczyłam się (=kolejny etap), żeby dochodzić do wszystkiego powoli, po kolei. Nie od razu Rzym postawiono, nie muszę mieć od razu domu, męża, dzieci i golden retrivera. Myślałam, że jeżeli nie mam, to jestem jakaś niepełna. Jestem pełna Kasia w pełnej chacie ze spanielem. I jakoś wszystko dzieje się po kolei i na wszystko przychodzi czas. Byłam kiedyś, kilka lat temu tak szczęśliwa po ludzku i bosku, że myślałam, że zawsze tak będzie i bardziej już nie można. Nie jest już tak. Powtarzam sobie, że to jest właśnie ta scena, kiedy słowo „Odwagi!” nabiera prawdziwego znaczenia. I wierzę, że przede mną szczęście jeszcze większe niż tamto. Zarysowuje się na horyzoncie. I nie wiem, czy to rzeczywiście ono, bo nauczyłam się też, że wszystko może się w ułamku sekundy obrócić w nic. Kiedyś była taka majówka, co w warkoczach i różowych rajstopach poszłam z tatą na Łęgi Dębińskie. Mam takie zdjęcie, na którym siedzę na krawężniku osmarkana i sfochana z dziurawymi tymi rajstopami, bo zaliczyłam glebę, a tata mi foty cykał. To chyba najfajniejsze moje wspomnienie z tatą z dzieciństwa. To teraz taką bierze mnie Tata, tylko już większą i mówi „Odwagi”. I oczywiście przytakuje, bo babie lepiej zawsze dla świętego spokoju przytaknąć (zwłaszcza jak ma PMSa) i idziemy w stronę wschodzącego słońca. Bo ani oczy nie widziały, ani uszy nie słyszały.

Reklamy

4 thoughts on “278.

  1. Śledzę Twojego bloga, choć przyznam, że rzadko czytam całe posty. Dziś przeczytałam ten wpis dwa razy. Wróciłam do domu i drżącymi rękami sprawdzałam maila. Czekam na ważną wiadomość, która wpłynie na pewną decyzję. Nie doczekałam się tej wiadomości, ale doczekałam się dużo bardziej wartościowej. „Odwagi!”. Tego słowa było mi trzeba. Potrzebuję, żeby się poukładało, bo czuję się bezradna, bo mam wrażenie że nic nie mam i nic nie potrafię, a jeszcze pół roku temu byłam tak pewna siebie. I powtarzam sobie, że trzeba zachować spokój bo „Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać” i że potrzeba cierpliwości bo ziarno potrzebuje czasu aby wzrosnąć. Ciągle jednak oglądam się na innych szukając pocieszenia, że jakoś to będzie. A przecież pocieszenie jest we mnie i w tym, że ktoś chciał żeby była na tym świecie. Dzięki za przypomnienie o tym!

  2. Dzięki za te słowa. Niby co jakiś czas człowiek sobie coś takiego uświadamia, ale ciężko to zapamiętać na dłużej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s