239. To był maj, leciały żurawie i biegaliśmy po kniejach

Po krótkiej imieninowej nocy zapakowałam swoje utensylia w łączności z psem i ruszyłam na północ (czyli przeniosłam się ze strefy klimatu podzwrotnikowego pod koło podbiegunowe). Wylądowałam u mojej kuzynki na prawie plaży. Spacerowałyśmy wzdłuż brzegu poubierane we wszystkie prawie zabrane rzeczy, jadłyśmy gofry, w wyniku czego zaliczyłyśmy krótkie i zwinne zatrucie pokarmowe. Miło było, odkrywamy na nowo pozytywne strony bycia rodziną.

Po zwinnym zatruciu, znowu zapakowałam das Auto i pojechaliśmy z Leo do lasu. Po drodze spotkaliśmy się z Kasią i jej rodziną. Wgłąb pojechaliśmy już razem (bo sama za nic bym nie trafiła). Kilometr w las, gdzie mieszkaliśmy przez kolejne trzy dni. Codzienne śpiewy żurawi, dwugodzinne spacery po lesie i rozmowy poważne i mniej. Odpoczęłam jak nigdy w życiu, obecnie mam obsesję na punkcie lasu. Tam wreszcie zżyliśmy się z Leo. I mniej bałam się iść w nocy na spacer do lasu niż po powrocie w mieście.

Przyjaciele to skarb. Jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie się człowiekowi na ziemi mogą przytrafić.

Domek Effi Briest

P.S. Zdjęcia są o wiele lepszej jakości, niż się wydaje – polecam klikanie w każde!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s