161. Małe tęsknoty…

Powietrze już pachnie, nie powiem czym, bo mi się dostanie… Ale mam już czerwony „nowy” płaszczyk (płaszczyki to ja tylko w lumpeksach kupuję, bo potem nie szkoda takiego wyrzucić, jak się znudzi), dziś dotarły nowe botki. Gotowa do startu, start!

Między wózkami widłowymi czytam Paula Claudel’a, realizując swoje postanowienie niekupienia żadnej nowej książki, dopóki nie przeczytam tych, które już mam. Jest ich chyba z 10, z czego część to cegły po 500 stron 😐 Myślę, że do końca roku się wyrobię <zakasuje rękawy>. Czekam na nową ekranizację „Jane Eyre”. Kraj miodem i mlekiem płynący, jak zwykle, zacofany filmowo jakieś 6 miesięcy.

Miał być Wolin, wieś, Maf i Carlos. Ale nie będzie. Bardzo duży wnerw.

Tęsknię za codzienną mszą. Bardzo. I to nie z przyzwyczajenia.

Dzielenie się Bogiem i wiarą to chyba najbardziej smerfna sprawa. Mówią, że miłość, gdy się ją dzieli, to się pomnaża, ale ja myślę, że z wiarą jest tak samo. W końcu Bóg jest Miłością. Najbardziej wdzięczna moim przyjaciołom jestem chyba za to, że swoim życiem pokazują mi Boga. I kiedy o tym życiu opowiadają, opowiadają jednocześnie o Bogu. Bezcenne.

Reklamy

One thought on “161. Małe tęsknoty…

  1. „Najbardziej wdzięczna moim przyjaciołom jestem chyba za to, że swoim życiem pokazują mi Boga” – A Ty odwdzięczasz się tym samym, Tobie też się wdzięczność należy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s