157. W kinie w Lublinie, czyli jeżeli dziś jest wtorek, to jesteśmy w Belgii…

W sobotę 16. lipca, zapakowawszy walizkę do auta, ruszyłam w kierunku autostrady A2…

Tak zaczęła się moja wakacyjna wyprawa starej panny po kraju, powszechnie uważanym za szary i nieciekawy. Wyprawę tę jednak przedkładam nad dwa tygodnie spędzone na chorwackiej plaży. Najważniejsze to wsłuchać się w siebie, a moje siebie mówi, by wsłuchać się w drugiego człowieka. Spotkanie właśnie to dla mnie to, co liczy się najbardziej.

Zaczęłam od byłego podwarszawskiego uzdrowiska, gdzie jest prawie jak nad morzem i króluje styl Świdermajer. Rooda karmiła mnie bardzo zdrowo i zapewniała liczne rozrywki, łącznie ze zwierzakami do miziania (darty to jednak nie taka prosta gra, jak mi się wydawało). W niedzielę ruszyłam do Zamościa, po drodze zatrzymując się w Kozłówce. W Zamościu przegrałam z samotnością i nudą, po odwiedzeniu uroczego Starego Miasta, Szczebrzeszyna (chrząszcz jest, jeno trzciny brak!) oraz Zwierzyńca z kościołem p.w. św. J. Nepomucena, uciekłam nieplanowanie do Krakowa. W Krakowie klocki hamulcowe oraz burze dały o sobie znać, ja jednak nieustraszona, w czwartek ruszyłam do Lublina do dawno niewidzianej koleżanki z mojego niemieckiego życia (tak, wiem, trochę bez sensu ta szlajfka, ale cóż zrobić 😉 ). Lublin mnie urzekł swoją pagórkowatością, sklepieniem w serca w karmelitańskim kościele, odpowiednim stopniem ośrupania i rewitalizacji. Przedostatnim przystankiem była Jura u Kasi. Kocham Jurę z jej krajobrazami i ścieżkami do spacerowania! Wisienką na torcie była Jasna Góra, bo przytulenie się do Mamy zawsze dobrze robi. Zresztą, nie było opcji nie pojechać tam, gdy już byłam tak blisko.

W podróżowaniu chyba o to chodzi, by nie wracać takim samym. Mi się udało. Jestem jakby lżejsza, pełna pomysłów, zmotywowana i odnowiona dzięki Ludziom, których spotkałam. Pokonałam równe 2000 km jako kierowca, chciałam się sprawdzić. Wiele razy było ciężko, raz chciałam postawić samochód na poboczu i zastrajkować. Warto było jednak przelać każdą łzę, niczego nie żałuję. I dziękuję Bogu, że bezpiecznie wróciłam…

A teraz „miasto moje, a w nim najpiękniejszy mój świat…”

Reklamy

2 thoughts on “157. W kinie w Lublinie, czyli jeżeli dziś jest wtorek, to jesteśmy w Belgii…

  1. Piękna i śmiała podróż! Jak kierowca kierowcy – brawa! Jako miłośniczka podróży z radością przeczytałam Twoją relację. ” Wie schön ist eine lange, lange Reise. Wie oft habe ich danach wie nach einem Rettungsanker gegriffen. Und wie oft hat mich so eine Reise errettet!” (Gogol) Cudownie, że z nowymi pomysłami i energią, ale najważniejsze, że bezpiecznie i że już jesteś:) K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s