150.

Właśnie skasowała mi się cała długaśna notka pisana przez ostatnie pięć minut.

Miałam wyjść, ale z przyczyn obiektywnych zostałam uziemiona w domu. Najs. Wnerw. Żeby nie użyć wyrazu. Ujściu emocjom nie pomaga fakt, że postanowiłam się nieco zmniejszyć, a normalnie to bym tego wnerwa zajadła. Gr. W związku z powyższym, postanowiłam napisać tę notkę, do której się przymierzam od kilku dni, ale z braku czasu na internet w domu oraz z powodu obaw co do limitu iPlusowego, tak się  nie stało.

Podejmowanie decyzji nie jest w ostatnim czasie moja mocna strona. Codziennie ok. 5:30 rozgrywają się w moim różanym pokoju dramaty przed szafą (cierpię na permanentne niemanie się w co ubrać, raz pomyślałam: „W takim razie nie idę dziś do pracy”), a gdy dzwoni budzik modlę się „Panie Boże niech wstanę, z głębokości wołam do Ciebie”… Każdy dzień to dla mnie jak przejście przez Alpy Hammurabiego. Makijaż mi spływa, loki nie chcą się trzymać. Same dramaty. Chciałabym robić w życiu coś ważnego. Ważnego dla mnie. Coraz bardziej zbliżam się do momentu jedz, módl się i kochaj.

Pomocą w wytrwaniu w śmiałych planach wakacyjnych jest wejście w zależności z osobami, przed którymi głupio by było się wymigać i zrezygnować. Bo oczywiście dzień przed, będę się przed wyjeżdżaniem broniła rękami i nogami. Dziś ktoś bardzo fajny wyciągnął do mnie internetową pomocną dłoń w związku z moim wakacyjnym projektem, więc sprawa zaczyna nabierać rumieńców. Ten tydzień upłynie pod znakiem planowania wakacji, długi weekend doskonale się do tego nadaje.

Zaczynam wicie lub re-wicie gniazda, co u mnie zazwyczaj jest objawem polepszania się kondycji. Jak się okazało 1,5 godziny temu, jedna jaskółka wiosny nie czyni. Owoc malowanej weekendowej twórczości wkrótce na blogu, wkrótce także dorobię się dodatkowej półki na książki (których mam więcej niż sukienek – wiem, trudno w to uwierzyć, ale sukienek nie mam aż tyle). Będę mogła sobie nad łóżkiem wtedy pozawieszać różne ustrojstwa, żeby było słitaśniej. Mam jednocześnie ochotę pozbycia się wszystkiego, tak jak pozbyłam się wszystkich otrzymanych smsów – ok. 1900. Nie wiem, po co je magazynowałam, skoro i tak do nich nie wracałam.

Kupiłam wreszcie nowe akumulatorki do aparatu. Mogę trzaskać foty.

Reklamy

One thought on “150.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s