105. „Na północ” Elizabeth Bowen

Dzięki Rhiannon odkrywam co jakiś czas ciekawych pisarzy, a właściwie pisarki, prawie nieznanych i nieznane w Polsce. Tak było z Flannery O’Connor i tak było z Elizabeth Bowen. „Na północ” to chyba jedyna powieść tej autorki, jaką znalazłam na allegro w miarę przyzwoitej (jak kupować książki w ciemno, to zawsze najtańsze 😉 ) cenie (niestety okazało się, że w środku brak ok. 30 stron, sprzedająca pewnie o tym nie wiedziała).

Elizabeth Bowen wymieniania jest jednym tchem z Virginią Woolf. Virginii na razie niewiele czytałam („Własny pokój”  polecam!), powiadają, że obie pisarki utrzymywały podobny klimat w swoich powieściach – czytaj: nic się w nich nie dzieje. Wydanie, które ja posiadam liczy niecałe 500 stron, zostało mi do końca ok. 50, więc nawet jakbym chciała, nie mogę zdradzić zakończenia, gdyż go po prostu nie znam. Nie wiem jeszcze nawet, skąd tytuł powieści.

Książka traktuje o dwóch kobietach i o miłości, o stosunkach międzyludzkich. Narracja jest bardzo subtelna, nienachalna, ciekawie prowadzona – im dalej w książkę, tym czytelnik dowiaduje się więcej o bohaterach, wchodzi jak gdyby w ich głąb. Nie porwę się na przeczytanie książki w oryginale, jednak już w tłumaczeniu polskim widać, jakich fantastycznych słów i określeń autorka używa, by opisać stworzoną przez siebie rzeczywistość, np. skostniałe małżeństwa nazywa „stojącymi jeziorkami w strumieniu życia”, a uczucie – „rośnięciem w głąb” (genialne!!!). Nigdzie wcześniej nie znalazłam równie pięknego opisu kobiety poszukującej uczucia jak właśnie u Bowen:

„(…)jak pilnie Cecylia stara się o uczucie, wystawiając swoje serce z nadzieją, niby dziecko wywieszające domek dla ptaszków, w którym one nie chcą zamieszkać.”

Nie wiem, jak inni ludzie, ale ja książki bliskie mojemu sercu mam całe „pokolorowane” podkreśleniami, wykrzyknikami i uśmieszkami tak, bym łatwo mogła do czegoś wrócić (moja Biblia to przekrój przez wszystkie moje kredki 😉 ). Nie sposób wymienić tu wszystkich smaczków językowych, którymi posługuje się Bowen.

Narracja jest delikatna, niczym sukienka-mgiełka, czytelnik ma szansę przyjrzeć się wszystkiemu dokładnie, nie jest jednak przetrzymywany za długo w jednym miejscu. Nie wiem czy lubię bohaterki, chyba nie do końca. W książce nie dzieje się wiele. Dzieje się w dużym mieście lat 30-tych, a dzianie się to składa się i z życia nieco wyższych sfer, ale także klasy średniej. Autorka porusza tematy bliskie kobietom, żyjących w każdych czasach, dziś tamten świat wydaje nam się może nieco już nieprawdziwy… Jednak miło się oderwać na chwilę i zatopić w tym świecie… Polecam 🙂

Reklamy

2 thoughts on “105. „Na północ” Elizabeth Bowen

  1. Kasieńko,

    przeczytaj Listy Vigrinii Woolf do Vity Sackville-West! Były sobie miłośnie bliskie! Uściski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s