84.

„Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana? Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką – a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznał Twój zamysł, gdyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego? I tak ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste, a ludzie poznali, co Tobie przyjemne, a wybawiła ich Mądrość.”

Mdr 9,13-18b

***

W kościołach w Polsce jest dziś czytany list biskupów dot. lekcji religii w szkole. Wiem, że mój blog jest raczej na marginesie blogosfery, nawet tej, którą można by określić mianem katolickiej. Chciałam jednak napisać na murze: do liceum chodziłam 4 lata, z czego 3 nie chodziłam na religię. Nikt mnie z tego powodu nie szykanował, nie wytykał palcami, ani gorzej nie traktował. Jeżeli komuś religia w szkole przeszkadza, niech na nią nie chodzi albo nie posyła dzieci. Nie ma przymusu.

Pięknej niedzieli 🙂

(u nas słonecznie!!!)

Reklamy

11 thoughts on “84.

  1. To nie o to chodzi, Kasiu, ale o tą nieszczęsną średnią… Ocena z religii ją zmienia, etyki najczęściej brak, więc ci, co nie chodzą na religię, mają niższy mianownik przy liczeniu średniej. Nie jest to w porządku.
    W te szykany też nie wierzę, jeśli ktoś nie potrafi wytłumaczyć kolegom, dlaczego nie chodzi na religię tak, by się odczepili (jeśli kogoś to w ogóle obchodzi), to sorry.

    1. OK, ale czy to się nie wyrównuje po prostu przez to, że się ma mniej przedmiotów? A co ze średnią jeżeli ktoś jest zwolniony z wf-u i ma napisane na świadectwie „zwolniony”?
      Rodzice mają prawo domagać się etyki w szkole, więc cały myk polega na tym, żeby byli skuteczni i wytrwali 😉 (zdaję sobie jednak sprawę, że to nie jest łatwe, bo zwyczajnie brakuje kadry).

  2. Nie wyrównuje się (możesz policzyć sobie przykładowe średnie;). Właśnie nie chodzi o to, by rodzice byli wytrwali, tylko by mieli to zapewnione. Tak oczywiście nie jest, a oczywiście powinno. Rodzic ma i tak sporo do załatwiania i walczenia o, a o to naprawdę nie powinien.
    Uważam też, że szkoła to miejsce dla wszystkich, publiczne itd., i nie powinno się w nim odbywać nauczanie religii, tylko w odpowiednich do tego miejscach typu kościół, synagoga, dom rodzinny, cokolwiek innego. W moim przedszkolu (które właśnie zakładam:)))) nie będzie dlatego właśnie religii, choć sama jestem osobą jak najbardziej wierzącą. Ale nie pisze tego po to, by Ciebie lub kogokolwiek przekonywać, tylko by się wwygadać:)))))

    1. OK, spoko – wszystko rozumiem i nie biorę do siebie 🙂 A co z tym wf-em i średnią? I w sumie to dla mnie trochę bez sensu, ze religia się liczy do średniej.
      Ja też bym chyba wolała chodzić na religię do salki przy kościele. Moim zdaniem w Polsce ludzie mają ogólnie problem z religią – nie potrafią się do niej przyznać (jakakolwiek by ona była), jej bronić (tu absolutnie nie chodzi mi o bronienie w wykonaniu przedpałacowym) i ogólnie traktują ją jako coś negatywnego (piszę tu o ogólnym nastroju bijącym np. z gazet czy telewizji i jest to jedynie moje subiektywne odczucie).

      Pozostając w temacie subiektywności jeszcze – ja niestety w domu rodzinnym nie miałam szansy się rozwinąć religijnie i duchowe życie uratował mi ksiądz-katecheta z liceum.

      I w sumie to mam świadomość, ze moja odpowiedź jest chaotyczna i nie wiem do końca czy w temacie, ale jestem lekko kopnięta dziś. Przepraszam z góry i w razie czego wyjaśnię wątpliwości, jeżeli się jakieś pojawią.

  3. No pewnie, że w salce fajniej… Pamiętam z ogólniaka sytuację, że do salki chodziliśmy na polski, bo religia musiała być w szkole, a sal brakowało. Chore to było, ale bawiliśmy się setnie na starym poddaszu pełnym ciekawych rupieci.
    A, i jeszcze nie podoba mi się, że katecheci opłacani są z budżetu państwa, jak nauczyciele, a nie mają (tzn. nie muszą mieć) wykształcenia pedagogicznego. I płacą na nich też ci, którzy nie posyłaliby dzieci. I żadnych plusów w zasadzie nie widzę.

    Zastanawiam się nad tym, co napisałaś o deklarowaniu swojej religijności. Nie mam jakichś złych doświadczeń. Co do mediów, oczywiście pokazują skrajności – od fanatyków religijnych po rechoczących z nich młodych racjonalnych (też nie mam tu na myśli konkretnej sytuacji sprzed pałacu). Wśród znajomych też raczej nie dostrzegam problemów z „przyznawaniem się”. Niepokoi mnie jedyne, co zauważyłam w tej kwestii, mianowicie chrzczenie i I Komunia w rodzinach, gdzie na co dzień wyśmiewa się Kościół i religijność innych. Tacy ludzie nie potrafią przyznać się przed własną rodziną (!) do swoich poglądów, uczą dziecka konformizmu i dwulicowości.
    Bardzo mnie ciekawi, o czym myślałaś pisząc o problematyczności religii w Polsce. Pewnie znowu okaże się, jak to często bywa, że sama nie wiem, w jakim kraju żyję:) Może jakiś przykład? Nie mam TV więc nie znam konkretnych programów czy wypowiedzi, które możesz mieć na myśli. Pozdrawiam gorąco.

    1. Nie mają pedagogicznego wykształcenia? Z jednym teologiem (teolożką w sumie 😉 ) mieszkam, poza tym znam ich TROCHĘ sztuk i z tego, co wiem, (teoretycznie przynajmniej) mają blok pedagogiczny. Może to tylko w Poznaniu tak jest?

      Ja z deklarowaniem swojej religijności też zazwyczaj problemów nie mam. Dostałam niezłą szkołę w domu rodzinnym, gdzie przerobiłam prześladowanie chrześcijan, więc wiem z czym to się je 😉

      Co do religijności w Polsce to, to co napisałam to wynik jakiegoś takiego ogólnego nastroju, który wydaje mi się, że panuje. Ja np. bardzo odczułam jakieś takie silenie się na ateizm na uniwersytecie.

      Religii nie ma w ( nie o księżach ;)) serialach telewizyjnych – są jednak śluby kościelne często po kilku latach życia razem, czyli to, o czym wspomniałaś – religijność na pokaz. Chrzest to „chrzciny”. Jakieś 7 lat temu pewien ksiądz, przygotowujący dzieci do I Komunii był załamany, ponieważ dzieciaki kompletnie nie wiedziały jak zachować się na mszy świętej – czyli na bank zupełnie nie rozumieją o co loto. To rodzice powinni uczyć tego swoje dzieci – potem dopiero Kościół i ewentualnie szkoła. Kiedyś chrzcił dzieci – na 7 par, które przyniosły dzieci, żadna nie była związkiem sakramentalnym. Niejedzenie w piątek mięsa jest akceptowane, ale argument, że nie idzie się w piątek na imprezę, bo jest właśnie piątek – już może być uważany za dziwactwo. „Nie robisz zakupów w niedzielę?” – „a co w tym złego?”; awanturowanie się, że żyjemy w zaściankowym kraju, bo jeden sklep na 100 był w święto zamknięty (podczas gdy w Niemczech w niedziele uświadczysz żadnego otwartego). Większości katolikom w tym kraju brakuje elementarnej wiedzy o Tym, w Kogo wierzą. Ślub kościelny? – „przecież można unieważnić” – itp., itd. Mieszkanie razem przed ślubem? – „A co księża mogą o tym wiedzieć?”. Ale biała sukienka musi potem być :|. Czasami mam wrażenie, że ludzie robią sobie z Pana Boga jaja, a Kościół traktują jako treningowy worek do bicia.

      A, ja na przykład codziennie jestem na Eucharystii – reakcje na tę informację bywają różne 😉
      Nie wiem czy to są argumenty, które Cię usatysfakcjonują, ale są one raczej z życia wzięte (to znaczy jeżeli sama nie słyszałam osobiście, to opowiedzieli mi znajomi).

      P.S. Dzięki za tę dyskusję 😀 Mua!

      1. Co do wykształcenia katechetów, znam osobiście tylko jednego. Mieli przedmiot „Pedagogika”, co jest niczym w porównaniu z tym, co musi przejść każdy nauczyciel. Poziom nauczania religii, tj. merytorycznie plus podejście do dzieci/młodzieży jest moim zdaniem b. niski. Cieszę się, że trafiłaś na fajnego księdza w liceum. Ja akurat chodziłam na religię w LO, bo było b. ciekawie, bardziej historia Kościoła i sztuki niż cokolwiek innego i to mi odpowiadało.

        Wspomniany katecheta zwrócił mi kiedyś uwagę na jeszcze jedną rzecz – ma się dwóch szefów, proboszcza i dyrektora szkoły, i ich wytyczne niekoniecznie muszą się zgadzać. Czasami katecheci są miedzy młotem a kowadłem. I po co to. Ale to już osobna i dość niszowa kwestia.

        Też zwróciłam uwagę, że w TV nie ma pokazanej normalnej (co to znaczy?) religijności, takiej naturalnej i codziennej, jaka by nie była. Z drugiej strony są seriale typu „Plebania”, czyli coś tam niby jest. Ale chyba rozumiem, o co Ci chodziło i nie jest to raczej „Plebania”;)

        Wyraz „chrzciny” doprowadza mnie w kilka sekund do furii, a temat przerabiałam dwukrotnie z powodu dwójki dzieci. Kiedy chrzciny, klasyczne pytanie. Odpowiadałam, że nie będzie chrzcin, tylko chrzest, a po nim kawa/herbata w kościele.

        Pocieszę Cię, że też nie robię zakupów w niedzielę, chyba że są to pieluchy. Ale i nie uważam, że jeśli ktoś kupuje, robi coś złego czy niestosownego. Może po prostu ma inną duchowość, inne potrzeby, i ogólnie kto go tam wie. Mam w rodzinie osobę, która wszystkich instruuje, jak mają co obchodzić, co nie jest zbyt korzystne dla ich entuzjazmu do Kościoła. Ale nauczyła mnie ona paradoksalnie nie oceniać i nie pouczać, czyli na coś się jej sposób na życie przydał:)

        Na naszym uniwerku nie zauważyłam mody na ateizm, oczywiście mówię o swoim wydziale. Promotor np. nie kryje się z tym, ze wiara jest dla niego ważna. Ogólnie chyba nie robi się z tego sprawy.

        Dziwactwa są przeróżne, też niereligijne, znam takich, którzy chodzą tylko do tych pubów, gdzie jest określone piwo i zmuszają do tego swoich znajomych. Przy tym niechodzenie w piątek na imprezy to pikuś. Codzienna Eucharystia też nie wydaje mi się dziwna, choć sama nie mam takiej potrzeby.

        Co do tego worka treningowego, też mnie to drażni, przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza. Może Kościół powinien zrobić coś, by zdementować najczęstsze o sobie pogłoski;) (bierzmowanie jest niezbędne do ślubu, księdzu po kolędzie trzeba dać na tacę itp.), zamknęłoby to najgłupszym krzykaczom usta.
        Nie mam ochoty ich słuchać, a niestety słychać mimo woli:)

        Myślę, że nie jest tak całkiem źle:) Również dziękuję Ci za tą dyskusję i ściskam mocno :*

      2. Jak się wczoraj położyłam, to pomyślałam, że to co wyżej napisałam może zostać opacznie zrozumiane, więc teraz na wstępie pragnę coś wyjaśnić – nie jestem absolutnie kompetentna do oceniania czyjeś religijności i w moim odczuciu tego nie robię. Na Marsie nie żyję, widzę, co się dzieje i to opisałam po prostu, ale tak naprawdę, co dzieje się w sercu i duszy człowieka wie tylko i wyłącznie Pan Bóg. Mu więc należy zostawić osąd. Co mnie najbardziej denerwuje to to, że ludzie nie żyją w zgodzie z tym, co mówią i naprawdę niepoważnie czasami traktują Kościół. Opisy powyższe tyczą się zatem ziemskiej strony mocy.

        Z zakupami w niedziele chodzi o to, że ktoś musi pracować, żeby do tego sklepu można było pójść z rodziną na niedzielny spacer. Czyli te tysiące ludzi, pracujących w centrach handlowych, nie spędzą tego dnia na odpoczynku z rodziną. Gdzieś kiedyś przeczytałam relację jakiegoś człowieka z jego pobytu w Izraelu – był pozytywnie zdumiony jak rodzinnie Żydzi obchodzą szabat. Moja mama pracuje 7 dni w tygodniu – nauczona uczyć się z cudzych błędów, nie chciałabym zafundować czegoś takiego moim dzieciom. Wiadomo, czasem trzeba coś kupić – pieluchy, lekarstwo etc (szabat przecież dla człowieka, a nie odwrotnie), ale smuci mnie strasznie, że ludzie robią z tego regułę, zostawiając wielkie zakupy tygodniowe na niedziele. Nie będę jednak kładła się u wejścia do supermarketu rozdzierając szaty – nie jestem niańką niczyich sumień i każdy ma prawo decydować o tym, jak żyje.

        Ci teolodzy, których mam pod bokiem, mają kilkuletni blok pedagogiczny z praktykami itp, itd. Wiem, że w praktyce różnie zajęcia pedagogiczne wyglądają. W Poznaniu Wydział Teologiczny jest jednym z wydziałów naszego uniwersytetu.

        Mi się „silenie się na ateizm” (bo ateizmem tego nazwać nie można, nie wierzę zresztą w ateizm) strasznie w oczy rzucało kilka lat, zniechęcając troszkę (skutecznie? mam rok na zastanowienie się) do dalszej pracy tam.

        Pewnie, że źle nie jest 🙂 Ja jak sobie tylko przypomnę, dziękuję Bogu, że mieszkam w tym kraju i mam tyle fajnych, normalnych wierzących ludzi dookoła 😉 Zresztą, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie.

  4. no coz… zajec z pedagogiki, katechetyki, dydaktyki i praktyk na naszym „umiłowanym” wt ułam jest masę bo uwaga: od 2 do 5 lub nawet 6 roku(tylko nieliczni;d) zgodze sie ze poziom jest rozny( od wylacznej teorii, ktora mija sie z praktyka do praktyki, ktora mija sie z teoria- innymi slowy od kogos kto w szkole byl ostatni raz 25 lat temu do kogos kto w szkole nadal pracuje); co do 2 szefów… no trudno, trzeba robić bo inaczej sie nie da, choc w wiekszosci przypadkow idzie sie z nimi dogadac! religia w szkole ma pewien plus-> mianowicie idzie dotrzec do wiekszej grupy dzieciakow! i jezeli choc przez 3 lata nauki w klasie 25 osobowej gdzie 3/4 osob deklalruje sie jako wierzace, choc niekoniecznie praktykujace, uda sie pozyskac 2-3 dla Królestwa Niebieskiego to moim zdaniem jest juz to mega sukces. Idac dalej na spacer lepiej isc do parku czy nad malte(nie mylic z galeria handlowa). ale co tam moze wiedziec facer z epoki sredniowiecza, ktory obecnie jest na praktykach w szkole i nie moze przestac zadziwiac sie tym jak mozna fantastycznie ksztaltowac u dzieciakow ludzkie a zarazem chrzescijanskie podejscie do zycia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s