Dzień Dziadków / Grandma’s & Grandpa’s Day

Potęga codzienności / Power of everyday life

W pierwszych latach powojennych moja babcia odbierała solidne poznańskie wychowanie na Jeżycach. Podczas gdy jej siostra czepiała się tramwajów zjeżdzających do zajezdni, ona siedziała w białej sukience na skraju piaskownicy, starając się jej nie ubrudzić. W tym samym czasie mój dziadek chodził pieszo z Gądek do Poznania i grał w palanta w powojennych gruzach Łazarza. Zbierał także inne cenne życiowe doświadczenia (rozwody, snajperzy), które miały go przygotować do zawiłości dorosłości.

Wiele dziesiątek lat później, wczesnym popołudniem w dzień uczczenia Ciała Pańskiego na ulicach świata, zapukałam do drzwi dziadków. Zakluczyłam drzwi i się rozpłakałam. Babcia mnie przytuliła, a dziadek poszedł patrzeć przez okno (tak robią mężczyźni w tej rodzinie, gdy dzieje się coś niedobrego). Kilka godzin wcześniej moi rodzice (w kiepskim stylu) przypieczętowali logistycznie rozpad ich małżeństwa. Postanowiłam więc pojechać przeczekać te pierwsze chwile do dziadków (w odwiecznym porządku świata to jest to, co się robi, kiedy się jest w kłopocie).

Jakieś niewiele znaczące słowa babci, milczenie dziadka. Godziny mijały.

Przyszedł czas, by się zbierać na procesję. Gdy mocowałam się z butami, a babcia zniknęła w kuchni, dziadek sięgnął do marynarki po portfel, celując we mnie wzrokiem pełnym konspiracji:

– Masz dychę, idź na lody – powiedział szeptem i wrócił na fotel.


In the first post-war years, my grandmother received a solid Posener upbringing in Jeżyce (part of the town). While her sister was clinging to the trams going down to the depot, she was sitting in a white dress on the edge of a sandbox, trying not to get the dress dirty. At the same time, my grandfather walked from Gądki to Posen on foot and played rounders (kind of… it’s a Polish game with a bat) in the post-war ruins of St. Lazarus (another part of the town). He also collected other valuable life experiences (divorces, snipers) that were to prepare him for the complexities of adulthood.

Many decades later, on an early afternoon, on the day of the celebration of Corpus Christi in the streets of the world, I knocked on my grandparents’ door. I closed the door and cried. My grandma hugged me and my grandpa went to look out the window (that’s what the men in my family when something is wrong). A few hours earlier, my parents had logistically sealed (in a quite bad style) the end of their marriage. So I decided to go and wait those first moments at my grandparents’ (this is what you do when you have a problem – you go to your grandma’s).

Some insignificant words from my grandma were said, my grandpa didn’t break his silence. Hours were passing.

The time has come to go for the procession. As I struggled with my shoes and my grandma disappeared into the kitchen, my grandpa reached for his wallet, looking at me in a very conspiratorial way:

„Here, 10 zł. Go get yourself some ice cream.” he whispered and disappeared.

On January 21st we celebrate Grandma’s Day and on January 22nd Grandpa’s Day in Poland.

Mędrcy świata, czyli galette des rois

Duchowe, Kuchnia

Każdy dzień jest wyjątkową okazją, bo całe życie jest wyjątkową okazją, czasem jednak zdarzają się bardziej wyjątkowe okazje. Czas może sobie płynąć gdzieś obok albo można go uświęcać, celebrując te bardziej wyjątkowe okazje w bardziej wyjątkowy sposób. A że przez żołądek do serca…

Rogale świętomarcińskie, cynamonowe bułeczki na św. Łucji i galette des rois, czyli królewski tort, na Trzech Króli, czyli Objawienie Pańskie (jeszcze ładniej to Epifania). Tradycja zakorzeniona we Francji od XIII wieku. Globalizacja przyniosła go do Polski w XXI wieku jako swój posag. W nadzieniu ukrywa się figurkę małego Jezusa/migdał/kandyzowany owoc – osoba, która na nie trafi w swoim kawałku, zostaje królem.

Piekłam w zeszłym roku, w tym też zamierzam – przepis od niezawodnego Davida Lebovitza.

Potrzeba:

  • 1 szklanka (100g) mąki migdałowej
  • ½ szklanki (100g) cukru
  • szczypta cukru
  • skórka otarta z ½ pomarańczy
  • 100g niesolonego masła o temperaturze pokojowej
  • 2 duże jajka o temperaturze pokojowej
  • 2 łyżeczki rumu
  • 1/8 łyżeczki ekstraktu migdałowego (ilekolwiek to jest; ja nie daję, bo nie posiadam)
  • 450g ciasta francuskiego, schłodzonego, w dwóch częściach (patrzcie, żeby było takie bez oleju palmowego w składzie)
  • migdał/kandyzowany owoc/figurka do ukrycia w środku (nie ukrywam, bo i tak ja jestem królową)

Klajdra przed pieczeniem:

  • białko z 1 jajka
  • łyżeczka mleka

Jak:

  1. Połączyć mąkę migdałową, cukier, sól i skórkę pomarańczową. Wmieszać masło aż wszystko całkowicie się połączy. Następnie dodawać po kolei jajka, razem z rumem i ekstraktem migdałowym (David pisze, że mogą się nie połączyć idealnie, ale to też będzie dobrze). Przykryć i schłodzić.
  2. Rozwałkować jeden kawałek ciasta na koło o średnicy ok. 23 cm. Używając talerza/dna tortownicy/foremki jako szablonu, ładnie wyciąć, żeby brzeg był równy. Następnie podobnie postąpić z drugim kawałkiem ciasta. Ułożyć dwa płaty ciasta na sobie (przełożone papierem do pieczenia/folią spożywczą, żeby się nie skleiły) i chłodzić 30 minut.
  3. Następnie wyjąć wszystko z lodówki. Na jednym kawałku ciasta wyłożyć nadzienie – zaczynając od środka, zostawiając około trzycentymetrowy rant ciasta bez nadzienia. Ukryć fant, jeżeli używamy.
  4. Pozostawiony wolny rant moczymy pędzelkiem oraz przykładamy na całość drugi kawałek ciasta, przyciskając brzegi. Następnie można całość schłodzić, ponieważ na zimnym cieście francuskim wygodniej robi się wzroki (można chłodzić nawet całą noc). Dekorujemy i dociskamy brzegi jak na tym zdjęciu.
  5. Podgrzać piekarnik do 180ºC.
  6. Wymieszać ze sobą białko i mleko i posmarować wierzch ciasta (bez rantów!). Zrobić 5 otworów w górnej warstwie tortu, by para wodna miała ujście (z nadzienia w sensie).
  7. Piec 30 minut lub do momentu aż tort będzie brązowy u góry i na brzegach. (jeżeli podczas pieczenia mimo zabiegu z dziurkami, górna warstwa będzie się podnosić, można zrobić dodatkowe otwory).
  8. Tort nieco opadnie po wyjęciu z pieca, co jest normalne. Można serwować ciepłe lub ostygnięte.

Pięknego święta!


This is basically David Lebovitz’s recipe for galette de rois that can be found here.

Szczypty ekstrawagancji każdego dnia! / Let’s make this year fancy!

Blubry

Codzienność jest w każdej sekundzie dnia, w każdym uderzeniu serca i chluście krwi, wypływającym z serca. Myśli się o niej szaro i nudno, a to właśnie w niej tkwi potęga. Będzie ekscytująca, jeżeli się o to zadba. Można na przykład tak:

Amy Merrick, On Flowers, s. 154

Szczęśliwego Nowego!


How to make your everyday life a little bit fancier, according to Amy Merrick (On Flowers, page 152):

  • count rose petals,
  • dress up to visit gardens,
  • buy more flowers than you can carry,
  • write thank-you notes on personalized stationery,
  • slip sachets into dresser drawers,
  • write love letters,
  • spritz those letters with floral perfume,
  • go to the ballet,
  • keep fragrant flowers by your bedside,
  • toast with real crystal champagne coupes,
  • tie bouquets with silk ribbon,
  • eat from floral china dessert plates,
  • watch tulip twist,
  • buy a first edition of beloved book,
  • host a proper dinner party,
  • sleep on ironed pillowcases,
  • collect beautiful vases,
  • treat yourself to afternoon tea,
  • decorate a cake with icing roses,
  • bury your face in peonies,
  • gild the lily.

And one last from myself:

  • come by to a church while coming back from the grocery store and send Jesus a kiss

Happy New Year!

2020 bardziej / More of 2020

Duchowe, Foto

Co mnie cieszyło w 2020:

  • nauczyłam się od Sylwii używać więcej pieprzu,
  • upiekłam croissanty,
  • kupiłam wymarzony stół,
  • zaczęłam uczyć się kłócić i być niezadowoloną bez wyrzutów sumienia,
  • spowiadałam się u mojego spowiednika (poza jednym, bardzo smutnym, przypadkiem),
  • straciłam 10 kg,
  • miziałam znowu Leona,
  • miałam najwspanialszy pierwszy tydzień roku w całym życiu (śnieg, góry, Kraków, przyjaciele),
  • postępy na akordeonie,
  • kupiłam mieszkanie,
  • nauczyłam się small talku,
  • pierwsze siwe włosy,
  • zaprenumerowałam „Oremusa” i codziennie czytam czytania liturgiczne,
  • byłam w Płocku,
  • jadłam dużo musu czekoladowego,
  • polubiłam brukselkę,
  • memy o „Dumie i uprzedzeniu”,
  • teleporada podczas ataku rwy kulszowej,
  • śpię przynajmniej 7 godzin.

english below!


Była burza, byliśmy wszyscy mokrzy, a niektórzy wystraszeni. / There was a storm and we were all wet and somebody was very scared.
Chodziłam z nim po mazowieckich łąkach i wyobrażałam sobie, że jesteśmy w powieści Jane Austen. / I walked him among the masovian meadows pretending we are in a novel by Jane Austen.
Z Agą. Dużo różowego nosiłam. / I wore a lot of pink.
Kawa z tatą / Coffe with my dad.

Highlights of 2020:

  • I learned from Sylwia how to use more pepper while cooking,
  • baking croissants,
  • buying my dream table,
  • I started to learn to argue and be dissatisfied without remorse,
  • confessions (except for one, a tragic one) to my confessor,
  • losing 10 kg,
  • petting Leon,
  • the greatest first week of the year in my whole life (snow, mountains, Cracow, friends),
  • progress on the accordion,
  • buying a flat,
  • learning how to do small talk,
  • first gray hair,
  • Subscribing to „Oremus” (a little monthly book with all the mass readings) and read liturgical readings every day,
  • visiting Płock,
  • ate a lot of chocolate mousse,
  • started to like Brussels sprouts,
  • memes about „Pride and Prejudice”,
  • medical advice via phone (due to pandemic) during an attack of sciatica,
  • sleeping enough.

Katolicki prezentownik książkowy / Catholic books gift guide

Duchowe, Książki

Od Zuzanny Radzik przez Małgorzatę Terlikowską do Thomasa Mertona. Poniższa lista to książki o tematyce katolickiej, które w ostatnich (dwóch) latach okazały się bardzo pomocne w mojej drodze do domu.

Od lat już chciałam coś takiego przygotować przed Świętami (AMEN dla urlopów w listopadzie w czasie soft lockdownu!). Nadają się tak naprawdę na prezenty dla każdego – także dla duchownych (a z pomysłami na prezent dla nich często bywają problemy).

  1. Zuzanna Radzik, Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół (Wydawnictwo WAM) – sporo ciekawych informacji o konkretnych kobietach z początków chrześcijaństwa. Solidnie przygotowana – warto dla merytorycznych faktów.
  2. Véronique Olmi, Bakhita (Wydawnictwo Literackie, tłum. Katarzyna Marczewska) – świeckie wydawnictwo wydało biograficzną powieść o nietuzinkowej kobiecie, którą Kościół katolicki ogłosił świętą. Budząca natchnienie historia życia afrykańskiej niewolnicy, która nigdy nie przestała być dobra i łagodna mimo doznanych krzywd.
  3. Mark Twain, Joanna d’Arc (Wydawnictwo PAX, tłum. Katarzyna Ciarcińska) – wedle relacji i komentarzy autor był nastawiony antykatolicko i antyfrancusko, a jednak kilkanaście lat trwała jego fascynacja francuską świętą. Sam Twain uważał ją za najważniejszą książkę, jaką napisał. Wartka akcja i błyskotliwy narrator. Uczta.
  4. Małgorzata Terlikowska, Dzięki Bogu jestem zakonnicą! Historie spełnionych kobiet (Wydawnictwo Esprit) – 13 otwierających oczy, poszerzających horyzonty i uskrzydlających rozmów z polskimi zakonnicami. W tym także z jedną Brytyjką, która jako baptystka przyjechała do Polski blisko 25 lat temu uczyć angielskiego i o tym jak to jest, gdy siostra zakonna idzie na mszę z bobasem w wózku.
  5. Paweł F. Nowakowski, Maria Magdalena. Historia Najbardziej tajemniczej kobiety w Biblii (Wydawnictwo Znak) – solidnie opracowany portret Marii Magdaleny, umieszczony w szerokim kontekście.
  6. Maria Miduch, Kobiety, które kochał Bóg (Wydawnictwo WAM) – pysznie opowiedziane historie biblijnych kobiet: Ewy i Sary, Anny i Estery, Miriam i Rut, Judyty i Batszeby, Hagar i Tamar, Sefory (tak, etymologia nazwy sieci perfumerii jest biblijna) i Rachab, Debory i Jael, Elżbiety i Miriam.
  7. Michał Zioło OCSO w rozmowie z Katarzyną Kolską i Romanem Bieleckim OP, Po co światu mnich? (Wydawnictwo W drodze) – Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP umieją przeprowadzać wywiady, a Michał Zioło OCSO to nietuzinkowy, twardo stąpający po ziemi dwudziestopierwszowieczny mnich.
  8. Thomas Merton OCSO, Siedmiopiętrowa góra (Wydawnictwo ZYSK I S-KA, tłum. Maria Morstin-Górska) – autobiografia Mertona, od dziesiątek lat światowy beststeller. Biskup Robert Barron powiedział, że to książka, która zmieniła jego życie, gdy miał 16 lat. Merton pokazuje, że wrażliwość to bardzo męska cecha.
  9. Tomasz Gałuszka OP (w drugiej części w rozmowie z Marcinem Jakimowiczem), Odnowa w łasce. Teologia charyzmatów św. Tomasza z Akwinu (Wydawnictwo Esprit) – ten tytuł tylko tak złowrogo brzmi. Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak charyzmatyczny był św. Tomasz w tym swoim średniowieczu. Ta książka to katolicka balanga.

Można też sprezentować prenumeratę miesięcznika W drodze (dostępna również w wersji elektronicznej)!

P.S. W przededniu otwarcia się rajskich wrót konsumpcji czarnego piątku warto pomyśleć o tym, żeby kupić książki bezpośrednio od wydawnictw. Wtedy jest to dla nich najbardziej korzystne (w 2020 nie było możliwości sprzedaży bezpośredniej podczas targów czy spotkań).


In this gift guide I wanted to show Catholic books that had impact on me in the last two years.

Sorry to inform my English speaking Readers that the majority of the above mentioned books was written in Polish and they aren’t available in English.

The three that you can reach out to are:

  1. Véronique Olmi, Bakhita: A Novel of the Saint of Sudan – inspiring and enchanting story of an African slave who became a Catholic saint.
  2. Mark Twain, Joan of Arc – Twain said once, that this is his most important novel. He had been fascinated by the French saint for 12 years.
  3. Thomas Merton, The Seven Storey Mountain – I read it finally, because bishop Robert Barron talked that we could read something from the classics at the beginning of the first lockdown. And he named Merton. And he said this book changed his life when he was 16. Merton show that being vulnerable is a very masculine thing.

Dlaczego jestem w Kościele katolickim i w nim zostaję / Why am I in the Catholic Church and I’m not going anywhere

Duchowe, Foto

Chciałam o tym napisać już wcześniej (gdy ukazał się tekst Sławomira Jastrzębowskiego). Jakoś mi jednak zeszło i zostało w tematach na liście „do zrobienia”. Temat wiary przewijał się już pewnie na blogu nie raz (blog ma 10 lat, także…), ale kolejny raz nie zaszkodzi.

To nie jest tak, że będąc w Kościele osiągnę w życiu więcej; że mam dostęp do jakieś wiedzy psychologicznej o sobie i o świecie, do której nie można dojść innymi ścieżkami. Chodząc do kościoła nie zaspokajam w głównej mierze swojej potrzeby psychologicznej. Miło jest oczywiście pobyć w pięknym wnętrzu (o czym pisałam ostatnio), posłuchać inteligentnego kaznodziei, spowiadać się u inteligentnego człowieka, ale msza ma taką samą wartość, gdy odprawiana jest w obrzydliwym kościele przez przynudzającego/irytującego kapłana. Bo jestem w Kościele dla Boga i z powodu Boga. Spotkałam w nim fantastycznych ludzi, którzy pomogli mi stać się lepszą. Poznałam też wspaniałych ludzi, którzy nie są wierzący i pomogli mi stać się lepszą. Kościół to nie jest psychoterapia i miły styl życia, który ma mnie prowadzić do spełnienia i zadowolenia z siebie. Spotkałam w Kościele chamów i ludzi, którzy robią dużo zła. Poza Kościołem też spotkałam. Przynależność do Kościoła nie zwalnia z odpowiedzialności, zachęca do samorozwoju oraz poznawania świata. Przynależność do Kościoła nie jest odblaskową naklejką, żeby nas w nocy samochód nie rozjechał. Ślub kościelny jest gwarantem tylko i wyłącznie tego, że się chce budować życie z Bogiem. Nie tego, że drugie nie zwariuje, nie zachoruje, nie zdradzi, nie będzie stosować przemocy, że będzie dużo pieniędzy, dużo zdrowych dzieci, a rodzice u kresu swojego życia po prostu położą się pewnego wieczora i odejdą do Pana we flanelowej pościeli, pachnący, z wplecionym między palce u dłoni Różańcem. Pan Bóg nie jest maszyną do zaspokajania moich zachcianek; On buduje na naturze.

Jestem w Kościele, ponieważ uważam, że daje mi możliwość i środki dotarcia najbliżej Boga na ziemi. Zakłada to osobistą relację z Bogiem i czyni ją niezbędną (wielu kapłanów, katechetów i rodziców nie ma o tym pojęcia, co tę całą drogę czyni jeszcze bardziej wyboistą). Można poczytać św. Teresę z Avila, św. Tomasza z Akwinu, św. Ignacego Loyolę, by przekonać się o niesamowitej samoświadomości, przypisywanej dzisiaj głównie zdobyczom nowoczesnej psychologii i psychoterapii, którą Pan Bóg pomógł im zdobyć. Pomógł, bo nie zesłał im żadnego objawienia o nich samych, oświetlił im drogę, ale oni sami chcieli (z jakichś powodów) i poszli, zmieniając potem świat. Zaczęli jednak od siebie, oświetlani przez Ducha Świętego.  Bo Pan Bóg jest Kimś poza mną. Jego Kościół trwa już ponad 2000 lat, a On sam wcześniej mówił przez tysiące lat do Izraela. Ja umrę, Ty umrzesz, a on dalej będzie.

Czy czuję się mniej samotna, wierząc? W pewnym sensie tak, ale nie w takim, w jakim można by sądzić. Znam bardzo niewiele osób, z którymi mogę się podzielić swoją duchowością i sposobem jej przeżywania. To raczej świadomość obecności Pana Boga (aniołów, świętych, itp.) zmniejsza poczucie samotności. Oczywiście ogromną radością są dla mnie moi przyjaciele, ale nie wszyscy oni są wierzący. Będąc katolikiem, w świecie jest się jeszcze bardziej samotnym, niż nim nie będąc. Czy mniej się boję, wierząc? Pewnie tak, ale to nie działa jak automat. Różne lęki dopadają mnie od czasu do czasu i nie znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mam poczucie sensu mojego życia bez względu na warunki zewnętrzne, ale tylko i wyłącznie dlatego, że skoro Pan Bóg mnie wymyślił, to znaczy, że moje życie ma sens. Pan Bóg nie robi rzeczy bez sensu, zasobami zarządza oszczędnie. Czy zwalnia mnie to z krytycznego myślenia? Nie. Jeżeli czegoś nie rozumiem, to się modlę, żeby zrozumieć. Nie przychodzi od razu, ale nauczyłam się nie przeganiać wtedy Pana Boga szmatą. Mam bardzo konkretne doświadczenie Pana Boga w moim życiu w przeszłości. Takie, że nie mogło mi się coś tam wydawać i że planety się ułożyły w jakąś konstelację, a księżyc patrzył zza winkla. Czy miewam wątpliwości? W pewnym sensie tak, ale wtedy trzymam się tych faktów z przeszłości. Ostatnie miesiące pokazały mi, że im bardziej otworzę się na Boga, im bardziej zostawię Mu pola, tym więcej dowiaduję się o sobie, tym bardziej sobą się staję. Im więcej Boga w życiu, tym więcej mnie. Bóg mnie wymyślił i są takie rzeczy na świecie, które mogą się wydarzyć tylko przez to, że ja istnieję. Dotyczy to każdego człowieka. KAŻDEGO.

Na koniec jeszcze ważny akapit w dobie ujawnianych faktów. Mam nadzieję, że wszystkie zbrodnie kapłanów ujrzą światło dzienne i winni zostaną surowo ukarani. Skala zjawiska i zmowa milczenia przerażają. Czy moja wiara przez to słabnie? Wiara w człowieka tak, ale wiara w Boga nie. Nie znalazłam innego sposobu na zbliżanie się do szczęścia bardziej niż w Kościele katolickim (a szukałam). Kościół nie jest klubem dyskusyjnym, w którym panuje demokracja. Kościół nie zależy od moralności biskupów.


This topic of faith has probably appeared on the blog more than once (the blog is 10 years old, so …), but it won’t hurt anybody doing it again.

It is not that by being in the Catholic Church, I will achieve more in my life; that I have access to some psychological knowledge about myself and the world that cannot be accessed through other paths. When I go to church, I don’t mainly satisfy my psychological need. It is nice, of course, to be in a beautiful interior (which I wrote about recently), listen to an intelligent preacher, confess to an intelligent man, but the mass is of equal value when it is celebrated in a disgusting church by a boring / annoying priest. I am in the Church for God and because of God. I here met fantastic people who helped me become better. I also met wonderful people who don’t believe in God and they helped me become better. The Church is not psychotherapy and a nice lifestyle that is supposed to lead me to fulfillment and satisfaction. In the Church I have met people who do a lot of evil as well. Outside the church, I also met some. Belonging to the Church doesn’t absolve me from any responsibility but encourages self-development and learning things about the world. Belonging to the Church isn’t a reflective sticker, so that the car doesn’t run you over us at night. A church wedding guarantees only that you want to build a life with God. Not that the your spouse won’t go crazy, won’t get sick, won’t cheat, won’t use violence, there will be a lot of money, a lot of healthy children, and your parents will simply lie down one evening at the end of their lives and go to the Lord in flannel sheets, fragrant, with a Rosary woven between the fingers. God isn’t a machine to satisfy my whims, He builds on nature.

I am in the Church because I believe that it gives me the opportunity and tools to get closest to God on earth. This presupposes a personal relationship with God and makes it indispensable (many priests, catechists and parents have unfortunately no idea of ​​this, which makes the whole road on earth even bumpier). You can read St. Teresa of Avila, St. Thomas Aquinas, St. Ignatius of Loyola to find out about the incredible self-awareness, attributed today mainly to the achievements of the modern psychology and psychotherapy, which God helped them acquire. I mean helped because he didn’t send them any revelation about themselves, he lighted the path for them, but they wanted it (for some reasons) and they went and eventually changed the world. However, they started with themselves, illuminated by the Holy Spirit. Because God is something beyond me. His Church has been going on for over 2,000 years, and he has spoken to Israel for thousands of years before. I will die, you will die, and the He is going to still be there.

Do I feel less lonely believing? In some way yes, but not as one might think. I know very few people with whom I can share my spirituality and the way I live it. Rather, it is the awareness of the presence of God (angels, saints, etc.) that reduces the feeling of loneliness. Of course, my friends are a great joy for me, but not all of them are believers. Being a Catholic makes you even more lonely in the world than you are without the faith. Am I less afraid because of my faith? Probably yes, but it doesn’t work like a machine. Various fears hit me from time to time and they don’t disappear magically. I have a sense of purpose of my life regardless of external conditions, but only because God created me, so it means that my life makes sense. God doesn’t do nonsense. Does my faith relieve me of critical thinking? No. If I don’t understand something, I pray to understand. It doesn’t come right away, but I’ve learned not to chase God away with a rag. I have a very concrete experience of God in my life.  Do I have doubts? In a way, yes, but then I stick to these past facts. The last few months have shown me that the more I open up to God, the more I leave him fields, the more I learn about myself, the more I become myself. The more God in life, the more me. God made me up, and there are things in the world that can only happen because I exist. This is true for each human being. EACH.

Finally, an important paragraph in the era of the facts that are being disclosed. I hope that all the crimes of the priests will see the day light and that the guilty will be severely punished. The scale of the phenomenon and the omerta are terrifying. Does this weaken my faith? Faith in a human being yes, but not faith in God. I found no other way to get closer to happiness than in the Catholic Church (and I was looking for it, believe me). The Church is not a democratic discussion club. The Church doesn’t depend on the morality of the bishops.

Ważne, widoczne dla oczu / The visible to eyes is important

Duchowe, Foto

W szkole podstawowej nauczycielka opowiadała nam, że gotyckie katedry we Francji budowano tak jak budowano, żeby ukazać potęgę Boga. Że miały być tak bardzo wysokie, żeby sięgać nieba. Nie rozumiałam wtedy tego w ogóle. Nie rozumiałam, w jaki sposób ma mi to pomóc Go poznać (nie, że jakoś nie mogłam spać, szukając sposobu na poznanie Go, tak po prostu).

W 2000 roku pojechałam do Paryża. Nosiłam wtedy długie powłóczyste sukienki i skórzane hipisowskie sandały, byłam niewierząca. Pewnego dnia weszłam do katedry Notre Dame i dzisiaj wiem, że wtedy poczułam i poznałam to, o czym mówiła nauczycielka i że ludzie w średniowieczu to jednak wiedzieli, co jest na rzeczy. Wtedy mi było po prostu fizycznie przyjemnie – lubiłam to, co witraże robiły ze światłem; lubiłam odgłos, który wydawały moje sandały, gdy szłam. Lubiłam tę wysokość i przestrzeń oraz zakamarki. Czułam się ogarnięta i otulona; bezpieczna, a jednocześnie częścią wielkiej całości. Nie wiem, kiedy powstało to wypaczenie, które kazało dorosłym wokół mnie uczyć mnie, by nie ufać zmysłom, skoro to one są często właśnie drogą poznania Boga (i poznania w ogóle, ale to już wątek na inny tekst).

To, co pierwszy raz poczułam 20 lat temu w Paryżu czuję też czasem ciągle dzisiaj. W starych kościołach, nowe budynki tego nie umieją. Na przykład w poznańskim kościele św. Wojciecha to czuję. Kilka tygodni przed europejską edycją pandemii dotarło do mnie, że podczas mszy czuję się tam jakby poza czasem i poza światem. Nie na zasadzie ucieczki, ale w centrum świata i poddana czasowi, ale równocześnie jakby ponad nimi.

Odczułam to także kilkanaście dni temu w katedrze w Płocku, do której weszłyśmy przypadkiem (po tym jak zobaczyłam w Muzeum Mazowieckim, które było naszym głównym celem, projekt polichromii Mehoffera do płockiej katedry – wcześniej nie spodziewałam się po niej niczego godnego uwagi, o ja głupia i uprzedzona). Zakochałam się totalnie, to jest moja ulubiona polska katedra.

In my elementary school,  teacher told us once that Gothic cathedrals in France were built the way they were built to show the power of God. That they were supposed to be tall enough to reach the sky and to show His power. I didn’t understand it at all then. I didn’t understand how it was supposed to help me get to know Him (not that somehow I couldn’t sleep at Wight looking for a way to know Him, but you know – just like that; not my love language).

In 2000, I went to Paris. Back then, I was wearing long flowing dresses and leather hippy sandals, I was a fresh turned atheist. One day I entered the Notre Dame cathedral and today I know that then I felt and understood what the teacher was talking about and that people in the Middle Ages knew what was going on. Back then, it was Just a physicall pleasure to walk through it – I liked what the stained glass did to the light; I liked the sound my sandals made as I walked. I liked the height and space and nooks and crannies. I felt embraced and wrapped; safe and at the same time part of a great whole. I don’t know when people decided to teach me not to trust my senses, since they are often the way to know God (and not only God, but generally senses are great).

What I felt for the first time 20 years ago in Paris, I can still feel today sometimes. In old churches, new buildings can’t do that. For example, in the St. Adalbert’s church in Poznan I am able to feel that. A few weeks before the European edition of the pandemic, it occurred to me that during the mass there I feel as if I was out of time and out of the world. Not as an escape, but in the center of the world and subject to time, but also above them.

I also felt it some days ago in the cathedral in Płock, which we entered by accident (after I saw a note in the Mazovian Museum, which was our main goal, the design of Mehoffer’s polychrome for the Płock cathedral – previously I didn’t expect anything worth paying attention to there, but I was stupid and anticipated). I totally fell in love, this is my favorite Polish cathedral.

Lato pandemiczne / Pandemic Summer

Blubry, Foto, Potęga codzienności / Power of everyday life

Dużo małych rzeczy, to wielka rzecz. / A lot of small things is a big deal.

Kiedy przyszłam tam kolejnego dnia, hangaru już nie było. Uwielbiam wieloryby.

When I came there a day after I took this, the shed had been already taken away. I love whales. (not sure about the grammar here…)

Zachody słońca są długie i kolorowe.

Sunsets are long and colorful.

Pierwsza wystawa po kwarantannie. Widziałam ostatnio jakiś stary wywiad z Keirą Knightley w uroczym żakieciku. Miała zagrać na zębach (nie pytajcie) jakąś melodię i miała problemy z podniesieniem rą, tak żeby dosięgnąć tych zębów. Po co nosić ubrania, w których nie można się ruszać? To tutaj na zdjęciu to strój sportowy z końca XIX wieku. Cudownie wyprofilowany rękaw z idealnie wyprofilowanym zakończeniem przy nadgarstku (ścięty pod skosem).

The first exhibition after the quarantine. I recently Saw an interview with Keira Knightley in a cute little jacket. She was going to play a tune on her teeth (don’t ask) and she had trouble lifting her arms to reach those teeth. Why do one wear clothes that don’t enable you to move? Here a sport suit from the end of the 19th century. A wonderfully contoured sleeve with a perfectly contoured wrist.

Warszawska Praga ma Maryjny znak jakości.

Praga of Warsaw is a Mother Mary approved district.

Dużo darów siostry natury!

A lot of gifts from sister nature!

Dużo samoprzylepnych serduszek potrzeba, by nauczyć się grać na akordeonie.

You need a lot of self-adhesive little hearts to learn play the accordion.

Potęga małej codzienności / The power of a small everyday life

Potęga codzienności / Power of everyday life

Czuję się mocno zmęczona większością treści, które mają wzięcie w mediach społecznościowych. Zabrałam się w ostatnich tygodniach za wykopaliska archeologiczne blogów (amerykańskich), które czytałam 10-15 lat temu. Część z nich nie jest już dostępna, a jeżeli już jakiś się ostał, to nie jest od kilku lat aktualizowany. Odpryski troszku do znalezienia na Instagramie. Te dziewczyny pomogły mi ukształtować i znaleźć własną estetykę. Inspirowały do szukania książek autorek, o których nigdy nikt mi w Polsce nie powiedział (Elizabeth Bowen, Flannery O’Connor). Wpisy, które publikowane były, żeby się podzielić i co najwyżej dla komentarzy, bo wtedy się jeszcze na blogach nie zarabiało. Brakuje mi czytania o interesującej codzienności innych ludzi.

Ich teksty otwierały okna mojej wyobraźni i motywowały, żeby czynnić sobie codzienność potężną. Tym był dla mnie od początku internet. Popatrzcie sobie na wpisy Emily, która jest autorką i ilustratorką książek dla dzieci (i tutaj dział retro ciuchowy). Z polskich blogów (tutaj coś akurat z naszej ery) uwielbiałam Dzienniki Stołowe, a teraz Agata przeniosła się na Dzienny nocny, Kasia na ladnebebe (Kasi teksty pociągające dla mnie, mimo że temat rodzicielstwa mnie osobiście nie dotyczy, jednak jej autorstwa czytałabym nawet instrukcje prania).

Pomyślałam sobie, że przecież to chodzi o to, żeby być zmianą, której się pożąda i będę się dzielić więcej i trochę jak kiedyś.

Poznałam Olę gdzieś w okolicach 2006 roku na forum internetowym o rękodziele. Ola nie za bardzo kumała się wtedy z Jezusem, a tydzień temu ryczałam jak wół, gdy widziałam jak Ola przyjmuje Komunię Świętą podczas swojego ślubu. To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Bo Jezus jest po prostu super.

I met Ola somewhere around 2006 on a craft online forum. Ola didn’t get along with Jesus at that time, and a week ago, as her son’s godmother, I cried like crazy seeing her receiving the Holy Communion during her wedding. One of the best days of my life, because Jesus is simply great.

Religia to także fizyczna dziedzina życia. Pięknie o fizyczności liturgii mówił ojciec Cassian Folsom OSB podczas Mysterium Fascinans w 2017 roku. Kiedyś jednego dnia dotarło do mnie, w sam środek serca i mózgu, że jednak mojemu człowieczeństwu robi różnicę czy mogę modlić się w pięknym kościele czy w brzydkim. Wiadomo, wszędzie modlitwa jest tak samo ważna i może być tak samo święta. Ale jednak zawsze to milej…

Religion is a very physical life area. Father Cassian Folsom OSB spoke beautifully about the physical side of the liturgy during Mysterium Fascinans in 2017. Once I felt very clear;y that it does make a difference to my humanity whether I could pray in a beautiful church or in an ugly one. We know, everywhere prayer is valid and can be Holy regardless the circumstances. But it’s always kind of nicer…

Chciałam dzisiaj napisać jeszcze więcej, ale migrena naparza i już tracę siły. Niedługo można spodziewać się kolejnego wpisu (bo zdjęć jeszcze sporo z ostatnich kilku tygodni), ale wspomnę jeszcze teraz o lipcowym numerze miesięcznika „W drodze”. Wiadomo jak z periodykami: jedne numery są dobre, niektóre lepsze. Ten jest moim zdaniem wybitny. Także kupujcie – szukajcie u swoich dominikanów lub na stronie wydawnictwa (można wersję elektroniczną, można papierową).

Nie umiem się powstrzymać – troszkę się wstydziłam, ale zapytałam Mariannę czy pojechałaby ze mną zrobić mi kilka(set) zdjęć na polu lawendowym. Spędziłyśmy szalone cztery godziny. To dla mnie lepsze niż SPA. Zwłaszcza w towarzystwie inspirującego człowieka – obu nam się oczy zaświeciły, gdy zobaczyłyśmy te drzwi od stodoły.


I can’t help myself – I was a bit ashamed, but I asked Marianna if she would go with me to take a few (hundreds) photos of me in a lavender field. We spent crazy four hours there. It’s better for me than SPA. Especially in the company of an inspiring human being – we both gasped in amazement when we saw that barn door.

I feel very tired of most of the content that is being published now on social media. In recent weeks I tried to find the blogs I loved 10-15 years ago. Some of them are no longer available, if they are available, they haven’t been edited for couple of years now. Some of the authors you can find on Instagram. Those girls helped me shape and find my own aesthetics. They inspired me to look for books by authors that no one in Poland has ever told me about (Elizabeth Bowen, Flannery O’Connor). They shared their own lives without looking for a sponsored content. I miss reading about the interesting everyday life of other people.

Their posts opened the windows of my imagination and motivated me to make everyday life powerful. That was the meaning of the Internet for me from the beginning. Look at Emily, who is the author and illustrator of children’s books (and here the retro clothing section).

I thought that after it is all to be the change you want in the world. So I think I will be sparing more, like I used to 10 years ago.