241. Maj odpływa w siną dal…
30 środa maj 2012
30 środa maj 2012
26 sobota maj 2012
Po krótkiej imieninowej nocy zapakowałam swoje utensylia w łączności z psem i ruszyłam na północ (czyli przeniosłam się ze strefy klimatu podzwrotnikowego pod koło podbiegunowe). Wylądowałam u mojej kuzynki na prawie plaży. Spacerowałyśmy wzdłuż brzegu poubierane we wszystkie prawie zabrane rzeczy, jadłyśmy gofry, w wyniku czego zaliczyłyśmy krótkie i zwinne zatrucie pokarmowe. Miło było, odkrywamy na nowo pozytywne strony bycia rodziną.
Po zwinnym zatruciu, znowu zapakowałam das Auto i pojechaliśmy z Leo do lasu. Po drodze spotkaliśmy się z Kasią i jej rodziną. Wgłąb pojechaliśmy już razem (bo sama za nic bym nie trafiła). Kilometr w las, gdzie mieszkaliśmy przez kolejne trzy dni. Codzienne śpiewy żurawi, dwugodzinne spacery po lesie i rozmowy poważne i mniej. Odpoczęłam jak nigdy w życiu, obecnie mam obsesję na punkcie lasu. Tam wreszcie zżyliśmy się z Leo. I mniej bałam się iść w nocy na spacer do lasu niż po powrocie w mieście.
Przyjaciele to skarb. Jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie się człowiekowi na ziemi mogą przytrafić.
Domek Effi Briest
P.S. Zdjęcia są o wiele lepszej jakości, niż się wydaje – polecam klikanie w każde!
12 czwartek kwi 2012
30 piątek mar 2012
Tagi
Ludzie szczęśliwi są mniej zmęczeni, co twierdzę nawet w tej chwili, kiedy zaczyna mi się dosłownie kręcić w głowie ze zmęczenia, a widzenie sprawia mi już poważne trudności. Skoro świt pojechałam do fabryki (spóźniona), potem pędem na pogrzeb (spóźniona), potem pędem ugotowałam obiad (o tym później) i potem pędem na uczelnię (bo znowu jestem studentką; oczywiście spóźniona).
Od blisko tygodnia, pierwszy raz w życiu, jestem na diecie. Przymierzałam się do tego już latem zeszłego roku. Dobrze by było troszkę schudnąć, to jednak nie jest aktualnie moim celem. Moim celem jest nauczyć się regularnie jeść. Bywają psy, które na spacerze nie zdążą zrobić kupy, bo są tak podekscytowane dworem, że zapominają. Ja często po prostu zapominałam o tym, żeby zjeść. Regularne gotowanie zabiera mnóstwo czasu (nawet jeżeli jest to pół godziny dziennie tylko), ale pierwszy raz od bardzo dawna jem codziennie obiad. Jem też oczywiście mniej, co daje mi się we znaki raczej psychologicznie niż fizycznie. Szukam zatem aktualnie różnorodnych dietetycznych przepisów, bo ile można jeść ryż z kurczakiem, odkrywam nowe smaki i łamie w sobie stereotypy żywieniowe. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, więc za kilka tygodni, mam nadzieję, będzie już lepiej z uwzględnianiem gotowania obiadu wieczorem (na następny dzień) lub po prostu po pracy. Owoce i warzywa rośnijcie zdrowo i na chwałę ojczyzny!
19 niedziela lut 2012
Kto jeszcze, oprócz mnie, słyszy świergoloące już ptaszki? Lada dzień, według rozkładu, powinny się zacząć moje przedwiośniowe zawroty głowy i pierwsze alergie. I nic na to nie poradzę, ale już się ich nie mogę doczekać. Moje znękane zimowymi butami stopy też nie.
***
“Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę. Lecz ty, Jakubie, nie wzywałeś Mnie, bo się Mną znudziłeś, Izraelu! Raczej Mi przykrość zadałeś twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz. Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów.”
Iz 43,18-19.21-22.24b-25
18 sobota lut 2012
Kiedy źle jest lubię sprzątać i gotować, bo są to rzeczy, które w 99% mi wychodzą. Nie to, co z większością innych. Rok 2012 jest ciągiem dalszym wspaniałego 2011. No, może jednak nie tak całkiem do końca. Zostałam w pewien sposób doceniona w firmie. Zapytano czy wezmę dodatkowe tłumaczenie. Wzięłam i wiem, że będę nad tym płakać, kląć i złorzeczyć, a na końcu dojdę do wniosku, że język i tak nie wyrazi tego, co pomyśli głowa i są rzeczy nieprzetłumaczalne, ale każdy potrzebuje jakieś adrenaliny i wyzwania. Niektórzy się wspinają na Najwyższe Góry Świata, zjeżdżają z innych gór cali w błocie na swoich rowerach górskich, a niektórzy idąc spać zastanawiają się, gdzie w tym zdaniu jest, kurczę, dopełnienie.
Konfitura w kolorze mojego Szerszenia jest smaczna, ładna i słoneczna. Według przepisu Agaty z Pretty Pleasure. Mam już w głowie pomysły na inne przetwory. Tylko przetłumaczę i napiszę następny artykuł do Archipelagu. Jest plan, jest dobrze.
(ups, zdjęcie wyszło przypadkowo podobne do tego u Agaty…)
04 sobota lut 2012
07 sobota sty 2012
Lubię wydawać “przyjęcia” – pomyślałam i zaraz przypomniałam sobie o “Pani Dolloway”, która czeka na półce już od roku. Sięgnę po nią zaraz po kardynale Wyszyńskim. Muszę się przekonać, czy to jedyne podobieństwa między nami. Mam nadzieję.
Była soczewica ala Sophie Dahl (jej paryski miszmasz), pieczona kaczka z pyzami (poznańskimi) i modrą kapustą, a na deser – mus cytrynowy (też Sophie Dahl). Było pysznie…
Byłam dziś na pogrzebie Bożego człowieka. Pogrzeby Bożych człowieków są zawsze bardzo piękne. Kiedy zaśpiewali “Anielski orszak niech…” całą farę wypełniło słońce (deficytowe ostatnimi czasy). A, no i nie przestaję się dziwić temu, że niektórzy potrafią podać Kościół na tak smęciarski sposób, że aż dziw bierze, że są na tym świecie jeszcze jacyś wierzący…
25 niedziela gru 2011
Posted in Foto
W tym roku głównymi kolorami świątecznymi w mieszkaniu moich dziadków, gdzie spędzaliśmy Wigilię, były biały i srebrny…
Mieliśmy jedno dodatkowe nakrycie, nie dla nieznajomego, ale dla kogoś bardzo znajomego – było nas siedmioro, zamiast, jak zazwyczaj – ośmioro…
Było tak, a jest tak:
A dziś, kiedy moja mama nareszcie się popłakała, wychodząc z sali, na której leży dziadek, pomyślałam, że naprawdę jest człowiekiem (twarda sztuka, wyzywa strasznie, jeżeli ktoś płacze…). Bardzo powoli, ale idzie ku dobremu – dziękuję za modlitwy i proszę o jeszcze.
23 piątek gru 2011
Adwent zaczynałam spacerując z Leonem po ukochanych zakamarkach naszej dzielnicy. Śniegu niet, ale klimat był…
Potem się Maria przeprowadzała. Przewoziłam kilka “drobiazgów” – Szerszeń to przyczajony tygrys, ukryty transporter. Chłopaki na nowych śmieciach:
Wczorajsze świętowanie z Carlosem i ta błogosławiona świadomość, że jutro, czyli dziś, nie trzeba iść do pracy:
Prezent od Gwiazdora dla Leona, piszcząca piłeczka, której Zdzichu się oczywiście boi (ciocia Carlos niepocieszona):
Święta w mojej rodzinie nie będą wesołe. Jeden z moich dziadków w stanie bardzo ciężkim od kilku dni walczy o życie po wypadku (potrącony na pasach przez samochód). Proszę o modlitwę (koronka do Bożego Miłosierdzia trwa jakieś 9minut).
To idę sprzątać…