Siedzę i czekam, aż wchłonie mi się krem nawilżający, żeby zacząć się malować. Siedzę w przyciasnawej sukience, której za żadne skarby nie chcę oddać, bo to przecież jedwabno-bawełniany róż. Przygotowany wczoraj ostatnkiem sił mus czekoladowy posypany już skórką pomarańczową, czeka gotowy do startu. Włosy kręcą się dziś średnio, na skórze i po worach pod oczami widać zmęczenie, które ukryję wyżej wymienionym makijażem.Cały dzień świeciło słońce. 54 lata temu w jednej z jeżyckich kamienic na świat przyszedł mój tata. Prapradziadek napisał: “Urodził się król!”. Człowiek wszechstronnie uzdolniony – poeta, malarz, kompozytor, wciśnięty w fabryczne tryby. Długie lata frustracji, unieszczęśliwiana siebie i najbliższych. Jednocześnie zajmowania się dziećmi własnymi i wiecznie kobiety pracującej. W końcu rozpad małżeństwa, w efekcie rozwód. Miesiące dwa po rozwodzie totalna zmiana optyki… Moi rodzice żyją dzisiaj razem jak nigdy wcześniej, ja od 3 lat mam wreszcie tatę takiego, jakiego potrzeba mieć kobiecie w moim wieku. I to smutne, ale dopiero, kiedy to nastąpiło zdałam sobie sprawę: każdej kobiecie będzie czegoś zawsze brakowało, jeżeli jej ojciec nigdy nie spojrzał na nią z podziwem.

Krem się wchłonął, idę się malować…

Ludzie naprawdę potrafią się zmienić. Trzeba im tylko dać szansę…