“Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.”

Mk 1,14-20

***

Ten kawałek Ewangelii jest o tym, że Boża logika jest inna (wyświechtane, ale prawdziwe). Rok 2012 jest ciągiem dalszym koszmarnego 2011. Cały myk polega teraz tylko na tym, że trzeba zacząć to inaczej przeżywać; kryzys może być twórczy, jak to zwykł mawiać mój spowiednik. Lekarze prawie zabili dziadka w szpitalu. Jestem cholerykiem:

Dzień po tym, jak m.in. na mojej mamie wyżyłam się za niekompetencję “lekarzy”. Tata u fryzjera w mojej okolicy, dzwoni do mamy:

Tata: “Zapomniałem portfela z domu, jesteś tu w okolicy?”

Mama: “Nie.”

Tata: “To co ja mam teraz zrobić?”

Mama: “Dzwoń do Kaśki. Ja nie dzwonię, bo się boję.”

Wzięłam się, wsiadłam w auto po kilku głębszych (oddechach) i uratowałam płodziciela.

Następnie zawiozłam babcię do szpitala, modliłam się tylko, żeby się wreszcie uspokoić, bo inaczej wysadzę cały ten przybytek w powietrze. Nie wysadziłam, nikogo nie oblałam kwasem, ani nawet nie rzucałam spojrzenia czerwonoarmisty a la Carlos.  Reasumując – jeżeli ktoś z Waszej rodziny będzie w szpitalu i będzie miał cukrzycę, sprawdzajcie czy personel o tym pamięta.

To była piosenka o moim dziadku. Proszę o modlitwę, by odzyskał przytomność, wyzdrowiał i o to, by żaden lekarz mu już nie zaszkodził.