214.

“Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.”

Mt 4,4b

***

Kiedy na blogu pojawiają się jedynie coniedzielne posty, świadczy to zazwyczaj o tym, że jest źle. Ja nie mam w zwyczaju pisać tu “jak mi źle”, dlatego wolę nie pisać nic. Stąd tu taka nuda (chociaż, moim skromnym zdaniem, Bóg ma ciekawsze rzeczy do powiedzenia niż ja). Należę do tych, którzy bombardują problem, dopóki się z nim nie uporają; żadne etapy pośrednie mnie nie interesują. To już tak walczę drugi rok i mam nadzieję, że Bóg się zlituje i odmieni los Syjonu. Ale i tak Go kocham i każda kolejna kłoda tylko tę moją miłość umacnia. Proces całkiem niezrozumiały także dla mnie…

Jak obrobię zdjęcia, będzie ich trochę z 80-tych urodzin mojej babci…

213. Szczęśliwy ten dom, …

… w którym kwiaty są.

Kto jeszcze, oprócz mnie, słyszy świergoloące już ptaszki? Lada dzień, według rozkładu, powinny się zacząć moje przedwiośniowe zawroty głowy i pierwsze alergie. I nic na to nie poradzę, ale już się ich nie mogę doczekać. Moje znękane zimowymi butami stopy też nie.

***

“Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę. Lecz ty, Jakubie, nie wzywałeś Mnie, bo się Mną znudziłeś, Izraelu! Raczej Mi przykrość zadałeś twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz. Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów.”

Iz 43,18-19.21-22.24b-25

212.

Kiedy źle jest lubię sprzątać i gotować, bo są to rzeczy, które w 99% mi wychodzą. Nie to, co z większością innych. Rok 2012 jest ciągiem dalszym wspaniałego 2011. No, może jednak nie tak całkiem do końca. Zostałam w pewien sposób doceniona w firmie. Zapytano czy wezmę dodatkowe tłumaczenie. Wzięłam i wiem, że będę nad tym płakać, kląć i złorzeczyć, a na końcu dojdę do wniosku, że język i tak nie wyrazi tego, co pomyśli głowa i są rzeczy nieprzetłumaczalne, ale każdy potrzebuje jakieś adrenaliny i wyzwania. Niektórzy się wspinają na Najwyższe Góry Świata, zjeżdżają z innych gór cali w błocie na swoich rowerach górskich, a niektórzy idąc spać zastanawiają się, gdzie w tym zdaniu jest, kurczę, dopełnienie.

Konfitura w kolorze mojego Szerszenia jest smaczna, ładna i słoneczna. Według przepisu Agaty z Pretty Pleasure. Mam już w głowie pomysły na inne przetwory. Tylko przetłumaczę i napiszę następny artykuł do Archipelagu. Jest plan, jest dobrze.

(ups, zdjęcie wyszło przypadkowo podobne do tego u Agaty…)

211.

Dziś z poniedziałku:

“Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków. Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma. Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym. Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana, bo jest mężem chwiejnym, niestałym we wszystkich swych drogach Niech się zaś ubogi brat chlubi z wyniesienia swego, bogaty natomiast ze swego poniżenia, bo przeminie niby kwiat polny. Wzeszło bowiem palące słońce i wysuszyło łąkę, kwiat jej opadł, a piękny jej wygląd zginął. Tak też bogaty przeminie w swoich poczynaniach.”

Jk 1,1-11

210.

On leczy złamanych na duchu
i przewiązuje im rany.
On liczy wszystkie gwiazdy
i każdej nadaje imię.

Ps 147, 3-4

***

Szukając życiowych inspiracji rano, przeglądając tysiące zdjęć w sieci, zachciało mi się zrobić jakiś deser. Lodówka świeci pustkami, bo wczoraj było mi zimno i źle i nie załatwiłam sprawunków (a w niedziele nie chadzam do sklepów). Kilka godzin później, babcia pyta czy chcę mascarpone. Chcę. “A biszkopty też chcesz?”. Chcę. No to kto ma teraz tiramisu w lodówce?

P.S.Dostałam też w pakiecie domowej roboty mielonkę, bo na obkład też oczywiście nic nie ma…

209. “Archipelag”

Opakowanie, z którym zmagamy się na co dzień, pielęgnujemy, kochamy, czasem okaleczamy i nienawidzimy. Nasze ciało. Piękne, tajemnicze i wymagające. Długo wyczekiwany numer, w którym obok wielu znakomitych tekstów znajduje się też jeden mój.

Enjoy your “Archipelag”!

207.

Siedzę i czekam, aż wchłonie mi się krem nawilżający, żeby zacząć się malować. Siedzę w przyciasnawej sukience, której za żadne skarby nie chcę oddać, bo to przecież jedwabno-bawełniany róż. Przygotowany wczoraj ostatnkiem sił mus czekoladowy posypany już skórką pomarańczową, czeka gotowy do startu. Włosy kręcą się dziś średnio, na skórze i po worach pod oczami widać zmęczenie, które ukryję wyżej wymienionym makijażem.Cały dzień świeciło słońce. 54 lata temu w jednej z jeżyckich kamienic na świat przyszedł mój tata. Prapradziadek napisał: “Urodził się król!”. Człowiek wszechstronnie uzdolniony – poeta, malarz, kompozytor, wciśnięty w fabryczne tryby. Długie lata frustracji, unieszczęśliwiana siebie i najbliższych. Jednocześnie zajmowania się dziećmi własnymi i wiecznie kobiety pracującej. W końcu rozpad małżeństwa, w efekcie rozwód. Miesiące dwa po rozwodzie totalna zmiana optyki… Moi rodzice żyją dzisiaj razem jak nigdy wcześniej, ja od 3 lat mam wreszcie tatę takiego, jakiego potrzeba mieć kobiecie w moim wieku. I to smutne, ale dopiero, kiedy to nastąpiło zdałam sobie sprawę: każdej kobiecie będzie czegoś zawsze brakowało, jeżeli jej ojciec nigdy nie spojrzał na nią z podziwem.

Krem się wchłonął, idę się malować…

Ludzie naprawdę potrafią się zmienić. Trzeba im tylko dać szansę…

206.

“Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.”

Mk 1,14-20

***

Ten kawałek Ewangelii jest o tym, że Boża logika jest inna (wyświechtane, ale prawdziwe). Rok 2012 jest ciągiem dalszym koszmarnego 2011. Cały myk polega teraz tylko na tym, że trzeba zacząć to inaczej przeżywać; kryzys może być twórczy, jak to zwykł mawiać mój spowiednik. Lekarze prawie zabili dziadka w szpitalu. Jestem cholerykiem:

Dzień po tym, jak m.in. na mojej mamie wyżyłam się za niekompetencję “lekarzy”. Tata u fryzjera w mojej okolicy, dzwoni do mamy:

Tata: “Zapomniałem portfela z domu, jesteś tu w okolicy?”

Mama: “Nie.”

Tata: “To co ja mam teraz zrobić?”

Mama: “Dzwoń do Kaśki. Ja nie dzwonię, bo się boję.”

Wzięłam się, wsiadłam w auto po kilku głębszych (oddechach) i uratowałam płodziciela.

Następnie zawiozłam babcię do szpitala, modliłam się tylko, żeby się wreszcie uspokoić, bo inaczej wysadzę cały ten przybytek w powietrze. Nie wysadziłam, nikogo nie oblałam kwasem, ani nawet nie rzucałam spojrzenia czerwonoarmisty a la Carlos.  Reasumując – jeżeli ktoś z Waszej rodziny będzie w szpitalu i będzie miał cukrzycę, sprawdzajcie czy personel o tym pamięta.

To była piosenka o moim dziadku. Proszę o modlitwę, by odzyskał przytomność, wyzdrowiał i o to, by żaden lekarz mu już nie zaszkodził.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.